KLUB MIŁOŚNIKÓW FILMU | FILM.ORG.PL
Dzień 4
Przez to, że zaspałem, nie udało mi się rano zdążyć na "24 City". Stojąc w tłumie wyczekujących nagle ujrzeliśmy tabliczkę z napisem "FULL", którą wszyscy powitali głośnym westchnieniem. Spojrzałem na rozkład pokazów - okazało się, że nie ma nic dziś, co specjalnie chciałbym obejrzeć. Zastanawiałem się nad pójściem na "Un conte de noel", ale - po dość odstraszających recenzjach i równie przerażającym czasie trwania filmu (2,5 godziny dramatu rodzinnego?!) - zdecydowałem się spędzić dzień na oglądaniu Palais des Festivals, a przede wszystkim - Marche du Film. Wczoraj obejrzałem stanowiska na zewnątrz po prawej stronie od wejścia do Palais, które jednak nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Dziś postanowiłem skupić się na stoiskach mieszczących się w środku, na -1 piętrze.


Stoiska. Po lewej - tandetne horrory, po prawej - fundacja promująca ambitne kino

Stoisko filmów krótkometrażowych

Wejście do Marche Du Film znajduje się przy samym wejściu do Palais des Festivals, a prowadzą do niego wyłożone zielonym dywanem schody. Miejsce jest całkiem duże i podzielone na kilka sektorów. W każdym z nich znajdują się boksy różnych firm i instytucji zajmujących się filmami, czasem są to nawet stoiska samych krajów, z katalogami filmów stworzonych w danym roku oraz z kontaktem do dystrybutorów. Jak już wspominałem kilka dni wcześniej, można tu spotkać wszelkiego rodzaju filmy: od krwawych horrorów klasy B, po kino Bollywood, azjatyckie, niskobudżetowe akcyjniaki z USA na bajkach dla dzieci kończąc ("Disco Worms" - bez komentarza). Repertuar jest naprawdę szokujący i czasami aż sam się dziwię, że niektóre z tych filmów ktoś chce promować i bez żenady stoi przy stanowisku reklamującym jakiś kręcony domową kamerą tandetny slasher. No cóż, przyznam, że mam pewien sentyment do takich produkcji, więc absolutnie nie przeszkadza mi ich obecność, a nawet jest to na swój sposób miłe, że takie kino jest brane pod uwagę na takim festiwalu. Zresztą, słyszałem, że na poprzednich edycjach swoje wielkie imprezy miała tu Troma, jednak w tym roku nigdzie ich nie widać...

Na dole znajduje się też wielki dział filmów krótkometrażowych. Są tu sale projekcyjne, biura dystrybutorów, a także wielka ściana, na której twórcy promują swoje filmy, które pojawiają się tu w tym roku. Wszędzie poprzyklejane są plakaty i ogłoszenia, niektóre zrobione dość amatorsko (czyt.: wydrukowany kadr, pod spodem naprędce napisana informacja, gdzie i kiedy odbędzie się pokaz filmu), inne w pełni profesjonalne. Obok jest sala gdzie odbywają się warsztaty, na których młodzi twórcy uczą się, jak wypromować swój film - niestety nie mogę na nie wejść, gdyż wymagają wcześniejszego zapisania. Ponadto jest sala, gdzie można oglądać konkretne tytuły na komputerach, a potem zdecydować o ich kupnie.


Allen, Hall i Cruz

Allen i Hall

Jednak rola Marche du Film nie kończy się tylko na katalogach i plakatach czy zwiastunach reklamujących filmy. Odbywają się też pokazy specjalne w salach na trzecim piętrze albo w namiotach na zewnątrz (nie byłem jednak jeszcze w tej części wioski filmowej). Puszczane są tam materiały promocyjne, (albo też całe filmy) na wiele miesięcy przed premierą. Są one przeznaczone głównie dla producentów, ale dziennikarze też czasami są nie wpuszczani. O takich pokazach można dowiedzieć się ze specjalnego katalogu prezentującego wszystkie pokazy odbywające się na terenie Cannes i oficjalnie związane z imprezą. Informują też o nich gazety, a wiele tytułów jest reklamowanych na ich łamach, najczęściej wielkim ogłoszeniem na całą stronę. Dziś na przykład znalazłem dwa interesujące mnie tytuły: "20th Century Boys" (adaptacja świetnej mangi Naoki Urusawy) oraz "Sky Crawlers" (nowy film Mamoru Oshii). Pod ogłoszeniem o ich projekcji widnieje numer stanowiska, do którego należy się zgłosić, aby otrzymać zaproszenie na pokaz. Tym razem jest to stanowisko promujące japońską kinematografię. Okazuje się jednak, że za oba pokazy odpowiedzialna jest jedna z japońskich telewizji, zostaję do niej skierowany. Następnie okazuje się, że na jutrzejszy pokaz nie jest potrzebne zaproszenie, jednak dopiero teraz zauważam, że oba puszczane są w tym samym czasie i w tej samej sali. W końcu okazuje się, że są to tylko materiały promocyjne - pierwsze trailery albo fragmenty filmów, więc chyba sobie taki pokaz daruję. Jest to jeden z nielicznych takich przypadków - głównie puszcza się tu filmy w całości, na jutro zapowiedziana jest na przykład nowa komedia z Simonem Peggiem - "How to lose friends and alienate people", która zapowiada się całkiem nieźle. Niestety, w tym samym czasie leci "Indiana Jones..." ;). Część naprawdę ciekawych tytułów jest też opatrzona znaczkiem "NO PRESS", co oznacza, że są to pokazy tylko i wyłącznie dla dystrybutorów bądź zaproszonych gości.

Na ostatnim piętrze mieszczą się też pomieszczenia obsługi festiwalowej. W jednym z nich znajduje się siedziba festiwalowej telewizji, montażownia oraz przede wszystkim - sala ze wszystkimi filmami, jakie są puszczane w czasie całego festiwalu. Na ścianie wisi rozkład, kto zajmuje się jaką salą albo którymi tytułami, wszyscy dookoła biegają w pośpiechu i nerwowo na mnie patrzą, nie ma więc szans na wejście do środka i zrobienie kilku zdjęć. Może uda się tam wejść innego dnia...

Gdy wracam na górę, dziennikarze przygotowują się właśnie do konferencji prasowej filmu "Vicky Cristina Barcelona", który - ku mojej uldze - zbiera w Cannes bardzo pozytywne recenzje, choć sam go tutaj niestety nie zobaczę. Dziennikarze gromadzą się wokół sznura oddzielającego wejście dla obsady, znajduję jednak wolne miejsce przy wejściu na balkon, koło którego będą przechodzić. Na razie jednak idą tędy fotoreporterzy udający się na konferencję, a którzy przed chwilą uczestniczyli w sesji fotograficznej. Niektórzy z nich niosą ze sobą stołki albo drabiny umożliwiające łatwiejsze przebicie się przez tłum pozostałych fotografów. Kiedy wreszcie wszyscy wchodzą do środka, pojawiają się wreszcie gwiazdy, prowadzone przez wiecznie przeszkadzających w zrobieniu zdjęcia ochroniarzy. Udaje mi się zrobić zdjęcie Allenowi i Penelope Cruz. Zadowolony z siebie mogę spokojnie wracać do St Raphael, tym razem bez żadnych ciekawszych przeżyć po drodze.

Autor Relacji: Karol Baluta - KAROL
Powrót do wyboru
Strona główna