KLUB MIŁOŚNIKÓW FILMU | FILM.ORG.PL
Dzień 6
Zmęczony wczorajszym, dość wyczerpującym dniem pojawiłem się w Cannes dopiero około 11:00, jednak patrząc na dzisiejszy plan nie widziałem w nim nic, co by mnie interesowało. Pamiętając, że czasami można otrzymać w informacji festiwalowej wejściówki na normalne nie prasowe pokazy, poszedłem to sprawdzić. Okazało się, że dziś mają bilety na "Le Silence de Lorna" na godzinę 13:00. Pokaz prasowy był o 9:00 rano, a ten jest przeznaczony zarówno dla zwykłych widzów, jak i wszelakich gości festiwalowych i bez otrzymanego w kasie biletu nie mógłbym na niego wejść. Na nowy film braci Dardenne czekały prawdziwe tłumy - nic dziwnego, w końcu ich obrazy zawsze cieszyły się w Cannes wielką popularnością i były tu nagradzane (dwukrotnie Złotą Palmą). Po wejściu na czerwony dywan (pokaz odbywa się w Grand Theatre Lumiere) zostałem skierowany na balkon, jednak tu czekała już obsługa festiwalu, żeby powiadomić, iż nie można siadać w środkowych rzędach, lecz tylko tych bocznych. Wzbudziło to niezadowolenie wielu ludzi, ja jednak przyjmuję to zupełnie obojętnie - w takich warunkach widziałem już "Waltz with Bashir" i oglądanie filmu z takiego miejsca wcale nie psuje odbioru. Przed rozpoczęciem seansu zaczyna się wielka migracja - ludzie, którzy siedzieli po bokach, widząc, że wciąż jest dużo miejsc w środkowym rzędzie starają się tam za wszelką cenę wejść. Oczywiście natychmiast pojawiają się panie z obsługi, grzecznie informując, iż te miejsca wciąż są zajęte. Siedząca obok mnie kobieta najpierw wraca zrezygnowana, potem znowu wstaje, a kiedy zostaje ponownie odprawiona, zaczyna czekać na schodach. Światła gasną, obsługa wychodzi z sali, a kobieta z radością udaje się do środkowego rzędu, a razem z nią większość osób z bocznych miejsc.


Balkony naprzeciwko Palais de festivals

IJ4 na DVD ?! Nie, to tylko pressbook ;)

Film otrzymuje wielkie brawa, mimo iż kilka razy reakcje publiczności wymijały się z oczekiwaniami reżyserów. Domyślam się, że jutro będzie można przeczytać bardzo pozytywne opinie o nowym filmie braci Dardenne, jednak mam wielką nadzieję, że tym razem wyjadą z Cannes bez Złotej Palmy. Po seansie od razu idę kończyć wczorajszą relację, tym razem jednak nie chce mi się czekać, aż w kącie "Plug & Play" rozładuje mi się laptop, dlatego udaję się do innego stanowiska, mieszczącego się na ladzie biura dziennikarskiego. Tu również można podłączyć laptopa do internetu, ale istnieje też możliwość podładowania go. Jedyną niedogodnością jest fakt, że trzeba tam korzystać z komputera na stojąco, gdyż nie ma w pobliżu żadnych odpowiednich krzeseł.

Po skończeniu dzisiejszej pracy planuję po raz pierwszy pójść na pokaz promocyjny - film "The Escapist" puszczany jest w jednej z małych sal na trzecim piętrze, wcześniej upewniałem się tam, że zostanę wpuszczony kiedy wejdą już wszyscy zainteresowani nim dystrybutorzy. Niestety, ku zaskoczeniu organizatora okazuje się, że zainteresowanie filmem było dość duże, więc kiedy przyszedłem wolnych miejsc było naprawdę niewiele. Liczbę osób na sali kontroluje specjalny kasownik, który skanuje kod kreskowy na karcie akredytacyjnej. Służy to też w tym przypadku innemu celowi - dzięki temu firma promująca film wie, jaki dystrybutor był produkcją zainteresowany i bez problemu może się z nim skontaktować w sprawie sprzedaży praw do danego kraju. Problem z tym pokazem jest jednak taki, że wiele osób wchodzi tu z biletami, które kasowane nie są, więc organizator co chwila wraca na salę liczyć, ile zostało miejsc. Okazuje się, że jest już tylko jedno miejsce (sala na 50 osób), jednak zainteresowani wciąż czekają. Oczywiście teraz szanse na wejście ma tylko ktoś szczególnie istotny - organizator co chwila wypytuje nowo przybyłych, czy aby nie są z żadnej firmy zajmującej się dystrybucją. Wreszcie ktoś się znajduje, więc sala jest pełna i nie ma szans na wejście na salę. Obok grają jednak inny film - "The Messenger", a pani zajmująca się wpuszczaniem ludzi na salę informuje mnie, że spokojnie mogę wejść do środka. Nie mam żadnych innych pomysłów na spędzenie reszty dnia, więc się zgadzam. Sala jest bardzo mała i siedzi tu tylko kilka osób. Kiedy zaczyna się film odruchowo mam ochotę wyjść - całość sprawia dość średnie wrażenie, a obraz zostawia wiele do życzenia. Postanawiam jednak zaryzykować i doczekać do końca. Większość osób wychodzi jednak w trakcie filmu z sali. Obraz kończy się dość dziwnie, więc przez chwilę wszyscy jeszcze siedzą i czekają. Wreszcie na ciemnym ekranie pojawiają się napisy końcowe i następuje szybka ewakuacja z sali.


Odciski dłoni Verhoevena...

... i Sharon Stone

Udaję się jeszcze na chwilę wpaść do stoisk z komputerami dla dziennikarzy (laptop rozładowany, w pokoju Wi-fi nie ma wolnych miejsc), tam jednak wszystkie miejsca są zajęte. Chętni do skorzystania z internetu muszą zapisać się u kobiety zajmującej się przydzielaniem stanowisk komputerowych. Wypatruje ona wolnych miejsc i po kolei usadawia przy nich dziennikarzy. Z niedowierzaniem patrzę, jak przepuszcza ludzi, którzy przyszli po mnie. Wreszcie jednak przypomniała sobie o skromnym polskim dziennikarzu (może przez to, że wyglądałem na naprawdę zdenerwowanego) i siadam do komputera. Na czas festiwalu każdy dziennikarz ma swoje własne konto, skrzynkę i ftp-a. Przy stanowiskach są dwa rodzaje klawiatury: francuska i normalna - angielska. Dla mnie nie stanowi to problemu - po zalogowaniu system automatycznie przestawia klawiaturę, więc kiedy piszę z pamięci nie patrząc na klawiaturę nie sprawia to żadnych trudności. Po załatwieniu wszystkich pilnych spraw udaję się do wyjścia, gdzie tradycyjnie przebijam się przez tłum wyczekujących na gwiazdy przechodniów.

Autor Relacji: Karol Baluta - KAROL
Powrót do wyboru
Strona główna