Dzięki wspaniałej francuskiej komunikacji, z rozkładu nagle zniknęły
wszystkie poranne pociągi, którymi jechałem na festiwal. Ominęła mnie więc projekcja
"Two Lovers" Jamesa Graya ("Ślepy tor", "Królowie nocy"), a także "Changeling" (ten jednak ma powtórny seans jutro). Kolejny film, na który
chcę dziś iść jest dopiero o 16:00, do tego czasu postanawiam pospacerować
po okolicy, w tym po Marché du Film, którego jeszcze nie zwiedzałem. Kiedy po południu przyjeżdżam do Cannes, dookoła Palais des Festivals
panuje już bardzo duży ruch. Nic dziwnego - na 20:00 zapowiedziana jest
uroczysta premiera nowego filmu Clinta Eastwooda, na pewno po czerwonym
dywanie przejdzie się Angelina Jolie wraz z Bradem Pittem. Co więksi fani
obu gwiazd już teraz czatują przy bramce koło czerwonego dywanu.

Marche du Film |

;) |
Stoiska Marché du Film znajdują się nad samym morzem, na piaszczystej
plaży. Zajmują dosyć duży obszar, jednak do ich dalszej części nie mam wstępu -
odbywają się tam zamknięte pokazy i prezentacje. Większość stanowisk jest
jednak otwarta. Najczęściej promowana jest tu kinematografia danego kraju,
rzadziej konkretnego dystrybutora bądź producenta. Większość stanowisk
mieści się w białych namiotach, jednak duża ich część ma znacznie wymyślniejszy
sposób prezentacji - wzdłuż portu przycumowane są piękne jachty, gdzie
czasem można załapać się na projekcje, najczęściej jednak są tam spotkania z
zainteresowanymi dystrybutorami. Ze smutkiem odnotowałem, że nigdzie nie
ma jachtu PISFu... Za to udało mi się znaleźć stanowisko TVP, gdzie były
promowane takie filmy jak "Wszystko będzie dobrze", "Plac Zbawiciela",
"Academy Award Nominee" - "Katyń" oraz kilka innych. Na miejscu bardzo miła
pani poinformowała mnie o dostępnych materiałach (np. zwiastunach filmów),
pokazała też starannie przygotowane pressbooki. Dowiedziałem się również, że
rano na festiwalu odbył się otwarty pokaz "Katynia". Ogólnie prezentacja
polskiej twórczości (a przynajmniej tej współprodukowanej przez TVP)
wypada - na tle innych stanowisk - dość pozytywnie. Wszystkie bowiem
wyglądają niemal podobnie: plakaty na ścianach, telewizor odtwarzający
zwiastuny, materiały prasowe i płyty ze zwiastunami. Tak samo jest więc i na
stoisku poświęconym kinematografii tureckiej, gdzie zachodzę na wszelki
wypadek -
"The Messenger" sprawia wrażenie produkcji, z którą mogą być małe
problemy, przede wszystkim przy znajdywaniu zdjęć i informacji o twórcach. Na szczęście na miejscu od razu otrzymuję katalog produkcji tureckich ("The Messenger" oczywiście tu jest), a oprócz tego płytę ze zwiastunami, dwie płyty z filmami krótkometrażowymi oraz katalog
opisujący każdy z nich. Dostaję też wizytówkę - jeśli będę miał jakiekolwiek
pytanie lub problem, mam napisać do nich maila, a odpowiedzą na pewno.

Czekając na gwiazdy... |

Czerwony dywan |
Po zwiedzeniu większości atrakcji Marché du Film, udaję się na plażę. Jest dziś piękny dzień, wielu dziennikarzy wyległo więc nad wodę. Po nacieszeniu się widokiem pięknego morza, wracam do Palais des Festivals, wcześniej odkrywając, że na tyłach budynku (na przeciwko stanowisk Marché du Film) znajdują się jeszcze dwie sale projekcyjne. Udaję się do The Soixantieme, czyli sali gdzie puszczane są filmy z poprzedniego dnia. Mieści się ona w oddzielnym pomieszczeniu na zewnątrz budynku. Na godzinę przed pokazem stoi tu już mnóstwo ludzi, w tym spora grupa uczniów z jakiegoś canneńskiego liceum. Czekając na "Ashes of Time Redux" (Dux?) przeglądam jedną z festiwalowych gazet (Variety) i nie mogę nadziwić się niezwykłym światowym krytykom, którzy po tygodniu festiwalowych projekcji, nie dali żadnemu przedstawionemu filmowi średniej powyżej 3/5. Na
razie najlepsze oceny (jeśli 2,8/5 można nazwać dobrą oceną) zbiera dramat
"Three Monkeys" - nie poszedłem na ten film z pełną premedytacją, to
zupełnie nie moje klimaty... Najsłabiej oceniany jest "Serbis", a później
"Blindness". Widząc te tragiczne oceny nie sposób ukryć lekkiego
zażenowania - będzie zabawnie, jeśli do końca festiwalu żaden film nie
dostanie u nich więcej niż 3/5...

Nietypowa promocja |

Dziennikarze na plaży |
Będąc przyzwyczajonym do licealnych wypadów do kina, z zaskoczeniem
stwierdzam, że canneńska młodzież zachowuje się zupełnie inaczej. Na Wong
Kar-Waiu wszyscy siedzą spokojnie, nie ma głupich komentarzy i podśmiewania
się, a po projekcji wszyscy szybko i grzecznie wychodzą z sali. Być może
takie zachowanie związane było z pewną presją - w końcu to nie było typowe
szkolne wyjście do kina, ale wizyta na światowej sławy festiwalu... Po
wyjściu z seansu mam 20 minut, żeby zdążyć na następny. Martwię się, że mogę
trafić na sporą kolejkę, jednak okazuje się, że "żółtych" dziennikarzy
wpuszczają bardzo szybko. Od razu zostaję skierowany na górę, gdzie można
już dzisiaj siedzieć w dowolnym miejscu. Siadam w środkowej części balkonu,
obok jakiejś kobiety. Film jest dość brutalny, dlatego często zakrywa sobie
oczy. Jej mąż siedzący obok pociesza ją i trzyma za rękę.

Karuzela pod Palais des Festivals |

One ticket please! |
Korzystając z wolnej godziny przed odjazdem pociągu, idę do sali z
komputerami. Jest spora kolejka, dlatego zapisuję się i informuję, że będę
czekał na tarasie widokowym. Znajduje się on zaraz obok sali, a roztacza się
z niego widok na całą ulicę przed Palais des Festivals oraz na czerwony dywan.
Obecnie panuje tu bardzo szczególna atmosfera - niedługo wielki pokaz "Changeling", na ekranach leci relacja na żywo, a spikerzy komentują to, co dzieje się na czerwonym dywanie. Tłum przed wejściem do Grand Theatre Lumiere jest ogromny, mnóstwo ludzi stoi na ulicach i ogląda wszystko na telebimach. W sali z komputerami znajdują się drzwi prowadzące na czerwony dywan, są jednak teraz zamknięte, ale i tak mam bardzo dobry widok na wszystko co się dzieje dookoła. Pada deszcz, jest to więc dobra okazja dla ulicznych
sprzedawców, którzy za podwyższoną cenę sprzedają parasole. Pod wielkim
baldachimem stoją operatorzy z kamerami, po dywanie biegają fotografowie
próbujący przyciągnąć uwagę gwiazd. Wszyscy w sali komputerowej podchodzą do
lady, przy której siedzi obsługa - wisi tam telewizor, na którym właśnie widać
Angelinę Jolie oraz Brada Pitta trzymającego nad nią parasol. Dziennikarze z
uśmiechem przyglądają się całej sytuacji, komentują, śmieją się. Panuje
bardzo miła atmosfera, widać że wszyscy pracownicy i dziennikarze są bardzo
podekscytowani. W tym jakże przyjemnym momencie muszę jednak biec na pociąg
do St. Raphael, zostawiając za sobą światła fleszów i rozradowane tłumy.