"If you don't wanna die, don't be born!" - krzyczą dzieci w filmie Jean-Stéphane’a Sauvaire’a. Dzieci, które bawią się "w wojnę"; zafascynowane światem
przemocy marzą o tym, aby stać się bohaterami rodem z filmów wojennych. I
starają się właśnie tacy być - dumnie noszą ze sobą broń,
wyruszają "na misję", odpowiadają "tak jest!" na kolejne rozkazy swojego
kapitana - rebelianta, który wykorzystuje ich naiwność aby dojść do władzy.
Tymczasem na oczach widza rozgrywa się prawdziwy teatr absurdu - dzieci
zakładają groteskowe stroje i peruki, ba - nawet suknię ślubną i bajkowe skrzydła - i terroryzują miasto. W każdym widzą "wroga", każą dzieciom zabijać rodziców, strzelają do błagających o życie ("Mięczaki!") i... po prostu dobrze się bawią. Istnym przeciwieństwem tej przerażającej postawy jest Laokole, 13-letnia dziewczynka, która wraz z bratem przemierza
pogrążone w wojnie ulice, próbując w rozgrywającym się chaosie pozostać przy
życiu i zachować swoją niewinność i świadomość.
 |
 |
Ten przerażający i groteskowy film powstał na podstawie książki "Johnny Chien
Mechant" Emmanuela Dongala. Co przeraża chyba najbardziej, to fakt, że dzieci
grające w filmie... naprawdę były takimi żołnierzami! Jak opowiada sam reżyser,
często na planie improwizowały albo przedstawiały swoje sugestie. Wszystkie
ich zachowania na ekranie zyskują przez to na realizmie i grozie. A biorąc
pod uwagę jak strasznych rzeczy widz jest świadkiem, aż trudno uwierzyć w
taki obraz rzeczywistości. Wpływ manipulacji, zatarcie się granicy
rzeczywistości i fikcji (całkiem na serio pada kwestia: "znalazłem broń,
rosyjska, takiej używał Chuck Norris, więc uważajcie bo w pobliżu mogą być
Rosjanie albo Chuck Norris!"), przybieranie póz znanych z filmów i
telewizji. "Mali żołnierze" chcą być "jak na filmach", wciąż krzyczą "fuck!",
powtarzają różne chwytliwe teksty, odgrywają całe sceny z filmów akcji,
zachowują się jak weterani wielu wojen. Widząc ich śmiertelną powagę, której
często ustępuje miejsca dziecięca swoboda i chęć wygłupu, nie sposób kryć
poruszenia - dla nich wojna to tylko gra, udawanie, podejmowanie różnych
ról. Bojowy nastrój podsyca ich "generał", który składa im obietnice i
podgrzewa do walki. Reżyser umiejętnie buduje świat paranoi przedstawiony oczami "młodych wojowników". Pokazuje też racjonalny obraz sytuacji - oczami młodej dziewczyny, która nagle musi wziąć odpowiedzialność za młodszego brata oraz ojca-kalekę. Laokole walczy o normalność, podejmuje próbę zrozumienia swojej sytuacji, zracjonalizowania wydarzeń. Jest w pełni świadoma swoich czynów, inteligentna i rozsądnie patrzy na całą sytuację. Jest całkowitym przeciwieństwem pozostałych bohaterów.
 |
 |
Historia zatacza koło: dzieci, które niedawno naprawdę bawiły się w wojnę,
teraz udają ją przed kamerami. Jest to pomysł dość kontrowersyjny, ale - jak
stwierdza sam reżyser - stanowi coś w rodzaju terapii dla tych młodych
ludzi. Małoletni "naturszczycy" wypadają bardzo przekonująco (z
Christopherem Minie - Johnnym Mad Dogiem - na czele), ale tak naprawdę jedyną
osobą, która tu w pełni "gra" jest Daisy Victoria Vandy, czyli Laokole. I
choć kreacji dziewczyny wiele brakuje do ideału, to właśnie ona najbardziej zapada w
pamięć. Dawno w żadnym filmie nie widziałem tak niesamowitych i poważnych
oczu u tak młodej osoby. Jej skupiona, cicha twarz w finale wyraża więcej niż
cały potok słów, które w innym obrazie na pewno by padły. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, że w tym ostatnim jakże ważnym ujęciu reżyser bardzo dobrze wie, w którym momencie je zakończyć. I za tę sprawną reżyserską rękę, mocny scenariusz, świetne zdjęcia, dobre aktorstwo (aktorstwo?), kontrowersyjność oraz przede wszystkim za "niewygodny" temat poruszający do dyskusji, należą się twórcom wielkie brawa.
| Scenariusz i reżyseria: | Jean-Stéphane Sauvaire |
| Zdjęcia: | Marc Koninckx |
| Muzyka: | Evanthia Reboutsika |
| Obsada: |
Christophe Minie, Daisy Victoria Vandy i inni |