Rano zostałem obudzony telefonem, czy chcę do śniadania kawę, herbatę czy
czekoladę. Poprosiłem o czekoladę i zszedłem na dół na śniadanie. W jadalni czekała
na mnie bagietka, rogal, dwa dżemy, mały jogurt, mleko do czekolady oraz sok
pomarańczowy i ciastka. Po obfitym posiłku, pełen zapału postanowiłem wybrać
się do Cannes. Zanim zdążyłem się spakować, zadzwonił człowiek z lotniska,
że około 12:00 przywiozą bagaż. Musiałem więc czekać, aby go odebrać. Po
prawie czterech godzinach czekania (umilonych przez kapitalny serial "Nodame
cantabile") ruszyłem na stację, do której szedłem - dzięki instrukcjom
właścicielki Hotel Du Soleil - około 15 minut (!).
 |
 |
Na stacji poinformowano
mnie o zniżkowej karcie, dzięki której za bilet do Cannes i z powrotem mogę
płacić tylko 50% ceny (jednak tylko pociągami regionalnymi). Na miejsce
zajechałem w 20 minut, po drodze podziwiając naprawdę przepiękne widoki.
Dojście do Palais des Festivals było naprawdę proste i zajęło kilka minut. I
tu mały szok - cały festiwal mieści się w jednym wielkim budynku,
mieszczącym dwie ogromne sale kinowe i wiele mniejszych na kolejnych
piętrach. Oprócz tego wszelkiego rodzaju biura, punkty prasowe itd. Na
początek zgłosiłem się do miejsca, gdzie wydaje się akredytacje, po czym
skierowano mnie po odbiór festiwalowej torby z materiałami prasowymi. W
środku znalazł się katalog filmów, program pokazów dla prasy, różnego
rodzaju przewodniki. Dalsza eksploracja budynku zajęła mi bardzo dużo czasu,
bo kilka rzeczy trudno było wyczytać z festiwalowej broszury. A oto fakty:
-
Piętro -1: tu odbiera się akredytacje i torby z materiałami. Jest też
stanowisko Orange, gdzie na czas festiwalu można wykupić bezprzewodowy
internet za ok. 200 euro oraz kafejka internetowa o przerażających cenach.
Przy schodach znajduje się wejście do Marche du Film - tu liczni
dystrybutorzy oraz wszelkie inne filmowe instytucje promują swoje tytuły.
Repertuar jest szokujący - od horrorów klasy B, przez Bollywood, do
ambitnych produkcji europejskich. Temu miejscu poświęcę trochę uwagi innego
dnia.
-
Piętro 0: wejście do Palais des Festivals, słynny czerwony dywan prowadzący
do najważniejszej sali - Grand Theatre Lumiere oraz drugiej - najczęściej
przedstawiającej filmy z sekcji Un Certain Regard - Debussy.
-
Piętro 1: tu mieszczą się obie sale - Grand Theatre Lumiere i Debussy. Jest
też pokój dla prasy, z komputerami i internetem, każdy ma własne konto,
festiwalową skrzynkę i ftp-a.
-
Piętro 3: tu dzieje się najwięcej. Oprócz sali kinowej (Bazin) jest tu
Kafejka Wi-fi (bezprzewodowy internet oraz kable dla tych, którzy nie
skusili się na modem za 200 euro), informacja festiwalowa (bardzo pomocna!),
sala konferencyjna, oddzielne sale dla dziennikarzy telewizyjnych i
prasowych, biuro sekcji Un Certain Regard oraz skrzynki dla dziennikarzy, o
których za chwilę. Jest też przejście do sali The Soixantieme, gdzie
odbywają się pokazy filmów z dnia poprzedniego - szansa dla tych, którzy nie
dostali się na jakąś projekcję za pierwszym razem.
-
Piętro 4: taras widokowy, Cafe des Palmes, biura.
-
Piętro 5: Sala kinowa - Bunuel oraz biura (Cinefondation i Cannes Classics).
Łącznie w budynku festiwalowym znajduje się 5 sal projekcyjnych (jeśli
liczyć The Soixantieme). Oprócz tego pokazy odbywają się na plaży - The
Cinéma de la Plage - wybierane przez organizatorów klasyczne filmy
poprzedzane muzyką na żywo. W pewnej odległości od festiwalu (10 min. drogi)
znajduje się sala sekcji Quinzaine des realisateurs - "Director's Fortnight"
(otwiera ją film Skolimowskiego - "Cztery noce z Anną"), a jeszcze dalej -
sala "Tygodnia Krytyki".
 |
 |
Po zapoznaniu się z budynkiem udaję się na trzecie piętro. Są tu skrzynki
depozytowe dla dziennikarzy, które otwiera się swoją kartą akredytacyjną.
Jej zawartość trzeba przeglądać codziennie (i to nawet po kilka razy!).
Znajdują się tu różnego rodzaju materiały - pressbooki, ogłoszenia o
pokazach, ulotki dystrybutorów. Materiały wrzucam do torby, po czym idę do
informacji, bo potrzebuję wyjaśnienia kilku istotnych kwestii. Zostaję
poinformowany o tym, iż na pokaz wchodzę tylko dzięki swojej karcie, jednak
z miejscami może być różnie, gdyż w zależności od priorytetu karty (moja -
żółta - zarezerwowana jest dla dziennikarzy z prasy... "mniej popularnej"
;) ), może okazać się, że dostanę słabsze miejsce, bądź nie wejdę w ogóle.
Najlepszym wyjściem jest przychodzenie na pokaz odpowiednio wcześnie (czytaj:
pobudka o 7:00 rano). Kolejne miejsce jakie odwiedzam to sala Wi-fi, gdzie
mogę podłączyć laptopa do kabla i korzystać w ten sposób z dobrodziejstw
internetu. Komputer automatycznie znajduje połączenie, a prędkość jest
naprawdę dobra. Po zapoznaniu się ze wszystkimi dobrodziejstwami Palais des
Festivals mogę spokojnie wracać do Saint Raphael. Podsumowując, dzień
upłynął na poznawaniu funkcjonowania festiwalu i dopiero teraz naprawdę
cieszę się, że przyjechałem dwa dni przed jego rozpoczęciem, poznając
okolicę, komunikację i kolejne miejsca. A jutro - dwa pokazy: "Blindness"
Meirellesa oraz "Waltz with Bashir" - dokument animowany (!). Jeśli
oczywiście uda mi się na nie dostać...