Trzech reżyserów, trzy krótkometrażowe historie poświęcone jednemu z najsłynniejszych miast Japonii. Trzy historie różne stylem i tematyką, powiązane jedynie miejscem akcji. Projekt ten był dla mnie nie tylko ciekawy ze względu na nazwiska dwóch młodych reżyserów, których poprzednie filmy uważam za bardzo udane, ale i z faktu, że tematyka dalekiego wschodu (a Japonii w szczególności) jest bliska mojemu sercu. Już po opisach i zdjęciach wiedziałem, czego mogę się spodziewać, dlatego efekt końcowy spełnił moje oczekiwania. Ale po kolei.
 |
 |
Za pierwszą historię wziął się Michel Gondry - reżyser "Zakochanego bez pamięci", "Jak we śnie" i "Be kind, rewind". Opowiada on o młodej parze, która przyjeżdża do Tokio aby rozpocząć nowe życie. On jest początkującym reżyserem filmów klasy B, ona z kolei nie ma żadnych pomysłów na życie. Mieszkają u koleżanki, która jednak z czasem zaczyna mieć dość swoich
lokatorów i tylko z uprzejmości jeszcze ich nie wyrzuca. Chłopak szybko znajduje swoje miejsce w mieście, dziewczyna jednak nie za bardzo wie co ze sobą zrobić. Dni mijają jej na bezowocnym poszukiwaniu mieszkania i pracy. Czując się coraz bardziej bezradna i opuszczona, wreszcie znajduje swoje miejsce na świecie... Jak wiadomo, Gondry słynie z dość zakręconych, odrealnionych historii, toteż i tu fabuła w pewnym momencie przybiera bardzo zaskakujący obrót. Jest to świetna opowieść, zabawna i z bardzo oryginalną puentą. Scenariusz został oparty na komiksie "Cecil and Jordan in New York", jednak Gondry dość sprawnie przenosi akcję na japoński grunt. Reżyser po raz kolejny popisuje się swoją wyjątkową wyobraźnią i bawi kinem - fragment jednego z filmów chłopaka głównej bohaterki przypomina żywcem to, co wcześniej robili Black i Mos Def w "Be kind, rewind". "Interior design" to nowelka pomysłowa, zabawna i zrobiona z polotem, zdecydownie kolejny udany tytuł w filmografii tego reżysera.
Za kolejny segment - "Merde!" odpowiedzialny jest francuski reżyser Leos Carax, którego filmografii nie znam jednak zbyt dobrze, choć podobno jednak jego filmy są naprawdę znakomite. Ciężko mi to przyznać po koszmarze, jakim stała się jego odsłona "Tokyo!". Tytułowy bohater to tajemniczy człowiek wynurzający się z kanałów Tokio i atakujący ludzi. Mieszkańcy nazywają go szybko "Potworem ze ścieków", a tajemnicza postać szybko staje się wielką sensacją. Kiedy wreszcie stwór zostaje złapany, ludzie starają się zrozumieć kim jest i co kieruje jego zachowaniem. Już widząc zdjęcia przedstawiające ten odcinek filmu, spodziewałem się czegoś słabego, jednak efekt końcowy przerósł moje oczekiwania. Historia jest dziwna i bezsensowna, miejscami wzbudza spore zażenowanie i konsternację. Nie mam pojęcia, co Carax przez tą historię chciał powiedzieć: czy "Merde!" to satyra na uprzedzenia Japończyków wobec "gajdzinów" (obcokrajowcy), czy też próba pokazania różnic kulturowych w krzywym zwierciadle. Nie mam pojęcia i nawet nie chcę się nad tym zastanawiać, bo toporna narracja, idiotyczny humor i nuda wiejąca z ekranu nie pozwala mi na myślenie o tym filmie jako o czymś więcej niż poważnym niewypale. Jedyną zaletą tej historii jest mały występ Julie Dreyfus, którą możecie pamiętać z roli Sofii w "Kill Bill vol. 1".
 |
 |
Ostatnia historia - "Shaking Tokio" - łatwo pozwala na zapomnienie o złym przeżyciu jakim było "Merde!". Reżyserem trzeciej noweli jest Joon-ho Boong, znany z "The Host" (który uważam za naprawdę udaną próbę połączenia monster movie i czarnej komedii) oraz rewelacyjnego "Memories of murder". Joon-ho bierze na warsztat zjawisko "hikimori" - ludzi, którzy kompletnie izolują się od społeczeństwa, zamykając się w małej przestrzeni swojego mieszkania (a czasami nawet tylko jednego pokoju), żyjąc tak przez lata najczęściej bez żadnego kontaktu ze światem i ludźmi. Jednym z hikimori jest bohater filmu (świetny Teruyuki Kagawa), który żyje w odosobnieniu już 11 lat. Wszystko zmienia się jednak, kiedy pewnego dnia przez przypadek - po raz pierwszy od lat - nawiązuje kontakt wzrokowy z innym człowiekiem: młodą dostarczycielką pizzy. Mężczyzna postanawia po raz pierwszy wyjść z domu, żeby ją odnaleźć. Pomysł wydaje się dość banalny, ale reżyser łatwo unika pretensjonalnych tonów, świetnie obrazując samotność współczesnego Tokio. To doskonale zrealizowana, ciekawie opowiedziana historia, podejmująca naprawdę ciekawy temat i doskonale oddająca jeden z najistotniejszych aspektów słynnego miasta.
Pomijając wpadkę, jaką jest druga historia, "Tokyo!" to naprawdę ciekawy portret tytułowego miasta: kolorowego, świetlistego, wielkiego i zawiłego; gdzie nie trudno się zgubić w labiryncie uliczek a mimo natłoku ludzi (a może właśnie z tego powodu) można czuć się bardzo samotnym. Gondry i Joon-ho pokazują swoją własną wizję tego miasta, podpartą dodatkową niegłupią fabułą i mnóstwem spostrzeżeń, oryginalnie, z humorem i błyskotliwie. Zdecydowanie udane przedsięwzięcie.
| Scenariusz i reżyseria: | Joon-ho Bong, Leos Carax i Michel Gondry |
| Muzyka: | John Powell i Hans Zimmer |
| Obsada: |
Yu Aoi,
YosiYosi Arakawa,
Ayako Fujitani,
Ayumi Ito,
Teruyuki Kagawa,
Ryo Kase,
Yutaka Matsushige,
Nao Omori,
Naoto Takenaka,
Satoshi Tsumabuki,
Hiroshi Yamamoto i inni |