O "Tarnation" usłyszałam na swoich pierwszych Nowych Horyzontach od Krzyśka Bogumilskiego z ofilmie.pl. Była to ósma edycja festiwalu, trzy lata od wygranej filmu Jonathana Caouette na ostatniej cieszyńskiej. Siedzieliśmy na piwie (zdaje się, że był to Spiż) i Krzysiek powiedział coś w tym rodzaju, że z konkursem to nigdy nie wiadomo, że on najlepszy film konkursowy i chyba festiwalowy w ogóle widział na pierwszym seansie pierwszego dnia swojej pierwszej Ery, i że ten film potem wygrał i nosi tytuł "Tarnation", i jest o kolesiu, który miał strasznie pochrzanione życie, matka w psychiatryku, dziwni dziadkowie i jeszcze bycie homo jako wisienka na torcie, film jest sklejony z jego nagrań aż od dzieciństwa i robi kolosalne wrażenie.

Dwa tygodnie później "Tarnation" leciało na Canale +, miałam szczęście, ledwo zdążyłam wrócić z tego Wrocławia. Wrażenie nie było kolosalne, ale Caouette szarpnął za właściwą strunę. Jest coś hipnotyzującego w tych rozmazanych zdjęciach, kiepskiej jakości taśmach (autor-bohater urodził się w roku 1973, kręcić zaczął około osiemdziesiątego czwartego zwykłą domową kamerą), multiplikujących się obrazkach, komentarzach niechlujnym fontem (który widuje się w prezentacjach Power Pointa, ale raczej nie na dużym ekranie). Potem widziałam "Tarnation" jeszcze kilka razy, ostatnio - we Wrocławiu, gdzie Caouette gościł jako członek jury. Nowohoryzontowej publiczności pokazano także "All Tomorrow's Parties", drugi pełnometrażowy film Caouette'a, stanowiący kompilację nagrań z tytułowego festiwalu. Żadne tam objawienie, nic, co wywołałoby zakwasy spojówek. Film nie stał się rewelacją festiwalu, ale też nie słyszałam na jego temat złych opinii; sale były pełne. Porwał montaż, rytm, atmosfera. Przez osiemdziesiąt minut patrzyłam na ludzi naćpanych muzyką. Seans się skończył, podreptałam do wyjścia, a potem na następny seans (David Lynch a.k.a. przygłuchy Gordon Cole wciska w ramiona Wernera Herzoga wielkiego różowiutkiego flaminga, czyli "Synu, synu, cóżeś ty uczynił?"). Impreza Romana Gutka rozrosła się, stała ogólnopolskim, obecnym we wszystkich mediach wydarzeniem kulturalnym, a idąc ulicami Wrocławia (tego Herzoga z Lynchem w środku grano w Teatrze Capitol) trudno myśleć o obskurnych noclegowniach pokazanych w "All Tommorow's Parties". A jednak czuło się pewien wspólny mianownik: próbę odurzenia się filmem (tak, jak tam - muzyką), dźwiękami, obrazami, toczącymi się od rana do wieczora dyskusjami (tak, wiem, w Cieszynie było lepiej). Pomiędzy jedną a drugą kawą wzięło mnie coś na kształt wzruszenia: toż ten Caouette to nasz chłopak, nasz ziom...!


I tak sobie myślę, że właśnie to w "Tarnation" ujmuje: bliskość autora-bohatera. Za szokującą fabułą, nawarstwiającymi się patologiami (dziadkowie, którzy wpędzili swoją córkę w chorobe psychiczną; pobyt w rodzinach zastępczych; molestowanie seksualne; przemoc), kryje się dzieciak zafascynowany możliwością rejestracji obrazu. Mały Jonathan nagrywa swoje upiorne monodramy. Nagrywa dziadków, kolegów, pierwszego chłopaka. Przebieranki, szkolne teatrzyki. Potem się do kamery wręcz spowiada. Ten ekshibicjonizm intryguje: ile tu prawdy, ile kreacji? Caouette nie wstydzi się w wywiadach manipulacji materiałem, np. nie dowiadujemy się z "Tarnation" ani o jego rodzeństwie, ani o synu. Robienie mu z tego powodu wyrzutów byłoby rzecz jasna dość naiwne. Osią fabularną filmu są trudne relacje z matką, potraktowaną przez los gorzej niż okrutnie, całość można uznać za dziecięcy wrzask rozpaczy. Ale równie ważna jest możliwość opowiedzenia tej tragicznej historii - poprzez obrazy właśnie. Ulepienie samego siebie ze starych fotografii i rozedrganych klipów. Kolejna ważna rzecz: Jonathan, oprócz bycia małym (potem już dużym) cudakiem z kamerą, filmowcem "przez całe życie", jest zarówno kino-, jak i muzycznym ćpunem (to ostatnie zostało wykorzystane jako tytuł wywiadu w gazecie "Na horyzoncie"). Wkleja np. fragmenty "Dziecka Rosemary" - tym samym celuloidowe postaci stają się postaciami z jego życia. To niby zabawa montażem - a jednak czujemy, że film traktowany jest tu serio, wykraczając poza ramy rozrywki czy tzw. hobby. I tym sposobem szalenie osobista wypowiedź staje się głosem każdego, dla kogo słuchanie/oglądanie historyjek i historyjek opowiadanie wykracza poza ociekającą banałem 'ucieczkę od rzeczywistości'. W postrzępionej narracji, niemal amatorskim montażu (którego wszak nie można nazwać amatorszczyzną), przeglądają się dzieci oszołomione możliwościami filmu. Dzieci naćpane fabułami. Są wśród nich także najbliżsi krewni Jonathana: dzieci-dziwolągi, dzieci neurotyczne, dzieci wiecznie zastraszone, homo-dzieci, wszelkiej maści mali paranoicy, odszczepieńcy, kozły ofiarne itd. Na Nowych Horyzontach jest cała masa tych dzieci.

"Tarnation" kończy się w sposób przewrotnie optymistyczny. Optymistyczny, chociaż zwyczajnie i bez lukru: można żyć. Jonathan przeprowadza się z Teksasu do Nowego Jorku. Angażuje w udany związek. Pomaga matce na tyle, na ile się da. Wiemy, że został filmowcem.

"Gdy pierwszego dnia festiwalu ENH w 2005 roku zostało pokazane "Tarnation", dla wszystkich było jasne, że to właśnie ten film będzie zwycięzcą konkursu. Jonathan Caouette dokumentował swoje życie, od kiedy w wieku 11 lat pożyczył od sąsiada kamerę. Od tamtej chwili rejestrował wszystko..."

(P. Tarczyński, katalog 10. MFF Era Nowe Horyzonty)

TARNATION (USA 2003)
realizacja - Jonathan Caouette
produkcja - Jonathan Caouette, Stephen Winter
kierownictwo produkcji - Vanessa Arteaga, Marie Therese Guirgis, John Cameron Mitchell, Gus Van Sant, Ryan Werner

ALL TOMMOROW'S PARTIES (UK 2009)
realizacja - Jonathan Caouette i uczestnicy festiwalu
produkcja - Luke Morris


Autor tekstu: Klara Kukowska - ARTEMIS [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 11 sierpnia 2010
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]

STRONA GŁÓWNA KMF