W 1959 roku w Holcomb doszło do przerażającej zbrodni. Czteroosobowa rodzina Clutterów została zamordowana, bez żadnej wyraźnej przyczyny. Słynny nowojorski pisarz i dziennikarz Truman Capote uznał to za bardzo ciekawy temat na obszerny artykuł. Jednak z czasem zebrany przez niego materiał zaczął przeradzać się w coś znacznie poważniejszego. Na podstawie rozmów z mieszkańcami miasteczka, policjantami, znajomymi i rodziną ofiar, a wreszcie - schwytanymi niedługo po przybyciu dziennikarza do Holcomb oprawcami, tworzy znakomity portret małego, spokojnego miasteczka, którym wstrząsa potworna zbrodnia. Ale za zimną, dokładną i dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach dokumentacją sporządzoną przez Capote'a kryje się coś więcej. Mord dokonany na rodzinie szanowanego farmera staje się pretekstem do ukazania konfrontacji dobra i zła.
Zgodnie z przewidywaniami autora, książka odniosła wielki sukces. Nic więc dziwnego, że wkrótce zgłosiło się po nią Hollywood. Nakręcony w 1966 dramat Richarda Brooksa skupia się na postaci Perry'ego Smitha (w tej roli całkiem dobry Edward Blake), jednego z oprawców. Reżyser, pragnąc maksymalnie uwiarygodnić historię, kilka scen nakręcił w miejscach opisanych przez Capote'a, m.in. w domu Clutterów (gdzie na ścianach wiszą prawdziwe zdjęcia rodziny). "In cold blood" spotkało się z wyjątkowo entuzjastycznym przyjęciem krytyki i widzów - film otrzymał cztery nominacje do Oscara (w tym za Najlepszy Scenariusz Adaptowany) oraz do Złotego Globu za Najlepszy Dramat. Niedawno miałem okazję obejrzeć ten film w telewizji i muszę przyznać, że to naprawdę porządne kino, choć praktycznie pozbawione emocji. Praktycznie, bo monolog Perry'ego tuż przed egzekucją naprawdę robi wrażenie.
Bennet Miller w swoim debiutanckim "Capote" nie stara się jednak ściśle opierać na wydarzeniach przedstawionych w książce. Centralnym bohaterem filmu czyni bowiem Trumana Capote'a, który w "Z Zimną Krwią" był jedynie "wszystkowiedzącym narratorem". Millera nie interesuje też incydent w Holcomb, historia rodziny Clutterów ani też mroczna przeszłość obu morderców. Interesują go natomiast relacje między pisarzem a Perrym Smithem. Opowiada o nici porozumienia, jaka łączy nowojorskiego inteligenta z młodym skazańcem. Zamiast brzydzić się zbrodnią dokonaną przez chłopaka, gardzić nim, zaczyna darzyć go sympatią. To przede wszystkim opowieść o próbie poznania istoty zła, kryjącego się w głębi każdego z nas. Zło wzbudza lęk, ale też w pewien sposób wydaje się człowiekowi bardzo naturalne, wpisane w naszą naturę, fascynujące. Może właśnie dlatego Truman tak zbliża się do skazańca. Pozwala mu odczuć, że rozumie jego postępowanie, współczuje mu i stara się pomóc. Kino często pokazuje, że człowiek w pewnych sytuacjach potrafi dopuścić się najbardziej potwornych rzeczy. Świetnie obrazują to niedawne "Miasto Gniewu" i "Ukryte", a wcześniej "Eksperyment" czy też "Dogville". Zło jest wpisane w ludzką naturę, ale ujawnia się w człowieku tylko w pewnych okolicznościach, kształtuje je świat, w którym żyjemy. Potwierdza to sam Capote: "Czuję, jakbyśmy dorastali w tym samym domu, ale on wyszedł tylnymi drzwiami, a ja frontowymi". Spotkanie z czystym "ludzkim" złem kładzie się cieniem na dalszej karierze pisarza - po zakończeniu prac nad "Z Zimną Krwią" nie napisze już żadnej książki.
Ten film to przede wszystkim niesamowita rola Philipa Seymoura Hoffmana. Jest to jedna z tych ról, która zaciera granicę między aktorem, a graną przez niego postacią. Nie będę w tym miejscu oryginalny i powtórzę - Hoffman po prostu JEST Trumanem Capote. I nie chodzi tu tylko o gesty czy specyficzny sposób mówienia. Aktor znakomicie portretuje charakter słynnego pisarza, jego nieco egoistyczny sposób bycia i silne przekonanie o własnym wielkim talencie i geniuszu; subtelnie pokazuje przemianę wewnętrzną bohatera związaną z pracą nad ostatnią książką. Capote, chociaż obsesyjnie dąży do napisania powieści, wydaje się być wyczerpany nadmiarem emocji i wpływem, jaki wywarło na nim spotkanie z Perrym Smithem. Hoffman buduje swojego bohatera w sposób bardzo konsekwentny, skupiając się na wewnętrznej walce Capote'a z samym sobą, z własnymi słabościami, wątpliwościami, a przede wszystkim - zagubieniem. Znakomita kreacja, godna (od dawna zasłużonego) Oscara.
Skoro mowa o nagrodach Akademii, warto wspomnieć o świetnej Catherine Keener w roli przyjaciółki Trumana, pisarki Harper Lee. Choć głównymi faworytkami do Oscara za drugi plan żeński są Rachel Weisz (znakomita rola w "Wiernym Ogrodniku") i Michelle Williams (za "Tajemnicę Brokeback Mountain"), to właśnie Keener moim zdaniem najbardziej zasługuje na nagrodę. Z gracją, inteligentnie prowadzi swoją postać, nadaje jej bardzo charakterystyczne rysy i obdarza wielką naturalnością. Ciekawie na tym tle wypada Clifton Collins jako Perry Smith - naiwny, wyciszony i z pozoru nieskomplikowany. Świetna, wyciszona rola Chrisa Coopera (który wciela się w Alvina Deweya, policjanta zajmującego się sprawą Clutterów) dowodzi, że dobry aktor potrafi jednym przenikliwym spojrzeniem dać nam do zrozumienia, co myśli o rozgrywających się wokół niego wydarzeniach.
Wspaniały, świetnie napisany, rewelacyjnie zagrany film. Dowód na to, że w dzisiejszych czasach można zrobić opowieść przejmującą i kipiącą od emocji, bez specjalnych ku temu środków. Zaskakująco wyciszony i nieśpieszny film, ale przede wszystkim - niezwykle dojrzały debiut. Obok bardzo dobrego "Good Night, and Good Luck" - mój oskarowy faworyt.
 |
CAPOTE
Rok produkcji: 2005
Kraj: Kanada, USA
Czas trwania: 98 minut
Reżyseria: Bennett Miller
Scenariusz: Dan Futterman
Na podstawie książki: Gerald Clarke
Zdjęcia: Adam Kimmel
Muzyka: Mychael Danna
Obsada:
| Philip Seymour Hoffman | .....Truman Capote |
| Catherine Keener | .....Nelle Harper Lee |
| Clifton Collins Jr. | .....Perry Smith |
| Chris Cooper | .....Alvin Dewey |
| Bruce Greenwood | .....Jack Dunphy |
| Mark Pellegrino | .....Richard Hickock |
|
 |
 |
Autor recenzji: Karol Baluta - KAROL |
Klub Miłośników Filmu 18.02.2006 |
|