Strona główna KMF

      
      

     Filmografia aktora to galeria barwnych, zabawnych, zwariowanych i zakręconych do granic możliwości postaci. Filmy w których grywa to przeważnie odjechane maksymalnie komedie, z niekonwencjonalnymi zachowaniami bohaterów - którzy często przekraczają granice dobrego smaku. Choć niektórzy zarzucają Carrey'owi płytkość dowcipu i to, że jego twarzowe wygłupy zaczynają nużyć i stają się jego jedynym atutem - aktor z doskonałym rezultatem zagrał trzy role dramatyczne. Niestety, choć posypał się deszcz nagród, Carrey będący więźniem swojego image'u, skazany niejako został na powielanie i kopiowanie tego co widzowie lubią w jego filmach najbardziej - czyli ekstremalnie głupich i tanich żartów. Wraz z występem w zupełnie chybionym "Bruce Almighty" aktor wypalił się całkowicie ze swojej mimiki, która przestając śmieszyć, zaczęła niestety żenować. Miejmy nadzieję, że Carrey powróci do repertuaru dramatycznego - co wychodziło mu niezwykle dobrze i tam odnajdzie swoje prawdziwe powołanie, porzucając całkowicie wtórne grymasy, wygibasy, dzikie wrzaski i odgłosy. Choć Jim Carrey wiele razy otrzymywał "Nominacje do" i same Złote Globy, tak tylko raz otarł się o Oscara. Dostał go w filmie "Maska" ;) Akademia Filmowa nie widzi, albo nie chce widzieć dramatycznych dokonań Carreya. Jedno jest pewne; można "Gumowej twarzy" nie lubić, ale nie można go nie zauważyć...



WYBRANE FILMY

"Once Bitten" - 1985



    400-letnia wampirzyca poszukuje w Los Angeles dziewic... W całą intrygę wplątuje się Mark (Jim Carrey). Filmu nie widziałem, jednak z tego co o nim wiadomo, był to ponoć bardzo słaby i nieudany debiut filmowo / komediowy Carreya.

OCENA: NIE WIDZIAŁEM







"Peggy Sue wyszła za mąż" - 1986 (Peggy Sue Got Married)





    Carrey w epizodzie. W rolach głównych zagrali: Nicolas Cage i Kathlyn Turner, a film wyreżyserował Francis Ford Coppola.

OCENA: 5/10







"Pula śmierci" - 1988 (The dead pool)



    Mały epizod; gwiazda rocka zabita przez maniakalnego mordercę, któremu po piętach depcze sam Harry Callahan. W napisach końcowych Carrey figurował jako JAMES CARREY, podobnie jak w kilku innych, mniej znanych produkcjach i serialach z lat 80-tych.

OCENA: 5/10







"Ziemskie dziewczyny są łatwe" - 1988 (Earth Girls Are Easy)



    Kolejna mała rólka - Jim Carrey odrobił tu jedynie mały epizod, po części w charakteryzacji, spod której praktycznie nie było go widać. Główne skrzypce grał tu Jeff Goldblum, jako kosmita szukający na Ziemi kobiety dla siebie. Carrey w roli jednego z jego kolegów o wdzięcznym imieniu Wiploc.

OCENA: 4/10






"Ace Ventura - Psi detektyw" - 1994 (Ace Ventura - Pet detective)
    Ace Ventura to gość szukający zaginionych zwierząt. Ma szeroki arsenał niekonwencjonalnych metod detektywistycznych i jeszcze szerszy wachlarz min... Tą rolą (aktor był także autorem scenariusza) Carrey dosłownie wbił się w Hollywood. Po brzegi wypełniał sobą ekran; szalał i wygłupiał się na całego. To właśnie w tym filmie świat po raz pierwszy zobaczył jego niesamowite umiejętności - z mięśniami twarzy potrafił zrobić wszystko. Chociaż film Shadyaca cechowało niezbyt wyrafinowane poczucie humoru (np. "gadanie tyłkiem"), Carrey został zauważony, a "Ace Ventura" stał się pierwszym znakiem firmowym nowego pupila Hollywood. W pamięć najbardziej wryła się sekwencja w domu wariatów i karmienie rekina ;) Po takich ekranowych wyczynach, pozostało tylko czekać na deszcz propozycji kolejnych ról.

OCENA: 7/10



"Maska" - 1994 (The Mask)

    Stanley Ipkiss, skromny urzędnik bankowy, odnajduje pewnego dnia tajemniczą maskę. Dzięki niej, może przemieniać się w swoje alter-ego i wyczyniać najbardziej zwariowane i wyrafinowane rzeczy jakie tylko mogą przyjść do głowy. Oto film najcelniej chyba i najpełniej wykorzystujący znakomitą mimikę Carreya. Tym razem jednak, aktor wspomagany był technologią komputerową, aby jego oczy mogły wyskoczyć z orbit, a on sam mógł spaść na beton z wysokości kilku pięter. Film oglądało się bardzo sympatycznie; wysiłki Carreya zostały nagrodzone Nominacją do Złotego Globu, a efekty specjalne Nominacją do Oscara.

OCENA: 9/10



"Głupi i głupszy" - 1994 (Dumb & Dumber)
    Lloyd Christmas stanowi połowę (wraz z Jeffem Danielsem) głupiego duetu. Osią fabuły jest podróż obydwu głupoli (samochodem w kształcie psa) w celu oddania walizki pewnej Pani. Tak jak "Maska" w 100% wykorzystała "mimiczny" potencjał Carreya, tak "Głupi i głupszy" w pełen sposób oddaje jego drugą cechę, czyli totalnie głupie poczucie humoru i błazenadę najwyższych lotów. Z najbardziej szurniętych pomysłów należy wymienić jedzenie papryczek i popijanie ich musztardą i ketchupem, oraz podpalanie bąków. Jeff Daniels (o dziwo) nie pozostawał w głupiej rywalizacji daleko za Jimem. Obydwaj panowie mieli kretyński wygląd; Daniels roztrzepaną fryzurę i półinteligentny wyraz twarzy, Carrey za to był "Pod donicę strzyżony" i miał wyszczerbioną "jedynkę" ;). "Głupi i głupszy" chwilowo zamyka złoty okres kariery Jima Carreya. Wydawało się bowiem, że pokazał już wszystko co potrafi, a poziomu głupoty już bardziej przekroczyć się nie da. Film "Głupi i głupszy" wyreżyserowali bracia Farrelly - których nazwisko raz jeszcze splecie się z nazwiskiem Carreya...

OCENA: 10/10



"Batman Forever" - 1995



    Krotochwila Carreya, który decyduje się na epizod - rolę Ridlera w filmie o Batmanie. Tym razem jednak zupełnie nie śmieszy, a drażni nadekspresją i szamotaniem się po ekranie bez ładu i składu. Jedyny plus za ciekawą charakteryzację i fajne stroje ;)

OCENA: 2/10







"Ace Ventura - Zew natury" - 1995 (Ace Ventura: When Nature Calls)

    Krotochwili ciąg dalszy i powrót do sprawdzonej i pewnej roli. Niestety, "Zew natury" to tylko remake gagów z części pierwszej, wepchniętych do innej opowieści. Poziom niektórych dowcipów sytuacyjnych czy słownych schodzi poniżej wszelkich (niskich) norm dobrego smaku i poczucia humoru. Szczytem upadku Carreya jest jego wyjście spod ogona sztucznego nosorożca - trafna aluzja do stanu kondycji aktorskiej Jima.

OCENA: 1/10





"Telemaniak" - 1996 (The cable guy)



    Gdy zdawało się, że gorzej być nie może, ktoś wymyślił postać upierdliwego montera kablówki, który nęka poczciwego obywatela obsesyjnie wręcz chcąc zostać jego przyjacielem. Słabą kondycja Carreya i nieciekawy scenariusz dodatkowo dobija drewniany Matthew Broderick. Jedna z najmniej komediowych komedii w historii kina. Zamiast śmiać się, należało płakać oglądając ten porażająco nieudany film.

OCENA: 2/10




"Kłamca kłamca" - 1997 (Liar liar)

    Opowieść o prawniku, który pod wpływem wypowiedzianego przez synka życzenia, przez 24 godziny musi mówić prawdę i tylko prawdę. "Kłamca kłamca" to kolejne spotkanie Carreya z Tomem Shadyac'iem (twórcą "Ace Ventury") i choć rola to znacznie bardziej udana od dwóch ostatnich ("Telemaniak" i "Zew natury"), a Carrey został nominowany do Złotego globu - to sam film pozostawia wiele do życzenia. To zupełnie nie taki Carrey jakim lubią go widzowie. Ni śmieszny, ni poważny.

OCENA: 4/10




"Truman Show" - 1998 (The Truman show)


    Wreszcie za Carreya wziął się konkretny reżyser - Peter Weir, dzięki czemu do rąk aktora trafił wreszcie Złoty Glob. "Truman show" to historia człowieka będącego całe życie pod obserwacją kamer; taki "Big Brother" bez wiedzy bohatera. Pierwsza dramatyczna kreacja Carreya wzrusza i ogląda się znakomicie. Trochę jednak niepotrzebnie, w scenie na skrzyżowaniu, Weir pozwolił Carrey'owi na dziwne okrzyki i wygibasy - zupełnie rozmijało się to z poważną konwencją filmu jakim był "Truman show".

OCENA: 10/10



"Simon Birch" - 1998

    Simon Birch urodził się nie większy od pięści dorosłego mężczyzny. Lekarz nie dawał mu szansy przeżycia choćby jednej nocy - jednak Simon przeżył. Przeżył o wiele dłużej i zaprzyjaźnił się z niejakim Joe Wenteworth'em. Podczas meczu baseballu Simon tak niefortunnie uderza piłkę, że trafia nią matkę Joe zabijając ją... Film oparty na motywach powieści "Modlitwa za Owena". Jim Carrey wcielił się w epizodyczną postać dorosłego Joe.

OCENA: NIE WIDZIAŁEM





"Człowiek z Księżyca" - 1999 (Man od the moon)
    Ponownie współpraca z uznanym reżyserem; Milosem Formanem. Wynikiem spotkania Formana z Carrey'em był obraz łączący w sobie humor i powagę (szczególnie pod koniec). Humor brał się z prostej przyczyny; "Człowiek z Księżyca" był zapisem życia Andy'ego Kaufmana - komika i scenicznego oszusta, który nie raz i nie dwa symulował przed znajomymi swoją śmierć lub udawał kogoś innego używając wymyślnych przebrań, człowieka który uwielbiał wprawiać ludzi w zakłopotanie. Kaufman jednak, tak naprawdę śmieszył chyba tylko samego siebie; stał się postacią tragiczną, co dało pole do popisu dla dramatycznej strony aktorskich umiejętności Carreya. Rola Andy'ego Kaufmana pozostaje jak do tej pory najlepszą kreacją aktora, gdzie tak idealnie zgrały się ze sobą jego umiejętności komiczne z aktorskimi (połączone ze zmianą głosu); ponownie Złoty Glob. Jim Carrey doskonale wcielił się w Kaufmana także dzięki podobieństwu fizycznemu. Szczególnie zaskakuje niezwykły wygląd aktora w ostatnich scenach filmu... Paradoksalnie, choć film opowiada o komiku, jest to jeden z najsmutniejszych obrazów w karierze Jima Carreya.

OCENA: 10/10



"Ja, Irena i ja" - 2000 (Me, myself & Irene)
    Dwie znakomite role pod okiem wielkich reżyserów.... i nagły powrót do skrajnej błazenady pod batutą braci Farrellych. Jim Carrey niczym bumerang wraca do sprawdzonego repertuaru; tym razem rolą policjanta z rozdwojeniem jaźni. Poziom strawności żartów jest przekraczany tylko kilka razy, a walka Charlie Vs Hank jest naprawdę niezła. Trochę kuleje finał filmu, jak przeważnie ma to miejsce w komediach sensacyjnych, ale co by nie mówić; choć "Ja, Irena i ja" nie wspina się na wyżyny komedii, ani możliwości Jima, to dla wielbicieli gagów a'la Carrey jest jak znalazł.

OCENA: 7/10




"Grinch" - 2000 (How the Grinch Stole Christmas)


    Jim Carrey chyba lubi zielony kolor; zielona twarz w "Masce", zielony ubiór w "Batman forever" i ponownie zielono robi się w filmie Rona Howarda - Carrey trudny do rozpoznania z pod zielonej charakteryzacji. Cóż, mamy tu trochę grymasów, trochę gagów... jednak film skierowany jest raczej do młodszej widowni, sam Carrey reprezentuje swoją bardziej "lightową" stronę, a Ron Howard też kręcił znacznie lepsze filmy od "Grincha".

OCENA: 5/10




"Majestic" - 2001
    Po wyskokach w stronę kina niewymagającego zbytniej uwagi podczas oglądania, Carrey powraca do repertuaru ambitniejszego i ponownie podejmuje współpracę z uznanym reżyserem; teraz jest to Frank Darabont. Rezultat jest udany połowicznie, film ogląda się przyjemnie, Carrey na wysokim poziomie, bez ekranowej szarży... jednak pompatyczny i mdły finał psuje ogólne wrażenie. Daleko też kreacji z "Majestic" do "Truman show" czy "Człowieka z księżyca", choć stonowana gra Carreya w roli reżysera z utratą pamięci stoi na dobrym poziomie.

OCENA: 8/10




"Bruce Wszechmogący" - 2003 (Bruce Almighty)
    Komedia - dramat. Dramat - komedia. Komedia absurdalna... ABSURD! Jim Carrey kręcił na zmianę filmy dla kinomanów ambitnych i tych chcących się pośmiać z jego ekranowych "numerów". Aktor ponownie podjął współpracę ze swoim przyjacielem Tomem Shadyac'iem i... wyszło z tego jakieś nie wiadomo co. Temat obszerny i ambitny - człowiek z boską mocą - został tu przedstawiony po macoszemu i bez rozwinięcia czy żadnej ciekawej puenty. Carrey wygłupia się ciałem, twarzą i głosem (żenada). Jedyne pozytywne i śmieszne sceny w tym "dziele" to parodia Clinta Eastwooda (Carrey robił to już na scenie zanim zaczął w ogóle grać w filmach!) oraz przeszkadzanie w odczytywaniu wiadomości swojemu konkurentowi - szczególnie w ostatniej fazie. Reasumując, połączenie kina silącego się na moralizatorskie, ze skrajnie Carrey'owskim dowcipem - który już przestaje śmieszyć - spowodowało położenie całego filmu na łopatki... Pytanie zatem - co obejrzymy w następnej kolejności?

OCENA: 5/10





FILMOGRAFIĘ SPORZĄDZIŁ:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl