Strona główna KMF

  Pamiętam, że kiedyś po lekturze "Robinsona Crusoe" chciałem przeżyć cos na kształt przygody tytułowego bohatera. Zupełnie bajkowa sytuacja, trochę nierealna. Sam na samotnej wyspie, gdzieś na pacyfiku. Tylko ja. Bez niczego i bez nikogo. Chwilami wydaje się to bardzo kuszące...
  Chuck Noland jest pracownikiem firmy FedEx. Jest pracownikem wzorowym: punktualny, pracowity, poświęca sie dla firmy. Według niego czas ma wartość największą, każda minuta, każda sekunda pozwala na rozwój firmy i samego siebie. Czasu nie należy marnotrawić. Chuck pędzi przez życie z telefonem komórkowym i pagerem w ręce. Nawet w dniu Wigilii musi opuścić rodzinę i swoją narzeczoną, Kelly, aby przemieścić się na inny kontynent, aby dostarczyć przesyłkę, aby doszła na czas. Jest cel, jest zadanie, musi być wykonane. Czas na miłość oczywiście jest, czas na pracę również, ale patrząc na postępowanie Chucka, należy to pogodzić i nie marnować czasu na coś zbędnego, brać jedynie życie pełnymi garściami. W czasie lotu na Pacyfikiem samolot psuje sie i spada do oceanu. Jako jedyny cudem ratuje się właśnie Chuck. Sam na samotnej, bezludnej wyspie. Bez komórki, komputera i pagera. Bez mapy, noża, ognia, światła, samochodu, a czas nie gra już takiej roli...
Sytuacja dość ironiczna: oto wpółczesny człowiek musi żyć jakby był tym pierwszym człowiekiem, który dopiero odkrywa znaczenie wielu wydawało się błachych rzeczy. Taki ogień - przecież jest niby rzeczą oczywistą, ale gdy Chuckowi udaję się go rozniecić, choć jest to mały płomyczek, to jednak nasz Robinson Crusoe cieszy sie jak dziecko, jak pierwotny człowiek, który dopiero co poznał znaczenie ognia. Albo woda i jedzenie - coś równie oczywistego. Lecz za choć krople wody bohater będzie pił nawet z kałuży, aby coś zjeść-będzie jadł nawet surowe ryby. Ciężkie jest życie samotnika. Razu pewnego Chuck kaleczy sobie rękę, opiera się o skałę i widzimy za chwilę, że ten odcisk układa się jakby w głowę ze zwichrowanymi włosami. Domalowuje usta, oczy, nos. "Wilson" staje sie jedynym przyjacielem Chucka. W tej wyspiarskej samotni "Wilson" urasta do rangi pierwotnego bożka. On to teraz wyznacza sens działania i w ogóle życia Chucka. Wygląda to trochę dziwacznie, ale jednak jakoś rozumiem to, że nasz rozbitek gada do piłki i do tej twarzy na niej namalowanej. Przecież człowiek jest istotą społeczną, nie można żyć do końca "poza swiatem".
  Jest taka piękna scena, może wydawać się trywialna i w gruncie rzeczy-niedorzeczna: "Wilson" wylatuje za burtę tratwy, Chuck zrozpaczony rzuca się na ratunek. Nie udaje się. Chuck błaga o przebaczenie, przeprasza, bo po prostu "nie może". "Wilson" to człowiek, jedyny sens i zaspokojenie potrzeby bycia z kimkolwiek, a tego "kogokolwiek" już nawet nie ma.
  Chuckowi udaje się powrócić do życia. Czymkolwiek to życie jest. Jest to chyba najtrudniejsze zadanie: powrócić do życia i "być w świecie" od którego się uciekło pod przymusem, który wydaje się zupełnie obcy, wręcz nienormalny, niespokojny i głośny.

  Jest to piękny i przede wszystkim mądry film. A owa mądrość polega na skontrastowaniu naszego współczesnego życia i sytuacji, gdy tego nowoczesnego życia jesteśmy pozbawieni. Co by było gdybyśmy byli takimi Robinsonami Crusoe? Życie zmusiłoby do powrotu do jakby pierwotnego życia, gdzie nawet najmniejsze zaiskrzenie ognia wzbudza nielada emocje, gdzie niedostarczona paczka stanowi jedyny sens życia, że jednak może warto próbować. To wszystko podsumowuje scena na rozdrożu dróg. Chuck się uśmiecha. A widz wie, że to mu odpowiada. Czas i miejsce się nie liczą, nie muszą dać poczucia intensywnego i pełnego życia, może to jedynie dać między innymi drugi człowiek - oto prosi natura ludzka. Natura "cywilizacyjna" o drugim człowieku nie pamięta.
  A Tom Hanks z pewnością zgarnie trzeciego w swoim życiu Oscara. I to w pełni zasłużenie. Mówiło się, iż jest to jego rola życiowa. Zapewne, ale popis swoich aktorkich umiejętności dał już i w "Filadelfii" i w "Forreście Gumpie".

CAST AWAY - Poza Światem
reż. Robert Zemeckis
muz. Alan Silvestri
zdj. Don Burgess
scen. William Broyles Jr.
obada:
Tom Hanks (Chuck Nolan)
Helen Hunt (Kelly)
Nick Searcy
Christopher Noth
Lauren Birkell


OCENY KLUBOWICZÓW:
DesJudi - 9/10 (recenzja wyżej, ale dodam, że lepiej by było gdyby poszerzyć wątek dostosowania się do społeczeństwa po kilku latach. I może historia nie powinna się skupiać na wątku miłosnym kosztem wszystkiego innego)
Corben - (Film mnie nie porwał... nie miał tego czegoś, co wciąga widza w swiatś bohatera, naprawdę pozwala wczuć się w jego rolę... może i przeżywałem razem z T.Hanksem jego tragedię... ale obraz jako calość nie oczarował mnie...)
Solo - 5/10 (Niestety - rozczarowałem się. Film nie jest zły, ale brakuje mu tego czegoś, co powoduje, że zostaje on na zawsze w pamięci. "Cas Away" jest wyprany z emocji, trudno w nim znaleźć jakieś głębsze przesłanie, brakuje wciągającej fabuły. Cały film to praktycznie tylko Tom Hanks, ale tym razem nie jest on w stanie unieść tej roli. Jego gra jest nazbyt oszczędna i powiedziałbym nawet "dyskretna". Trudno w nim dostrzec jakieś głębsze przemiany, jakie podobno przeszedł jego bohater po latach osamotnienia. Dodatkowo ogólne przesłanie filmu, że "trzeba życ dalej" jest dla mnie banalne i mało atrakcyjne. Szkoda, bo pomysl scenariusza był interesujący i można było z tego zrobić dobry dramat mówiący o sile ducha człowieka, o jego walce z samotnością i z własnymi słabościami. A tak wyszedł film co najwyżej poprawny)
Dux - 7/10 ((Tom Hanks jak zwykle doskonały, film ogólnie poprawny, jednak czegoś mi brakowało, za mało dramaturgii... Myślę też, że Oscar 2000 powinien przypaść Russellowi Crowe a nie Hanksowi.)
Zamiatacz - 6/10 (No i mocno sie rozczarowałem. Spodziewałem sie świetnego filmu z wyśmienitą rolą Hanksa, a niestety dostałem film tylko dobry. Wedlug mnie było za dużo dłużyzn wszystko na siłę. Moim zdaniem Russel Crowe byl lepszy w "Gladiatorze" i za niego będę trzymać kciuki na Oscarach. Hanks owszem zagrał fajnie, ale gdzie mu do tej roli z "Forresta Gumpa"... Chyba poprzedni film pary Zemeckis - Hanks był za dobry i ich projekt, ktory możemy aktualnie oglądać w kinie jest dużo słabszy. I naprawdę nie wiem czemu tak wszyscy pieją nad rola Hanksa i gadają o trzecim Oscarze. Zagral fajnie (tylko) i nie mam zamiaru sie zachwycać jego rolą tylko dlatego, że to Tom Hanks, zdobywca dwóch Oscarów i padajcie na kolana ludziska. Uważam, że ludzie troszkę polecieli na nazwisko, a nie na faktyczną rolę. Ale to moje skromne zdanie)

AUTOR RECENZJI:
Rafał Oświeciński - DESJUDI