|
|
|||
|
|||
|
Bardzo nieregularnie - raz lub dwa razy na tydzień, czasem rzadziej, czasem co drugi dzień, a zdarzy się, że w ogóle - będzie pojawiał się tekst podobny do tego poniżej. Jego celem nie jest kompleksowe przedstawienie najważniejszych newsów, bo z tego zadania wywiązują się lepiej lub gorzej polskie i światowe serwisy filmowe. Ambicją autora podpisującego się poniżej jest niewinny, delikatny i prawie niezauważalny komentarz do przypadkowo wybranych bieżących wydarzeń ze świata filmu. Czy Niemiec może być dobry?
Pojawił się pierwszy zwiastun nowego filmu Stevena Soderbergha, jednego z najbardziej kreatywnych współczesnych reżyserów. "Dobry Niemiec" zapowiada się znakomicie, bo nie dość, że film ma intrygujący plakat nawiązujący stylistyką do hollywoodzkiej klasyki, to jeszcze aktorsko wszystko będzie stało na wysokim poziomie (w rolach głównych George Clooney, Cate Blanchett, Tobey Maguire). Soderbergh zdaje się, że celuje w Oscary, bo czuć tu reżyserską ambicję zmierzenia się z celuloidową tradycją - taśma czarno-biała, powojenny Berlin, szpiedzy, kochankowie, liczne sekrety i kilka kłamstw. Clooney jak Humphrey Bogart, Blanchett niczym Ingrid Bergman? Oczywiście będzie znacznie dynamiczniej, bardziej sensacyjnie, żeby nastoletni widz nie narzekał na ból dupy i żeby nie zjadł całego pocornu podczas pierwszych 15 minut seansu. Na "Dobrego Niemca" warto zaczekać.Stąd można zassać zwiastun. Będzie wielkie HALO
Grę znam - grałem 10 minut na Xboksie i niczym mnie nie zaskoczyła, ot kolejna wariacja na temat zmutowanej przyszłości w stylu kultowego "Half-Life". Wierzę jednak tym, którzy uważają ten tytuł za najlepszy konsolowy first person shooter, bo dlaczego miałbym nie wierzyć? Jakieś pół roku temu Peter Jackson poinformował o planach ekranizacji i nie byłoby w tym nic ciekawego - kolejna filmowa adaptacja popularnej gry, zapewne zbędna i nędznej jakości - gdyby nie parę istotnych faktów. Po pierwsze, oczywiście sam PJ, który nie jest już drugorzędnym reżyserem znanym niewielu, ale pierwszoplanową postacią świata filmu, czego udowadniać nie trzeba. Brodaty hobbit postanowił zająć pozycję executive producera, ster powierzając... debiutantowi, Niellowi Blomkampowi, który dotychczas parał się efektami specjalnymi w "Smallville". Młodzian miał dostać w łapę blisko 200 milionów $ od Foxa i Universala. I z tym związane są problemy "Halo". Otóż obie wytwórnie... wycofały się z projektu, bo zaniepokoiła ich planowana wysokość kosztów produkcyjnych, za które miał odpowiadać Blomkamp (nie dziwota, że się przestraszyli!). Microsoft i Peter Jackson nie kwapią się do zasponsorowania produkcji, ale nie znaczy to, że projekt "Halo" jest martwy. Podobno prace nad filmem w Weta Studios na Nowej Zelandii już się rozpoczęły i w związku z tym za cholerę nie wierzę w upadek ekranizacji, już bardziej prawdopodobne jest polizanie własnego łokcia. Może Bill Gates sypnie groszem? Wszak jego firma nie produkowała jeszcze filmów, a z pewnością jest to zajęcie intratne, tym bardziej, gdy ma się obok kurę znoszącą złote jaja.Kilka słów o samym Jacksonie - podobno jego kolejnym filmem będzie adaptacja powieści Anne Sebold "Nostalgia Anioła". A jest to książka banalna, tendencyjna i pretensjonalna niczym najlepsze powieści Coelho. Co PJ zobaczył w historii zgwałconej i zamordowanej nastolatki, która jako duch przypatruje się losom najbliższych - nie wiem. Być może przejął się wzruszeniem towarzyszącym lekturze i kilka łez go zainspirowało, bo innych argumentów za ekranizacją bardzo przeciętnej opowieści nie znajduję. A "Hobbit" czeka i wszyscy dobrze wiedzą, że nikt prócz PJa nie ma prawa tknąć dzieła Tolkiena (a najlepiej o tym wie MGM, czyli wytwórnia posiadająca prawa do historii o wyprawie Bilbo Bagginsa). Fani Nowozelandczyka proszą także o sequel "Martwicy mózgu" i jakby na to nie patrzeć, byłby to niewątpliwie drugi kasowy sukces kina gore. Może krwistych rekordów "Pasji" Mela Gibsona nie pobije, ale to odważny i interesujący ukłon w stronę licznych przecież miłośników talentu PJa. Umieć rozmawiać Jeśli ktoś jest zainteresowany wiadomościami na temat nowego filmu Sofii Coppoli "Marie Antoinette", to polecam wywiad z reżyserką na stronie CHUD.com. Coppola zdaje się być ciekawą rozmówczynią, która nie rości sobie prawa do oświecenia swych interlokutorów. Luźna konwersacja o reakcjach krytyki na jej film i o planach na przyszłość. W podobnym tonie JoBlo rozmawia z Christopherem Nolanem, którego "Prestiż" wchodzi właśnie na ekrany amerykańskich kin. Interesujący wywiad przede wszystkim o najnowszym filmie, ale i o kolejnym "Batmanie". Dziennikarze JoBlo mieli także szansę na dłuższą rozmowę z Clintem Eastwoodem o "Flags of our Fathers" - szlachetnym kinie wojennym 76-letniego reżysera, który jest jak wino - im starszy, tym lepszy. A jeśli ktoś tu lubi kino Tima Burtona, to zapraszam do zapoznania się z bezpretensjonalnym wywiadem, który przeprowadził Harry Knowles z Ain't It Cool. Do czego zmierzam - sztuka wywiadu nie należy do rzeczy prostych, łatwych i przyjemnych. Szkoda, że Stopklatka rozmawiając z Fiodorem Bondarczukiem ("9. kompania") o tym nie pamięta, ale w tym serwisie szablonowy wywiad to normalka (lepiej w tym względzie jest na FilmWebie, np. pamiętne teksty lewitującego Konrada Niewolskiego przy okazji premiery "Palimpsestu"). Nie mam pojęcia, gdzie czai się sens umieszczania słabych artykułów, które powstały tylko dlatego, że tak być musi, choć dziesiątki gazet (jak i konkurencyjne serwisy) uczyniły to znacznie lepiej, ciekawiej i nieschematycznie. Ale cóż, portale filmowe mamy takie, jakie mamy - to co najwyżej średniej jakości dostarczyciele suchych informacji. Wracając jednak do samych wywiadów, warto polecić - co też czynię - książkę Lawrence'a Grobela "Sztuka wywiadu", która naprawdę sprawnie odpowiada na pytanie: jak rozmawiać? KMF jest patronem medialnym książki i ktoś może sobie pomyśleć, że słodzę nieuczciwie. Niestety, wydawca mi nie zapłacił, możecie więc liczyć tylko na moją szczerość. Inaczej mówiąc - kiss my ass, książka jest rzeczywiście dobra i warta tych kilkudziesięciu złotych. Na tropie układu
Prezydent nam miłościwie panujący Lech Kaczyński wraz z uroczą żoną nawiedził 16 października Teatr Wielki - Operę Narodową, by uczcić premierę filmu o idiotycznym tytule "Karol - papież, który pozostał człowiekiem". Pierwsza Głowa IV RP zdobyła się na chwilę refleksji w wywiadzie Jana Pospieszalskiego dla Telewizji Polskiej odnośnie możliwości powrotu do emocji, które były aktywne w Polakach po śmierci Jana Pawła II:"Daj Boże. Myślę, że zawsze możliwy jest powrót do tego rodzaju mechanizmów, do tego rodzaju swoistego pojednania, ale jego podstawą musi być tak, jak to jest w naszej wierze - przyznanie się do winy i wyznanie swoich grzechów, a nie uparte trwanie w tym, że to, co było, tego nie było, że ci, którzy są ofiarami, byli sprawcami itd. Jeżeli to nastąpi, to takie pojednanie jest możliwe. Wszyscy wiemy, o czym mówimy, bo wiemy, co jest dzisiaj przedmiotem dyskusji." Na premierze "Un Papa rimasto uomo" byli Roman-edukator, Lepper-warchoł, Wałęsa-Bolek. Zjawił się wybitny trener reprezentacyjny Janusz Wójcik i znakomita aktorka (i jej dekolt) Alicja Bachleda-Curuś, a także Borys Szyc, którego spotkać można chyba wszędzie (jak Andrzeja Chyrę). No same gwiazdy, można tylko ślinić się z zazdrości spoglądając na tak zacną rzeszę widzów. Zdjęcia z imprezy znajdują się tutaj - warto wydrukować i powiesić na ścianie, włożyć do portfela na szczęście lub kupić ramkę i wręczyć miłej koleżance tak niezobowiązujący prezent. A oto co o sequelu "Karola" sądzą internauci (wypowiedzi oryginalne): mary: "Film po prostu piekny a najbardziej przejełam sie tym że razem z kolezanka na koniec nie ommeglysmy sie powstrzymac od placzu to wszystko co robil bylo pikne i dawała sobie rade ze swoja choroba podziwiajmy Go za to i Pamietajmy o Nim 11111111111" garuś: "oby tylko jego moc w nas nie zgasła!!!" ~:): "Byłam dziś na tym filmie z klasą i bardzo mi sie podobał ten film. P. Adamczyka uważałam tylko za aktora, ale teraz jakoś po tej roli bardzo mi wpadł do gustu i trochę sie w nim podkochuje!" Justysia: "Bardzo dobże że chcecie nagrywać filmy o Karolu Wijtyle!! To był nasz rodak... wspaniały człowiek. Warto go utrwalic w filmie" wierna: "Nie Papież jest ważny w tym filmie , ale to na co zwraca nam uwagę, ogrom nieszcześć , samotności i bólu którego nikt nie dostrzega ! Czasem wystraczy kogoś pocałować , przytulić, położyć mu rękee na głowie , żeby wnieść w życie NADZIEJE. Obok nas są ludzie , zagubieni, nie kochani, biedni itd. Nie trzeba być Papieżem żeby ich zauważyc, nie trzeba być Papieżem , żeby móc odpuścić najgorszemu winowajcy. To było głównym przesłaniem tego filmu. Tak myślę... Bądzcie jak Jezus idzcie jego drogą , bądzcie jak Karol, idzie jego drogą. Nie chodzi o kult "Mesjasza" a zrozumienie jego przesłania. Oni nie chcieli być "bogami", ale pragneli by ktoś kontynułował ich misję , choćby prywatnie , we własnej "zagrodzie" " Amen. Kto nie pójdzie do kina, ten lumpenliberalny wykształciuch z układu. Czary Mary
Znamy bad guya w najnowszej, już czwartej odsłonie "Szklanej pułapki". "Live Free or Die Hard" od kilku tygodni się robi, przed kamerą oczywiście Bruce Willis, jak zawsze wkurwiony, spocony i wciągnięty w aferę nie z jego winy. Timothy Olyphant zagra cyber-terrorystę dokonującego jakiegoś włamu na niespotykaną dotąd skalę. Kto zna to nazwisko? No kto? Prawie nikt. Chyba, że widzieliście świetny serial "Deadwood", w którym wcielił się w rolę szeryfa Setha Bullocka. Nie mniej ważną postacią w filmie Lena Wisemana (niestety, to twórca "Underworld" 1 i 2, nie jest więc dobrze) jest śliczna dziewczyna, która z pewnością uprzyjemni seans nawet najgorszego sensacyjnego gniota. Klubowy kolega hOPS zgodzi się zapewne, że Mary Elizabeth Winstead jest nawet niezła. hOPS: Słuchaj, za to "nawet niezła" jesteś u mnie skreślony :P jaja ci urwę, podły bluźnierco :P Powrót syna marnotrawnego?
Oliver Stone nie zapomniał o 11. września 2001. Popełnił całkiem niezły film, którego recenzję możecie przeczytać tutaj, budzi się w nim jednak prowokacyjne zwierzę szukające atrakcyjnego politycznego mięsa. Twórca "JFK" i "Urodzonych morderców" jest zainteresowany przeniesieniem na ekran wspomnień byłego agenta CIA - Gary'ego Bernstena. "Jawbreaker" skupia się na odpowiedzi amerykańskiego rządu na pamiętne zamachy terrorystyczne. George W. Bush rozpętał wojnę w Afganistanie, później w Iraku, ale Osamy nigdy nie złapał - bystre oko Stone'a ma się skoncentrować na przemilczanym politycznym tle działań władcy tego świata. Czy będzie coś o popularnych i niepoprawnych politycznie teoriach spiskowych? Nie wiadomo. Oby stary, dobry, kontrowersyjny Stone wrócił do tego, co potrafi najlepiej, czyli niekonwencjonalnego komentarza o współczesnym świecie.
Krytyk jak transformers W Polityce nr 42 pojawiła się zabawna recenzja "Clerks 2" pióra Janusza Wróblewskiego. Przytoczę fragment: "Zaczyna się sympatycznie, ulicznym graffiti - "lizać cipy", które wysmarował na ścianie supermarketu gość z lubością opowiadający dowcipy o nastolatkach, które robią laski osłowi. Potem jest jeszcze lepiej, bo szefowa fast foodu tłumaczy swojemu pracownikowi, że kiedy uprawia się seks i jest już naprawdę gorąco, to można brać kutasa do ust, po wyjęciu go z dupy (przepraszam, ale ja tylko cytuję to, co widzowie usłyszą z ekranu). A później napięcie jeszcze rośnie, bo znienacka latrynowy humor zostaje zmieszany z obrazoburczym, teologicznym bełkotem w stylu "Jeśli Bóg stworzył człowieka, a człowiek transformersów, to w nich też jest coś boskiego". Słuchając przez 90 minut z okładem takich rewelacji wypluwanych z dezynwolturą przez bohaterów komedii Kevina Smitha nie bardzo wiadomo, kryć się czy uciekać." Uciekać! Uciekać! Uciekać do kina, bo "Sprzedawcy" już są! A potem koniecznie przeczytać, co Adi myśli o laskach z przerośniętą łechtaczką.
|
|||
|