Strona główna KMF

CELULOIDOWY
FETYSZYSTA
#2



Kazachski Żyd-antysemita


21:1. Świeże pomidory górują nad zgniłymi! Kto mógł się spodziewać, że antysemityzm, mizoginizm, rasizm, cynizm, głupota, prostactwo, obraza majestatów boskich i narodowych mogą wzbudzić powszechny aplauz? Czy ktoś przewidział, że robienie idiotów z ludzi, którzy się sami o to proszą, będzie w cenie? Wszyscy czekają na nadejście Borata. To będzie - to musi być! - globalny hit. Sacha Baron Cohen jest komikiem znakomitym, który z pospolitego chamstwa uczynił cnotę i dokonał tego w bardzo prosty sposób - poprzez bezpardonowe zadawanie głupich pytań i uważne słuchanie śmiertelnie poważnych odpowiedzi. A gdy do tego dodamy przedziwne reakcje bystrych interlokutorów, którzy nie zdają sobie sprawy z prowokacji, to łapiemy się mimowolnie za głowę śmiejąc się z podstarzałych profesorów, polityków i generałów, bo ktoś wykształciuchom bezczelnie skopał zadumane tyłki i zasiał ziarno absurdu w ich świecie (cóż za napuszone hiperbole!). Trzeba dodać, że Borat tkwi w pozycji uprzywilejowanej, bo jako kazachski reporter, naturalnie ignorujący zachodnie wzorce kulturowe, może sobie pozwolić nawet na bezkarne bieganie po Times Square z fajfusem na wierzchu - a cholerna polityczna poprawność nie pozwoli nam krytycznie spojrzeć na nieporadne dyplomatyczne kroki wąsatego gościa ze wschodu. Co ciekawe, a o czym zapewne większość wie, Cohen jest znakomicie wykształconym 35-letnim mężczyzną, przez co zarzuty głupoty kierowane pod adresem Borata są bezzasadne - czy głupim może być ten, który udaje głupiego i robi z nadętych głupków jeszcze większych głupków? Niesmaczne - ok, niemoralne - jak najbardziej, ale i intelektualnie podniecające, bo nie ma to jak odważne szyderstwo z obnażonych świętości.

Kolejnym fabularnym wcieleniem Cohena będzie Bruno - austriacki gej. Wytwórnia Universal zapłaciła Cohenowi 42 miliony $ za prawa do światowej dystrybucji kolejnego dzieła. Zacne, acz niebezpieczne. Bo o ile Ali G jest zgrywą z rapujących gangsterów, Borat życzliwym ignorantem z Kazachstanu, to film "Bruno" będzie kpiarskim i bardzo stereotypowym wejściem w homo-świat. Cohen zagra zniewieściałego pedała z niemieckim akcentem i to się sprzeda, ale zgniłych pomidorów będzie znacznie więcej. Nie mówiąc już o różowych protestach na paradach wolności. Booyakasha!



Tym tamtego tamtym


Czy istnieje ktoś w tym kraju, kto nie ma obaw, co do sequela najlepszej polskiej komedii wszech czasów? Dość odważnie poczyna sobie Stanisław Tym, którego ostrze satyry już jakiś czas temu uległo lekkiemu stępieniu. Ja jednak wierzę w łysiejącego starszego pana, który z łatwością może wykrzesać z siebie ironię i absurd, których podrobić nie sposób. Wierzę w bystrą obserwację losów Rzeczpospolitej Polskiej Trzeciej i Pół, bo materiałów do filmowego kabaretu tu w bród, wystarczy wziąć do ręki Gazetę, Rzepę czy szmatławy Fakt. Codziennie spływają dziesiątki najpoważniejszych newsów i kto się nie śmieje, ten trąba, bo zdrowa reakcja, to reakcja śmiechem. Tym już zakończył zdjęcia i szkoda, że jest obecnie jedynym, który potrafi zmierzyć się bezpardonowo z bareizmami dnia codziennego. A przecież komediowy thriller oparty na autentycznej historii znanego przed laty konduktora-gwałciciela na trasie ekspresu Włoszczowa-Warszawa, który zostaje posłem, to filmowy samograj i hit na miarę największych przebojów polskiego kina po obradach Okrągłego Stołu. Czy ktoś podejmie się realizacji po tak światłej mej podpowiedzi?

Wracając do "Rysia" - w filmie chcieli grać prawie wszyscy i prawie wszyscy zagrali, co cieszy, bo jest dowodem na bezsprzeczną kultowość pierwowzoru, bo po co Kondrat, Janda, Szyc, Stenka, Globisz, Rewiński, Kowalewski, Tyszkiewicz, Szapołowska, Różdżka, Buzek, Przybylska, Lubos, Merle, Holtz i Turek pchaliby się na plan nieistotnej komedii stetryczałego dziada z krzaczastymi brwiami? Jeden z aktorów przyznał nawet, że u Tyma zagrałby chętnie nawet podłogę. No ładnie, ale zobaczymy czy Rysio Ochódzki, obywatel państwa prawego i sprawiedliwego, odnajdzie się w rzeczywistości nie mniej absurdalnej niż ta sprzed lat ponad 20-tu.

Zupełnie nie w temacie, pozwolę sobie przytoczyć fragment zabawnego fragment tekstu Tyma, kiedyś przeczytany na łamach Wprostu, obecnie znaleziony w sieci. A może to idealny epizod do "Rysia"?

"Z szacunku dla samego siebie wybrałem się do pobliskiego straganu po czereśnie. A tu słyszę, za moimi plecami rozmowa. Dwóch młodych opowiada sobie zdarzenie, jak to jeden z nich chciał jakiegoś przechodnia zabić (pobić?) ławką, bo ten przechodzień mu się nie podobał. I czekał, żeby tylko ten przechodzień spojrzał na niego, to już będzie pretekst, żeby go tą ławką... Słów używali wulgarnych i obscenicznych, a przy tym słownik mieli ograniczony do 40, no może 50 wyrazów. Nie cytuję, choć może pod koniec opowieści się odważę. Ogólnie byłem zdenerwowany i bałem się odwrócić. Spojrzę na niego, to uzna za pretekst i mi ławką na przykład dopier...i. A stała ławka obok akurat. Bardzo nie na rękę mi było tego dnia umrzeć zabity ławką, bo jeszcze chciałem pieski nakarmić. Ale ci z tyłu czuli się coraz lepiej i wiedziałem, że wyjścia nie mam. Odwróciłem się. Obaj o pół głowy wyżsi ode mnie, łapska grube jak końskie nogi.
- Panowie, zlitujcie się! - zacząłem - przecież tu ludzie młodzi dokoła, dzieci, kobiety. Jakich wy słów używacie? Jak wam nie wstyd? Opanujcie się trochę...
Przerwałem. Patrzyli na mnie zdumieni i nagle jeden ryknął:
- Miś, kurwa twoja mać w dupę jebany, to ty? Ale farta mamy! Mietek! Dawaj, foto rób mnie z nim!
Miś, kurwa! Ja pierdolę! Wziął mnie w swoje ręce, jakby brał gazetę albo puszkę piwa, trzymał mnie jak w dybach, kazał się uśmiechnąć, zrobił sobie ze mną kilka zdjęć, potem się zamienili i cały czas radośnie bili mnie po karku, mówiąc, że w dupe jebany w porzo jesteś!
Potem poszli."




Paw na walentynki


Na Walentynki przyszłego roku planowana jest premiera kolejnego odcinka miłosnego serialu R jak Ryszarda i Z jak Zatorskiego. Ładni ludzie w ładnych mieszkaniach w ładnym mieście Warszawa - wszystko skrojone według najskrytszych potrzeb przeciętniaków aspirujących do grona wyjątkowych. W ekranizacji romantycznych marzeń nie ma nic złego, to taka miła przecież odskocznia od zrzędliwej żony, jęczącego bachora, 12 zł na koncie i obitego lusterka w 17-letnim oplu wziętym na raty z komisu. Wesołe, pozytywne, śliczne i poniewierające intelektualnie widzów spragnionych bezpretensjonalnej rozrywki made in Poland. Ot, Kopciuszek, tak zalotnie pokręcony, uśmiecha się słodko do swego złotolicego Maćka Zakościelnego, chłopca o ustkach jak maliny i głosie niczym słowicze trele. On jest nieogolonym mężczyzną po przejściach, ona delikatną dziewicą z nieznanej prowincji. W tle przyśpiewuje Krzysiu Kiljański, namawiając obojga do namiętnej gry po dwóch butelkach chilijskiego wina. Krzychu to potrafi: obniża głos, naciska klawisz fortepianu, atmosfera gęstnieje. Ona poddaje się nastrojowi, kołysząc kokieteryjnie biodrem, on kusicielsko oblizuje usta i rozpina spodnie... Stop! Dalszy ciąg będą mogli obserwować prenumeratorzy "Pani Domu - najchętniej czytany tygodnik poradnikowy w Polsce", "Gali - bliżej gwiazd", oraz "Viva - cały Twój świat". Zamów już dziś - jutro świat stoi u Twych stóp!

Szyderczy ton wypada jednak ściszyć, bo oto pojawił się pierwszy zwiastun "Dlaczego nie!". Producenci zatrudnili 30-osobowy sztab zagranicznych specjalistów (sic! a wystarczyłby pewnie jeden Adi...) do stworzenia ciekawego trailera. Wyszło bardzo przyzwoicie, czyli tak, jak wyjść powinno - zabawnie, powabnie i melodyjnie. Szkoda tylko, że przy opracowywaniu plakatu zgubiono gdzieś mózg. Niemniej - murowany przyszłoroczny przebój, który podnieci panie i rozochoci panów.

To ja idę się wyrzygać.



Prosto z brukowców


Uwaga, będzie plotkarsko. Brad Pitt i Angelina Jolie kupują sobie kolejne dziecko pod choinkę! Ostatniego lata powiło im się w Namibii śliczne dziecię, którego zdjęcia najgorętsze małżeństwo Hollywood sprzedało za grube miliony dolarów. Angelina nie chce już jednak rodzić i argumentuje to w w ciekawy sposób: "Wydaje mi się, że jest mi raczej pisane szukanie moich dzieci po całym świecie niż rodzenie ich" - powiedziała wytatuowana aktorka. Casting na nowe dziecko odbędzie się w Indiach - data nieznana, kandydatów w bród, może jakieś media wpadną. Pitt chciałby małego Shah Rukh Khana, Jolie zadowoliłaby się słodką Kajol. Wiemy jakie imię będzie miało dziecko - India - bez względu na płeć zwycięzcy show. Nowy nabytek słynnej pary dołączy do Shiloh Nouvel, Maddoxa i Zahary.

I tak w związku z uroczymi, acz idiotycznymi imionami pośmiejmy się z dzieci kilku gwiazd:
- Moon Unit, Diva Muffin, Ahmed Emuukha Rodan i Dweezil (spłodzone przez Franka Zappę)
- Apple i Mojżesz (Gwyneth Paltrow i Chris Martin)
- Zowie Bowie (David Bowie)
- Elijah Bob Patricius Guggi Q (Bono)
- Kal-el (syn Nicolasa Cage'a, dla niewtajemniczonych: takie imię miał Superman...)
- Prince Michael i Prince Michael II (z Michaela, który lubi dzieci)
- Heavenly Hirani Tiger Lily (z nieodżałowanego Michaela Hutchence z INXS)
- Seven Sirius i Puma (Erykah Badu)
- Fifi Trixibelle, Peaches Honeyblossom, Little Pixie (od Boba Geldofa)
- Makena'lei (z Helen Hunt)
- Freedom (syn Vinga Rhamesa)
- Rocket Valentin, Racer Maximilliano, Rebel Antonio, Rogue, Rhiannon (piątka R. Rodrigueza)
- Audio Science (Shannyn Sossamon)
- Gaia Romilly (Emma Thomson)
- Pilot Inspektor (Jason Lee)
- Ella Bleu i Jett (Johna Travolty)
- Lourdes i Rocco (od Madonny)
- Brooklyn, Romeo i Cruz (David Beckham i Victoria Adams)
- Ireland (Kim Basinger wraz z Alekiem Baldwinem)



Krótka uwaga szowinistyczna


Nowy "Film" jest całkiem niezły. Od kilku lat jest to lektura już nie obowiązująca, bo tą przestała być wraz z odejściem Lecha Kurpiewskiego z fotela naczelnego, niemniej źle nie jest. Trendowato ulizany Prokop spogląda już po odwróceniu okładki - modna poza Redaktora doskonale wprowadza w świat filmowych atrakcji, a tym z łatwością poddaję się od dawna (samemu "Filmowi" dokładnie od 14-tu już lat). Chciałbym tylko napomknąć o jednej sprawie, bo nie o laurkę pod adresem redakcji tu chodzi (jeszcze do niedawna comiesięcznym lepieniem cukrowej waty zajmowała się pewna ofilmowa strona - pozdrawiam kolegów i koleżanki), bardziej oczywiście o naganę, bo źle mówić zawsze najłatwiej, a ja lubię iść na łatwiznę, tym bardziej, gdy mój komentarz może być pozbawiony konstruktywnej krytyki. Powiem krótko: dwa najważniejsze artykuły numeru - o nowym Bondzie i Cate Blanchett - są autorstwa dziennikarzy zagranicznych, najpewniej z "Premiere" (ten sam właściciel). Artykuły świetnie przetłumaczone, zajmujące, a całość została podana zgrabnie i według zasad nowoczesnego layoutu. Niby nic, a budzi się we mnie zwierzę szowinistyczno-patriotyczne domagające się podpisów polskich autorów pod "filmowymi" tekstami! Czyżby brakowało w kraju odpowiednio wyedukowanych dziennikarzy, w których żyłach płynie celuloidowa krew i którzy potrafią tematykę bondowską ująć w słowa równie atrakcyjne? Redaktorze naczelny, dajże chłopie zarobić rodzimym dziennikarzom, którzy o kinowym wydarzeniu napiszą z nie mniejszą pasją (bo nie wierzę, że nikt zdolny do redakcyjnych drzwi nie puka). Będzie zdrowiej, bo ambitni dostaną swoją szansę na zaistnienie, czyż nie? Powtórzę jednak - artykuł o Bondzie i wywiad z Cate Blanchett świetne są, a ja się tylko czepiam.

(I nie, nigdy nie zapukałem nadaremno do drzwi redakcji, więc oskarżenia o małostkowość i zgorzknienie możecie sobie wsadzić dobrze wiecie gdzie :)).


Napisz do autora Podyskutuj na forum Powrót do wyboru


Wyślij e-mail Autor felietonu:
Rafał Oświeciński - DESJUDI
Klub Miłośników Filmu
31.10.2006