Strona główna KMF

CELULOIDOWY
FETYSZYSTA
#5



W poprzednim CF dość nieśmiało wspomniałem o piśmie filmowym, które od stycznia znika z polskiego rynku. "Cinema" upada, z czego cieszyć się oczywiście nie wypada, bo filmowy tabloid dość sprawnie zagospodarowywał tę dziennikarską przestrzeń, która jest zazwyczaj ignorowana przez tzw. poważne pisma filmowe. Krótkie opisy, lakoniczne recenzje, sporo zdjęć, kilka ciekawostek - całość była takim żurnalistycznym fastfoodem chętnie konsumowanym przez mniej wymagającego czytelnika.



CO POZOSTAŁO?

Kinomanom pozostały jedynie "Film" oraz "Kino". Słabizna. Pierwsze, nieco ambitniejsze od "Cinemy", istnieje na rynku od lat kilkudziesięciu, dzięki czemu zasługuje na niepodważalny szacunek. Szkoda tylko, że najstarsze pismo filmowe w Polsce niebezpiecznie dryfuje w stronę dziennikarskiej łatwizny, choć ambicji (przynajmniej tej deklarowanej) odmówić redakcji nie sposób. Pozostaje jeszcze "Kino" z zasłużoną gwardią krytyków, mistrzów recenzenckiej akrobatyki. Zgrabne filmoznawcze analizy porażają swą hermetycznością, choć chwali się uparte trwanie przy tradycji bezbrzeżnej elokwencji autorów, o co dzisiaj jest szczególnie trudno.
Tylko tyle. Dwa pisma stricte filmowe. Niektórzy modlą się o polską edycję "Empire", ale na naszym lichym prasowym rynku to tak samo prawdopodobne, jak arcydzieło w reżyserii Uwe Bolla. Ktoś być może podpowie, że istnieją "Film na świecie", "Kwartalnik filmowy", a nawet "Premiery", lecz na poważnie traktować ich nie sposób. Dwa pierwsze to fora literacko-dyskusyjne, otwarte wyłącznie dla zawodowych filmoznawców tworzących enigmatyczne dzieła dla samych siebie ("Robocop, czyli kryzys subiektywności", "Kamera jako retorta", "Podróże do kresu możliwości - czyli o transgresji w metafilmowym dyskursie François Ozona"). To trzecie próbuje być pismem filmowym, choć jest wyłącznie dostarczycielem płyt dvd. Oczywiście jest cała masa pism kulturalnych i społecznych, które regularnie zamieszczają niekiedy znakomite teksty, ale trudno je nazwać "Politykę", "Przekrój", "Machinę", "Aktivist" czy "Fluid" pismami filmowymi - artykuły okołofilmowe są ledwie dodatkiem, są często bardzo ciekawą odpowiedzią na aktualne wydarzenia kinowe. I tyle, nic ponad to.

Przygotowując się do popełnienia tego tekstu, nieświadomie założyłem, że internet - okrzyknięty pogromcą makulatury z tuszem - nie ma szans w pojedynku z jakością i renomą papierowych magazynów filmowych, nawet wówczas, gdy na placu boju pozostały jedynie dwie zasłużone gazety. Wiadomo: redakcja pisma składać się musi - teoretycznie - z samych profesjonalistów, którzy dostają odpowiednie wynagrodzenie za napisanie kilku fachowych artykułów. Wydawać by się mogło, że kinomani, sięgający za friko po klawiaturę, są na przegranej pozycji, bo nie mają takiego przygotowania merytorycznego, które jest wymagane np. od dziennikarzy "Filmu". Pasja to nie to samo, co zawód, czyż nie? Wypada się jednak boleśnie ugryźć w język, po czym spróbować bezpardonowo wykrzyknąć, że czas dominacji papieru dobiegł kresu. Polski internet - o dziwo - może być substytutem magazynów papierowych, tylko trzeba przekopać się przez tony śmieci. Zdaję sobie sprawę, że to nic odkrywczego, chciałbym jednak dokonać krótkiej oceny kilku portali filmowych, biorąc pod uwagę jakość zawartych tam recenzji, analiz i wszelakich artykułów ściśle powiązanych ze światem z celuloidu. Jest to wyłącznie moja opinia i absolutnie nie roszczę sobie praw do bycia jakąkolwiek wyrocznią, choć, cholera, byłoby miło. Więc jeśli ktoś ma jakieś obiekcje, przytyki, osobiste przycinki i złośliwości, to wystarczy zaklikać na forum KMF albo wysłać gołębia z listem w dziobie.

GIGANCI?

Zacznijmy od miejsc najpopularniejszych. Największym polskim portalem filmowym jest Filmweb, dla mnie osobiście głównie dostarczyciel trailerów. Recenzje pisuje tam cały zespół redakcyjny, włącznie z naczelnym, i raczej nie należy oczekiwać niczego ponad przeciętność. Wszystko napisane sprawnie i poprawnie, w formach najczęściej krótszych, żeby czytelnika nie zmęczyć, tylko przedstawić mu podstawowe wady lub zalety omawianego filmu. Podobnie bezpłciowo jest w Stopklatce. Pamiętam świetne teksty Łukasza Figielskiego sprzed paru dobrych lat oraz felietony KoLCa (ale nie te "cinemowe"), ale to już pieśni przeszłości. Na łamach portalu pojawiły się ostatnio ciekawe felietony Konrada Wągrowskiego i w sumie tyle można konkretnego o dzisiejszej Stopklatce powiedzieć - recenzje są dość mdłe i nijakie, są niewyraźnym dodatkiem do informacji z pressbooków. W największych polskich portalach czytelnik nie znajdzie więc niczego złego - panuje prosta i bezpieczna przeciętność, nie wzbudzająca ani odruchów wymiotnych ani intelektualnych podnieceń. FilmWeb i Stopklatka gromadzą newsy, są świetną bazą informacyjną (szczególnie ten pierwszy) i chwała im za to. To przedsięwzięcia komercyjne i na tym polu sprawdzają się całkiem nieźle nie proponując jednak niczego ponad zwięzłe wiadomości.

Specyficznego luzu można by oczekiwać od portali tworzonych przez kinomanów. Nikt przecież rąk nie krępuje, czas nie gra tak istotnej roli, można więc sobie pofolgować do woli, tym samym proponując coś innego - coś, czego potencjalny czytelnik nie znajdzie ani na papierze, ani w wielkich portalach.

XERO?

Niestety portal Film.pl, tworzony w sposób mało komercyjny, nie proponuje nic, co by go odróżniało od dwóch głównych filmowych stron internetowych, chyba że odmienność ta miała by polegać na znacznie mniejszej bazie danych. Newsy są, ale ich niewiele, a artykuły i ciekawostki to lipne materiały z pressbooków. Recenzje są bardzo konwencjonalne, choć główny autor tekstów, Michał Gołębiewski, sprawnie potrafi ująć w słowa tych kilka myśli, które napatoczą się po seansie. Wrażenie deja vu towarzyszyło mi przy zapoznawaniu się z film.gery.pl i filmbox.pl - dlaczego niektórzy nie potrafią mierzyć sił na zamiary i ścigają się z FilmWebem nie dodając praktycznie nic od siebie? Za cholerę nie potrafię zrozumieć upartego trwania w przeciętności, tym bardziej, że autorów sprawnie wklepujących zdania do notatnika jest zawsze kilku na każdej ze stron. Przez przypadek trafiłem na stronę kinomaniak.pl i jest to dość intrygujące dziwo powielające błędy stron wspomnianych powyżej, ale również obrazujące stereotypowe podejście do kinomaniactwa. Otóż główną atrakcją strony są bogate galerie zdjęć gwiazd i baza mało istotnych plotek czyli coś, co powoduje ślinotok u nastoletnich amatorów celuloidu. Recenzje są, a jakże, ale dość nędznej jakości, bo nie dość, że krótkie, to i banalne.

PASJA?

Miło zaskakuje strona Kinomaniaki.com - spora liczba tekstów, przy czym baza aktualizowana jest codziennie. Autorzy mierzą się oczywiście z nowościami, ale i - co nie tak często spotykane - klasykami, dzięki czemu wyróżniają się na dość niewyraźnym internetowym tle. Owszem, teksty są nierówne (bo jest ich całkiem sporo), ale czyta się sprawnie, bez bólu tyłka i bez przewijania scrollem (szczególnie warto zwrócić uwagę na dobre teksty niejakiego Sajgona). Podobnie ofilmie.pl - szablonowe wypracowania szkolne korespondują ze świetnymi tekstami i właśnie dla tych drugich warto co jakiś czas odwiedzić i poczytać recenzje np. Cziczio sprawnie wgryzającej się w psychologiczne niuanse.
Jeszcze 3 lata temu w miarę regularnie zaglądałem na stronę Esensji, teraz zdecydowanie rzadziej (zwyczajna niepamięć), lecz ten periodyk warto wpisać do "zakładek" bądź "ulubionych". Po pierwsze - Dobry i Wągrowski są jednymi z najlepszych sieciowych krytyków (na papierze również można ich spotkać); po drugie - Zatońska i Sławińska są jednymi z najbardziej irytujących. Niemniej, bez względu na styl przemyśleń i finalną ocenę ocenianych obrazów, teksty Zgryźliwych Tetryków zawsze dobrze się czyta. Jedyna wada to ilość recenzji - jest ich niewiele i do tego pojawiają się nieregularnie.
Świetny jest portal Horror Online - baza ponad tysiąca recenzji filmów grozy. Widać pasję u autorów, czuć znajomość zagadnień związanych z tym gatunkiem i z tego powodu łatwo wybacza się stylistyczne czy gramatyczne potknięcia. Takiemu pomysłowi na stronę trzeba szczerze przyklasnąć, bo niewiele jest takich miejsc w polskim internecie.

NADZIEJA?

O reszcie stron pisał nie będę, bo ich nie znalazłem albo bezczelnie zignorowałem dla ich własnego dobra (to się głównie tyczy beznadziejnych serwisów filmowych Onetu, Wirtualnej Polski i Interii). Z amatorską krytyką filmową w internecie nie jest źle - niejednokrotnie niektórzy autorzy prezentują poziom zbliżony, a często nawet wyższy od niby profesjonalnej żurnalistyki spotykanej w papierowych magazynach. Z drugiej strony istnieje wiele portali bliźniaczo do siebie podobnych, nieciekawych, nudnych, zaśmiecających pikselową przestrzeń - one wkrótce znikną, jeśli nie zaproponują niczego oryginalnego i nowatorskiego. Wystarczy zajrzeć na Chud, JoBlo, Ain't It Cool News, Rotten Tomatoes. Jeśli tam regularnie zaglądacie, to wiecie o czym mówię. Jeśli nie wiecie o czym mówię, to może wróżka Maria wam pomoże.

Do wyszukiwania posłużyło mi Google i hasła typu "film" "recenzje filmowe", "krytyka filmowa". Jeśli któraś strona zasługuje na szczególną uwagę, a została powyżej pominięta, to proszę o odważny wpis na forum bądź wysłanie osobistego listu na poniższego maila.
KMF w zestawieniu pominąłem, bo się nie sika do własnego ogródka (zresztą nie miałbym na co nasikać).





Za 4 dni Nowy Rok, z głębi serca życzę więc obolałych od tańca nóg i wesołego styczniowego kaca.
Mam wizję: nadchodzący rok będzie lepszy. Jestem tego pewien.



Napisz do autora Podyskutuj na forum Powrót do wyboru


Wyślij e-mail Autor felietonu:
Rafał Oświeciński - DESJUDI
Klub Miłośników Filmu
27.12.2006