Film bardzo dobry
UWAGA - TEKST ZDRADZA ISTOTNE ELEMENTY FABUŁY - UWAGA
Ten film nie ma tak mocnego uderzenia jak "Szósty zmysł" czy "Inni". Bo i też nie ma za zadanie straszyć czy pouczać. To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy żyją lub usiłują żyć po stracie bliskiej i kochanej osoby. To opowieść o wszechogarniającej tęsknocie, pustce i żalu. O walce z własnym cierpieniem i bólem. O walce z samym sobą.
|
 |
 |
|
Młody bohater, tytułowy Charlie St. Cloud (Zac Efron), jest zdolnym żeglarzem, odnoszącym wraz ze swym młodszym bratem Sammym znaczące sukcesy. Po wygranej w regatach otrzymuje stypendium sportowe, umożliwiające mu podjęcie studiów na Uniwersytecie Stanforda. Na co dzień zaś sprawuje opiekę, niemalże ojcowską, nad Sammym. Ich wzajemne relacje - miłość braterska i przywiązanie, nie są przy tym ani sztuczne, ani udawane. Są prawdziwe tak, jak prawdziwe są późniejsze łzy Charliego, kiedy Sammy ginie w wypadku. Charlie nie mogąc pogodzić się z tak nagłym odejściem brata rezygnuje ze swych dotychczasowych planów i przyjmuje stanowisko dozorcy na cmentarzu. Wynika to niejako z jego naturalnej potrzeby bycia z bratem. Odczuwania jego obecności i bliskości. Codziennie wieczorem spotyka się z Sammym, by móc poćwiczyć z nim podkręcanie piłeczki baseballowej...
Akcja filmu w większej mierze rozgrywa się na cmentarzu. Ale nie jest to zwyczajny cmentarz. Nie ma tu kruków, pohukujących sów czy rozsypujących się krypt. Umarli nie wstają z grobu. Porą roku nie jest też wietrzna, deszczowa jesień. Ten cmentarz jest miejscem zielonym, słonecznym, pogodnym (pracują tu młodzi ludzie) i jakby sielskim (pasą się gęsi). Tchnie spokojem i ciepłem. Nawet noce są tu piękne i romantyczne. To tu właśnie Charlie spotyka swoją miłość i pojmuje wówczas, że pożegnanie z ukochanym bratem wcale nie oznacza zapomnienia. Że pogodzenie się ze jego śmiercią nie kończy ich wzajemnej miłości.
Klimat filmu jest ze wszech miar pozytywny. Zdjęcia plenerowe oraz zachody słońca mają podkreślić piękno natury i otaczającego świata. Rozpacz dotyczy, zdaje się, tylko aniołów, pochylających swe głowy nad grobami tych, którzy już odeszli. Ocean potrafi być z pewnością straszny, ale w gruncie rzeczy jest raczej przyjazny i spokojny. Jeśli więc wiatr, to tylko taki, który dmie w żagle i daje wysokie fale. I choć odczuć można tragedię Charliego, to jednocześnie pojawia się wrażenie błogości, wywołanej wieczornymi spotkaniami obu braci. Bo najstraszniejsza jest niemożność porozmawiania, wytłumaczenia, wyjaśnienia wszystkiego tego, czego się nie zdążyło za życia. Najstraszniejsze jest nie móc już nigdy więcej zobaczyć kochanej osoby.
|
 |
 |
|
Zac Efron radzi sobie z rolą. Poza tym, że jest jak zwykle przystojny, jest również wiarygodny. Choć dużo w tym także zasługi odtwórcy roli Sammy'ego - Charlie Tahana. Piękne zdjęcia i muzyka dopełniają całokształt tej pogodnej i składnej, aczkolwiek trochę naiwnej opowieści. Nie jest i nie miał być to bynajmniej esej filozoficzny czy moralny. Nie ma tu metafor i symboli. Jest za to prosta i przystępna historia o tym, że śmierć jest częścią ludzkiego życia. W związku z tym nie pozostaje nic innego jak ją zaakceptować. I tak też czyni główny bohater. Pomimo ogromnej tęsknoty za bratem, pozwala mu w końcu odejść. Sobie zaś pozwala zrozumieć i wreszcie wydorośleć. To historia człowieka, który nauczył się powtórnie żyć. Może i jest to bajka, ale bajka wzruszająca. A przecież o to też w kinie chodzi.
Moja ocena
9/10