W drzwiach pojawia się Tommy (Joe Pesci), kamera odwraca się i ukazuje Henry'ego Hilla (Ray Liotta), który szybkim krokiem rusza w kierunku przyjaciela, mijając stojących przy barze Jimmy'ego Conwaya (De Niro) i Billy'ego Battsa (Frank Vincent). W radiu leci sentymentalna, pogodna ballada "Atlantis" Donovana. To właśnie przepiękny refren tej piosenki ilustrować będzie za chwilę scenę, w której Tommy i Jimmy zmasakrują twarz Billy'ego Battsa, uderzeniami pięścią
i kopami z buta...
Fakty, Henry Hill i książka "Wiseguy"
"...Żadnych kajdanków czy czegoś w tym rodzaju.
Kiedy nas już spisali na komisariacie, zabraliśmy
Tych gliniarzy na obiad na Mulberry Street...
Następnego dnia znów działaliśmy w najlepsze..."
Gdy na początku lat 80. ubiegłego stulecia, w ręce F.B.I. wpadł drobny handlarz narkotyków Henry Hill, nikt ze stróżów prawa nie przypuszczał nawet, że ma do czynienia z człowiekiem, który przez ponad 20 lat życia działał w jednej z najbardziej wpływowych i najlepiej zorganizowanych grup przestępczych ówczesnych czasów. Nikt nie wiedział, że ma do czynienia z nietuzinkowym gangsterem, którego zeznania doprowadzą wkrótce do wielu aresztowań, a on sam stanie się za kilka lat bohaterem książki, a za kolejnych kilka - filmu. Henry Hill znał wszystkich, od drobnych złodziejaszków, przez mafijnych egzekutorów, na
|
|
|  |
bossach skończywszy. Wiedział wszystko o skoku na Air France (0,5 mln. $) i kradzieży pieniędzy z Lufthansy, w którym łupem stało się 6 milionów dolarów - rekordowa jak na tamte czasy (lata 70.) suma. Co więcej, Hill znał wszystkie mechanizmy działania lokalnej mafii, dziesiątki sposobów na przekupienie każdego i wygrywanie na wyścigach czy ustawianych meczach koszykarskich. On i ludzie z ferajny mieli w kieszeni policję, prokuratorów, paserów i bukmacherów. Życie było jak sen, pieniądze spływały z każdej strony, a Hill od najmłodszych lat zagłębiał się w mafijny świat tak bardzo, że rzucił szkołę, a będąc pół-analfabetą czytać nauczył się dopiero w więzieniu, gdzie odsiadywał wyrok za pobicie brata maszynistki F.B.I. W więzieniu zresztą chłopakom z ferajny również powodziło się nienajgorzej; oddzielne cele, własna kuchnia, nawet kort tenisowy, a dla Henry'ego możliwość prowadzenia lewych interesów, z których utrzymywał żonę Karen i dwie córki. Hill był wzorowym więźniem, uczestniczył w niemal wszystkich zajęciach resocjalizacyjnych, kazaniach kościelnych, szkoleniach itp. itd. W końcu doszło do tego, że pod przykrywką wyjazdów na 'żydowskie nauki', Henry Hill i Jimmy Burke jeździli na weekendy do Las Vegas, by w poniedziałek stawić się z powrotem w więzieniu. Odsiadka może nie była dla nich sielanką, ale dzięki kontaktom i znajomościom, odbywanie kary więzienia stawało się znośne. A po wyjściu na wolność, powrót do interesów, hazardu, wymuszania, ściągania haraczy, wreszcie kradzieży i zabijania. Wiedział przy tym Hill, jak źle kończyli wszyscy, którzy wzięli udział w słynnym skoku na Lufthansę. Likwidował ich Jimmy Burke, uwielbiający kradzieże i łupy, którymi z nikim nie chciał się dzielić. Jimmy, obok Tommy'ego i Paula Vario, był jednym z najlepszych przyjaciół Hilla. Wszystko jednak zaczęło się walić, od momentu niesławnego napadu na niemieckie linie lotnicze.
"...nagle Jimi powiedział ni stąd ni zowąd,
że czasami uważa, iż pieniądze są przeklęte.
Takiego właśnie użył słowa: "przeklęte"..."
Gdy ludzie mający cokolwiek wspólnego z napadem na Lufthansę zaczęli znikać, Henry wiedział, że jego to nie dotyczy. Nie brał czynnego udziału w kradzieży, a o pieniądze rozważnie się u Jimmy'ego nie upominał. Ferajna była w trakcie rozpadu; Tommy został zabity strzałem w twarz, na ceremonii przyjęcia do włoskiej Mafii - zemsta za zabójstwo 'bez pozwolenia', członka mafii: Billy'ego Battsa. Jimmy Burke coraz bardziej świrował na punkcie pieniędzy z Lufthansy, a w każdym widział wroga, który chce mu tę kasę odebrać. Wokół ferajny węszyło wciąż F.B.I. , telefony były na podsłuchach, a gangsterzy pod obserwacją. Wtedy też Henry Hill zaczął handlować narkotykami, choć Paul Vario wydał mu absolutny zakaz prowadzenia tego typu interesów. Hill tak bardzo wszedł w świat narkotyków, że wkrótce sam, podobnie jak jego kochanka (jedna z wielu) był już uzależniony i coraz bardziej tracił kontakt z rzeczywistością, co zostało znakomicie opisane w książce na przykładzie chaotycznego dnia z przyrządzaniem spaghetii, ucieczką przed helikopterem i próbą sprzedaży tłumików do broni Jimmiemu Burke'owi. Wreszcie Henry wpadł w ręce F.B.I. i wiedział, że stał się niebezpieczny dla ferajny, która wkrótce wydała na niego wyrok. Hill postanowił wówczas wziąć udział w programie ochrony świadków i zeznawać przeciwko byłym już (wszak to Jimmy podjął decyzję o likwidacji Henry'ego) przyjaciołom. Tak doszło do spektakularnego i szybkiego oskarżenia i skazania m.in. Jimmy'ego Burke'a i Paula Vario. Tak też skończyło się dawne życie Henry'ego Hilla, za którym nawet dziś tęskni, wszak był to czas, gdy cwaniacy rządzili na ulicy, czując się absolutnie bezkarnymi Panami świata. Departament sprawiedliwości wydawał rocznie 25mln dolarów na ochronę i nowe życie Hilla i jego rodziny.
|
 | |
I wszyscy uważali, że to pieniądze dobrze ulokowane - zważywszy na fakt, że przez długie jeszcze lata Henry Hill pomagał osądzać i skazywać kolejnych przestępców, oszustów i ludzi których znał, a których pod nos podsuwało mu regularnie - w celu postawienia w stan oskarżenia - F.B.I. Henry Hill do dziś pozostaje pod ochroną rządu. Do dziś też pozostaje jednym z najciekawszych przedstawicieli przestępczego rzemiosła. Choć bowiem znał i pracował z ludźmi z najwyższych stołków w mafijnej hierarchii, choć widział wiele morderstw, a sam brał udział w napadach i pobiciach, to nigdy nikogo nie zabił - a przynajmniej książka o tym nie wspomina. Hill mocno kochał żonę, od której nie odszedł pomimo rozlicznych romansów i niekończących się domowych kłótni. O separację poprosili dopiero w roku 1987, gdy Hill objęty był już programem ochrony świadków. Żona pozostawała jego wsparciem, gdy odsiadywał pierwszy wyrok, dostarczała mu do więzienia rzeczy, którymi handlował wśród współwięźniów i spotykała się z nim w lesie za polem, gdzie Henry odpracowywał wyrok, aby uprawiać z nim seks. Karen Hill pozostawała pod wpływem matki (od której z ulgą wyprowadziła się, zgodnie z wymogiem programu ochrony świadków), a Henry pod przemożnym wpływem żony, dla której w wieku 20. kilku lat, obrzezał się - jak wspomina Karen: "Dwa tygodnie musiał chodzić w pielusze..." ;). Ich miłość z początku była trwała i mocna, ślub wzięli w tajemnicy przed rodziną Karen, a dopiero po jakimś czasie odbyło się tradycyjne wesele. Książka Nicholasa Pileggi skrupulatnie opisuje życie państwa Hill. Narratorem jest raz Henry, raz Karen, którzy na zmianę opowiadają o swoich losach. W książce - która powstała dzięki rozmowom Pileggiego z Henrym Hillem - nie znajdziemy jednak żadnych dialogów, wszystko jest opowiadaniem napisanym w pierwszej osobie. Takie postaci jak Jimmy Burke (zamieniony w filmie Scorsese na Jimmy'ego Conwaya), Tommy DeVito czy Paul Vario, to w książce tylko nieme figury, o których opowiada Henry. Postaci te przemawiają dopiero w "Goodfellas" Martina Scorsese. Przykładowo, o Tommym z książki dowiadujemy się tylko tego, że był narwańcem, który zastrzelił 'Pająka' i zabił Billy'ego Battsa, a później sam źle skończył. Filmowy Tommy to już zasługa Joego Pesci i dialogów napisanych przez reżysera, autora książki i samego Pesci) - ale o tym w dalszej części tekstu. W książce nie znajdziemy też słynnej sceny wykopywania zwłok Battsa i tekstów w stylu: "Skrzydełko czy nóżka?", które pamiętamy z filmu Scorsese. Jest za to u Pileggiego wiele rzeczy, których nie znajdziemy w filmie. Jest więcej dokładnych opisów robienia przekrętów, jest znacznie obszerniej potraktowany wątek dorabiania klucza na potrzeby napadu na Air France, czy wreszcie dokładnie zrelacjonowany przebieg napadu na Lufthansę, gdzie Tommy w zapomnieniu zdejmuje zasłaniającą twarz kominiarkę i pozwala nagrać swój wizerunek kamerom ochrony. O analfabetyzmie Hilla i obrzezaniu - też w filmie nie ma ani słowa. Książka obszernie ujmuje też temat kobiet w życiu cwaniaków, zarówno tych znanych jako żony, jak i tych niezrzeszonych w instytucji małżeństwa ;).
"...Dla przyjaciółek nie porzucało się wprawdzie żon...
Posiadanie stałej kochanki uchodziło za oznakę sukcesu,
podobnie jak zakup konia czystej krwi lub łodzi motorowej,
tyle że jeszcze bardziej wyrazistą: przyjaciółka stanowiła
najbardziej luksusowy nabytek..."
A pamiętacie z "Goodfellas" scenę, w której Henry idzie w kierunku trzech kolesi stojących przy zaparkowanej Corvetcie i jednemu z nich (temu, który dobierał się do Karen) spuszcza za pomocą rewolweru okropny wpierdziel? Dwaj pozostali goście, chociaż byli jego braćmi, nie ruszyli krewnemu z pomocą, bo byli zbyt zaszokowani tym, że facet po prostu do nich podszedł i zaczął lać jednego z nich do nieprzytomności. Dla fabuły filmu nie miało zasadniczego znaczenia, że
|
|
|  |
ci trzej byli braćmi (o czym dowiadujemy się wyłącznie z książki), ale już to, że Henry Hill gotów był wówczas 'zastrzelić dwóch pozostałych, jeśli tylko na niego ruszą' - tak, a takiego stwierdzenia zabrakło w filmie - bo choć u Scorsese Henry celuje z zakrwawionej broni do jednego z braci, nie jest powiedziane, że gotów był go kropnąć. Jest jeszcze u Pileggiego ciekawy motyw z telefonicznym prześladowcą Karen, na którego w nocy z pistoletem zaczaja się Henry, po tym, jak kazał Karen umówić się z nim na spotkanie. Przed domem Hillów kręcił się wówczas jakiś nieznajomy i gdy przystanął pod ich ogrodzeniem, Henry wywlókł go z auta i stłukł do nieprzytomności. Nie wiedział, że akurat pobił Bogu ducha winnego homoseksualistę, który nieszczęśliwym trafem w tych właśnie okolicach szukał domu swojego dawnego przyjaciela. Scorsese do filmu wprowadził wiele różnic względem książki, na przykład inaczej ukazuje motyw wyrzucenia narkotyków do kibla, czego w filmie dokonuje Karen podczas nalotu F.B.I. na ich dom z nakazem przeszukania. W rzeczywistości, Henry Hill będąc za kratkami przypomniał Karen o skrytce pod półką, i Karen po dotarciu do domu - zamiast wyjąć towar i zająć się sprzedażą - wszystko spuściła z bieżącą wodą. Pileggi opisuje też, jak Henry Hill dusił telefonicznym kablem szefa swojej kochanki, podczas gdy w filmie robi to Jimmy Conway, Marty'emu Krugmanowi, któremu wówczas spada niespadalna ponoć peruka ;). Jest też w filmie Scorsese kilka większych zmian, jak ta, że Tommy wbija szpikulec w kark Marty'ego Krugmana, choć wedle książki, Tommy wówczas powinien być już martwy (zabity podczas uroczystości przyjęcia do Mafii). Oczywiście film rządzi się innymi prawami i chwała Scorsese za to, że z mało fabularnej książki zrobił wciągający z każdą sekundą, drapieżny, dynamiczny i bardzo brutalny film. Pamiętajmy jednak, że to co zostało przedstawione w "Goodfellas", a spisane w roku 1985 przez Nicholasa Pileggi, wydarzyło się naprawdę. Życie pisze wszak najciekawsze scenariusze, a losy Henry'ego Hilla toczyły się na tyle interesująco i zaskakująco, że z marszu stał się idealnym bohaterem filmowym.
Film - montaż, kamera i Scorsese
Jimmy Conway siedzi przy stoliku wraz z Henrym Hillem. Robert De Niro i Ray Liotta patrzą sobie prosto w oczy i rozmawiają jak starzy, dobrzy przyjaciele, choć Jimmy wie, że właśnie na jego przyjaciela zapadł wyrok śmierci. Henry również zdaje sobie z tego sprawę, choć nie daje po sobie poznać, że wie, iż wkrótce ma zginąć z rąk dawnych kumpli. Stolik przy którym siedzą bohaterowie stoi przy oknie, za którym trwa normalna, codzienna krzątanina; chodzą ludzie, jeżdżą auta. Podczas 'gry pozorów' między Jimmym i Henrym, kamera robi na nich powolne zbliżenie, a cały plan w niezwykły sposób zaczyna poruszać się w kierunku ruchliwej ulicy, zmieniając perspektywę jej postrzegania. Świat się zmienia - zdaje się mówić to pomysłowe ujęcie. Zmienia się rzeczywistość za oknem, kończy się czas cwaniaków, kończy 'kariera' Henry'ego Hilla, wreszcie do mety dobiega jego wieloletnia przyjaźń z Jimmym Conwayem...
"Odkąd pamiętam, zawsze chciałem być gangsterem...
Lepiej było zostać gangsterem, niż prezydentem Stanów Zjednoczonych..."
Nicholas Pileggi pod koniec lat 80. odebrał niezwykły telefon. Po drugiej stronie był Martin Scorsese, który obwieścił mu, że właśnie przeczytał jego książkę "Wiseguy" i chciałby na jej podstawie nakręcić film. Zaprosił też autora do współpracy przy tworzeniu scenariusza. Z książki Nicholasa Pileggi wycisnął
|
|
|  |
Scorsese całą esencję gangsterskiego życia, sam zresztą reżyser wychował się we włoskiej dzielnicy, gdzie miał styczność z cwaniakami, a wspomnienia wykorzystał podczas realizacji "Chłopców z ferajny". Tak zaczynała powstawać legenda "Goodfellas", filmu będącego dziś zarówno klasyką gatunku, jak i obrazem kultowym, który można oglądać wiele razy, bez znudzenia. "Chłopcy z ferajny" to niezapomniane sceny ze świetnymi dialogami, to bezbłędne aktorstwo i pieczołowicie dobrane piosenki, które Scorsese - jak sam mówi - nosił przez lata w głowie i dopiero przy okazji kręcenia "Goodfellas" znalazł dla nich zastosowanie. "Goodfellas" to także szalony, dynamiczny montaż, zwariowana chwilami praca kamery, rwana chronologia - film zaczyna się sceną ze środka opowieści, czy zerwanie z jednolitą konwencją: Henry pod koniec filmu zwraca się nagle wprost do kamery, do widza. Pojawiają się też powtórzenia niektórych scen z innej perspektywy (jak na przykład zabójstwo Stacksa - strzał w tył głowy), czy drobne przeskoki czasowe, jak w momencie, gdy Henry otwiera bagażnik samochodu, by po chwili kamera pokazała ów bagażnik jeszcze zamknięty. Scorsese w pomysłowy sposób korzysta też ze steadicamu - prezentację postaci w knajpie, czy wejście Henry'ego i Karen do restauracji - nakręcono na długich, pojedynczych ujęciach. W warstwie dźwiękowej Scorsese często łączy sceny na odgłosie kończącym poprzednie, a rozpoczynającym kolejne ujęcie - jak na przykład krzyk Liotty na żonę, przechodzący w jego okrzyk podczas gry w karty. W jednej z kolei scen w salonie, można usłyszeć ryk silnika, a gdy Tommy zrywa ze stołu obrus (do owinięcia ciała Billy'ego Battsa) słyszymy ten sam odgłos, który towarzyszył rewolwerowi Tommy'ego, roztrzaskanemu przed kilkoma sekundami o podłogę. Realizuje też Scorsese niezapomniane sceny dialogowe, jak słynne
|
 | |
"Bawię Cię? Jestem zabawny? Jak clown?..."
w wykonaniu Joego Pesci - a nakręcone na statycznych ujęciach, w planie ogólnym, bez zbliżeń, bo scena była tak nabuzowana emocjami, że najazdy na twarze aktorów nie były konieczne ;). Reżyser pozwala sobie na wiele, w momentach wymagających szerszego komentarza nie bawi się w kombinowanie jak pokazać pełne spectrum wydarzeń, tylko stosuje stopklatkę, pauzę w opowieści, a resztę dopowiada Ray Liotta zza kadru. Tak zwany off stosowany jest często w słabych filmach słabych reżyserów, którzy nie potrafiąc opowiadać obrazem, uciekają się do 'dopowiadania' akcji przez narratora. Jednak rozbudowany charakter postaci Henry'ego Hilla i wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni ponad 20. lat, wymagał wprowadzenia Hilla / Liotty jako narratora, który z dystansem opowiada widzowi o własnym życiu. Komponujący się z obrazem voice over, obecny jest także w kilku innych filmach Scorsese: "Taxi driver" i "Casino". Ciekawe komentarze, opisy zdarzeń, miejsc i ludzi, cedzone jakby na odwal się, po cwaniacku przez Raya Liottę, idealnie wpisały się w konwencję filmu, ubarwiając i dokreślając niezwykłe wydarzenia i ich nietuzinkowych uczestników. "Goodfellas" to zdemitologizowany wizerunek mafii, gdzie nikt nie może być pewnym, czy dziś nie zabije go najlepszy przyjaciel, z uśmiechem przychodzący na spotkanie, by nagle wyciągnąć broń i dokonać egzekucji. To właśnie za brutalność film Scorsese zbierał cięgi, a ludzie wychodzili wzburzeni z pokazów przedpremierowych. Producent próbował nawet nakłonić Scorsese do wycięcia scen przemocy, ale reżyser nie pozwolił niczego ze swojego filmu wyrzucić, broniąc każdej krwawej lub brutalnej sceny, wszak "Chłopcy z ferajny" jest opowieścią o przemocy... cóż, producenci i publiczność w USA sami, jak zwykle, nie wiedzieli czego chcą ;). To fakt, że w "Goodfellas" trochę ludzi ginie, to prawda, że sceny przemocy są niezwykle ostre i nakręcone z naturalizmem i detalami. Gość wciąż żyje? To dostaje jeszcze kilka razy wielkim kuchennym nożem, i dla pewności jeszcze kilka kulek. Trzeba go wykopać z grobu i przenieść w inne miejsce? Proszę bardzo -
"Skrzydełko czy nóżka?" - pyta Tommy (Joe Pesci), który jest autorem większości z 246. FUCKów, jakie można usłyszeć w "Goodfellas". Ten sam Tommy na końcu filmu, wbijając się niejako między ostatnie słowa Henry'ego Hilla:
"Teraz jestem nikim i do końca życia będę miernotą" - strzela wprost w kamerę, na podobieństwo bohatera "Napadu na pociąg" z roku 1903. Takie wstawienie sceny z nieżyjącym już przecież Tommym w końcowe słowo Hilla, ma w sobie ogromny potencjał dramaturgiczno nostalgiczny. Widzimy bowiem, jak Henry Hill, w latach 80.
objęty już programem ochrony świadków, prowadzi uczciwe, nudne życie. Wychodzi właśnie ze swojego domku podobnego do innych i sięga po gazetę. Z offu Liotta mówi, że tamto życie skończyło się, że teraz musi pracować jak wszyscy, a zamawiając spaghetti z sosem marinara dostaje kluchy z ketchupem. Jego świat skończył się, tamten czas minął i... nagle wdziera się ostra muzyka Sex Pistols (piosenka "My way"), Henry Hill uśmiecha się nonszalancko, jakby tym grymasem chciał objąć całą swoją gangsterską przeszłość i powiedzieć widzom:
"Byliśmy panami świata, mieliśmy wszystko i robiliśmy co nam się podobało... byliśmy cwaniakami!" - i wtedy pojawia się przebitka z Tommym, wywalającym w stronę widzów 6. kul. I powrót do Henry'ego, który odwraca się, wchodzi do domu i zamyka za sobą drzwi, kończąc film.
Martin Scorsese, znany aktualnie z upartego i nie przynoszącego efektów kręcenia filmów pod Oscary ("Gangi Nowego Jorku", "Aviator") w roku 1990 stworzył swoje zdecydowanie najlepsze dzieło; "Taxi driver" i "Wściekły byk" stoją bowiem oczko niżej od "Goodfellas". Film był nominowany do Oscara w kategoriach: Najlepszy film, Najlepsza reżyseria, Najlepszy scenariusz, Najlepsza rola drugoplanowa i Najlepsza rola kobieca. Jak wiadomo, statuetkę odebrał tylko Joe Pesci, za rolę pyskatego narwańca Tommy'ego. Scorsese trafił niestety na rok "Tańczącego z wilkami", a Kevin 'udało mi się zrobić jeden dobry film' Costner odebrał twórcy "Taksówkarza" Oscary w najważniejszych kategoriach. Jak pokazał czas, dziś "Chłopcy z ferajny" znajdują się w pierwszej 30. Najlepszych filmów wszechczasów wg ogólnoświatowego serwisu IMDb, gdy "Tańczący z wilkami" nie załapuje się nawet na listę TOP 250 ;). Ciężko zrozumieć, czemu opowiedziany w znakomitym, szybkim tempie, wciągający, wręcz porywający obraz mafii w Ameryce wymalowany przez Scorsese przepadł w wyścigu oscarowym. Równie ciężko przyjąć do wiadomości, że "Goodfellas" nie dostało choćby Oscara za montaż (w tym miejscu warto wspomnieć, że Thelma Shoonmaker, która montowała "Goodfellas", jest laureatką Oscara za montaż "Wściekłego byka", także Martina Scorsese), który stanowi klasę samą dla siebie. To właśnie montaż nadał filmowi znakomite tempo i uratował być może "Goodfellas" przed klapą, gdyż po pierwszych pokazach widzowie stwierdzili, że film jest zbyt rozwlekły i się dłuży. Szybszy montaż załatwił sprawę ;).
Obsada, Muzyka i Pamiętne sceny
"Chłopców z ferajny" zaliczyć można do wąskiej grupy filmów, w których muzyka współgra idealnie z obrazem, tworząc jednolitą, nierozerwalną całość. Niemal każda z 43. wykorzystanych w filmie Scorsese piosenek perfekcyjnie wpisuje się w klimat lat 60. - 80., nadając filmowi niepowtarzalny charakter i pomagając tworzyć niezapomniane sceny. "Chłopców z ferajny" zaliczyć można też do wąskiej grupy filmów, w których aktorzy stapiają się ze swoimi rolami. Nie grają, a są postaciami, tętniącymi autentyzmem i szczerością. Tak zresztą mieli aktorzy według wskazówek Scorsese postępować:
"Czujcie się jak gangsterzy, improwizujcie, róbcie to, co byście robili gdybyście mogli robić wszystko, gdybyście byli cwaniakami, gdybyście byli nimi...". W "Goodfellas" nawet drugi i trzeci plan pamięta się długo po wyjściu z kina. Choćby Paul Sorvino jako Paul Cicero (w książce Paul Vario), wielki, powolny facet, który 'nie musi być szybki, bo nie musi nikomu schodzić z drogi', z zimnym przerażającym wzrokiem, który mówi o tej postaci więcej, aniżeli powiedziałyby pięści czy krzykliwy dialog.
|
 | |
Nikt też chyba kto obejrzał "Chłopców..." nie zapomni niejakiego Billy'ego Buttsa, który dla Franka Vincenta stał się niemal rolą życia, choć jego występ ograniczył się do krótkiej pyskówki z Tommym i użyczenia swojego ciała w charakterze worka treningowego dla Tommy'ego i Jimmy'ego, wożonego później w bagażniku, dźganego nożem, faszerowanego kulami, i wreszcie zakopanego... odkopanego i ponownie zakopanego ;). Brutalne masakrowanie twarzy Buttsa to jedna z najbardziej pamiętnych w "Goodfellas" scen. Przede wszystkim zawarty jest w niej olbrzymi zastrzyk adrenaliny, wszak widzowie kibicują tu Tommy'emu, obrażonemu kilkadziesiąt minut wcześniej (pamiętne 'czyszczenie butów na ślinę') przez Buttsa. Reszty w tej niezwykle drapieżnej, ostrej scenie katowania Billy'ego dopełnia, lecąca akurat w radiu, sentymentalna ballada "Atlantis", która stanowiąc niezwykły kontrapunkt dla krwi lejącej się przed kamerą, tworzy przedziwne zjawisko: romantyczną scenę katowania człowieka.
"...Way down below the ocean
where I wanna be she may be..."
Gdy do naszych uszu wciąż dociera piękny refren piosenki Donovana, Jimmy Conway z grymasem na twarzy, raz za razem depcze z całej siły twarz Buttsa. Tommy w tym czasie nieskończenie wiele razy uderza go pięścią. I tak krwawy występ Franka Vincenta stał się jego najbardziej charakterystyczną i pamiętną rolą w karierze.
Na dalszym planie mamy Samuela L. Jacksona, którego epizod, choć krótki, także wszyscy pamiętają, a to z powodu widowiskowej sceny śmierci - kulka z pistoletu z tłumikiem, w tył głowy - egzekucja wykonana przez Tommy'ego. Dalej mamy Morrisa Kesslera, wkurzającego wszystkich sprzedawcę peruk, w którego znakomicie wcielił się Chuck Low. Warto jeszcze wspomnieć o Franku Sivero, którego gapowaty bohater Frankie Carbone także zaznacza swoją obecność w filmie - szczególnie w chwili, gdy kamera odkrywa go wiszącego na haku w chłodni. Cała sekwencja odkrywania zabitych zilustrowana jest spokojnym, pięknym utworem "Layla" wykonywanym na fortepianie, a na szczególne uznanie zasługuje pierwsze ujęcie, w którym kamera najpierw pokazuje grupę zaciekawionych dzieciaków, by po chwili odwrócić się i ukazać w powolnym najeździe różowego cadillaca z dwójką martwych pasażerów - Johnnym Roastbeefem i jego żoną. Później widzimy wiszące w chłodni zwłoki Frankiego Carbone'a, a cały rytm montażu i pracy kamery wciąż wyznacza "Layla", która zresztą już podczas zdjęć była odtwarzana na planie.
|
 | |
Interesujące są też małe role epizodyczne, jak na przykład występ matki Martina Scorsese (Catherine), która zagrała z niezwykłym ciepłem i humorem matkę Tommy'ego i opowiedziała kawał o gościu, który ciągłe gadał i gadał, że żona mu się puszcza ;). Cała zresztą sekwencja kolacji u matki Tommy'ego to improwizacja aktorów. Szczególnie 'zabawnie' jest w momencie, gdy matka pokazuje namalowany przez siebie obraz z siwym, brodatym mężczyzną i dwoma psami, a chłopcy stwierdzają, że koleś z obrazu jest do kogoś podobny, tylko bez brody, De Niro i Pesci zdrowo polewają, a kamera robi najazd na bagażnik auta... Także ojciec reżysera Charles Scorsese, pojawia się w filmie... jako głos w słuchawce, oświadczający Jimmy'emu, że Tommy nie żyje. I wreszcie Edward McDonald, który gra w filmie samego siebie, czyli agenta F.B.I. prowadzącego sprawę Henry'ego Hilla. Zanim przejdziemy do wielkiej trójki postaci pierwszoplanowych, trzeba jeszcze napisać pean pochwalny dla Lorraine Bracco, za tchnięcie życia w postać Karen Hill. Żona Hilla w jej wykonaniu to istny żywioł, sex-appeal, siła żony gangstera i dramat zdradzanej kobiety w jednym. Zdecydowanie zasłużona nominacja do Oscara.
Robert De Niro, Joe Pesci, Ray Liotta - ich występ w filmie Scorsese można by określić jednym słowem: 'perfekcja'. Dla Liotty był to w zasadzie pierwszy poważny film, który jednak stał się dla niego najważniejszym, bo lepszej roli nie stworzył już nigdy. Jego Hill to prawdziwy cwaniak, chłopak z ferajny, zwariowany kiedy trzeba, by kiedy indziej zachować trzeźwy umysł. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Liotta spędził wiele godzin na rozmowach z prawdziwym Henrym Hillem, który pomógł mu w budowaniu roli. Podobnie jak większość aktorów, w wielu scenach Liotta improwizował. Gdy podczas rozmowy z Paulem Cicero, Paul Sorvino - także improwizując - trzasnął go nieoczekiwanie w policzek, ten zareagował naturalnie, bo naprawdę się nie spodziewał tego uderzenia - takie genialne ujęcie musiało trafić do filmu. Gra Liotty była niezwykle żywa, ekspresyjna (ten zwierzęcy śmiech!), zdrowo i otwarcie wyrażająca uczucia i stan ducha Henry'ego Hilla. Na szczególne uznanie zasługują ostatnie minuty filmu, gdy Hill stacza się na samo dno narkotykowego uzależnienia - to już prawdziwy koncert aktorskiej gry Raya Liotty (który nie doczekał się choćby nominacji do Oscara), ilustrowany piosenkami Rolling Stones "Memo from turner", Harry'ego Nillsona "Jump into the fire" i fragmentem "Magic bus" The Who, wplecionym w utwór Stonesów, w chwili gdy Henry Hill rozpaczliwie hamuje samochodem przed stojącymi w miejscu autami, wykończony fizycznie i psychicznie. Za to morderczą iskrę w oku Liotty można dostrzec w nakręconej na jednym ujęciu scenie, w której Hill podwozi do domu przestraszoną Karen, a sam udaje się do zabudowań naprzeciwko, gdzie stoi niedoszły gwałciciel i jego dwóch braci. Kamera podąża za Liottą, kiedy podchodzi do gościa (który chciał zgwałcić Karen), łapie go za włosy, a ukrytym w drugiej ręce rewolwerem 11 razy uderza go w głowę. Na twarzy Liotty maluje się szaleństwo i zwierzęca wręcz wściekłość. Jak opowiadał w książce sam Hill, był wtedy gotów zastrzelić tych dwóch kolesi, jeśli któryś tylko ruszyłby w jego kierunku. Drugą najbardziej pamiętną sceną z udziałem Raya Liotty pozostaje naprawdę nieskomplikowany, niepozorny dialog z Tommym. W prostocie jednak czai się geniusz. Joe Pesci i Ray Liotta odgrywają wcześniej zaimprowizowaną poza planem rozmowę, gdzie Tommy wkręca Henry'ego, pytając go ze śmiertelną powagą:
"Czy ja Cię kurwa śmieszę?",
a Liotta siedzi zdezorientowany i nerwowo próbuje wytłumaczyć się ze stwierdzenia
"Jesteś zabawnym facetem", które przed momentem rozsierdziło Tommy'ego. Widzom, podobnie jak kumplom Tommy'ego i Henry'ego, w trakcie trwania tej rozmowy powoli rzedną miny, a nerwy osiągają szczyt. Wreszcie Henry mówiąc:
"Przestań robić jaja Tommy" i wyciąga wentyl z tego napompowanego do granic możliwości balonu z napięciem. Scena w knajpie (wymyślona i wyreżyserowana przez Joego Pesci) trwa jeszcze kilka minut, a Pesci wciąż sypie ciętymi dowcipami: "Chcecie się pośmiać? Ten dupek poprosił mnie, żebym trzymał do chrztu jego dziecko... zażyczyłem sobie 7000$" - wszyscy pokładają się z rozbawienia, wybuchając raz za razem szczerym śmiechem. Podobno w filmie słychać nawet głośny śmiech samego reżysera, którego aktorzy rozbawili tą sceną do łez. Poprzez "Czy ja Cię śmieszę" doszliśmy do Joego Pesci, laureata Oscara za rolę Tommy'ego. W pełni zasłużonego Oscara, bo Tommy, choć pojawia się na ekranie znacznie rzadziej niż De Niro czy Liotta, stał się dzięki Pesciemu najbardziej zapadającą w pamięć, najbardziej charakterystyczną postacią filmu. Niski, krzykliwy, z głosem pasującym bardziej do komedii niż poważnego dramatu, Joe Pesci staje się nieobliczalnym bandziorem, który rzuca się na każdego, kto ośmieli się go obrazić (niemal identyczną postać zagra pięć lat później w "Casino"). Zabija 'Pająka' tylko dlatego, że ten kazał mu się odpieprzyć, a Jimmy podjudził Tommy'ego hasłem: "Do czego to doszło? Ty sobie na coś takiego pozwalasz?". Gdy Tommy zabija 'Pająka', początkowo napięta atmosfera przeradza się w niemal komediowy dialog.
- Dobry strzał, mam cela.
-Trudno spudłować z takiej odległości!
Joe Pesci do sceny zabójstwa 'Pająka' kazał naładować sobie kulami cały magazynek, bo chciał poczuć się jak prawdziwy morderca, wywalający całą serię w klatkę piersiową ofiary. Chciał poczuć odrzut broni i widzieć dym z lufy, dzięki temu niespodziewane zabójstwo 'Pająka' jest szokiem dla wszystkich: samego 'Pająka' oczywiście, kumpli Tommy'ego i widzów. To także ważna scena z punktu widzenia postaci Henry'ego, który powoli dostrzega, że coś zaczyna się dziać 'nie tak', że podczas zwykłej pyskówki zaczynają ginąć ludzie.
Trzeci w aktorskiej stawce pozostaje De Niro, grający Jimmy'ego Conwaya (ponoć Jimmy Burke
* ucieszył się, gdy się dowiedział kto ma zagrać jego postać). Rola to ze wszech miar znakomita. De Niro to jako żywo złodziej i morderca, cwany gość, przed którym każdy ma respekt. Jimmy Conway uwielbia kraść z klasą, dając napiwki kierowcom przechwycanych ciężarówek. To właśnie w scenie wręczania 'napiwku', De Niro wygląda jak typowy gangster z lat 60. Nie można też zapomnieć, jak De Niro gani swoich ludzi, którzy po napadzie na Lufthansę obkupili się w futra i samochody. Choć jest przyjęcie wigilijne, De Niro bez wahania wyzywa każdego, kto nie umiał powstrzymać się od wydawania kasy. Kilka razy wypowiada wówczas:
"What did I tell you? Whad did I tell you!?", a skrucha maluje się na twarzach nieposłusznych ludzi - którzy i tak wkrótce skończą w niezbyt miły sposób, za sprawą Jimmy'ego zresztą. Scorsese tworzy jakby specjalnie dla De Niro krótką scenkę z podkładem piosenki "Sunshine of your love" zespołu Cream, w której Jimmy Conway po prostu siedzi za barem i wymownie przewraca oczami, z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
* - Jimmy Burke, który wedle informacji w napisach końcowych filmu, mógł warunkowo wyjść z więzienia około roku 2004, zmarł na raka płuc w roku 1996.
"Chłopcy z ferajny" a "Rodzina Soprano"
Niekwestionowanym fenomenem. Tym "Chłopcy z ferajny" byli dla kina, i tym "Rodzina Soprano" Davida Chase'a stała się dla świata seriali (co potwierdza 5 Złotych Globów, 4 Nagrody Emmy, 58 innych nagród i 168 nominacji). Niezwykle barwna galeria mafijnego światka, znakomite dialogi, wartka, wciągająca akcja, klimatyczna muzyka i rewelacyjne aktorstwo - to
niezaprzeczalne atuty tego najgenialniejszego serialu ostatnich lat. Cynizm bohaterów i ich pewność siebie, podobnie jak w "Goodfellas", tak w "Sopranos" aż wylewa się z ekranu. I podobnie jak u Scorsese, tak w tym fascynującym serialu, kochamy bandziorów i kibicujemy im. Podoba nam się to, co robią, choć słuchając o podobnych przestępcach w wiadomościach TV, myślimy o nich jak najgorzej i w duchu jesteśmy wdzięczni, że los nie postawił im podobnych na naszej drodze. U Scorsese elektryzował Joe Pesci, fascynował Ray Liotta, intrygował De Niro. To aktorzy sprawili, że polubiliśmy gangsterów i z ciekawością (nie odrazą) śledziliśmy koleje ich losu. To samo sprawiło, że "Rodzina Soprano" ogląda się tak dobrze i bez cienia nienawiści do przestępczego światka. Nie sposób bowiem nie poczuć sympatii do Tony'ego Soprano (rola życia Jamesa Gandolfini), który użera się z własną matką, wujkiem, wspólnikami, wrogami, dziećmi, żoną, depresją i Panią psychoterapeutką - niekoniecznie w tej kolejności.
Gandolfiniemu kroku dotrzymuje cała, pieczołowicie dobrana obsada, dająca życie całej galerii niezwykłych, interesujących postaci. Ale wysokiej klasy aktorstwo, klimat opowieści, czy ludzki wymiar i sposób ukazania bohaterów, nie stanowi najważniejszej cechy wspólnej "Sopranos" i "Goodfellas". To, co ostatecznie i niemal fizycznie łączy ze sobą te dwa "zjawiska filmowe", to aż 23 nazwiska aktorów, którzy zagrali zarówno w "Chłopcach..." jak i w "Rodzinie...". Nie przypadkiem mówi się przecież, że "gdyby nie Chłopcy z ferajny, nie byłoby Rodziny Soprano". Przede wszystkim Lorraine Bracco, filmowa żona Henry'ego Hilla z "Goodfellas", w "Sopranos" zagrała jedną z głównych ról: psychoterapeutkę Tony'ego Soprano. Ponoć Bracco początkowo zagrać chciała żonę Tony'ego, jednak uznawszy, że byłoby to powielanie roli z "Chłopców z ferajny", postanowiła stawić czoła wyzwaniu, jakim była rola Pani psychiatry.
O ile Lorraine Bracco grała w filmie Scorsese jedną z głównych ról, i taką też zagrała w serialu Davida Chase'a, tak Michael Imperioli grający w "Sopranos" jedną z najważniejszych postaci, u Scorsese zagrał jedynie w małym, choć bardzo charakterystycznym epizodzie. Jego występ w roli Pająka, któremu Joe Pesci najpierw kulą dziurawi stopę, a później klatkę piersiową, jest jedną z tych epizodycznych ról, które pamięta się nieraz lepiej, od niektórych głównych.
W "Sopranos" Imperioli gra Christophera Moltisanti, siostrzeńca Tony'ego Soprano. Moltisanti swoją wybuchowością, narwaniem i walką o szacunek, w prostej linii przypomina Tommy'ego z "Chłopców z ferajny". W jednej zresztą ze scen (w drugim sezonie), Chris zlekceważony przez pracownika cukierni, strzela mu w stopę ;). Poza Imperiolim, jeszcze trzech aktorów (którzy u Scorsese zagrali epizody tak małe, że ciężko jest przypomnieć sobie kogo i gdzie grali) stworzyło w "Rodzinie Soprano" poważne, duże role: Tony Sirico (jako Paulie "Walnuts" Gualtieri), Vincent Pastore (Salvatore "Big Pussy" Bonpensiero) i Tony Lip (Carmine Lupertazzi). A w piątym sezonie pojawia się nie kto inny, jak sam Frank Vincent, który podobnie jak Chris Imperioli, bierze w "Sopranos" odwet za krzywdy wyrządzone mu w "Chłopcach z ferajny" i teraz to on (jako Phil Leotardo) zabija kolesia błagającego o litość, i leżącego oczywiście w bagażniku samochodu ;). Reszta aktorów, którzy pojawili się w "Rodzinie Soprano" (nieraz w jednym, nieraz w kilku odcinkach) przedstawia się następująco:
Tony Darrow - Larry Boy Barese
Chuck Low - Mr. Teittleman (3 odcinek 1 sezon)
Suzanne Shepherd - Mary DeAngelis
Nancy Cassaro - Joanne Moltisanti (9 odcinek 2 sezon)
Frank Pellegrino - Agent Frank Cubitosi
Marianne Leone - Joanne Moltisanti
Paul Herman - Beansie Gaeta
Anthony Caso - Martin Scorsese
Tobin Bell - Major Zwingli
Gene Canfiel - Oficer Policji
Nicole Burdette - Barbara Giglione
Garry Pastore - Jerry Basile
Gaetano LoGiudice - trzy różne role
Vito Antuofermo - Bobby Zanone
Frank Albanese - Wuj Pat Blundetto
Anthony Alessandro - kelner
Victor Colicchio - Joe
Zapewne niewiele Wam (mnie też zresztą) mówią te nazwiska, ale ta wyliczanka ma służyć tylko jako pełne zestawienie aktorów, którzy zagrali i tu i tu ;).
Warto jednak zwrócić uwagę na nazwisko Anthony'ego Caso, który w "Rodzinie Soprano" zagrał... Martina Scorsese, wchodzącego do wysokiej klasy Klubu, w towarzystwie pięknych pań. W tłumie, którego bramkarze nie wpuszczają do środka, stoi wówczas Chris, który na widok "Martina Scorsese" woła: "Marton! I love Kundun!", co jest dość sympatycznym żartem, biorąc pod uwagę fakt, że "Kundun" do największych dokonań Scorsese raczej nie należy ;). "Sopranos" często przywołuje tytuły innych filmów i chętnie bawi się kinem. Niezapomne są sceny, w których Steve Van Zandt naśladuje Ala Pacino z "Ojca chrzestnego 2".
Bohaterowie często rozmawiają o filmach, na przykład o scenie miażdżenia głowy z "Casino", o tym która część "Ojca chrzestnego" jest najlepsza, wspomniany zostaje też obraz "Analyze this" (pol. "Depresja gangstera") na co Tony Soprano mówi: "Ale to była komedia", unikając w ten sposób porównań do własnej osoby ;). Gdy jednak na ekranie pada pytanie o jakość filmu "Chłopcy z ferajny", następuje... cięcie montażowe, a pytanie nie doczekuje się odpowiedzi. Ciekawy zabieg, taki filmowy 'no comment' ;). Jest też w "Rodzinie Soprano" wiele nostalgicznych, melancholijnych scen, zilustrowanych spokojną, klimatyczną muzyką, jak na przykład prolog pierwszego odcinka drugiego sezonu, gdy wszyscy bohaterowie pokazani są przy zwykłych, codziennych czynnościach, w rytm piosenki Franka Sinatry "It was a very good year". Romantyczny wizerunek gangstera zapoczątkowany przez Scorsese w "Chłopcach z ferajny" znajduje wspaniałą kontynuację w serialu "Sopranos", w którym - do pełni szczęścia - zabrakło chyba tylko epizodycznych występów Roberta De Niro i Joe'go Pesci ;).
I na koniec, odchodząc od tematu "Rodziny Soprano", ale pozostając w klimacie", należy wspomnieć o tym, że "Chłopcy z ferajny" są do dziś inspiracją dla twórców gangsterskiego, inteligentnego kina. Za przykład niech posłuży "Layer Cake" z roku 2004, w którym znalazła się scena bicia kolesia, powalonego w barze na podłogę. I tak jak w "Goodfellas" w scenie masakrowania Billy'ego Battsa słychać było pogodne rytmy piosenki "Atlantis", tak tu, brutalnej rozprawie z leżącym gościem, towarzyszy ciepła piosenka zespołu Duran Duran "Ordinary world" . Natomiast w scenie łóżkowej usłyszymy znany z filmu Scorsese kawałek Rolling Stonesów "Gimme shelter". I tyle ;)
"Raging bull", "Goodfellas" i "Casino"
Wielu widzów zarzucało Scorsese, że w 1995 kręcąc "Kasyno", zrobił kopię "Chłopców z ferajny" i nie są to wcale zarzuty nieuzasadnione. Cały kręgosłup akcji skupia się bowiem w "Kasynie" na wątku dotarcia na szczyt finansowego raju i bolesnym upadku, końcu sielanki, łatwego życia. W obydwu filmach narracja prowadzona jest z offu, w "Kasynie" występuje wielu aktorów znanych z "Goodfellas", a niektóre sceny i postaci są niezwykle podobne do tego, co widzieliśmy już w "Chłopcach z ferajny". Przy porównywaniu "Goodfellas" do "Casino" nie możemy jednak zapomnieć o jeszcze jednym filmie Scorsese, który wespół z dwoma obrazami o cwaniakach i mafii, tworzy swoistą trylogię z udziałem De Niro, Pesciego i Franka Vincenta. Tym trzecim obrazem jest "Wściekły byk", który również na kilka sposobów powiązany jest z "Chłopcami..." i "Kasynem".
Zatem po kolei:
Trzech aktorów zagrało we wszystkich w/w filmach: Robert De Niro, Joe Pesci i Frank Vincent
Frank Vincent został we "Wściekłym byku" pobity przez Pesciego. W "Chłopcach z ferajny" Pesci najpierw Vincenta bije,
później zabija. W "Kasynie", Frank Vincent wreszcie bierze odwet i brutalnie bije Pesciego aluminiowym kijem do baseballa,
a później zakopuje żywcem
We wszystkich trzech filmach główne postacie wzorowane były i opowiadały o losach autentycznie żyjących ludzi:
Jake'a La Motty, Henry'ego Hilla, Sama Rothsteina - którzy byli także konsultantami na planie
We "Wściekłym byku" i w "Kasynie", blondwłosa femme fatale przyczynia się do upadku głównego bohatera.
Roberta De Niro raz doprowadza do szaleństwa Cathy Moriarty (Viki Thailer), raz Ginger McKenna (Sharon Stone)
We "Wściekłym byku" De Niro podejrzewa Pesciego o to, że spał z jego żoną. W "Kasynie", Joe Pesci naprawdę
tego dokonuje - może w odwecie za niezasłużony łomot jaki spuścił mu De Niro w "Raging bull" ;)
"Chłopcy z ferajny" i "Kasyno" rozpoczyna scena wyjęta z dalszej części filmu
W "Chłopcach z ferajny" i w "Kasynie" mamy do czynienia z narracją zza kadru
W "Chłopcach z ferajny" i w "Kasynie" wykorzystano piosenki zespołów The Rolling Stones i The Ronettes
We "Wściekłym byku" Jake La Motta upomina brata (Pesci) aby nigdy przy nim nie przeklinał. Joe Pesci odbija
to sobie w "Chłopcach z ferajny" i "Kasynie", w których jest autorem większości FUCKów. Odpowiednio: 246 i 422
W książce "Wiseguy" (kanwa scenariusza "Chłopców z ferajny") mowa jest o zasłanianiu ust podczas mówienia,
by agenci F.B.I. nie mogli niczego wyczytać z ruchu warg. Dopiero w filmie "Kasyno" jest to pokazane.
Nicholas Pileggi jest autorem książek i współautorem scenariuszy do "Chłopców z ferajny" i "Kasyna"
We wszystkich trzech filmach Joe Pesci rozpoczyna w knajpie krwawą bójkę. W "Byku" i "Chłopcach"
jego celem jest Frank Vincent, w "Kasynie" jakiś nieznajomy, który był niemiły dla Sama Rothsteina
We "Wściekłym byku" i "Chłopcach z ferajny" jest identycznie ujęcie kamery, na którym De Niro filmowany
od dołu depcze i kopie człowieka leżącego na ziemi. W "Byku" jest to leżący Pesci, w "Chłopcach" Frank Vincent oczywiście ;)
W "Chłopcach z ferajny" i "Kasynie" ma miejsce motyw mordowania wszystkich, którzy mieli
do czynienia z przestępczą działalnością i mogli zacząć sypać
W "Goodfellas" i "Casino" Joe Pesci bardzo źle kończy. We "Wściekłym byku" kończy najlepiej, bo zostaje jedynie pobity przez brata
I najważniejsze! Wszystkie trzy filmy kończą się w bliźniaczo podobny sposób, monologiem głównego bohatera, który w skrócie oznacza:
"Lepiej być królem jednego wieczoru, niż nikim przez całe życie" - który to tekst wygłosił De Niro w "Królu dowcipu" - filmie Scorsese
z roku 1983. We "Wściekłym byku" Jake La Motta mówi do swojego odbicia w lustrze tuż przed występem scenicznym, Liotta w "Chłopcach
z ferajny" na sali sądowej i stojąc w drzwiach nowego domu, a Sam Rothstein z "Kasyna" siedząc we własnym domu, podczas pracy nad
wynikami zakładów. La Motta, Hill i Rothstein wspominają czasy chwały i kariery, czasy, które dobiegły końca. Czasy, za którymi tęsknią,
jak za spełnieniem marzeń, powrotem do raju...
"Wściekły byk"
"...potem nic mi już nie szło. Moje życie się skończyło przez Ciebie. Byłeś moim bratem, powinieneś się mną opiekować, a nie kazać podkładać się dla marnej forsy. Nie zrozumiesz. Mogłem być kimś. Prawdziwym zawodnikiem, a jestem żulem. Spójrz prawdzie w oczy... to przez Ciebie."
"Chłopcy z ferajny"
"...W kuchni trzymałem papierową torbę z biżuterią. Przy łóżku stała miska z kokainą... Kontrolowaliśmy wszystko. Opłacaliśmy gliny, prawników i sędziów. Wszyscy dostawali w łapę. Wszyscy brali. Teraz to się skończyło. Dziś wszystko jest inaczej. Muszę narobić się jak inni. Nie mogę nawet dostać przyzwoitego żarcia. Jak zamówiłem spaghetti z sosem marinara, dostałem kluchy z ketchupem. Jestem nikim i do końca życia będę miernotą"
"Kasyno"
"...Mieliśmy raj i utraciliśmy go... To miasto nigdy nie będzie już takie samo. Dziś wygląda jak Disneyland... Korporacje wyburzyły wszystkie stare kasyna... Skończyłem tam, gdzie zacząłem. Nadal umiem wskazać zwycięzcę i umiem zarabiać pieniądze dla moich ludzi. I po co było to psuć?... I to już wszystko."
 | |
Chłopcy z ferajny
Tytuł oryg: Goodfellas
Gatunek: Gangsterski, sensacja
Rok prod: 1990 USA
Czas trwania: 140 min
Reżyseria: Martin Scorsese
Scenariusz: Nicholas Pileggi, Martin Scorsese
Muzyka: Rolling Stones, The Cadillacs, Donovan, Sex Pistols, Cream, i inni
Obsada: Robert De Niro, Ray Liotta, Joe Pesci, Laraine Bracco, Paul Sorvino
 | |
Autor analizy: Rafał Donica - DUX
|
| |
 |
Klub Miłośników Filmu, 20.10.2005