|
||||||||||
Na brak horrorów w ostatnich latach nie można narzekać. Wśród tych kompletnie przeciętnych (których jest ostatnio zbyt dużo), znajdują się bardzo szczególne perełki: japoński "The Ring", wraz ze swoim amerykańskim remake'm, artystyczne "28 dni później", niepokojący "Szósty Zmysł", "Inni", ze swoim mrocznym klimatem. No i wreszcie "Ciemność". Drugi po debiutanckich "Bezimiennych" film młodego hiszpańskiego reżysera Jaume Balaguero został stworzony przy współpracy z "Fantastic Factory" - stowarzyszeniem zajmującym się promocją i produkcją wszelkiego rodzaju horrorów, filmów sci-fi i fantasy. Z ich inicjatywy powstały takie filmy jak "Dagon" (oparty na powieściach H.P. Lovercrafta), "Beyound Reanimator" czy też luźno powiązany z literackim pierwowzorem, bardzo psychodeliczny "Faust".
Film opowiada o amerykańskiej rodzinie, która (z niewiadomych dla widza powodów) przeprowadza się do nawiedzonego domu w Hiszpanii... Czy ja powiedziałem nawiedzonego? Nieeee, to bardzo wesoły dom. Rodzina jest bardzo szczęśliwa, powoli zaczyna się już przyzwyczajać do nowego otoczenia. Wszystko wydaje się być takie idealne - jest dom, praca, przyjaciele i znajomi. Ale coś jest nie tak. Przeczuwa to już od samego początku główna bohaterka - Regina (fantastyczna Anna Paquin), siostra małego Paula, który zaczyna rysować bardzo niepokojące obrazki. Na jego ciele pojawiają się kolejne blizny.
Tymczasem ojciec Reginy zaczyna miewać niebezpieczne ataki, nawrót choroby sprzed lat; staje się agresywny i bardzo niebezpieczny. Matka bohaterki nawet nie chce słyszeć o tym, że dzieje się coś złego, stara się zagłuszyć wszelkie objawy nienormalności i strasznych wydarzeń. Regina postanawia działać. Wraz ze swoim chłopakiem, Carlosem, postanawia znaleźć kogoś, kto wie coś więcej o swoim domu. I dowiaduje się prawdy. I będzie miała niewiele czasu, aby ocalić rodzinę. Ale ktoś wie, że jej się nie uda. Wie jak wykorzystać miłość Reginy i oszukać ją i jej rodzinę...
"Ciemność" od samego początku to same zapożyczenia - nerwowy ojciec z "Lśnienia", nawiedzony dom z "Amityville", widzące straszne rzeczy dziecko z "Szóstego Zmysłu", dochodzenie prowadzone przez parę jak z "The Ring", - wszystko to składa się w barwną mozaikę, będącą połączeniem najlepszych elementów różnych horrorów. Można to uznać za wadę i brak oryginalności. Dla mnie osobiście to raczej hołd złożony dla kina grozy, prawdziwy rarytas dla miłośnika horrorów i wytrawnego widza. To, co większość mogłoby zirytować - tu powoduje wielkie zainteresowanie. To, co przerażało już dawno i wiele razy, przeraża, ale tym razem inaczej, na swój "mroczny" sposób. I zakończenie (tu bardzo mocny, pozbawiający jakichkolwiek nadziei spojler). Nie łudźmy się - to się musiało tak skończyć. Regina nie mogła uratować swojej rodziny, ponieważ była zbyt słaba, cokolwiek zrobiłaby, Ciemność i tak by ją dopadła. Zło jest zbyt silne. Wiedział to jej dziadek, pozwalając jej uciec. Wiedział, że jej się nie uda. Wiedział, że nie miała żadnego wyboru. To wszystko było zaplanowane już od samego początku, a Regina mogła już tylko bezskutecznie obserwować przerażające wydarzenia. A kiedy już pojawia się nadzieja, Regina znowu daje się omamić. Nie wiemy czym to się kończy. Wraz z "czymś" wjeżdża do tunelu, w którym znowu panuje mrok. I być może tym razem miłość pomoże i uratuje ją i jej brata? Być może. Ale czy warto się łudzić?
Jednak to nie Ciemność mnie przeraziła. Nie wystraszyły mnie też złe dzieci ani demony pełzające po ścianach. Nie wystraszył mnie obłędny ojciec, ani tajemnicze siły. Nic z tych rzeczy! Największe wrażenie zrobiło na mnie coś całkiem innego. Fakt, że siostra, w obliczu zagrożenia życia swojej rodziny, w szczególności małego braciszka, potrafiła stanąć twarzą w twarz ze złem i wrócić do upiornego domu, w ciemność. I nie udało jej się. A to, mnie, jako starszego brata, poruszyło zbyt mocno...
|