STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE

O t w i e r a m   d r z w i ,  a   t a m   s c h o d y
S k u c h a   " O b c e g o   3 "

"Obcy 3" po premierze zebrał tęgie baty - nie bez powodu. Problemem nie był scenariusz (bardzo w porządku) czy reżyseria (nawet lepsza). Trzecia część sagi sama w sobie jest znakomitym filmem. Tylko że do serii pasuje gorzej niż statki kosmiczne do "Władcy Pierścieni" (*).

Żeby nie było - fabuły można się czepić. Cierniem w mojej osobistej pupie jest sama idea więźniów biegających samopas po zakładzie produkcyjnym zarządzanym przez niedawnego klawisza. Mogę to łyknąć, ale nie bez popitki. Jednak zawsze wadziło mi coś jeszcze; problem, którego nie potrafiłem wskazać. Aż do wczoraj. Seans z filmem Finchera, posiadówa w klozetowni - i BAM, nagle przyszło olśnienie w postaci wizji poprzedzonej białym błyskiem: "Obcy 3" to nie "Obcy 3", tylko jakiś inny film.
Ogólnie rzecz ujmując, problemem jest spójność. A raczej jej brak. Kiedy oglądasz "Obcych" (tych Camerona), masz wrażenie, że dalej patrzysz na film Scotta; przejście jest niezauważalne. Cameron zabezpieczył się na wypadek rozbieżności, osadzając akcję po sześćdziesięcioletniej przerwie. Zabieg ten pozwolił wyposażyć Ripley w motywację do powrotu na LV-426, ale mógł przy okazji usprawiedliwić inny wygląd sprzętów, kostiumów, fryzur... Jednak szoku nie było; Cameron zrozumiał stylistykę. Fincher poszedł zaś w kierunku artyzmu i odmienności, przez co spieprzył serię na dwóch płaszczyznach: scenograficznej i kostiumowej. A na dodatek nie zostawił sobie zaworu bezpieczeństwa w postaci przerwy czasowej w fabule.


K o n t r a s t y   i   i c h   b r a k

Scenografia w "Obcym" i "Obcych" grała kluczową rolę, ponieważ służyła ukazaniu kontrastu. Wnętrza statków i kolonii były ponure, ale jednak znajome - ot, zagracone, metalowe piwnice. Straszyły nie one same, ale obcość, która czaiła się w zakamarkach. Ta sama obcość, jakiej przebłysk widzieliśmy w kosmicznym wraku, odkrytym przez załogę Nostromo. Wizja Scotta, O'Banona i Gigera - czyli skontrastowanie tego, co ludzkie, z tym, co absolutnie NIEludzkie - sprawiła, że film stał się ponadczasowy. Pomysł kontynuował Cameron, pokazując ciemne (acz bardzo znajome) korytarze Hadley's Hope, które z każdym metrem stawały się coraz bardziej wykręcone, a w końcu zupełnie przestały przypominać dzieło ludzkich rąk, stając się terytorium Obcych. O scenografii w dwóch pierwszych filmach można powiedzieć jeszcze jedno: sprawiała wrażenie użytecznej. Każda rura i każdy panel wyglądały na funkcjonalne, maszyny miały swoje przeznaczenie, a w pokojach walały się graty należące do zamieszkujących je ludzi.
Fincher porzucił tę stylistykę i pokazał coś o wiele bardziej nieokreślonego. Korytarze odlewni na Fiorinie stanowiły przeciwieństwo użytkowości dotychczas poznanych konstrukcji. Gotyckie sklepienia, mnóstwo zaokrągleń (dotąd charakterystycznych dla kosmicznych tworów), brak ostrości teł i definiowalności sprzętów sprawiły, że dzieło ludzkich rąk zaczęło wyglądać bardziej obco niż rozbity statek z pierwszej części. Uniemożliwiło to pokazanie kontrastu. W "Obcym 3" potwór wtapia się w scenerię i nie robi już wielkiego wrażenia. Na Fiorinie jest "swój". Bez tej różnicy między ludzkim a kosmicznym, zatraca się pierwotna idea filmu, a wraz z nią - wrażenie ciągłości serii. Najlepiej problem ze scenografią pokazuje ujęcie, w którym Brian Glover, grający naczelnika więzienia, siedzi w swoim gabinecie na tle kratowanego okna. Krata wygląda na wykutą ręcznie; w połączeniu z nierówną ścianą sprawia wrażenie elementu średniowiecznej komnaty. Oczywiście to zamierzony efekt, ale kłóci się z absolutnie wszystkim, co pokazano w poprzednich filmach.


N a j m o c n i e j   p r z e p r a s z a m ,  j a k ą   m a m y   e p o k ę ?

Scena z naczelnikiem w kanciapie obrazuje też zgrzyty na płaszczyźnie kostiumologicznej. Aby wzmóc wrażenie przebywania w wiekowym zamku, Fincher ubrał Glovera (i resztę obsady) w szaty. Nie ubrania, lecz właśnie szaty - powłóczyste, pozbawione zapięć, mnisie. Odszedł tym samym od korporacyjnej uniformizacji znanej z poprzednich części, która przecież miała swój cel (podkreślenie wszechobecności firmy Weyland-Yutani). Odejście od klucza wizualnego poprzedników dziwi tym bardziej, że korporacja nadal odgrywa w filmie olbrzymią rolę. Dopuszczam jednak możliwość, że jest to efekt niedbałości lub olewactwa, taki sam jak zmiana charakterystycznego dźwięku wydawanego przez karabiny impulsowe na głuche pyknięcia, które słychać w finale "Obcego 3".
Uprzedzę kontrargumenty: Fiorina to inna planeta, więzienie, na dodatek opuszczone, więc może się odróżniać wizualnie, racja? Nie. Po prostu nie. Pamiętajmy, że mówimy o filmie - dziele wizualnym. O bezpośredniej kontynuacji innego filmu, zaczynającej się dokładnie tam, gdzie skończył się pierwowzór. Nagła zmiana wizji świata (bo w "Obcym 3" Fiorina to cały świat) może być trudna do zaakceptowania. W ramach jednej opowieści (w tym przypadku sagi), nawet jeżeli bohater podróżuje przez bardzo zróżnicowane krainy, stylistyka musi pozostać spójna. Przykład: znów "Władca Pierścieni". Mordor różnił się od Minas Tirith jak rozbity statek obcych od kolonii na LV-426 (kontrast), ale w filmie Jacksona żadne ludzkie miasto nie przypominało miasta Orków (aby ten kontrast zachować). W kwestii kostiumów: po wywędrowaniu z Hobbitonu Frodo nie założył dresu i adidasów - a zmianą tego kalibru jest narzucenie na Ripley pokutnego wora.

I już. Tyle by było na ten temat. Brak spójności wizualnej jest najpoważniejszą wadą "Obcego 3". U Finchera obcy wydają się ludzie, a nie kosmici. Dla osoby śledzącej przygody Ripley od początku jest to porównywalne do zobaczenia klatki schodowej za drzwiami przywołanej windy. Niby proste, a zauważyłem dopiero po kilkudziesięciu seansach.


(*) przesadzam


Autor artykułu: Michał Puczyński - MILITARY
Klub Miłośników Filmu, 3 września 2010


STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE