Światła się wygaszają. Ktoś w rzędzie przed nami przeciska się między fotelami, prowadząc dziecko za rękę. Maluch trzyma wiadro popcornu większe od niego i litr coli, za sprawą której będzie biegał do wucetu w momentach najważniejszych zwrotów akcji, zasłaniając ekran własną nikczemną posturą. Wreszcie siadają. "- Tato, a co to za film?". "- Nie wiem, ale na plakacie był koleś z nożami w dłoniach. Potem będziesz się chwalił kumplom z piaskownicy!". Wreszcie zapada ciemność. Nagle z głośników wokół sali wydobywa się potężny dźwięk werbli, zwiastujący coś niezwykłego. Czarny ekran rozjaśniają smugi światła. Werble przechodzą w pompatyczne, dostojne, acz dynamiczne fanfary. Na ekranie pojawiają się, osadzone na kamiennym cokole wielkie litery 20th CENTURY FOX. Albo inaczej. Z ciemności, pośród dźwięków instrumentów dętych, przerywanych mocnymi uderzeniami perkusji, wyziera ściana światła rozświetlającego kulę ziemską. Zza niej majestatycznie wypływa napis UNIVERSAL. Całość kończy się potężnymi muzycznymi uderzeniami całej orkiestry.
Magia kina. Mówi się o niej w kontekście czegoś niedefiniowalnego, co zaklęte w obrazie i dźwięku pozwala zachwycać się pełnią filmowego przeżycia. Tej magii nie można zaprogramować, przystrzyc do rozmiarów pisanego właśnie scenariusza, realizowanego właśnie ujęcia, czy montowanego w danym momencie filmu. Magia filmu jest, albo jej nie ma, a może ją wyczuć tylko widz. Ale jest też inny rodzaj filmowej magii, która zaczyna się w dokładnie przewidzianym momencie i na którą można się przygotować. Trwa ona bardzo krótko i nie zawsze poprzedza wartościowy film. To czołówka wytwórni produkującej bądź dystrybuującej dany tytuł. Ta zaprogramowana magia dzieje się właśnie tu, podczas zaledwie kilkunastu sekund animacji, prowadzonej doskonale rozpoznawanymi, najczęściej potężnymi motywami muzycznymi orkiestry symfonicznej w starym hollywoodzkim stylu. Małe wielkie dzieła, tworzące własny podgatunek filmowej twórczości.
Na przestrzeni lat czołówki tych najbardziej i najdłużej działających wytwórni: 20th Century Fox, Paramount, Warner Bros, Metro-Goldwyn-Mayer, Walt Disney Studios, Universal, Columbia, TriStar, przechodziły różne koleje losu. Dodawano do nich kolor, zmieniano nazwy firm-matek, wprowadzano wariacje kolorystyczne, wymieniano krój czcionki w logo, przedłużano o plansze reklamujące nowe techniki rejestracji, nagrywano na nowo podkłady muzyczne, a czasami nowe wersje tworzono od zera bez oglądania się na przeszłość. Lecz obok tej naturalnej ewolucji zdarzało się, że filmowe czołówki poddawano jednorazowym zmianom pod jeden konkretny film, który miały zapowiadać. Takie modyfikacje miały na celu wprowadzenie w tematykę filmu jeszcze przed jego właściwym rozpoczęciem, wykorzystując charakterystyczne leitmotivy wizualne danego dzieła. Nie zawsze zresztą w poważnym stylu. Zapraszam na podróż przez historię sześciu najważniejszych wytwórni filmowych, pamiętnych czołówek, oraz ich okazjonalnych mutacji.
20th Century Fox
|
Columbia
|
MGM
|
Paramount
|
Universal
|
Warner Bros.
|
 |
Autor opracowania
Adrian Szczypiński - ADI
|
Klub Miłośników Filmu, 2006.10.16
aktualizacja - 2008.02.03