| ||||||||
Film klasyczny. Często posługujemy się takim pojęciem, określając obrazy, które były pionierskie w swoim gatunku, które były bazą dla twórców późniejszych (niejako wzorem do naśladowania, co zresztą przemysł filmowy często wykorzystywał) i jednocześnie były jakością samą w sobie. Jednak, nie wszystkie filmy określane tym mianem jako pierwsze wytyczały drogę i nie wszystkie pomysły w nich wykorzystane były pierwszej świeżości. Dlaczego zaczynam recenzję od takich banałów? Dlatego, iż nie wszyscy wiedzą, że klasyki takie jak "Obcy - ósmy pasażer Nostromo" czy "Gwiezdne wojny" nie były tymi, które przecierały szlaki. Ktoś zrobił to trochę wcześniej. W 1974 roku, młody reżyser John Carpenter wraz z kolegą Danem O'Bannon'em nakręcili niskobudżetowy film science-fiction, pod tytułem Dark Star. Obraz ten utrzymany jest w tonie komediowym, chwilami ocierając się o parodię, pojawiają się w nim elementy kina przygodowego, filmu drogi, horroru i dzięki tym atrybutom można uznać go za rzecz klasyczną, pionierską, godną do naśladowania i, co dosyć ważne, szalenie nowoczesną jak na tamte czasy. Jest on uznawany za pierwszy pełnometrażowy film w dorobku Carpentera i przez wielu postrzegany jako kultowy.
![]() Akcja filmu rozgrywa się na pokładzie statku kosmicznego Dark Star. Pięcioosobowa załoga ma za zadanie niszczyć niestabilne planety, czyli takie które mogą być zagrożeniem dla rozprzestrzeniającej się we wszechświecie ludzkiej cywilizacji. Już na początku dowiadujemy się, że jeden z członków załogi, komandor Powell zginął w wypadku, a jego duch egzystuje dzięki zamrożeniu komorze kriogenicznej jego ciała (?!). Inny z członków załogi, sierżant Pinback opiekuje się przygarniętym obcym (kosmita wygląda jak piłka plażowa z pazurami), pozostali członkowie załogi oddają się różnym zajęciom, które pozwalają im zapomnieć o tęsknocie za domem. W takiej oto scenerii Carpenter przedstawia scenki rodzajowe z życia kosmonautów, żeby jednak nie było zbyt nudno, tradycyjne czynności nie idą tak jak powinny. Nasi bohaterowie napotykają różne problemy (natury iście kosmicznej :-) ), które wywrócą życie na statku do góry nogami.
Mimo archaicznych efektów specjalnych (które chwilami wyglądają wręcz
śmiesznie), Carpenterowi udało się świetnie oddać charakter bezkresu
wszechświata. Załoga Dark Star, oddalona setki (tysiące?) lat świetlnych
od domu, niszczy kolejne planety. Członkowie podchodzą do tego w sposób
bardzo mechaniczny (a przecież robią to dla dobra ludzkości), jakby ich
misja miała się nigdy nie skończyć. Kosmiczna nieskończoność i jej
pustka powoduje więc uczucie klaustrofobicznej ciasnoty na statku.
Bohaterowie filmu powtarzają wciąż te same czynności, oddają się wciąż
tym samym rozrywkom, a na swej drodze napotykają coraz to większe
problemy (awaria komputera; niesforny obcy, który nie chce wrócić do
swojego pomieszczenia), co pogłębia uczucie beznadziejności sytuacji,
rodzi wątpliwości co do sensu całej misji i jej końca. I mimo bogatej
(chwilami wręcz formatu przygodowego) akcji, również widzowi udziela się
ten niezwykły klimat.
Historia jest opowiedziana sprawnie, sceny dynamiczne przeplatane są
dowcipnymi dialogami. Gdzieniegdzie pojawiają się elementy, które dziś
są uznawane za znak rozpoznawczy Carpentera, jak również te, które były
inspiracją dla twórców późniejszych.
| ||||||||