"Wejście smoka" mogło być jedynie pierwszym wielkim filmem Bruce'a Lee. Jego nagła śmierć sprawiła, że "Wejście smoka" zostało filmem najlepszym. |
Bruce Lee nie miał początkowo zbyt wielkiego szczęścia do 'kina'. Będąc przekonany o swoich znakomitych umiejętnościach w sztuce kung-fu i mając za sobą wiele ról filmowych z czasów gdy mieszkał w Chinach, zdobył dla siebie drugoplanową rolę w
serialu "Green hornet". Niestety, po pierwszych zachwytach nad ekranowymi wyczynami Bruce'a, kurz popularności opadł i żadne nowe propozycje nie napływały. Bruce Lee miał wielkie ambicje; ucząc Jeet Kune Do hollywoodzkie gwiazdy, min. Jamesa Coburna i Steve'a McQueena - pragnął stać się tak sławny jak ten drugi (Steve McQueen był w latach 60-tych u szczytu popularności) i zarabiać jeszcze więcej od niego. Paradoksalnie, Steve McQueen pragnął z kolei posiąść takie umiejętności w sztukach walki, jakimi dysponował Lee. McQueenowi nie udało się niestety choćby zbliżyć poziomem wyszkolenia w sztuce kung fu do gracji, perfekcji i szybkości Bruce'a Lee, ten za to (choć nie dożył takich gaży za rolę jakie otrzymywał McQueen) stał się legendą - zarówno w świecie filmu jak i w świecie sztuk walki - i choć od jego śmierci upłynęło ponad 30 lat (pogrzeb Bruce'a Lee odbył się w 1973 roku) żyje wciąż w świadomości kolejnych pokoleń widzów na całym świecie.
Podobnie jak w przypadku Marilyn Monroe czy Jamesa Deana, śmierć 'przysłużyła' się do unieśmiertelnienia Bruce'a Lee. Zanim jednak to nastąpiło, Bruce Lee zawiedziony brakiem propozycji filmowych (Azjaci wciąż nie byli zbyt mile widziani w hollywoodzkich filmach) wyjechał do Chin, gdzie nakręcił "Wielkiego Szefa", "Chińskiego łącznika" i "Drogę smoka". Gdy Bruce Lee stał się supergwiazdą na Dalekim Wschodzie, Amerykanie - czyli Robert Clouse (przyszły reżyser "Wejścia smoka") i producenci z Warnera - oczarowani jego wyczynami w "Wielkim Szefie", postanowili napisać specjalnie dla Bruce'a skrypt, na podstawie którego miał powstać film, który (jak miało się później okazać) wyznaczył nowe kanony w kinie kopanym i odcisnął swoje niezatarte piętno na 'filmach akcji'. Znając umiejętności i fizyczne uwarunkowania Lee (przy wadze 69 kg i wzroście 171cm był swoistym żywiołem energii który przechodził przez przeciwników niczym tornado przez pole kukurydzy) producenci, reżyser Robert Clouse i bliscy znajomi Bruce'a (a także on sam) wiedzieli już, że wielka i szykowana pod Bruce'a Lee produkcja jaką miało być "Wejście smoka", z całą pewnością uczyni z niego mega - gwiazdę już nie tylko w Azji, ale wszędzie tam, gdzie kino dociera. Na osobie Bruce'a spoczywała wielka odpowiedzialność, "Wejście smoka" było jego 'być albo nie być', i choć w napisach początkowych obok nazwiska Lee figuruje Amerykanin John Saxon, to właśnie Bruce miał wziąć na barki główna rolę i udźwignąć ciężar filmu. Co zatem obok nazwiska Bruce Lee robiło wspomniane powyżej nazwisko John Saxon? Otóż w latach powstawania filmu, nie do pomyślenia było, aby nazwisko chińskiego aktora pojawiło się w napisach czołowych przed nazwiskiem aktora amerykańskiego; dlatego też właśnie na początku, obok Bruce'a Lee ujrzymy nazwisko Johna Saxona (pamiętamy go między innymi z roli policjanta w "Koszmar z Ulicy Wiązów") - który w filmie zagrał (choć w głębokim cieniu Bruce'a) całkiem nieźle, kasując przeciwników wcale nie gorzej od samego mistrza, ale jednak znacznie mniej widowiskowo. Aby całkowicie zachować poprawność polityczno-nacyjną, mamy tu także Afroamerykanina (z gustownym afro na głowie), który w połowie filmu poprawnie ginie z ręki Hana. Mimo takiego melanżu rasowego, to właśnie Azjata Bruce Lee miał być główną atrakcją parku rozrywki pod tytułem "Wejście smoka".
Zaczęła się realizacja filmu; Bruce Lee nie zjawiał się na planie przez dwa tygodnie, a pierwsze występy przed kamerami ujawniały zdenerwowanie i zagubienie Lee w tej wielkiej machinie produkcyjnej. Proces realizacyjny po pierwszych trudnościach ruszył jednak pełną parą, niekiedy tylko przerywany prawdziwymi walkami Bruce'a Lee ze statystami którzy rzucali mu prawdziwe wyzwanie. Filmowa fikcja mieszała się też niekiedy ze światem realnym; do niewątpliwej historii przeszła filmowa walka Lee z Oharrą, w której Oharra próbuje zaatakować chińskiego Mistrza potłuczonymi butelkami. Jak mówi odtwórca roli Oharry, na planie przez przypadek zranił Bruce'a kawałkiem szkła i jak niektórzy twierdzą, Bruce był tak nie niego zły, że boczne kopnięcie po którym Oharra wpada w grupę zawodników obserwujących walkę, było tak mocne nieprzypadkowo...! Bruce Lee był niezmordowany; pracował (jak mówią ludzie z ekipy produkcyjnej) 24 godziny na dobę, sam planował choreografię scen walk, pomagał przy ustawieniu kamer i rysował nawet storyboardy. Bruce Lee miał kontrolę nad wszystkimi swoimi filmami, "Wejście smoka" nie było wyjątkiem, co w momencie, gdy Azjata otrzymuje po raz pierwszy główną rolę w hollywoodzkim filmie, było tym bardziej zadziwiające. "Wejście smoka" miało być dla Bruce'a Lee pierwszą, wysokobudżetową, międzynarodową produkcją, która miała wynieść go na szczyty popularności. Rzeczywistość przerosła jednak wszelkie oczekiwania; Bruce Lee pracujący po zakończeniu "Wejścia smoka" nad swoim kolejnym filmem: "Grą śmierci" (film miał odzwierciedlać filozofię sztuki walk uprawianej przez Bruce'a Lee) Bruce Lee nieoczekiwanie umiera. Gdy "Wejście smoka" wchodzi na ekrany, z miejsca staje się hitem, a osoba Bruce'a Lee automatycznie zapisuje się złotymi literami na kartach historii filmu. Jakie zatem jest "Wejście smoka" i czy film faktycznie jest tak dobry, czy to śmierć Lee postawiła ów obraz w tak niezwykłym świetle? Czy gdyby nie to niecodzienne i szokujące zrządzenie losu, gdyby nie etykietka 'ostatni film mistrza', film byłby dziś tak znany? Ośmielę się napisać, że "Wejście smoka" było zaledwie przygrywką, filmową rozgrzewką przed czymś naprawdę niesamowitym, przed nieukończoną i błąkającą się po świecie we fragmentach "Grą śmierci". Wracając jednak do ostatniego i niewątpliwie najlepszego ("Gra śmierci" z powodu niedokończenia, nigdy nie będzie do końca oceniona) filmu Bruce'a Lee "Wejścia smoka" będącego jednocześnie czołowym przedstawicielem kina kopanego, należy zwrócić uwagę przede wszystkim na sekwencje walk, które niewątpliwie należą do najlepszych jakie kiedykolwiek powstały. Mimo że "Wejście smoka" to produkcja z roku 1973 roku, dynamiki, szybkości i widowiskowości scen walk mogą jej wciąż pozazdrościć dzisiejsze technicznie zaawansowane produkcje, zasłaniające braki w przygotowaniu fizycznym aktorów lub ich całkowity brak umiejętności, operatorskimi sztuczkami, szybkim montażem, dynamicznym ruchem kamery lub po prostu mocując aktorów do linek. Bruce Lee był jak ciągle eksplodujący dynamit, jego siłę i niezwykłe umiejętności w pełni widać na ekranie, nie ma w "Wejściu smoka" szybkich cięć, rozedrganej kamery czy nienaturalnych przyspieszeń - wręcz przeciwnie; dla podkreślenia gracji i uchwycenia (!) niemal nadnaturalnej szybkości Bruce'a Lee, reżyser i operator często stosują zwolnione tempo! Bruce Lee, ta maszyna do walki zbudowana z (jak sam mówił) kości i mięśni, na ekranie prezentuje się fenomenalnie; szczególnie gdy zrzuca górną część ubrania i oczom widza ukazuje się perfekcyjna budowa ciała.
Najbardziej widowiskowym fragmentem filmu jest niewątpliwie kilkuminutowa walka ze strażnikami w podziemiach domu Hana; walka wręcz, na kije czy wreszcie Nunchaku - na tych niezapomnianych scenach wychowują się kolejne pokolenia widzów. Do historii przeszła też niezwykle ciekawie zainscenizowana finałowa walka Lee z Hanem w gabinecie luster. Podobno ekipa filmowa dwoiła się i troiła, aby podczas kręcenia finałowej walki, nie odbijać się w którymś z kilkuset luster. Wspomniana sekwencja to nie tylko widowiskowy i ciekawy trick formalny; scena ta stała się klasykiem sama w sobie, a wizerunek Bruce'a Lee z ranami (po ostrzach ze sztucznej dłoni Hana) na twarzy, brzuchu i klatce piersiowej - to chyba najbardziej znany wizerunek, jaki zapamiętali widzowie. Nie wolno w tym miejscu zapomnieć o znaku rozpoznawczym Bruce'a Lee, czyli o smakowaniu własnej krwi - czego też w filmie Clouse'a nie zabrakło. "Wejściem smoka" Bruce Lee przełamał barierę, która uniemożliwiała Azjatom granie głównych ról w amerykańskich filmach (sam Bruce Lee doświadczył tego swoistego przejawu rasizmu, gdy kilka lat wcześniej, główną rolę w serialu "Kung Fu" dostał nie on, a David Carradine). Pomimo jednak wejścia Bruce'a Lee do panteonu największych gwiazd kina, i faktu że stał się on bezapelacyjnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon pop-kultury, jego następcy nie mieli wcale łatwiej przebić się w Hollywood. Jackie Chan dopiero niedawno został przez Amerykę odkryty, to samo Jet Li - Ci Panowie podobnie jak Bruce Lee, musieli wykopać sobie drogę do sławy, grając przez wiele lat jedynie na własnym gruncie. Nikt jednak przed, ani nikt po Bruce'ie Lee nie dokonał dla światowego kina tak wiele w tak krótkim czasie. Żaden z aktorów tak trwale i tak głęboko nie wrył się w świadomość ludzi na całym świecie. Mało kto też, działa tak na wyobraźnię, jak wciąż żywa legenda Bruce'a Lee, wciąż owiana mgiełką tajemnicy jego śmierć, a także motywacja do zagłębiania się w siebie, jaką Bruce Lee zakorzenił w ludziach przekazując dalej swoją filozofię.
"Woda wlana do szklanki staje się szklanką. Woda wlana do czajnika staje się czajnikiem. Woda jest wolna i przystosowuje się do sytuacji. Bądźcie jak woda... moi przyjaciele."
Zobacz recenzję filmu o życiu Bruce'a Lee:
SMOK - HISTORIA BRUCE'A LEE
|
● |
Słowa
Bruce'a Lee z "Wejścia smoka": "Deska nie oddaje ciosów",
zostały sparafrazowane przez Bolo Yeunga (Chung Li) w filmie
"Krwawy sport".
Różnica polegała na tym, że zamiast deski, była cegła, a
słowa wypowiedziane były przez czarny charakter (Chung Li)
do bohatera pozytywnego (Frank Dux). |
|
● |
W
roku 1977, John Landis w swojej absurdalnej komedii
"Kentucky Fried Movie" zamieścił długą, bo 30-minutową
sekwencję, będącą parodią "Wejścia smoka". |
|
● |
W
"Wejściu smoka" znajduje się jedynie krótki pokaz władania
Nunchaku, natomiast jedna z walk w nigdy nie dokończonej "Grze
śmierci" to pojedynek na Nunchaku między dwiema osobami; Bruce'm Lee i
strażnikiem pierwszego piętra. Jest to jedyna sekwencja w historii
kina, gdzie dwóch zawodników walczy ze sobą za pomocą tej
niezwykle widowiskowej i śmiertelnie niebezpiecznej broni. |
|
● |
Bruce
Lee został pochowany w ubraniu które nosił w "Wejściu smoka" |
|
 |
Wejście Smoka [Enter The Dragon]
Produkcja: Warner Bros/USA
Rok produkcji: 1973
Reżyseria: Robert Clouse
Obsada:
Bruce Lee, John Saxon, Jim Kelly, Shin Xien Bolo Yeung
Czas trwania: 95 minut |
|
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX |