Strona główna KMF
        

Zwrócę Ci Twoją Młodość...


- Twoje pierwsze życzenie?
- Chcę, by kochał mnie całe życie...
- Następne?
- Chcę być zawsze szczęśliwa...
- Jakie jest ostanie? Szybko...
- Być młodą i piękną...


Co zrobić aby zachować wieczne piękno i młodość? A właściwie ile można zrobić, aby to osiągnąć? Operacje plastyczne, kremy odmładzające, to wszystko półśrodki, albowiem młodość rodzi się we wnętrzu człowieka, z wnętrza także wydobywa czar, energia, idealna cera, akceptacja oraz miłość względem własnej osoby. Tylko czy to wszystko nie jest przywilejem i mija wraz z mijającymi latami ? A jeżeli można powrócić do stanu poprzedniego, żywiąc się tym, co już zaistniało, odbierając mu całą energię, którą mogłoby przeznaczyć na własne życie?
Do tej pory nieprzemijające piękno i wieczna młodość mogły stanowić o atrybutach wampirów. Posiadały swą cenę w postaci skazania na niekończącą się samotność, przerażały i fascynowały zarazem. Wampirów można się bać i im współczuć. Jaka natomiast jest cena za zjedzenie pierogów, napełnionych farszem, który to tworzą składniki mogące wywołać odruch wymiotny, a nie kojarzące się ze smakowitym posiłkiem? O ile bardziej przeraża człowiek, przekraczający granice moralne i czy można także poczuć empatię, jeżeli zrozumie się co też może pchnąć go do podjęcia tak ekstremalnej decyzji...

Pani Lee to kobieta mająca za sobą karierę telewizyjnej aktorki; zadebiutowała na ekranie w młodości, młodość zaczęła przemijać, kariera podobnie, a mąż sypia z nową kochanką, albowiem któż nie lubi dwudziestolatek? Lee pragnie odzyskać swego mężczyznę, stać się ponownie pożądaną, powrócić do tego, co utracone. Po pomoc udaje się do ciotki Mei, znanej z pierogów o właściwościach odwracających proces starzenia. Mei jest piękna i wciąż młoda, chociaż wygląd nie koresponduje zupełnie z jej wiekiem. Czyżby odkryła magiczny eliksir? Można nadać temu takie określenie, o ile magię mogą tworzyć płody i to płody ludzkie.

Kobieta, jeśli chce wyglądać młodziej...musi zacząć od własnego wnętrza, by....uzyskać najładniejszą cerę. Tylko mój sekretny przepis może tego dokonać. Panno Lee... proszę pomyśleć o rezultacie, a nie o środkach...

Czy faktycznie liczą się środki, jakimi dąży się do celu, czy też sam efekt końcowy? Czy film, w którym kobieta decyduje się na jedzenie nienarodzonego dziecka nie kojarzy się z czymś z niższej półki, co w swym zamierzeniu ma jedynie szokować, po co sięgamy raczej jednokrotnie i nie ze względu na wzbogacenie kolekcji wrażeń estetycznych, bądź poszerzania horyzontów umysłu ? A może jest to oryginalny pomysł, dobitnie wyśmiewający kult młodości, odsłaniający najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy, w sposób przerysowany obnażający fakt, kim faktycznie jesteśmy? Ile osób bowiem, gdyby otrzymało środek do realizacji swych marzeń, zdecydowałoby się go odrzucić? Pomimo makabrycznego pomysłu, pomimo tego, że dane nam jest ujrzeć jak płód wypada z młodej dziewczyny (zgwałconej przez własnego ojca), pomimo że serwowany jest widok nienarodzonego dziecka gotowego do „przyrządzenia”, gdzie widzimy małą główkę, nóżki i rączki ( a wszystko po to, aby tym mocniej sobie wyobrazić jaka część chrupać może między zębami bohaterki), pomimo zatem tego wszystkiego i kilku innych kwestii... łatwo owe dzieło nazwać magicznym i pięknym. Fantastyczne zdjęcia wybitnego operatora filmowego, jakim jest Christopher Doyle, potrafią ostatecznie oczarować. Ich fenomen kontrastuje z samą treścią, są przecież tak bardzo delikatne, kręcone z ogromnym wyczuciem, gdzie poszczególne ujęcia (podobnie jak w „Hero”, czy „2046”) tworzą pojedyncze obrazy, w które wciąż chce się wpatrywać, wciąż do nich powracać. Zachwyca jeden z pierwszych momentów filmu, kiedy to kamera wolno przesuwa się po szyi bohaterki, pieszcząc ją. Patrząc na kropelki potu perlącego się na skórze mamy czas na uświadomienie sobie, czym jest zawartość pierożków.
Sam sposób filmowania pozwala nie tylko na powolne przeżywanie tego, co dzieje się na ekranie, lecz również daje komfort oswojenia obrazu. Jeżeli bowiem przeraża, to czy faktycznie przerażenie wynika z wizualizacji środków, jakimi bohaterka dąży do celu? Zatrwożyć znacznie mocniej może determinacja bohaterki. Ona bowiem zna granice, nie zachwyca jej sposób na odzyskanie tego, co utracone, a mimo to pokonuje swą niechęć, swe opory, swą moralność. Żyje w świecie, w którym nie ma znaczenia, w jaki sposób osiąga się cel. Ważna jest jego skuteczność. Konsekwencje są natury psychicznej, ale czy ważniejsza jest czystość sumienia, czy też uroda? Społeczeństwo, w którym bohaterka funkcjonuje wydaje się mieć gotową odpowiedź. Widz nie musi zatem nawet jej oceniać, może natomiast w sposób łatwy współczuć. Obsesyjne dostrzeganie swej niedoskonałości, nieumiejętność uwolnienia się od człowieka, który ją zdradza sprawia, że owa kobieta jest istotą przegraną. Krok, na który się decyduje pogrąża ją ostatecznie, staje się swym największym wrogiem. Kamera obserwując ją obnaża nie tylko jej zachowanie, lecz także sugeruje rodzące się myśli, a one stawiają ją przed nami bezbronną, obsesyjnie goniącą za jedynym celem. Tym celem jest piękno. Poza zapierającymi dech zdjęciami, kolejnym plusem jest muzyka wspaniale budująca klimat. Zmienia się wraz z tym, jak zmienia się pani Lee, jak zmienia się jej podejście do tego, co spożywa. Nie często się zdarza, aby muzyka wysuwając się na plan równorzędny z obrazem nie przeszkadzała. Jej zadaniem jest przecież uzupełniać to, co widzimy, a nie zastępować. Tutaj natomiast bierze integralną część w opowiadanej historii, jej rola nie sprowadza się do tła, a pretenduje do roli narratora historii.

Trudno „Dumplings” umieścić w ramach jakiegoś konkretnego gatunku. Świetnie sprawdza się np. jako czarna komedia .Cóż bowiem może stanowić większą groteskę, aniżeli taki sposób wyśmiania kultu młodości? Zbliża się także w stronę pastiszu gatunku, spod znaku „Guinea Pig”. Trudno pokazać w kinie już cokolwiek co szokowałoby i chwytało za gardło, skoro możemy oglądać rozczłonkowanie ludzkiego ciała kawałek po kawałku, obcinanie genitaliów, przydługi gwałt, obdzieranie zwierzaków ze skóry, czy posiłek skomponowany jak w „Salo” Pasoliniego. To wszystko jednak jest czynione tylko po to aby przerazić, złamać niepisane normy, ukazując że granice nie istnieją i wywrzeć na widzu niezapomniane wrażenie, które jednak szybko się zaciera. Film w reżyserii Friut Chana nie poszedł łatwo w stronę gore i to gore, odsączonego z humoru, aczkolwiek przyjmuje jego umowność, bo przecież zarówno widz jak i bohaterka nie zadaje pytania dlaczego zjedzenie pozostałości po aborcji miałoby mieć zbawienne oddziaływanie na cerę i wiek zamieniać jedynie w nieistotne cyferki. Film poza elementami horroru, do których tu należy motyw kanibalizmu, zawiera przede wszystkim dramatyczną historię bohaterki, żyjącej wspomnieniami, nie potrafiącej poradzić sobie z tym wszystkim, co ją otacza. Sięga po ostatnią broń- pieniądze, za które może kupić wszystko, jak się jej wydaje, także szczęście. Niestety, z jednej zależności popada w drugą - uzależnia się od Mei, która wydaje się być jej kluczem, do drzwi, otwierających spełnienie.

Wydaje mi się, że nie odważysz się rozwieść. Wszędzie są kobiety takie, jak Ty.

Przewrotne zakończenie ukazuje że nie zawsze z wybranej drogi, można zawrócić. To co miało stanowić wyłącznie środek, staje się celem...
Polecam ów film, potrafiący zapaść głęboko w pamięć, obraz, który przyciąga i odpycha od siebie, tyle że to pierwsze uczucie zwycięża, podobnie jak zwycięża ono w pani Lee. Widza determinuje ten sam czynnik co bohaterkę, a jest nim Piękno...


 

DUMPLINGS

2004

czas trwania: 91

reżyseria .... Fruit Chan
scenariusz .... Fruit Chan, Lilian Lee
zdjęcia .... Christopher Doyle (II)
muzyka .... Kwong Wing Chan


Obsada


Ling Bai ....
Mei
Tony Leung Ka Fai ....
Mr. Lee
(also as Mr. Li)
Miriam Yeung Chin Wah ....
Mrs. Lee

 

Klub Miłośników Filmu | 6 II 2006



e-mail
 Autor recenzji: Iwona Kusion - ARRAKIN