|
||||
Idąc na ten film do kina spodziewałem się lekkiej, przyjemnej dla oka komedii. Filmu w stylu klasyka komedii romantycznej jakim jest "While You Were Sleeping" gdzie Sandra Bullock będzie uwodziła swoim uśmiechem i grą. Kolejnego filmu z Hugh Grant'em, w którym potwierdzi swój wizerunek roztrzepanego, dużego chłopca. Filmu na którym można się będzie szczerze pośmiać, filmu który niekoniecznie będzie arcydziełem, filmu którego nie zapomnę od razu po wyjściu z kina, a z którego będę potrafił przywołać co lepsze sceny z uśmiechem na twarzy. No cóż po części dostałem to co chciałem, ale nie do końca...
Zacznijmy od początku. Lucy Kelson jest adwokatem po Harvardzie - stanowcza, wierna swoim ideałom, gotowa walczyć do ostatniej kropli krwi za sprawę którą popiera, całe życie walczy z ludźmi takimi jak ...George Wade. George to milioner-playboy, zmieniający kobiety jak rękawiczki oraz żartujący ze wszystkiego i wszystkich. Firma George'a burzy stare budynki, a na ich miejsce buduje nowe. Następnym celem jest Connie Island Community Center, miejsce o które Lucy zamierza walczyć. George szuka akurat nowego adwokata, do prowadzenia spraw firmy i przy okazji do przeprowadzenia swojego rozwodu, i przy pierwszym spotkaniu ze zdeterminowaną Lucy oferuje jej pracę w swojej firmie. Na początku Lucy się nie zgadza, ponieważ taka praca byłaby zaprzeczeniem wszystkiego o co walczyła lecz George zafascynowany adwokatem z prawdziwego zdarzenia idzie na kompromis - nie zburzy budynku jeśli Lucy będzie u niego pracowała. Lucy przyjmuje ofertę pracy i...zaczyna się. Zamiast koncentrować się na sprawach firmy zostaje "zaprzęgnięta" jako coś w rodzaju niańki George'a - pomaga mu podejmować tak trudne decyzje jak wybór garnituru na przyjęcie czy koloru koperty firmowej. Po pewnym czasie ma dość ,a że George nie chce zrezygnować z tak wspaniałej towarzyszki Lucy zaczyna robić wszystko, żeby to George sam ją zwolnił...
Największymi plusami tej, co tu dużo mówić średniej komedii są odtwórcy głównych ról. O ile Sandra Bullock jest trochę niemrawa na początku i w miarę rozwoju akcji rozkręca się to Hugh Grant czaruje i śmieszy od pierwszej do ostatniej minuty filmu. Tym co zawiodło i najbardziej rzuca się w oczy jest bardzo słaby scenariusz i odtwórcy drugoplanowych ról. Wszystko to już kiedyś było, z czymś się kojarzy, a czasami nawet przywołuje wspomnienia z innych filmów. Brak oryginalności twórcy starali się nadrabiać dowcipem co im niestety rzadko wychodziło. W filmie jest kilka śmiesznych scen, ale przeplatają się one z tymi nudnymi i nieciekawymi co w efekcie tworzy wiele dłużyzn, które niepotrzebnie niszczą miłe wrażenie jakie film po sobie pozostawia. Wszystko to czyni tą produkcję co najwyżej średnią i wartą polecenia tylko fanom pani Bullock i pana Grant'a, bo to oni ratują ten film przed kompletną klapą.
Sandry Bullock i Hugh Grant'a chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - gwiazdy światowego kina biorące miliony dolarów za każdą kolejną rolę. Oboje mają na swoim koncie wiele box-office'owych hitów. Przy nazwisku Bullock warto wymienić takie tytuły jak wspomniane wcześniej "While You Were Sleeping", "Speed", "Miss Congeniality" czy "A Time to Kill", a przy Grant'a - "Four Weddings and a Funeral", "Notting Hill", "Sense and Sensibility" czy "Bridget Jones Diary" ( Recenzja Desjudiego, Recenzja Ofirki ). Alicie Witt grającą June Carter, następczynię Lucy można było zobaczyć min. w "Urban Legend", "Cecil B.Demented" i "Vanilla Sky". David Haig grający Howard'a Wage'a, brata George'a ma na swoim koncie min. role w "Four Weddings and a Funeral", "Second Chance" oraz "Rachel's Attic".
|