|
|
Nowe dzieło reżysera Rogera Michella i scenarzystki Aline Brosh McKenna nie
jest do końca przemyślane, co niestety widać i czuć. Szumne podkreślanie, że
jest to dzieło tych samych twórców co „Diabeł ubiera się u Prady” i „Notting
Hill”, już rodzi poważne podejrzenia o nieudolność i pójście wprost na
łatwiznę. To odcinanie kuponów od sukcesów tamtych filmów daje poważne
obawy, że nie jest to film udany. To tak jakby chciano powiedzieć: patrzcie
– oto film, który na pewno Wam się spodoba, bo poprzednio też wam się
przecież podobało! Film więc sam się nie broni, bronią go jego twórcy.
Dublowanie własnych pomysłów, nawet tych najlepszych, nie jest żadnym
rozwiązaniem. Boli, bo w filmie tym występuje nie byle kto, bo wspaniali
Diane Keaton i Harrison Ford oraz dawno niewidziany Jeff Goldblum.
Idąc śladem dwóch poprzednich hitów mamy tu ambitną dziewczynę Becky Fuller
(Rachel McAdams), dobrą duszę zespołu Lenny’ego Bergmana (John Pankow),
żywiołową Colleen Peck (Diane Keaton), „strasznego” Mike’a Pomeroya
(Harrison Ford) i szefa Jerry’ego Barnesa (z zagubionym spojrzeniem Jeffa
Goldbluma). Oczywiście pojawia się też cichy i przystojny chłopak Adam
Bennett (Patrick Wilson). No bo jakżeby inaczej mogło być! I tak, jak
bohaterka filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, Becky ma problem z nieustannie
dzwoniącą komórką, choć znacznie szybciej się z nią rozprawia wkładając ją
przezornie do lodówki. Jeśli komuś odpowiada to mdłe skrzyżowanie „Notting
Hill” z „Diabłem ubierającym się u Prady”, (z akcentem na ten ostatni)
wyjdzie z tego seansu, może nie tyle usatysfakcjonowany, co raczej
zadowolony. Ale jeśli ktoś spodziewał się na przykład ukazania w zabawnym
stylu bitwy „na śmierć i życie” dwóch prezenterów telewizyjnych, szermierki
słownej, krwawej jatki na linii Keaton- Ford, knucia intryg, podprowadzania
sobie tematów, to niestety będzie mocno rozczarowany. I nie wiem tylko, czy
Harrison Ford zagrał tak dobrze, czy tak źle. Nasuwa się smutne
przypuszczenie, że wykreowany przez Harrisona Forda bohater bardzo
przypomina jego samego. Mike Pomeroy - niegdyś wielka gwiazda Wiadomości,
laureat Pulitzera i Emmy. Mike Pomeroy, który ratuje Colina Powella, zna
Dicka Cheneya, kładzie ręcznik na czoło Matki Teresy z Kalkuty. Ten sam Mike
Pomeroy jest zmuszony do występowania w podrzędnym programiku telewizyjnym,
który ogląda zaledwie, jak on sam twierdzi, 8 osób. Postać kreowana przez
Harrisona Forda jest z pewnością wielce ciekawa i złożona. Dająca tzw.
szerokie pole manewru. Jednak Harrison Ford nie wykorzystuje tu wszystkich
swoich możliwości aktorskich, a niski tembr głosu to zdecydowanie za mało.
Dlatego jego Pomeroy jest ani gorzki, ani słodki. Brak pikanterii, brak
emocji, ogólna bezpłciowość. Od takiej rangi aktorów jak Diane Keaton,
Harrison Ford czy Jeff Goldblum można śmiało spodziewać się czegoś lepszego.
Czegoś z wyższej półki. Czy zawiódł reżyser, czy film położono już na
poziomie scenariusza? Mało przekonywująca jest bowiem ta próba ośmieszenia
porannych programów telewizyjnych i kpina ze słupków oglądalności. Ni to
złośliwe, ni gloryfikujące. Bez pazura, za to tak, aby nikogo przypadkiem
nie urazić. Satyra na nic i na nikogo.
Nie wiadomo w którą stronę tak naprawdę chcieli pójść twórcy filmu „Dzień
dobry TV”, czy ku przebojowej producentce wykonawczej Becky Fuller,
idiotycznych programów porannych, czy może w stronę zgorzkniałego prezentera
Mike’a Pomeroya. A ponieważ nie obrano zdecydowanego kierunku, jest tu
wszystkiego po trochu. W rezultacie mamy płyciznę myślową, powierzchowność i
grę pod publiczkę. W serwowanym daniu zabrakło tego krwistego befsztyka,
który nadałby całości prawdziwego smaku, nawet jeśli ta całość nie jest
najwyższych lotów. Przekładając ten film na warunki polskie byłoby pewnie
całkiem, całkiem. Jednak jest to produkcja amerykańska, ze świetnymi
aktorami i jakże bezbarwna i byle jaka.
Moja ocena: 6/10
| |
Autor recenzji: Kinga Kubicka - KUBECZEK
|
Klub Miłośników Filmu, 29 marca 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
RECENZJE |
STRONA GŁÓWNA KMF
|
|