Strona główna KMF



Komedie amerykańskie dzielą się ostatnimi laty na dwie zasadnicze grupy. Z jednej strony mamy "szarlotkowe" dywagacje na temat utraty dziewictwa, z drugiej "sandlerowo-stillerowe" opowiastki o niecodziennych relacjach pomiędzy lekko ekscentrycznym mężczyzną i przepiękną kobietą. Po premierze "Supersamca", który niejako wpisuje się w stylistykę pierwszej z wymienionych grup, nadszedł czas na ponowne zrównanie szal komediowej wagi. Do boju staje ulubieniec Ameryki, jakim niewątpliwie jest Ben Stiller. Tym razem wciela się w rolę nieprzystosowanego do otoczenia mężczyzny w wieku średnim. Mężczyzny, który żyje w cieniu rzekomo szczęśliwie ożenionego brata i niesamowicie dziarskiego siedemdziesięciopięcioletniego ojca.




Pewnego słonecznego dnia Edward wychodzi na ulicę i staje się świadkiem rabunku dokonanego na pewnej pięknej młodej damie. Rowerzysta, będący zarazem rabusiem, zmierza w jego stronę - w tym momencie odzywają się męskie instynkty. "Niczym rycerz w lśniącej zbroi odbiorę skradzioną przez niegodziwca torebkę i zyskam sobie względy blond piękności" - myśli główny bohater. Efekt? Raczej opłakany, ale dla białogłowy liczy się sam fakt - nieznajomy mężczyzna postanowił jej pomóc, był dla niej bardzo uprzejmy... W trakcie patrzenia na pierwsze sceny i tytuł amerykańskiej komedii, używając nieco "holmesowskiej" dedukcji, dochodzimy do jednoznacznego wniosku: owa blond piękność to z pewnością domniemana "Narzeczona z moich koszmarów".




Encyklopedyczny przykład na film "sandlerowo-stillerowy" i nieco ugrzeczniona wersja pierwowzoru z roku 1972 ma w sobie coś, co zasługuje na niejaki szacunek. Reżyser wyśmiewa w nim bowiem proceder, który w USA stał się zjawiskiem modnym, nierzadko dobrze odbieranym. Czy w każdym numerze taniego brukowca traktującego na temat sław nie znajdziemy czasem wzmianki na temat nowych zaręczyn, bądź zawarcia związku małżeńskiego? Czy na kolejnych stronach nie przeczytamy, iż rozpadł się kolejny burzliwy i intensywny związek gwiazdki X z gwiazdorem Y? Związek trwający - bagatela - cztery, pięć, może nawet sześć miesięcy! W końcu czy ślub w jednym z całodobowych domów matrymonialnych nie będzie wspaniałą reklamą i sposobem na zarobienie kolejnych milionów? Wyśmiewając twarze z pierwszych stron gazet, twórcy jednocześnie uzmysławiają, iż każde zachowanie ma swoje konsekwencje, że nie sposób poznać kogoś w kilka tygodni, nie sposób kogoś w kilka tygodni pokochać. Fakt, jest to forma pretensjonalnej pogadanki na temat czynów i ich konsekwencji, ale przedstawionej na tyle ciekawie, iż nie zakłóca odbioru całości.




Poziom żartu typowy dla tego rodzaju produkcji. Strojący zabawne miny Stiller, któremu wydaje się, że jest drugim Carreyem, wszechobecne wzmianki na temat męskich i żeńskich narządów płciowych oraz bezsensowne dialogi na niemniej bezsensowne tematy. Wszystko okraszone solidną dawką zgrabnych kobiet i nieporadnych przedstawicieli płci brzydkiej. Reasumując - nic specjalnego. Kolejna "softcorowa" amerykańska komedia niosąca ze sobą światły i jakże skrzętnie ukryty morał, który zauważą jedynie odbiorcy spoza USA. Wątpię, iż wychwycą go nastoletni widzowie ze wspaniałych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, którzy mają niemałe problemy z odnalezieniem swego wspaniałego państwa na fizycznej mapie świata (sarkastyczne zakończenie to owoc zapoznania się z wynikami jednej z amerykańskich sond ulicznych).


DZIEWCZYNA MOICH KOSZMARÓW

Tytuł oryginalny: The Heartbreak Kid
Rok produkcji: 2007
Kraj: USA
Czas trwania: 115 minut

Reżyseria: Bobby Farrelly, Peter Farrelly
Scenariusz: Scot Armstrong, Leslie Dixon, Bobby Farrelly, Peter Farrelly, Kevin Barnett, Bruce Jay Friedman, Neil Simon
Zdjęcia: Matthew F. Leonetti
Muzyka: Bill Ryan, Brendan Ryan

Obsada: Ben Stiller, Michelle Monaghan, Jerry Stiller, Malin Akerman, Carlos Mencia, Rob Corddry, Stephanie Courtney, Ali Hillis, Kathy Lamkin, Nicol Paone, Joel Bryant i inni


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Filip Jalowski - FIDEL
Klub Miłośników Filmu
12.12.2007