 | |
Przyglądając się pół roku temu "Dziewczynie z Perłą" Johannesa Vermeera nie przypuszczałem,
że jej widok wkrótce powróci do mnie w postaci książki i filmu. Z muzeum "Mauritshuis" w Hadze
zabrałem wówczas pocztówkę z jej reprodukcją. Od tamtej pory prawie wszędzie mi ona towarzyszy.
Jest dla mnie swoistym talizmanem, przedmiotem, który darzę niewytłumaczalną sympatią. A czy można
darzyć sympatią bliżej nieznaną postać z obrazu, żyjącą blisko 350 lat temu? Cóż takiego ta
dziewczyna sobą wyraża? W jakim momencie ujął ją na swym płótnie Vermeer, że od XIX wieku, kiedy
obraz odnaleziono i odrestaurowano kolejne pokolenia dociekają jego tajemnicy?
Badacze sugerowali wiele wątków i osób weń zamieszanych. Ich spekulacje i teorie ginęły tak
szybko jak się rodziły. Pewna brytyjska pisarka, Tracy Chevalier, postanowiła sama przyjrzeć się
bliżej dziełu. Będąc pod jego wrażeniem napisała z czasem książkę o historii tajemniczej
"Dziewczyny z Perłą". Na podstawie tej właśnie książki Peter Webber zrealizował film.
|  |
|
|  |
Griet przychodzi do domu państwa Vermeer, by rozpocząć u nich służbę. Nie zdaje sobie
sprawy jak dziwny będzie to okres w jej prostym, acz ciężkim życiu służącej. Jest protestantką,
wychowywaną w ubogiej, purytańskiej rodzinie. Jej życiowe cele z góry zostały wyznaczone. Ma kochać
męża, rodzić mu dzieci, ciężko pracować, być pokorną wobec Boga i chlebodawcy. Ta prosta dziewczyna
zostaje jednak postawiona wobec trudnych wyborów i niejednoznacznych zachowań. I choć życie rzuca
jej pod nogi same kłody, przychodzi taki czas każdego poranka, gdy świat Griet nabiera pięknych
kolorów. Ów świat, tworzy jej pan pośród sztalug, pędzli i barwników. Jan zauważa, że służąca nie
jest byle jaką dziewczyną, ograniczającą swój czas do sprzątania, spania i flirtowania z
okolicznymi czeladnikami. Kimże jest ta dziewczyna o tak wielkiej intuicji i zrozumieniu dla
sztuki? Przecież sztuka jest tylko dla wybranych. Nie każdy może ją pojąć, nawet jego żona
Catherine, czy będący mu mecenasem van Ruijven. A Griet wie, że taki szczegół jak umycie okien w
pracowni zmienić może natężenie światła, potrafi odnaleźć istotę barw w pozornie jednobarwnych
rzeczach, wreszcie sama podsuwa mistrzowi istotny detal, który uwiecznia artysta na swoim obrazie.
Jan jest zafascynowany służącą. Griet natomiast widzi w nim nieosiągalnego twórcę. Artystę
wrażliwego nie tylko na sztukę, ale i na nią samą. Nieosiągalnego, gdyż Griet wie, że Jan jest
poważanym człowiekiem w Delft, a ona zwykłą służką. Wie, że Jan ma zazdrosną i zdolną uczynić wiele
złego żonę. Zdaje sobie sprawę, iż malarz ma kilkoro dzieci do wyżywienia, a ona ubogich rodziców,
których jest jedyną podporą. Wreszcie ma świadomość, że Jan jest katolikiem, a ona protestantką, co
w ówczesnych czasach nie było takie łatwe do pogodzenia. Ta społeczno-materialna granica musi
pozostać nienaruszalna. W przeciwnym razie doszłoby do skandalu. Mimo to obydwoje w pełni świadomie
balansują na tej granicy. Nie do końca jednak przekonani do swych ostatecznych wyborów. To dlatego
do niczego między nimi nie dochodzi. Niepewni samych siebie, tłamszą uczucie (Griet spędzając noc w
ramionach Pietera, syna rzeźnika, Jan malując obrazy). W końcu dochodzi jednak do sytuacji, kiedy
van Ruijven żąda od Jana sportretowania Griet. Jan bez namysłu przyjmuje ofertę. Griet w zasadzie
zostaje postawiona przed faktem. Teraz, po kryjomu przed żoną, spotykają się, by mistrz mógł
namalować dzieło. Griet zdaje sobie sprawę, czym mogłoby się skończyć ujawnienie tajemnicy. Jana to
nie obchodzi. On za wszelką cenę chce namalować obiekt swej duchowej fascynacji. Podczas
portretowania Griet musi przezwyciężyć kolejne granice. Odkryć przed Janem to, co ma w sobie
najcenniejszego. Dokonać tego, co w XVII wiecznych Niderlandach uchodziło za niemoralne. Griet
odkrywa spod czepka pęk swoich rudych włosów, pozwala Janowi przekłuć koniuszki uszu, na jego
polecenie zwilża usta, wreszcie zakłada perłowe kolczyki jego żony. Jan jest zafascynowany pięknem
dziewczyny. Odbierając jej te wszystkie sfery, objęte swoistym tabu ostatecznie zagląda do wnętrza
Griet. Powstaje przy tym wyjątkowe dzieło, które staje się dla wszystkich bohaterów momentem
przełomowym w ich życiu.
Aktorstwo w filmie stoi na wysokim poziomie. Zwraca uwagę rola Scarlet Johansson. Gra
dziewczynę nieśmiałą, posłuszną, ale silną. Radzącą sobie w trudnych chwilach i potrafiącą zachować
godność wobec Vermeera, Catherine i van Ruijvena. I chociaż Johansson nie jest zbyt podobna do
postaci z obrazu, potrafi bardzo dobrze zagrać i odtworzyć bohaterkę powieści Tracy Chevalier.
Podobnie jest z Colinem Firth. Co prawda nie gra on tutaj roli dynamicznej i charyzmatycznej, a
raczej spokojną i milczącą, dobrze jednak wypada na planie. Równie dobrze prezentuje się
drugoplanowa rola Marii Thins, teściowej Vermeera. Jest ona kobietą surową, nieprzystępną,
pragmatyczną i sprytną. Jej nadrzędnym celem jest zapewnienie przyzwoitego poziomu życia domownikom
i dlatego to ona załatwia sprawy finansowe i dba o dobry wizerunek swojego domu.
Jednak to nie aktorzy tworzą nastrój tego filmu, jego kolory i dźwięki. To, co stanowi o
jego niepowtarzalności, to zdjęcia, scenografia i muzyka. Jest to film, który oprawą buduje głębię,
a każdy kadr jest tu obrazem samym w sobie. Małym arcydziełem złożonym z martwej natury, portretów,
scen rodzajowych i pejzaży. Tę sekwencję celuloidowego malarstwa określiłbym jako "opus
cinematographicum", a wśród laureatów nagrody Akademii Filmowej widziałbym Eduardo Serra (zdjęcia),
Cecile Heideman (scenografia) i Diena van Straalen (kostiumy). Owocem ich pracy jest galeria
obrazów, w której nawet niewprawne oko wychwyci detale z innych dzieł Vermeera. A będzie to zarówno
wystrój pracowni (np. "Para pijąca wino" 1658-1661, "Kobieta z naszyjnikiem z pereł" 1664),
służąca Tanneke ("Nalewająca mleko" 1658-1661), Catherine przy wirginale ("Koncert" 1664-1667), czy
Griet myjąca okna ("Młoda kobieta z dzbankiem wody" 1664-1664). Odpowiednią atmosferę tworzy też
piękna muzyka Alexandra Desplat. Ulotna, delikatna, oniryczna wypływająca z barwnych obrazów
mistrza z Delft, niczym powolny, błyszczący strumyk wody, nalewanej z dzbana do srebrzystej misy.
Jest w tym filmie, we wszystkich jego cząstkach jakaś nieokreślona magia XVII-wiecznych
Niderlandów. Sugestywne obrazy, w połączeniu z muzyką malują ówczesne, nieco odrealnione, a jednak
takie jakim mogło być, życie. I o tym jest ten film.
 |
DZIEWCZYNA Z PERŁĄ
Tytuł oryginalny: Girl With a Pearl Earring
Rok produkcji: 2003, Wielka Brytania / Holandia
Czas trwania: 100 min.
Reżyseria: Peter Webber
Scenariusz: Olivia Hetreed
Na podstawie powieści Tracy Chevalier
Muzyka: Alexandre Desplat
Zdjęcia: Eduardo Serra
Montaż: Kate Evans
Dekoracje: Cecile Heideman
Kostiumy: Dien van Straalen
Występują:
Scarlett Johansson (jako Griet)
Colin Firth (jako Johannes Vermeer)
Essie Davis (jako Catherine)
Judie Parfitt (jako Maria Thins)
Tom Wilkinson (jako van Ruijven)
|
|
Autor recenzji: Tomasz Jamry - DZIADEK
|