Strona główna KMF
  DZIWKA  CI  NIE  POKAŻE
 



















    Gdyby ktoś pragnął dowiedzieć się czegoś nowego o prostytucji, to „Dziwka” go nie olśni – tak w największym skrócie wyglądają wrażenia po seansie tego paradokumentalnego dziełka Hiszpanki ukrywającej się pod pseudonimem Luna. Zaiste przedziwnym jest fakt, że arcyciekawy temat może ulec takiej banalizacji i pretensjonalności, że inaczej niż spartoleniem nazwać „Yo Puty” nie można. Rzecz to bowiem o prostytucji czyli zjawisku dla niektórych skandalicznym, dla innych naturalnie wypływającym z natury ludzkiej kochającej także ciała nieznane, nie tylko kochane. Dziwka nie jest wyłącznie wynikiem seksualnych pożądań, ale i zjawiskiem bezsprzecznie socjologicznym, także psychologicznym i wreszcie prawnym. Córy i synowie Koryntu podlegają ocenie moralnej społeczeństwa, które posługuje się głównie stereotypami i skojarzeniami, a te nieraz deformują prawdziwy stan rzeczy. Punkt wyjściowy dla filmu „Dziwka” był więc idealny – należy zburzyć obrosłe wokół prostytucji mity, ukazać pozbawioną makijażu twarz wcale małego burdel-światka oraz pokusić się o odważne tezy i połączyć je z rzetelną analizą zjawiska. I co? I klops, bo film Marii Lidon nie dość, że mało interesujący, to wiedza nasza o nic nowego nie zostanie poszerzona, w gruncie rzeczy nawet wszelkie banały towarzyszące prostytucji uległy wzmocnieniu.

    Całość sprowadza się do czczej gadaniny męskich i żeńskich dziwek. Swój fach znają, zachwalają, a przy okazji dowartościowują ten, jak mówią, najstarszy zawód świata. Niektórzy z bohaterów pracują w klasycznie wyposażonych (czerwone kotary, spory wybór, upudrowana burdel-mama) domach publicznych, niektóre swój fach uskuteczniają w sposób luksusowy w drogich hotelach z klientelą bardzo zamożną, a niektóre dziwki stoją w kusych spódniczkach na ulicach meksykańskich miast zachwalając każdemu swe często wątpliwe wdzięki. Dość niemrawo opowiadają o wyborach, które popchnęły je w objęcia nierządu, jakby jedynym argumentem były pieniądze. Być może to i prawda, że mamona zwodzi najskuteczniej, ale czy problemy z nią związane muszą kierować uwagę na prostytucję jako antidotum na finansowe bolączki? Dlaczego właśnie stanie się wyszydzaną społecznie dziwką rozwiąże wszelkie kłopoty? Reżyserka „Yo Puty” zupełnie nie zadaje sobie tego pytania, nie dąży do oświecenia widza, nie przedstawia tła, które uformowało kobietę bądź mężczyznę oddających się za pieniądze. Obiektywizm dokumentu nie pozwala na ocenianie problemu i stawianie tez, lecz wydaje się, że zadanie pytań o honor i związane z nim wartości oraz prośba o definicję dumy i szacunku poszerzyłoby tendencyjny obraz o kilka niestandardowych uwag o prostytucji, a obraz dziwki jako człowieka i zawodu ograniczyłby wpływ stereotypu. Pytanie o to, czy prostytutka lubi seks analny nie jest tutaj ważne, tym bardziej, że cały film grzęźnie często w tego typu mało wybrednych fragmentach, które nie gorszą oczywiście, ale są zbędne. Po kiego mi reklama ust stworzonych do miłości francuskiej? Ani to podniecić nie potrafi, ani intryguje, bardziej drażni banałem, który wzmaga niechęć do „Dziwki” i talentu reżyserki.
    Luna zabłądziła także porównując prostytucję do pornografii. Oczywiście cechą wspólną jest dzielne kupczenie ciałem, lecz różnica jest oczywista – jedne dostają pieniądze za udział w filmie, drugie za przysługę daną klientowi, jakikolwiek by ów klient był. W filmie dziwki mówią, że gwiazdami porno być nie mogą, a gwiazdy porno odpowiadają tym samym, że burdelowym fachem nie są zainteresowane. Proste i czytelne, czyż nie? Niestety, spora część seansu zmarnowana jest na zwierzenia aktorek hitów XXX, co z tematem nijak nie jest związane, a razi bezczelną pretensjonalnością, do której przywyknąć tu trudno. Szczególnie boli zaledwie kilka sekund poświęconych problemom stręczycielstwa i handlu kobietami. Jak można w gruncie rzeczy pominąć tę straszną, kryminalną stronę świata prostytucji upychając ją gdzieś z boku, na marginesie dokumentalnej analizy? To niewygodne, nieznane - jasne, ale dlatego warto o tym mówić trochę głośniej, a nie skupiać się na argumentach za lub przeciw związkom S-M.
    Dodajmy do tego kolejny banał, najbardziej drażniący – wątek fabularny. Otóż wszelkie wywiady są niejako przeprowadzane przez młodą studentkę antropologii (Denise Richards), która w ten sposób przygotowuje się do debiutu literackiego. Ambitne dziewczę, do tego 24-letnia dziewica (amerykańskie kuriozum), ma koleżankę – nie pomnę imienia, w tej roli Daryl Hannah – która w tajemnicy przed wszystkimi dorabia jako prostytutka. Z ekranu leje się autorski komentarz osóbki naiwnej i głupiutkiej, nie mającej nic ciekawego do powiedzenia, a starającej się porazić widzów błyskotliwością swych odkryć na polu intelektualnym wypływającym z wątpliwego doświadczenia.
    Kuleje tu więc prawie wszystko – prawie, bo „Yo Puta” może bronić się niezłym montażem, zdjęciami i transową muzyką. Co z tego jednak, gdy treść jest marna, bo pozostawiająca widza obojętnym, znużonym i zaskoczonym tandetą. Nie idę do kina po to, aby zakosztować rozkoszy taniej publicystyki, bo na to szkoda czasu, pieniędzy i nerwów. Film reklamowany był ciekawie, lecz nie dajcie się nabrać na żenującą i płytką próbę odpowiedzi na pytanie o to, kim jest współczesna dziwka.



AUTOR TEKSTU: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      

YO PUTA (Dziwka)
Rok produkcji: 2004 Hiszpania
Reżyseria:Maria 'Luna' Lidon
Scenariusz: Adela Ibanez, Isabel Pisano
Muzyka: JAvier Navarrete
Zdjęcia: Ricardo Aranovich

Wystąpili:
Denise Richards
Daryl Hannah
Joaquin de Almeida

Klub Miłośników Filmu, 07/02/05



STRONA GŁÓWNA