Epizod Drugi, film, na który fanom Gwiezdnych Wojen przyszło czekać aż 3 lata. Po jego obejżeniu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony Atak Klonów jest dużo ciekawszy od Mrocznego Widma, więcej się dzieje, a fabuła jest bardziej skomplikowana. Z drugiej natomiast przeciętna gra aktorów i drobne niedoróbki techniczne. Ale przejdę do rzeczy.
Atak Klonów opowiada dalsze losy bohaterów Mrocznego Widma, dziesięc lat później. Amidala już nie jest królową, a jedynie senatorem i ktoś usiłuje targnąć się na jej życie. Z opresji ratują ją Jedi; Obi-Wan Kenobi i Anakin. Następnie Kenobi prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Nie będę się zagłębiał w fabułę - wszystko tłumaczą napisy na początku filmu. Tym co zwraca szczególną uwagę widza jest przebiegła intryga, którą uknuł Darth Sidious. Bardzo dopracowana i przemyślana, jest znakomitą bronią przeciw rycerzom Jedi. Również wątek detektywistyczny, w którym to Obi-Wan poszukuje tajemniczego zamachowca, przywodzi na myśl klasyczne filmy tego gatunku, ale według mnie został niedostatecznie rozwinięty. Natomiast rzeczą, która nie pasowała mi zupełnie do reszty był wątek miłosny. Nie dość, że słabo zagrany przez aktorów (drewniana miłość - żenujące), to na dodatek oprawiony ogranymi do bólu dialogami i za bardzo rozciągnięty (choć podobno pierwotnie miało go być jeszcze więcej). Uczucia pomiędzy Padme i Anakinem zwyczajnie nie widać.
W Epizodzie drugim pojawiają się postacie pamiętane z Epizodu I oraz starej Trylogii. Dzięki tej wielowątkowości postaci, dużo faktów, będących zagadkami w starej Trylogii, zostaje ujawnionych. Między innymi dowiadujemy się o pochodzeniu łowcy nagród, Boby Fetta, o tym skąd wziął się wuj Owen (wychował Luka Skywalkera), itp. Dlatego przed obejżeniem Ataku Klonów warto przypomnieć sobię starą Trylogię. Z nowszych postaci zobaczymy ponownie Jar Jar Binksa, który zmienił się nie do poznania, poznamy tajemniczego hrabię Dooku i prześledzimy poczynania młodego Skywalkera.
Gra aktorów nie oszałamia, widać co prawda znaczną poprawę w stosunku do E1, ale brak tu jakiegoś wyjątkowego popisu umiejętności aktorskich. Nieźle spisali się Natalie Portman (Padme Amidala), Samuel Jackson (Mace Windu), Ewan McGregor (Obi-Wan) i Ian McDiarmind (senator Palpatine), choć ciężko mówić o rozwijaniu skrzydeł. Brakowało mi scen, w których poszczególni aktorzy prezentowali by swoje możliwości. "Nowy" Anakin, czyli Hayden Christensen gra dość przeciętnie. Jego postać jest papierowa i bez wyrazu. Nie można zapomnieć o postaciach komputerowych. Chodzi mi w szczególności o Mistrza Yodę i Watto - to bardzo ciekawie narysowane postacie. Według mnie dużo ciekawsze niż te grane przez żywych aktorów.
Efekty specjalne zostały wykonane bez zarzutu. Zdażały się drobne potknięcia, jak na przykład Yoda, który momentami wygląda jak postać z gry komputerowej, a nie żywe stworzenie, czy ocean na pewnej planecie, który przywodził na myśl "Gniew Oceanu" (czyli wizualna kiszka z grochem). Generalnie można zobaczyć mnóstwo ciekawie wyglądających stworzeń, statków kosmicznych i robotów. Miasta wyglądają przepięknie. Pod tym względem Lucas spisał się na piątkę z plusem.
Zdjęcia i montaż stoją również na wysokim poziomie, choć brak tu trikowych ujęć, filtrów, ale jest to zapewne spowodowane tym, że 90% filmu powstalo na komputerze.
Muzyka skomponowana przez Johna Williamsa nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Nie przypominam sobie żadnego nowego motywu (a taki z pewnościa był), za to były wyraźne odniesienia do "Imperium Kontratakuje" (Imperial March). Czyżby Williamsowi wyczerpały się pomysły?
Podsumowując Atak Klonów to film bardzo dobry (wyraźna poprawa w stosunku do Mrocznego Widma), przemyślany i w moim rankingu będący dosłownie krok za starą Trylogią.
AUTOR RECENZJI:
Tomasz Stankunowicz - PHONIK