Strona główna KMF

Edi anioł




       Z zasady nie oglądam polskich filmów. Po prostu nie mogę znieść ich miałkości, błędów warsztatowych, miernego aktorstwa i słabej reżyserii. W ostatnich kilkunastu latach w kinie obejrzałem chyba trzy, czy cztery polskie filmy i prawie nigdy kontakty te nie należały do przyjemności. Od lat omijam szerokim łukiem polskie superprodukcje – do dziś nie widziałem “Ogniem i mieczem”, “Pana Tadeusza”, czy “Zemsty”. Nie mogę i już.
Jakież było więc moje zaskoczenie, gdy w ostatni niedzielny, ponury, deszczowy wieczór znalazłem się pod drzwiami warszawskiego kina Atlantic, dzierżąc w dłoni bilet na polski film “Edi”. Nigdy chyba nie zrozumiem, jaka moc nakłoniła mnie do wybrania się na ten seans.
Wiem jedno – to nie był przypadek, a działanie sił wyższych. Bez ich ingerencji nie obejrzałbym tego filmu, a co za tym idzie - moje życie kinomana byłoby na pewno o jedno doświadczenie uboższe....

       Historia jest prosta – dwóch pijaczków trudniących się zbieraniem złomu, bezdomnych żyjących z dnia na dzień, którym życie upływa pomiędzy odwiedzinami obskurnego baru, a noclegami w walącej się opuszczonej fabryce ukazanych na smętnym tle naszej szarej rzeczywistości. Pewnego dnia w ich spokojne i mimo wszystko szczęśliwe życie brutalnie wkracza tragiczna rzeczywistość. Wszystko to wydobywa z głębi ich dusz to co najlepsze i najpiękniejsze. Trudno jest zresztą opisywać ten film, bo fabuła sama w sobie jest dość banalna i prosta. Siła tego filmu leży w czym innym. To film o pięknych ludziach, którzy choć nie mają niczego, potrafią dawać z całą szczodrością swego serca. Potrafią żyć pięknie i czynić cudze życie równie pięknym.
Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy podczas oglądania tego filmu to sposób pokazywania naszego kraju, jakże inny od dotychczasowego. Czyż można sobie wyobrazić, iż ktoś mógłby pokazać opuszczone, zrujnowane fabryki, pomazane graffitti brudne, miejskie ulice, czy zapyziałe bary w taki sposób, że nie tylko nie budzą one odrazy, ale stają się naturalną częścią krajobrazu świata wykreowanego w tym filmie – świata smutnego, bolesnego, ale naszego i przez to właśnie pięknego? “Edi” to film pokazujący polską rzeczywistość od strony, o której każdy z nas na co dzień stara się nie myśleć. Rzeczywistość nędzy, upadku i rozkładu. Pokazuje ludzi od dawna znajdujących się poza marginesem naszych zainteresowań, na widok których na ulicy odwracamy ze wstrętem głowę. I – uwaga – to właśnie w tym filmie jest najpiękniejsze, najbardziej wzruszające: ci nędzni ludzie, smutne, zapijaczone i brudne postacie potrafią ukazać swoje piękne wnętrza, złote serca i co chyba jeszcze piękniejsze, żywiołową radość z samego faktu życia. Potrafią żyć godnie, pięknie i według własnych, prostych zasad – fakt raczej unikatowy w naszym świecie. Wiem, że pewnie to brzmi banalnie, ale zapewniam – w filmie Trzaskalskiego to banalne nie jest. Widać wyraźnie, że reżyser kocha swoich bohaterów – począwszy od głównych postaci (fenomenalnie zagranych przez Henryka Gołębiewskiego i Jacka Braciaka), a na najdrobniejszych, epizodycznych rola skończywszy.
Nawet wyjątkowo wredne postacie dwóch braci-gangsterów, niebywale wulgarnych i brutalnych ludzi są także pokazane przez pryzmat człowieczeństwa, nawet oni potrafią okazywać swoje uczucie do siostry (prymitywnie i gruboskórnie) ale szokująco szczerze. I na swój sposób wzruszająco i pięknie.

       Jednak to nie o nich jest to historia, ale o tytułowym Edi i jego przyjacielu Jureczku. Ci dwaj to motor tego filmu. Dwie samotne, zagubione postacie, które w świecie z pozoru wydającym się piekłem potrafią zachować resztki godności, niemal wyśpiewując hymn afirmacji życia, takiego jakie im zostało dane. Widzowie ze wzruszeniem i zawstydzeniem spostrzegają nagle, że tak naprawdę to właśnie tych dwóch ludzi, wyklętych przez społeczeństwo kloszardów – w przeciwieństwie do nich samych - potrafi żyć pełnią życia, potrafi smakować jego chwile, potrafi cieszyć się resztkami, które znajdują na wysypiskach śmieci, porzuconymi na tyłach domów, walającymi sie w opuszczonych fabrykach. Jakże chwyta za serce scena, w której Jureczek cieszy się jak dziecko ze znalezionego telewizora, wyrzuconego przez jakąś rodzinę, bo właśnie spełniło się jego marzenie, żeby mieć swój, własny telewizor, który należy “tylko do niego”. Uderzmy się w piersi i powiedzmy szczerze – czyż nie jest łatwo uwierzyć, że prawdziwe szczęście można odnaleźć w sobie, ciesząc się tym co przynosi życie?
Zapewne, można uwierzyć, jednak nie sposób postępować tak samo. Dlatego właśnie ten film może wielu zasmucić, gdyż w “Edim” jak w lustrze możemy dostrzec jak daleko nam do prawdziwego, spokojnego życia, w którym cieszyć należy się z tego co aktualnie jest, z tego kim się jest, nie dbając o pieniądze, pozycję społeczną i karierę. Afirmacja prostego, spokojnego życia – ot co!

       Wszystko to jest okraszone pięknymi, smutnymi w swych barwach zdjęciami. Niebywale spokojne, stonowane, podkreślające rytm życia bohaterów, pozornie bezbarwne, szare i bure, to jednak można wyczuć w nich swoistą urodę, podbnie jak ukryte pod pozorem brudnej rzeczywistości piekno głównych bohaterów.
Do tego dochodzi równie wspaniała i prosta muzyka - wzruszająca, urokliwa, piękna....

       “Edi” jest w moim przeczuciu filmem kompletnym, przemyslanym, dokładnym. Nie ma tu zbędnej sceny, zbędnego ujęcia, nie znajdziemy tu pustych dialogów, niepotrzebnych postaci. Ten film jest spójny, zwarty, dogłębnie przemyślany, jest swoistym spełnieniem twórców i widzów. To swoisty i niepowtarzalny w polskim kinie hołd złożony tym, którzy potrafią żyć życiem pełnym, wartościowym i godnym. To opowieść o krzywdzie nienaprawionej, o radości niechcianego daru, o spokojnej rezygancji z oczekiwanego szczęścia.
To po prostu film o ludziach dobrych, których kochają tam w Niebie....

Teraz już wiem, jakie moce sprowadziły mnie na ten film.



Autor:Dariusz “Solo” Żak


       

EDI
Polska, 2002
czas trwania: 103 minuty

Henryk Gołębiewski - Edi
Jacek Braciak - Jureczek Sokołow
Jacek Lenartowicz - Brat I
Grzegorz Stelmaszewski - Brat II
Aleksandra Kisio - Księżniczka
Dominik Bąk - Cygan
Małgorzata Flegel-Siedler - Krysia
Tomasz Jarosz - Andrzej
Stefan Rola - Stefan
Ryszard Anyszkiewicz - Mały

Reżyseria - Piotr Trzaskalski
Scenariusz - Piotr Trzaskalski i Wojciech Lepianka
Zdjęcia - Krzysztof Ptak
Muzyka - Wojciech Lemański
Montaż - Cezary Kowalczuk