A w sercu ciągle maj...
1968 roku
W ciągu ubiegłych dwóch lat na ekranach kin zagościły filmy, które
pozwalają postawić ostrożną tezę o pojawieniu się dwóch stosunkowo
nowych tendencji. Pierwsza stała się udziałem kina niemieckiego i polega
na ponownym odkryciu przez nie szeregu problemów, z jakimi niemieckie
społeczeństwo borykało się w XX wieku. Mamy na przykład "Upadek"
Hirschbiegela stawiający na nowo kwestię, zaprzątającą od lat
historyków, czy Hitler był zwykłym człowiekiem, czy też demonem; czy w
gruncie rzeczy każdy Niemiec mógł w owym czasie zająć miejsce dyktatora,
czy też był on głównym sprawcą koszmaru, jaki nawiedził Europę. Jest też
"Goodbye Lenin" Beckera starający się zdiagnozować nostalgię za
komunizmem i dołożyć jakiś element do rozważań nad podziałem na Ossies i
Wessies. Druga prawidłowość dotyczy nie tylko kina, ale współczesnej
kultury w ogóle. Chodzi o powrót do dziedzictwa pozostawionego przez
1968 rok. Protesty na paryskich ulicach i amerykańskich uniwersytetach,
wznoszone wówczas hasła i pisane w tamtym okresie manifesty, stają się
na powrót obiektem zainteresowania. Zainteresowanie to znajduje wyraz
rzecz jasna także w kinie, czego dowodem choćby "Marzyciele"
Bertolucciego, po latach powracającego do wydarzeń, których był
świadkiem i pośrednio, przez tematykę swoich ówczesnych filmów, także
uczestnikiem. Ze splotu tych dwóch tendencji wyrastają "Edukatorzy" –
film Hansa Weingartnera z dwójką młodych gwiazd niemieckiego kina,
Danielem Bruhlem (znanym z "Goodbye Lenin") i Julią Jentsch (nagrodzoną
w Berlinie za rolę w filmie "Sophie Scholl - ostatnie dni").
Jule (Jentsch) jest młoda, ale wie
już, że jej życie nie będzie usłane różami i nie dane jej będzie spełnić
swoich marzeń. A wszystko to przez chwilę nieuwagi – dziewczyna rok temu
uderzyła w tył samochodu Hardenberga (Burghart Klaussner, znany z roli
ojca w "Goodbye Lenin"), bogacza, który natychmiast oddał sprawę w ręce
prawnika. Dla Jule oznacza to długie lata spłacania szkód – uszkodzony
samochód był oczywiście bardzo elegancki i bardzo, bardzo drogi. Jej
chłopak, Peter (w tej roli Stipe Erceg, aktor urodzony w Chorwacji, lecz
wykształcony w Niemczech) dzieli mieszkanie z Janem (Bruhl), tyleż
porywczym, co pełnym zapału naprawiaczem społecznych nierówności.
Współlokatorzy mają nietypowe hobby – włamują się do domów bogaczy,
wywracają sprzęty do góry nogami, nic jednak nie kradną. Zostawiają
jedynie w widocznym miejscu kopertę z krótką notką głoszącą "Dni twego
bogactwa są policzone" lub "Masz za dużo kasy". Splot okoliczności i
uczuć sprawi, że trójka młodych ludzi wkrótce stała będzie nad związanym
Hardenbergiem zastanawiając się, co dalej począć. Problem polega nie
tylko na tym, jak wybrnąć z sytuacji, ale i na tym, jak odeprzeć
argumenty milionera, który okazuje się być jednym z niegdysiejszych
przywódców niemieckiej obyczajowo-politycznej rewolty końca lat
sześćdziesiątych.
Film Weingartnera okazał się w
Niemczech ogromnym sukcesem. Postrzegany był tam na poły jako polityczny
manifest młodego pokolenia, na poły zaś jako rozliczenie ze spuścizną
niemieckiego 1968 roku. O tym, że twórcy filmu poruszyli temat ważny,
ale i chwytliwy zarazem świadczy fakt, iż "Edukatorów" sprzedano do
ponad 40 krajów. Niestety, reżyser i zarazem współscenarzysta nie
sprostał w pełni ambitnemu zadaniu, jakie przed sobą postawił. Aktorsko
film jest bez zarzutu – zarówno trójka młodych, lecz już dość
utytułowanych aktorów, jak i stary teatralny wyjadacz Burghart Klaussner
wypadają bardzo przekonująco. Są na ekranie emocje, jest wiarygodnie
odegrany konflikt postaw i pokoleń. Nie można także przyczepić się do
wizualnej strony "Edukatorów" – zdjęcia stanowią udany splot precyzyjnej
operatorskiej roboty i mającej uwiarygodnić akcję "dogmowej"
niedbałości. Doskonale dobrano także ilustrację muzyczną (po raz
pierwszy usłyszałem na ścieżce dźwiękowej utwór znakomitej niemieckiej
grupy Tocotronic – wreszcie ktoś dostrzegł w ich energetycznych numerach
kinowy potencjał). Dlaczego zatem "Edukatorzy" mnie nie zachwycili?
Czemu nie uległem czarowi tego filmu, choć uległy mu setki widzów, nie
tylko w Niemczech?
Niestety, gdy idzie o ocenę
filmowych fabuł i dialogów, ocieram się czasem wręcz o malkontenctwo.
Zwłaszcza wówczas, gdy twórcy biorą na tapetę temat szczególnie dla mnie
interesujący. "Edukatorzy" są filmem sprawnie zrealizowanym, dobrze (a
miejscami nawet bardzo dobrze) zagranym, całej historii brakuje jednak
głębi. Motywacje Jule, Jana i Petera naszkicowane są bardzo pobieżnie,
tak jakby były zrozumiałe same przez się. Wizja świata wyłaniająca się z
ich rozmów jest nawet nie tyle idealistyczna, ile po prostu prostacka.
Rzadko kiedy wykracza poza slogany, które wyczytać można na plakatach
zdobiących pierwszy lepszy uliczny słup czy przystanek autobusowy.
Zdecydowanie najciekawszą część filmu stanowią dysputy z Hardenbergiem.
Pole do popisu było tu ogromne, bo zarysowana na ekranie sytuacja jest
niezwykle ciekawa. Obrzydliwie bogaty biznesmen z brzuszkiem, który
jeszcze do końca nie zapomniał o młodzieńczych ideałach i trójka
chcących zmieniać świat młodych ludzi – to mogła być prawdziwa feeria
pasjonujących dialogów. Skończyło się jednak na nieco fałszywe
brzmiących słowach podziwu ze strony Hardenberga i steku komunałów ze
strony "edukatorów". Jeden z dyskutantów na forum IMDB napisał, że to
jeden z nielicznych filmów ostatnich lat, w których w ogóle rozmawia się
o polityce. To prawda. Nawet jednak w sytuacji tak ograniczonego wyboru
wolę wrócić do wyśmienitej "Inwazji barbarzyńców", gdzie problem
dziedzictwa 1968 roku potraktowano o wiele wnikliwiej. Albo też do
filmów Olivera Stone'a. Wizja świata politycznego jest tam jednostronna
i tendencyjna w stopniu daleko większym niż w "Edukatorach", ale za to o
wiele bardziej prowokująca.
Ocena 6/10
 |
"Edukatorzy"
("Die fetten Jahre sind vorbei")
Występują:
Daniel Bruhl jako Jan
Julia Jentsch jako Jule
Stipe Erceg jako Peter
Burghart Klaussner jako Hardenberg
I inni
Reżyseria: Hans Weingartner
Scenariusz: Katharina Weld, Hans Weingartner
Muzyka: Andreas Wodraschke
Zdjęcia: Daniela Knapp, Matthias Schellenberg
Montaż: Dirk Oetelshoven, Andreas Wodraschke
Niemcy/Austria, 2004
Polska premiera: 20 maja 2005
Klub
Miłośników Filmu | 06 V 2005 |
|
| Autor recenzji:
Paweł Marczewski -
ShandoR |