Ciężko pisać o czymś, o czym napisano już całe tomy i co budzi tak
skrajne emocje. Dla jednych „Neon Genesis Evangelion” to legenda, jedna
z najoryginalniejszych i najbardziej poruszających historii, jakie
kiedykolwiek opowiedziano, dla innych to najlepszy przykład
pretensjonalnego, postmodernistycznego bełkotu i przykład na to, jak nie
powinno się konstruować bohaterów jeśli nie chce się sfrustrować i
poirytować widzów. Bez cienia wątpliwości jest to jednak pozycja
uznawana za niezwykle istotną dla historii animacji japońskiej, pozycja,
która wywróciła do góry nogami gatunek mecha i animowane telewizyjne s-f
generalnie i pokazała jak można uczyć popularnych konwencji i schematów
do stworzenia czegoś zupełnie nowego, dziwnego i bardzo, bardzo
skomplikowanego. Jest to więc anime, które każdy zainteresowany tą
dziedziną rozrywki i sztuki powinien znać. Nawet szerzej – powinien
wiedzieć coś o nim każdy, kto się choć trochę interesuje Krajem
Kwitnącej Wiśni, bo „Evangelion” wyjątkowo głęboko zapuścił korzenie w
tamtejszej popkulturze, odwołania do niego można znaleźć w innych anime
i mangach, grach, piosenkach i reklamach, motywy i sceny z niego są
powszechnie znane i cytowane. W praktyce więc każdy, kto czyta
zamieszczane tu teksty o anime, a jeszcze nie miał do czynienia z
dziełem życia Hideakiego Anno powinien choć rzucić na nie okiem, żeby
wiedzieć „o co tyle hałasu”.
|
 |
 |
|
Dla części z Was to rzucenie okiem okaże się wystarczające, seria
zniechęci Was, zmęczy i przygnębi. I nie będzie w tym absolutnie nic
dziwnego, jest to bowiem jedna z najcięższych rzeczy, jakie animacja
japońska stworzyła, pozycja wręcz obliczona na dołowanie i konfundowanie
widza, pełna niedopowiedzeń, ostentacyjnie niejasna. Ci straumatyzowani
do granic możliwości, nie radzący sobie sami ze sobą bohaterowie, ich
ciągłe kryzysy egzystencjalne, wątpliwości i załamania, to wrażenie, że
jest się w odwiedzinach na oddziale psychiatrycznym. Wszystkie te
zagadkowe wątki, których rozwiązanie jest jeszcze bardziej enigmatyczne,
ta ogromna ilość judeochrześcijańskich religijnych odwołań (Evangeliony,
Anioły, Adam i Lilith, Lanca Longinusa, Rękopisy Znad Morza Martwego,
kabalistyczne Drzewo Życia, Wrota Gaf, wybuchy w kształcie krzyża), z
którymi nie wiadomo jak poważnie je traktować, które z nich wprowadzono,
bo dla Japończyków wyglądały egzotycznie, a które (jeśli któreś w ogóle)
niosą ze sobą głębsze znaczenie. Dla części z Was (nie będę ukrywał, tak
jak dla mnie) ci głęboko zaburzeni i niedoskonali bohaterowie mogą się
jednak okazać bardzo interesujący i zaskakująco bliscy, a fabularny i
znaczeniowy labirynt – fascynujący. Może się okazać, że „Evangelion”
wstrząśnie Wami jak mało która fikcja i każe wgryzać się w swoją
mitologię w poszukiwaniu sensu i celu cierpienia jakie Anioły i sekretna
organizacja SEELE gotują Shinjiemu, Asuce i innym. A także zadumać się
nad tym cierpieniem, którego źródła tkwią w samej rozbitej, sprzecznej,
niepojętej naturze ludzkiej.
O fabule, w miarę krótko
Cztery i pól miliarda lat temu zderzenie Ziemi z tajemniczym obiektem
doprowadziło do narodzin Księżyca i nadało naszej planecie jej obecną
wielkość i masę. Astronomowie określają to zdarzenie mianem Wielkiego
Uderzenia.
Piętnastego września 2000 roku meteoryt, zbyt mały, by można go było
wykryć i zbyt szybki (95% prędkości światła), by można go było
zatrzymać, uderzył w Antarktydę. Związana z tak ogromną prędkością siła
eksplozji stopiła lodowce i zmieniła oś nachylenia Ziemi. Powodzie i
tsunami pochłonęły dwa miliardy ofiar, głód i brak miejsca dla uchodźców
doprowadziły na całym świecie do wojen między sąsiadującymi krajami.
Kiedy wyposażony w specjalne prerogatywy ONZ doprowadził do zakończenia
konfliktów i przystąpił do odbudowy cywilizacji połowa ludzkości już nie
żyła, a zróżnicowanie klimatyczne zostało utracone na zawsze. Ten
największy w dziejach człowieka kataklizm nazwano Drugim Uderzeniem.
|
 |
 |
|
Piętnaście lat później podniesiona z gruzów Japonia zostaje zaatakowana
przez olbrzymie istoty zwane Aniołami odporne na wszelkie rodzaje broni.
Władze najwyraźniej jednak wiedziały wcześniej o groźbie pojawienia się
najeźdźców, nie są bowiem całkowicie nieprzygotowane. NERV, ONZ-owska
naukowa agencja do zadań specjalnych, zdążyła w tajemnicy zbudować
najpotężniejszą broń, jaką miał do dyspozycji człowiek – „Wielozadaniowe
Humanoidalne Maszyny Bojowe” zwane Evangelionami. Te gigantyczne roboty
mają pewien mankament, mogą być pilotowane wyłącznie przez osoby
urodzone po Drugim Uderzeniu. Atak pierwszego Anioła na Tokio 3, w
którym znajduje się baza NERV-u, zbiega się w czasie z przybyciem do
miasta Shinjiego Ikari syna szefa organizacji. Wezwany przez ojca
nieśmiały chłopak dowiaduje się, że jest jednym z kilkorga 14-latków
wyselekcjonowanych, by zasiedli za sterami Evangelionów. Shinji wydaje
się jednak ostatnim możliwym kandydatem na bohaterskiego pilota mecha –
straumatyzowany przez śmierć matki i porzucenie przez ojca nastolatek
jest niemal całkowicie pozbawiony pewności siebie, nie umie podejmować
decyzji ani radzić sobie ze stresem. Początkowo więc reaguje
przerażeniem i nie jest w stanie zdobyć się na wejście do wielkiej
maszyny. Dopiero widok innej, rannej pilotki, którą jego ojciec zamierza
posłać do walki sprawia, że zmienia zdanie. Ku zdumieniu przede
wszystkim samego Shinjiego starcie kończy się jego zwycięstwem, głównie
dzięki niezwykłemu zachowaniu Evangeliona, który wydaje się mieć własną
wolę i aktywnie chroni swojego pilota.
I tak młody Ikari zostaje wbrew swojej woli obrońcą ludzkości, ramię w
ramię z dwiema równie nieprzystosowanymi koleżankami, autystyczną Rei i
ogarniętą obsesją rywalizacji Asuką, walczącym z tajemniczymi
najeźdźcami, z których każdy kolejny ma coraz dziwniejszą postać i
dysponuje coraz większą potęgą. I każdy z nich niesie z sobą groźbę
Trzeciego Uderzenia, jeśli bowiem któryś z Aniołów w pełni uwolni swoją
moc nastąpi katastrofa podobna do tej z Antarktydy i życie na Ziemi
ulegnie całkowitej zagładzie. Walka z niesamowitymi przeciwnikami staje
się dla Shinjiego okazją do zmierzenia się ze swoimi największymi
słabościami i lękami, z bólem i samotnością, do odbycia oczyszczającej,
ale niewiarygodnie trudnej podróży ku samopoznaniu. Widz stopniowo
orientuje się zaś, że właśnie ta podróż w głąb psychiki chłopca i innych
bohaterów jest znacznie ważniejsza niż walki wielkich robotów, że
wszystkie najważniejsze zagadki serialu – natura Aniołów i Evangelionów,
prawdziwe przyczyny Drugiego Uderzenia, olbrzymia postać trzymana w
najgłębszych podziemiach siedziby NERV-u – wiozą się w jakiś niejasny
sposób z problemami ludzkiej egzystencji i ludzkiej niedoskonałości.
Powiązania te stają się bardziej jasne kiedy w końcu dociera do nas (i
do bohaterów), że cała intryga serialu, cała wojna z Aniołami jest tylko
przykrywką dla spisku na niewyobrażalną skalę, dla planu radykalnego i
kompletnego przekształcenia całej ludzkości bez pytania jej o zdanie,
przekształcenia, które może uwolnić nasz gatunek od bólu, samotności i
śmierci, ale oznaczać będzie zagładę homo sapiens w dotychczasowej
postaci i dewastację całej planety. Kluczową rolę w tej przemianie ma
zaś odegrać Shinji Ikari.
|
 |
 |
|
Serial jako całość jest niekonwencjonalny i niełatwy w odbiorze, swoją
(nie) sławę psychodelicznego eksperymentu ignorującego oczekiwania widza
zawdzięcza jednak przede wszystkim zakończeniu, a właściwe dwóm
zakończeniom. Zarówno surrealistyczne, rozgrywające się w umyśle
Shinjiego i innych bohaterów odcinki 25 i 26, jak powstały kilka lat
potem, alternatywny wobec nich, apokaliptyczny kinowy „End of Evangelion”
podnosiły widzowi poprzeczkę o dziesięć metrów, każąc zwracać uwagę na
dosłownie każde słowo wypowiadane przez bohaterów i jeszcze bardziej
wgłębiać się w dziwne i – w przypadku kinówki – często bardzo
niepokojące obrazy. Dla każdego uważnego odbiorcy będzie jednak jasne,
że oba finały są kluczowe dla zrozumienia fabuły całego „Evangeliona”,
eschatologicznego spisku SEELE i przeznaczenia, jakie stoi przed
bohaterami. Ale także decyzji i wyborów, jakie realnie stoją przed każdą
ludzką jednostką i na jakie zwraca uwagę „przepracowujący” swoją
depresję autor (scenarzysta, reżyser i producent) Hideaki Anno.
Psychoanaliza dla zaawansowanych
To ostatnie będzie jasne dla tych widzów, którym nie obce są nazwiska
Freud, Jung, Fromm czy Lacan i wkład, jaki wnieśli w zrozumienie
zawiłości naszej psyche. Widzowie ci od razu zauważą, że „Evangelion”
jest wielkim filmowym traktatem psychoanalitycznym, prawdopodobnie
najdoskonalszym w historii kina i telewizji. Nie chodzi tu o
psychoanalizę na poziomie symboli fallicznych i „zazdrości o penisa”
(choć erotyczne napięcie między niektórymi postaciami odgrywa tu ważną
rolę, a w „End of Evangelion” roi się od seksualnej symboliki), ale o
jej najgłębszy, egzystencjalny wymiar. O wynikłą z psychoanalizy wizję
człowieka jako istoty słabej i absolutnie samotnej, która nigdy nie
będzie w stanie naprawdę, do końca porozumieć się z drugim człowiekiem
ani zrozumieć go i sama nigdy nie zostanie autentycznie zrozumiana.
Istoty skazanej na wieczne rozdarcie między pragnieniem niezależności,
niezbędnej dla zbudowania własnego „ja” a potrzebą przynależności i
akceptacji oraz prostym faktem, że jedynym sposobem na stworzenie
stabilnego obrazu siebie jest ciągłe konfrontowanie go ze światem,
nieustanne przeglądanie się w cudzych oczach. Istoty nieustannie
narażonej na pokusę ucieczki od wolności i odpowiedzialności, od lęku i
bólu, jaki przynosi bycie osobną jednostką, ucieczki oznaczającej często
utratę własnej woli i osobowości. „NGE” i „E of E” znakomicie ukazują to
wszystko, podkreślając uniwersalny wymiar psychoanalitycznych dylematów
i dokonując prawdziwe genialnego zabiegu, kiedy składają decyzję o
rozwiązaniu tych problemów dla całej ludzkości w ręce bohatera, dla
którego wybór między ucieczką a stawieniem czoła życiu, między
rozpłynięciem się w zbiorowym umyśle a samotnością jako oddzielna istota
stanowi podstawowy problem całej jego psychiki.
|
 |
 |
|
Ten filozoficzny ciężar sam w sobie wystarczyłby, żeby uczynić „Evangeliona”
jednym z najważniejszych anime jakie powstały, równie istotne są jednak
inne aspekty. Jak rewelacyjny design wielkich robotów i ich
przeciwników, jak muzyka, z przebojową piosenką „Zankoku no tenshi no
teze” obok kapitalnego wykorzystania muzyki klasycznej (drastyczna walka
Asuki z „harpiami” z towarzyszeniem Bacha w „E of E” czy ostatni Anioł
puszczający ludzkości na do widzenia „Odę do radości” w serialu przeszły
do historii). Jak fascynujące sceny doświadczanych przez bohaterów wizji
– „Poemat Rei” to po dziś dzień jedna z moich ulubionych filmowych scen
w ogóle. Jak świetni seiyuu, których talent wyjątkowo błyszczy na tle
ich amerykańskich odpowiedników. Jak prowokacyjna gra z erotycznymi
fantazjami męskich widzów kulminująca w głośnej, szokującej początkowej
scenie „E of E” będącej odpowiednikiem wymierzenia im przez Anno
potężnego ciosu w twarz. Animacja w serialu mogła się zestarzeć
(zresztą, ze względów budżetowych nigdy nie była jakaś szczególna),
brutalność i koszmarne obrazy z „E of E” mogą nie robić wielkiego
wrażenia na widzach, którzy mają za sobą niektóre nowsze pozycje („Elfen
Lied”, „Higurashi”, „Mnemosyne”), ale siła, głębia i nowatorstwo tej
opowieści nie zmniejszyły się ani trochę. Niedawno dzieło Anno powróciło
zaś na usta fanów japońskiej animacji za sprawą kinowej tetralogii „Rebuild
of Evangelion” opowiadającej całą historię na nowo. Dwie dotychczas
zrealizowane części są jednymi z ważniejszych wydarzeń anime ostatnich
lat. Przy całej ich względnej przystępności dla „dziewiczego” widza,
przyjemność oglądania tych świetnych filmów nie będzie jednak pełna bez
znajomości oryginału. Jest więc jeszcze jeden powód, by obejrzeć tę
legendarną pozycję, by wraz z grupą zagubionych dzieci i równie
zagubionych dorosłych zanurzyć się w głąb siebie i samemu poszukać
odpowiedzi na pytania, na które nikt inny za nas nie odpowie.