|
Te słowa widniejące powyżej wypowiedział znakomity pisarz rosyjski Aleksander Sołżenicyn. Po latach spędzonych w gułagu, łagrze i więzieniu zrozumiał, że zło - podobnie jak dobro - jest częścią ludzkiej natury. Zło nie tylko tkwi w innych, choć takie myślenie jest bardzo wygodne i przyjemne. Każdy bowiem jest zdolny czynić zło, tak samo jak dobro.
Stwierdzenie Sołżenicyna jest niejako sumą doświadczeń zdobytych przez psychologa Philipa Zimbardo, który w 1971 roku przeprowadził słynny, kontrowersyjny eksperyment w piwnicach uniwersytetu w Stanford. "Eksperyment więzienny Stanford" to proste badanie, które polegało na przeniesieniu zwykłych, inteligentnych, zdrowych studentów collage'u, w otoczenie "prawdziwego" więzienia. Połowa studentów miała odgrywać rolę "strażników", a połowa grała "więźniów". Doświadczenie trwać miało 2 tygodnie, ale zostało przerwane już po sześciu dniach, gdyż eksperyment wymknął się spod kontroli. Młodzi chłopcy grający rolę strażników zaczęli zachowywać się sadystycznie, brutalnie wobec więźniów, którzy, już po paru dniach, w tej imitacji więzienia, przeżyli załamanie nerwowe.
Film Oliviera Hirschbiegela jest, jak można się domyślać, dość wierną ekranizacją wydarzeń ze Stanford. Scenariusz oparty jest na książce Mario Giordano "Black Box" opisującej dokładnie eksperyment więzienny profesora Zimbardo. Reżyser niemiecki dodał jedynie poboczny wątek romansowy i nakreślił dokładniej charaktery każdej z postaci. Hirschbiegel stworzył obraz niepokojący, brutalny i bardzo prawdziwy. Bo o nas samych.
Psychologiczny eksperyment Zimbardo nazwany został nieetycznym przez wielu naukowców z jednego powodu: ludzie tam naprawdę cierpieli. Często dochodziło do fizycznego znęcania się, upokarzania "więźniów" na wiele sposobów. Takie doświadczenie nie może być już powtórzone, ale można zadać sobie pytanie - czego nas nauczył eksperyment?
Zimbardo odpowiada na to pytanie: "Chciałem się przekonać, w jaki sposób konkretna sytuacja społeczna wpływa na nasze zachowanie. Sprawdzić, co się stanie, jeśli dobrych, przyzwoitych ludzi umieścimy w obrzydliwym, złym miejscu. Co zwycięży - dobroć ludzi czy zło otoczenia?". Więzienie to jest umownie złe miejsce. Wyobraźmy sobie najpierw strażników więziennych. Jacy oni są? Większość z nas wyobrazi sobie strażników jako ludzi twardych, nieczułych, czasami bezlitosnych, często sadystów i socjopatów pracujących w więzieniu dla wyładowania swych ukrytych okrucieństw całkowicie bezkarnie. A teraz pomyślmy o więźniach - z pewnością buntowniczy lub posłuszni, czasami brutalni, choć w więzieniu muszą swoje przestępcze skłonności trzymać na smyczy. Nieważne czy te wyobrażenia odpowiadają rzeczywistości, ważny jest jedynie fakt, że pewne wyobrażenia w ogóle istnieją, że potrafimy określić rzeczywstość nas otaczającą, ocenić innych ludzi poprzez liczne skojarzenia, które stają się przekonaniami.
Eksperyment pokazał, jak silny może być wpływ sytuacji społecznej. Niby wszyscy wiedzą, że nie jest to prawdziwe więzienie, a jednak ich umysły stworzyły więzienie, tyle, że psychologiczne. Wystarczyło 36 godzin, by wrażliwi i kulturalni ludzie zamienili się w biernych więźniów i sadystycznych strażników. Te wyobrażenia wykształtowały zupełnie nową rzeczywistość społeczną - w psychice dozorców i więźniów. Nowa rola, której każdy miał wyobrażenie, stała się rolą dominującą. Na początku udawanie, ciekawa zabawa, następnie głębsze wejście w rolę. Strażnicy mieli mieć władzę i zadanie utrzymania porządku w więzieniu. Nowy mundur to nowa rola (wyobrażenie roli jaką odgrywa w więzieniu dozorca), która stworzyła nowego człowieka. Kto ma władzę (albo kto władzę udaje, że ma) nalega, by więźniowie wypełniali wszelkie polecenia. Każde niepodporządkowanie się prowadziło do utraty jakiegoś przywileju. Najpierw chodziło o możliwość czytania, pisania bądź rozmowy z innymi więźniami, potem w grę zaczęły wchodzić takie przywileje, jak jedzenie, mycie się czy spanie. Nieprzestrzegający reguł będzie musiał czyścić toaletę swoim ubraniem lub stać nago przed innymi więźniami.
Film Hirschbiegela zaciera granicę pomiędzy dobrem a złem. Bo wynik eksperymentu całkowicie zaskakuje przecząc zasadzie, że istnieją na świecie dobre jednostki nie ulegające presji otoczenia. Eksperyment złamał powszechne przekonanie, że złe rzeczy robią tylko socjopaci i sadyści.
A tak naprawdę okazało się, że każdy z nas mógłby zostać hitlerowskim, sadystycznym strażnikiem. W ogólnym, społecznym mniemaniu esesmani musieli być jakiegoś rodzaju psychopatami. Ale czy tak było naprawdę? Faktem jest, że byli przykładnymi ojcami, mężami, synami. Wychodząc z domu stawali się bestiami zdolnymi mordować niewinnych ludzi. Eksperyment Zimbardo zekranizowany przez niemieckiego reżysera udowadnia tylko, że jesteśmy bardziej podatni na wpływ innych (rzeczy, miejsc, ludzi), niż myśleliśmy. Możemy zostać wychowani tak, by służyć Hitlerowi czy Stalinowi. Zimbardo udowadnia, że można zaaranżować sytuację, kiedy ludzie twierdzący, że czegoś by za nic nie zrobili, po chwili to robią.
Proces przemiany następuje wtedy gdy osadzimy ludzi w konkretnym kontekście społecznym, wyznaczymy im rolę do odegrania, damy mundur i każemy trzymać się określonych reguł. Manipulacja ludźmi odbywa sie właśnie na tej zasadzie - stwarzamy sytuację i reguły. Granica między dobrem a złem, wcześniej zdawałoby się nieprzekraczalna, zostaje pokonana. Przesadzone? Przeczytajcie, jak argumentuje Philip Zimbardo:
Na wykładach często przedstawiam taką sytuację. Proszę studentów, by wyobrazili sobie, że staram się ich nakłonić do wstąpienia do plutonu egzekucyjnego, który wykona wyrok na zdrajcy Stanów Zjednoczonych. Prawo stanowi, że taką osobę należy rozstrzelać. Zdrajca został uznany za winnego i zapadła decyzja, że to cywile, a nie żołnierze mają dokonać egzekucji. Czy zgodzą się wejść w skład tego plutonu? Na początku nikt nie chce. Wystarczy jednak, iż dodam, że jest tylko jeden ostry nabój, a pozostałych pięć to ślepaki, i że w skład plutonu wchodzi osiem osób - co oznacza, iż ryzyko, że konkretnej osobie przypadnie ostra amunicja jest jak 1 do 48. I cóż się dzieje? Po ogłoszeniu takiego komunikatu natychmiast zgłaszają się chętni. Dlaczego? Ponieważ nastąpiło rozproszenie odpowiedzialności. Manipulując tą jedną zmienną psychologiczną, potrafię zmienić nastawienie studentów z "nie zabiję" na "jestem skłonny zabić".
"Eksperyment" jest o każdym z nas. Każdy może zostać Matką Teresą albo Hitlerem. Nie jesteśmy źli czy dobrzy z natury. Przychodzimy na świat z wszelkimi potencjalnymi możliwościami, które daje człowiekowi natura. Wystarczy jednak tylko określić naszą rolę jaką odgrywamy w społeczeństwie, przywdziać odpowiedni strój i... sami sobie dopowiedzcie co może stać się z nami samymi.
Cholernie, prawdziwie przygnębiający jest ten ludzki świat...
AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
|
|