HWDP?
„Elitarni” José Padilha pojawił się w polskich kinach we wrześniu tego roku, zaś
przeszło rok temu został obiecująco przyjęty na europejskich salonach zdobywając
Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Akcja filmu dzieje się w latach 90-tych w Rio.
Ci, których zaintrygował ten film za sprawą wzmianki o Janie Pawłe II, niech
lepiej rozejrzą się w TV Markecie za jakąś kompetentną serią DVD poświęconą
Papieżowi Polakowi. „Elitarni” na pewno nie dostarczą materiału w tej materii.
Wizyta Papieża w Rio jest tylko pretekstem do tego, by pokazać pracę tamtejszej
policji, która borykając się z codziennymi problemami, dostaje dodatkowe
polecenie oczyszczenia slumsów na przyjazd JPII.
Tytuł filmu jak serial sensacyjny z telewizyjnej ramówki. Już na wstępie
sugeruje nam, że będziemy mieć od czynienia męską grą, twardymi zasadami,
poświęceniem i kłamstwem, honorem i tchórzostwem. A wszystko w cierpkim sosie
paradokumentalnej rzeczywistości. W sumie, to nawet można by zrobić z tego
serial dla polskiej telewizji. Ale po kolei…
Niekwestionowanym bożyszczem uniwersytetów jest obecnie Michael Foucault.
Gdziekolwiek sięgnęła fala ponowoczesnej nauki społecznej (polskie uczelnie pod
tym względem raczkują), tam dorobek Foucaulta cenniejszy jest niż złoto. Ten
francuskiego pochodzenia filozof, żyjący w XX wieku, interesował się między
innymi pojęciem władzy. Zjawiskiem, które wiąże się ze skutkami działania władzy
państwowej jest wykluczenie - biednych, chorych, innych, przy jednoczesnym
objęciu nad nimi kontroli i eliminacją tych, których uzna się za niezdolnych do
‘wyprostowania’. W latach 90-tych, myśl Foucaulta padła na podatny grunt
akademicki i okazała się idealnym paliwem dla młodych, wrażliwych ludzi,
odczuwających potrzebę kontestacji swojej kultury i świeżych poglądów wobec
rozczarowującego swą niedoskonałością porządku świata. Bunt młodych gniewnych
nie szedł w parze z marazmem i ograniczeniem ich aktywności społecznej. Zostali
oni zaprzęgnięci w całą masę nowych form działania na rzecz porządku
publicznego. Wszędzie tam, gdzie sączy się bieda, cierpienie i patologia, a
tradycyjne instytucje nie dają sobie rady, pojawiły się NGO-s z cała gamą
pomysłów jak zmienić świat na lepszy, (co z Foucaultem ma akurat mało wspólnego,
bo ten był pesymistą pod tym względem).
I tak oto, w filmie „Elitarni” mamy do czynienia z grupą studentów prawa, którzy
wpisują się w opisany powyżej klimat. Są błyskotliwi i zarozumiali, lubią
poczytać Foucaulta, a potem wyrzucić z siebie żale i frustracje, że władza jest
nieludzka, a jej narzędzie - policja, zajmuje się głównie gnębieniem ludzi.
Zadaniem świadomych tej niegodziwości jest więc stanąć w obronie najsłabszych,
najbardziej narażonych na wykluczenie. Po zajęciach młodzi aktywiści wybiorą się
do slumsów, gdzie mają szanse wykazać się w terenie, poznać prawdziwych ludzi,
zrozumieć ich potrzeby. Litera prawa to jedno, rzeczywistość to drugie, dlatego
czasami trzeba przymknąć oko na podejrzanych typów z mafii, z którymi nawiązuje
się kontakty w imię lepszego dotarcia do środowiska. Zmusza do tego sytuacja,
nic nie jest czarne albo białe, za to najważniejszy jest człowiek. Liczy się
szczytny cel, a poza tym dobra, luzacka zabawa. Do grona tych studentów trafia
Matias, który w przeciwieństwie do reszty kolegów i koleżanek ma jedną głęboko
ukrytą i dość wstydliwą w tym towarzystwie tajemnicę – jest policjantem. Mimo iż
doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile błędów i zła popełnia policja, to
wierzy, że jego ciężka praca pomoże uzdrowić tę instytucję, a tym samym
pozytywnie wpłynie na przesiąknięte kryminałem slumsy, w których się wychował.
Matias prowadzi klasyczne podwójne życie. Zaczyna obracać się w środowisku
wyraźnie niechętnym policji – przysłowiowe HWDP. Popchnęły go do tego
okoliczności: znajomi ze studiów, atrakcyjna dziewczyna. Z drugiej strony,
Matias pracuje w policji i lubi to, pomimo, że aż kipi tam od korupcji,
okrucieństwa i porażek, jeśli chodzi o egzekwowania prawa i zapewnianie
porządku. Jego szczere chęci są odbierane przez przełożonych jako szczeniackie
podrygi, które należy zdusić. Dzięki swojej niezłomnej postawie otrzymuje szansę
awansu do elitarnej jednostki policyjnej BOPE. Przynależność do BOPE
zarezerwowana jest tylko dla prawdziwych twardzieli. Mają oni daleko idące
prerogatywy w zapobieganiu terroryzmowi i utrzymaniu porządku publicznego. W
praktyce oznacza to rzeź bez ograniczeń. Wybory, których będzie musiał dokonać
Matias... no właśnie, czy ma on tak naprawdę jakiś wybór? Odpowiedź na to
pytanie zależy od stosunku widza do nauk Foucault. Ma to też wpływ na to, czy
widz odbierze ”Elitarnych”, jako próbę pikantnej rekonstrukcji schematu walki
dobra ze złem, czy też groteskową ilustrację niedorzecznego systemu.
Wątek Matiasa to tylko jedna z kilku historii, które składają się na fabułę
„Elitarnych”. Wszystko to, co do tej pory napisałam, nie ma tak naprawdę wiele
wspólnego z tym filmem ;). Jednocześnie jest to najcenniejszym, co dało się z
niego wyłuskać. Streszczenie fabuły „Elitarnych” bez utraty odpowiednich
proporcji wydaje się niemożliwe, bo sam film jest strasznie nieproporcjonalny.
Jeśli wspomniany Matias miał być głównym bohaterem, to źle się stało zupełnie,
że historie innych postaci skupiają na sobie zbyt wiele uwagi. A jeśli zamiarem
było stworzenie barwnej mozaiki osobowości, to też nie wyszło, bo zamiast tego
mamy serię dziwacznych wątków i wszystkie próbuje się pokazać z równie wysokim
napięciem. W wyniku tego dochodzi do zmęczenia od nadmiaru „fajerwerków”.
Widowisko jest niezłe, bo to dwie godziny całej masy krwawych jatek, w których
przeciwnicy obdarzeni są bardzo nierównymi szansami. To wszystko pokazane jest w
szybkim tempie, przez co łatwo zachłysnąć się intensywnością wrażeń i nie
dojrzeć rażących niekonsekwencji. Twórcy filmu grają z widzem nieuczciwie, bo
raz próbują zdobyć jego duszę kręcąc niby realistycznie, na przykład bryzgając
krwią na kamerę. Innym razem, nie ujrzymy strzału, bo ktoś uznał, że będzie
bardziej dramatycznie, jeśli spust lufy zostanie oślepiony słońcem w zenicie.
Inna pomyłka to narrator, którym jest jedna z głównych postaci filmu, Kapitan
Nascimento. Kiedy opowiada, jest wszechwiedzący i przy tym bardzo zrównoważony,
chociaż Nascimento ma kłopoty nerwowe kwalifikujące go na wizytę u specjalisty i
cały czas jedzie na proszkach. Byłoby to wytłumaczalne, gdyby narracja
przebiegała z jakiejś perspektywy czasowej, nic jednak na to nie wskazuje.
Zabrakło czasu na wyjaśnienie tego typu niuansów, bo cały film wypełniły
karabinowe atrakcje, które w którymś momencie nudzą i nie robią już żadnego
wrażenia. Wszystkie te błędy skutecznie markuje duża dawka czarnego humoru.
Soczyste wiązanki bluzgów i żarty sytuacyjne dostarczają dużo rozrywki, co się
chwali.
Zastanawiałam się, czym można by skwitować „Elitarnych”. Mimo wielu błędów, robi
wrażenie, słowem - debiut. Sprawdzam, a to rzeczywiście pierwsza pełnometrażowa
fabuła autorstwa José Padilha. Nachalnie pojawiają się przykłady „Kontrolerów”
Antala oraz „PitBulla” Vegi - dwóch innych debiutów, które urzekają i rażą
podobnie jak „Elitarni”.