Strona główna KMF
        

Fantastyka najczęściej opiera się na doświadczeniach z teraźniejszości, bądź przeszłości. Science fiction przyzwyczaiło do generowania przyszłości, która trwa na zgliszczach, tak też nazbyt często musimy się odnaleźć w zdewastowanym świecie, który przybiera ów kształt dzięki działalności człowieka. Świat ten zachwyca, bo wydaje się mało osiągalny, wydaje się być rezultatem fantazji, chociaż to jedynie ponure prognozy na jutro i bardzo możliwe, że w wersji optymistycznej. W sposób ciekawy o to, co być może pyta „Equilibrium”. Chociaż ten film nie jest innowacyjny, chociaż to wszystko już było, były te sterylne wnętrza, był totalitaryzm, to jednak to, co widzimy sprawdza się bardzo trafnie jako ilustracja strachu człowieka przed jego samego możliwościami. Strachu przed światem, któremu grozi zagłada i którą sprowadza on sam, ulegając emocjom. Bez emocji trudno żyć, jednak czy gdyby nie emocje to istniałby terroryzm, istniałyby wojny, czy byliby dyktatorzy? Odpowiedź jest oczywista. Zatem nie ma tu miejsca na jakiekolwiek kompromisy: zapłacić należy wszystkim, co czyni człowieka, po to, aby wyeliminować nienawiść, która mu człowieczeństwo odbiera. Jak daleko strach może sparaliżować i czego można dokonać, gdy się mu podda, podda ulegając szlachetnym ideom, z których jednak nic szlachetnego narodzić się nie może? Na to pytanie odpowiada „Equilibrium”, bo najważniejsze jest tu podłoże na jakim świat wykreowany zostaje zbudowany.

Oto Libria. Libria narodziła się jako krzyk sprzeciwu wobec ludzkiej ignorancji i samodestrukcji. Nie ma tutaj miejsca na wojny, a wytworzoną pustkę wypełnia nadzieja na ocalenie człowieka, na unikniecie zagłady, jaką musi przynieść kolejna wojna. Librię stworzył strach przed najsilniejszym z uczuć - nienawiścią. Nienawiść nie jest jednak czymś materialnym, co można ot tak wyrzucić. Rodzi się we wnętrzu człowieka, tak jak miłość. Wraz z tą pierwszą należy zatem wykorzenić również tą drugą. Aby jednak zabić te uczucia, trzeba odwołać się do argumentu siły. Koło się więc zamyka, zwłaszcza, że kto ma władzę ulega również pokusie...

Aby móc żyć w demokracji, aby móc funkcjonować w świecie wolnym ... należy przyjąć do wiadomości że zła nigdy się nie pokona. Demokracja to kompromis, dalece niedoskonały, ale doskonałe systemy są utopijne, albowiem odwołują się do wrodzonego dobra człowieka. Zło można unicestwić zatem tylko wówczas, gdy ceną będzie życie tych, których chciało się chronić. Strach przed nienawiścią, próba wyeliminowania jej sprawia, że należy sięgnąć po sposoby, charakterystyczne dla ustrojów, które ciągną ziemię ku zagładzie. I to wydaje mi się najbardziej interesującym aspektem obrazu. Reszta to schematyczna przemiana bohatera (schematyczna, chociaż trudno zaprzeczyć, że ciężar filmu spoczywa właśnie na Prestonie, w którego bezbłędnie wcielił się Bale, a kroku dzielnie mu dotrzymuje Taye Diggs, ze swym zniewalającym uśmiechem) i czerpanie z Orwella. Przewidywalne, łatwe, czarno - białe , taj jak Libria. Należy zrobić wszystko, aby reżim istniał, opiera się on oczywiście o przemówienia, w TV dziecko ogląda Ojca, od najmłodszych lat szkolone jest do życia w świecie, gdzie jednostki nie istnieją. Rozwinięty jest system donosu... w tym fikcyjnym świecie, nie ma miejsca na fikcję. Przykłady są przeniesione wprost z rzeczywistości. Podkreśla to trafnie dobór miejsca realizacji filmu - zatem Berlin, gdzie można było odnaleźć faszystowską architekturę. Architekturę odsączoną z uczuć. Czy jeżeli nie ma emocji, nie ma też zła? Czy teza filmu jest słuszna? Dyktatorzy mogą być wyrafinowanymi szatanami, jednak odwołują się do uczuć. Do nich odwołał się Hitler, wykorzystując kryzys, wykorzystując bezrobocie, stan beznadziei, w jakim został zawieszony człowiek, dając alternatywę ... a gdy społeczeństwo ją zaakceptowało, nie było już odwrotu. Od bazowania na ludzkiej frustracji, gniewie, złości do ludobójstwa. Droga nie okazała się nazbyt długa. Tak przynajmniej pokazują doświadczenia Historii. Zło wykorzystuje naiwność, frustrację, poczucie krzywdy, strach. Brak emocji to zatem cena, jaką należy zapłacić za perspektywę względnego bezpieczeństwa.

Mając możliwości, kto nie skorzystałby z niej? Któż nie skorzystałby z możliwości pozbycia się ze społeczeństwa jednostek zagrażających przyszłości? Nienawiść jest przecież ograniczeniem, zatem takie osoby są bezużyteczne, a pamiętamy przy tym, jak bardzo mogą być niebezpieczne. Niestety, od takiego sposobu myślenia, droga jest krótka do bram Librii. Jeżeli nie istnieją emocje- nic nie istnieje, dlatego też nie istnieje zło.
Wniosek płynący z filmu nie jest optymistyczny - nawet pozbawiając ludzi człowieczeństwa nie uniknie się przemocy, albowiem nie można sprawić, aby człowiek nie zechciał czuć, a tym samym żyć. To jest pierwotny instynkt. Tak samo pierwotny, jak to uporczywe dążenie człowieka do zamienienia wszystkiego w gruzy, czasami bez powodu, czasami tworząc usprawiedliwienie, w postaci niepoprawnej ideologii. Władze Librii podejmują zatem działania prewencyjne. Ci , którzy mają pragnienia, zostają zepchnięci do niszy, przypięta im jest tabliczka „buntownik” i ulegają eliminacji. Przemoc staje się zatem jedynie atrybutem władzy, zostaje zalegalizowana i nikt już nie pamięta, że u podstaw tego wszystkiego leżała chwalebna idea. Tak naprawdę każdy z ludzi miłujących pokój i demokrację, sprzeciwiający się temu co najgorsze, mógłby powołać do życia świat, jaki otrzymujemy u Wimmera. Świat bez uczuć, gdzie emocje są największym przestępstwem, świat powstały ze strachu przed ludzkim okrucieństwem. I patrząc od tej strony na film, zastanawiając się szerzej nad tym dlaczego Libria powstała, otrzymujemy dzieło interesujące, więcej aniżeli jednowymiarowe. To jeden z tych obrazów, które pozytywnie rozczarowują. Reszta to już tylko efektowne pojedynki i dobre aktorstwo.

 

Equilibrium

2002

reżyseria: Kurt Wimmer
scenariusz: Kurt Wimmer
zdjęcia: Dion Beebe
muzyka: Klaus Badelt

Christian Bale: Kleryk John Preston
Sean Bean: Partridge
Emily Watson: Mary O'Brian
Angus MacFadyen: wicekanclerz Dupont
Armin Marewski: Strażnik
Taye Diggs: Kleryk Brandt
Christian Kahrmann: Dowódca oddziału specjalnego
Kurt Wimmer: Rebel Victim

 

e-mail
 Autor tekstu: Iwona Kusion - Arrakin

KMF 19 Wrzesień 2006