4. Festiwal Era Nowe Horyzonty
Cieszyn / Czeski Cieszyn, 22.07 - 1.08.2004
Zakończył się 4 Festiwal Filmowy Era Nowe Horyzonty. Biorąc pod uwagę repertuar (ponad 150 filmów fabularnych, większość nie pokazywana dotąd w Polsce) to najważniejsze filmowe wydarzenie w naszym kraju. Poza filmami konkursowymi pokazano 20 produkcji koreańskich, a w Panoramie Kina Światowego nowe filmy Greenawaya, Von Triera, Linklatera czy Gatlifa.Odbyły się trzy retrospektywy: Michelangelo Antonioniego, Kazimierza Kutza i Bela Tarra. Przyjechało spotkać się z dziennikarzami i widzami kilku reżyserów (Bela Tarr, Kazimierz Kutz, Artur Aristakisjan, Lech Majewski i trzech twórców z Korei). Jednak w tym roku nie było takiego wydarzenia jak w ubiegłym, kiedy to zaproszono twórcę TETSUO Shinya Tsukamoto. Nie było też już nadmuchiwanego samolotu na cieszyńskim rynku. Za to filmowo jak zwykle prawdziwa uczta dla miłośników dobrego kina.
|  |
Atrakcjami były z pewnością koncerty pod namiotem festiwalowym - Jocelyn Pook Ensemble i Otomo Yoshihide's New Jazz Ensemble. Dla festiwalowej publiczności zagrały też polskie zespoły (m.in. Myslovitz, Armia, Cool Kids of Death, Smolik, Pink Freud), a w starym komisariacie milicji można było słuchać różnych DJ'ów, oglądać prezentacje video czy załapać się na jakiś performance.
Największym wydarzeniem Festiwalu był pokaz filmu "Metropolis" Fritza Langa z nową, napisaną przez Abla Korzeniowskiego muzyką. Wykorzystano 72-osobową orkiestrę, chór składający się ze 114 osób i dwie solistki (Nowika i Ania Witczak). Mam nadzieję, że wzorem Philipa Glassa i Kronos Quartet (nowa ścieżka dźwiękowa do "Draculi" Toda Browninga) czy Cinematic Orchestra (znakomita oprawa "Człowieka z Kamerą" Dżigi Wiertowa) również "Metropolis" z muzyką Korzeniowskiego ukaże się kiedyś na DVD.
Jednak Festiwal to przede wszystkim filmy. Przez 10 dni obejrzałem ich 41. Nie będę rozpisywał się o każdym z nich z osobna, a opisze tylko te które wywarły na mnie największe wrażenie.
Konkurs
 | |
Moim zdaniem trochę słabszy niż rok temu. Brakowało zdecydowanego faworyta jakim ostatnio był "Dolls" Kitano. Takim byłby zapewne "Oldboy", gdyby zdecydowano się go zaprezentować w konkursie. Niestety żaden koreański (ani też chiński) film nie został pokazany w tej sekcji. Było za to wiele produkcji z Rosji i Francji. Jak wspominał Roman Gutek - filmy wybrane zostały nie na zasadzie najlepsze, tylko najbardziej wyjątkowe. Pokazano dzieła odważne, nowatorskie, niekoniecznie łatwe w odbiorze a wpisujące się w formułę Nowych Horyzontów. Tym dziwniejsze wydaje się zwycięstwo francuskiego "Brodeuses", który dla mnie takim "nowohoryzontowym" filmem nie jest. Przepadły natomiast dwa filmy z Tajwanu - "The Missing" oraz "Good Bye Dragon Inn". Dla mnie najlepszym filmem konkursowym pozostał irański "Five" składający się z zaledwie pięciu ujęć. Ciekawy był "A New Life" o koszmarze bułgarskich prostytutek. Szybki montaż, ziarnistość obrazu i hałaśliwa muzyka - film nie tylko mną wstrząsnął, ale także poważnie zmęczył (kino jednak wcale nie musi być czymś przyjemnym). Jednak znacznie bardziej przejąłem się losem tytułowej bohaterki "Lilja 4-Ever" (w filmie o podobnym temacie).
Odkrycie Korei
|  |
Ja filmy koreańskie odkryłem jakieś trzy lata temu, a zachwyciłem się nimi w ubiegłym roku. Oczywiście wybrałem się na "Oldboy" by obejrzeć go po raz trzeci (tym razem wreszcie na dużym ekranie... a za każdym kolejnym razem "smakuje" lepiej). Również polecić należy nagrodzoną na MFF w Berlinie (skąd chyba pochodziła kopia) wzruszającą "Samaritan Girl". Jednak odkryciem był dla mnie "Memories Of Murder". Rewelacyjny thriller, w dodatku na faktach. W drugiej połowie lat 80-tych na prowincji odnajdywane są kolejne zwłoki kobiet. Już wiadomo, że w Korei działa pierwszy seryjny morderca. Z Seulu przyjeżdża inspektor by pomóc w śledztwie dwóm małomiasteczkowym detektywom. Ich metody znacznie się różnią, co prowadzi do wielu komicznych sytuacji. Dawno nie pamiętam, by tak śmieszył mnie film, który również by mną tak wstrząsnął. I może to w "Memories Of Murder" jest niezwykłe. Plus ostatnia scena pokazująca, że morderca wciąż gdzieś tam żyje. Na zawsze pozostanie ona w mojej pamięci. Poza słynną "Samarytanką" pokazano jeszcze dwa inne filmy Kim Ki-Duka - mroczny "Bad Guy" i minimalistyczny "The Isle". Znakomity był też "A Good Lawyer's Wife" pokazujący rozpad pewnego małżeństwa. I jeszcze dwa horrory nawiązujące swoją stylistyką do nowej fali w azjatyckim filmie grozy - "Acacia" i "Tale Of Two Sisters" (główna nagroda na tegorocznym festiwalu Fantasporto). Ja bym jeszcze dodał dwa inne, nie mniej przerażające horrory - "Phone" i "Into The Mirror", i jakiś dobry, wysokobudżetowy film akcji z których ostatnio Koreańczycy słyną. Może za rok?
Nocne szaleństwo
Strzał w dziesiątkę! Kiedy rok temu podczas projekcji taniego horroru gore "Hiruko The Goblin" Tsukamoto publiczność bawiła się świetnie i przerywała co chwila seans oklaskami, był to sygnał, że ludzie zmęczeni ciężkimi filmami konkursowymi chcieliby wieczorem trochę campowej rozrywki. I w tym roku większość filmów z Nocnego Szaleństwa taką rozrywkę zapewniła. Hitem była pierwsza trylogia Petera Jacksona (zwana trylogią obrzydliwości) - "Bad Taste", "Meet The Feebles" i "Braindead". Mimo, iż sporo osób te filmy widziało, to jednak mało kto miał okazję obejrzeć je wcześniej w kinie. Sam oglądając "Martwicę Mózgu", bodaj dziesiąty czy dwudziesty raz, w niemal pełnym kinie Era (1200 miejsc) bawiłem się przednio co chwila klaszcząc czy śmiejąc sie do rozpuku. A prawdziwą gratką dla miłośników filmu grozy był pokazany po "Bad Taste" dokument Z 1988 roku "Good Taste Made Bad Taste" o kulisach kręcenia pierwszego filmu Jacksona (jeszcze bez
charakterystycznej bródki), i pokazujący fragmenty wczesnych niedokończonych filmów Mistrza. Równie dobrze publiczność bawiła się na kultowym filmie martial arts wyprodukowanym w słynnej wytwórni Braci Shaw - "The 36th Chamber Of Shaolin". Pokazano jeszcze rewelacyjny horror "The Eye" w reżyserii Braci Pang. Do niedawna uważałem go za najlepszy azjatycki film grozy ostatnich lat, jednak ostatnio musiałem uznać wyższość serii "Ju-On" (zwłaszcza czwartej części - "Ju-On: The Grudge 2"). Szkoda, że kontynuacja "Wzroku" mimo paru niezłych pomysłów wypadła dość przeciętnie i widać było, że zrobiona została na siłę i tylko dla pieniędzy (choć przez tych samych twórców). Zresztą podobnie jak amerykańska wersja "Ju-On" -
|
 | |
zupełnie niepotrzebnie. I wreszcie "Audition" Takashi Miike. Mocny, niepokojący thriller psychologiczny, który chyba dość niefortunnie został pokazany na Nocnym Szaleństwie, gdzie widzowie liczyli na filmy krwawe, ale łatwe i przyjemne w odbiorze. Na tym seansie zaczął się pierwszy zgrzyt z publicznością. Widać było, że część sali jest zupełnie nieprzygotowana na spotkanie z filmem Miike. Jedynym wytłumaczeniem, dlaczego część osób śmiała się w co bardziej niepokojących momentach było chyba to, że nie wytrzymują napięcia i śmieją się, gdyż nie chcą zaakceptować strachu. Zresztą po seansie słuchając w autobusie rozmów aż włos jeżył mi się na głowie. Spora grupa nie wiedziała nic o tym kontrowersyjnym, bardzo znanym japońskim reżyserze (nakręcił ponad 60 filmów) i nie była przygotowana na ładunek emocji jaki im zaserwował. Parę osób twierdziło, że "mało straszny ten horrorek", inni liczyli na komedię w stylistyce gore a'la Peter Jakckson. Okazało się, że pośród świetnej, wyrobionej cieszyńskiej publiczności jest też niestety grono zwyczajnych ignorantów. Mały procent, ale na tyle duży, by dać jeszcze o sobie znać. Zwłaszcza było to przykre na filmach konkursowych, wymagających maksymalnego skupienia, kiedy niektórzy nudząc się czy nie rozumiejąc filmu za swój cel obrali sobie przeszkadzanie innym głośnymi rozmowami czy infantylnym śmiechem w najmniej nadających się do tego momentach. Trudno, to już nie jest elitarny festiwal, wiele osób przyjeżdża na dzień, dwa napić się taniego piwa, poimprezować i przy okazji obejrzeć jakiś film. I nie chcę snuć kasandrycznych przepowiedni, ale jeśli nic nie zostanie zrobione w przyszłym roku - może być jeszcze gorzej, a nie chciałbym, by hołota, jaką można spotkać w krakowskich kinach (zwłaszcza tych multi), była obecna także w Cieszynie.
Wracając jednak do Nocnego Szaleństwa - mam nadzieję że za rok znów będzie ten cykl. I to najlepiej pokazy double-feature :). Może jakieś mini retrospektywy takich artystów jak John Waters - król złego smaku, a jego "Cecil B. Demented" powinien poznać każdy miłośnik kina! Albo Herschell Gordon Lewis - najgorszy reżyser świata, niedawno w wieku 76 lat po 20 latach przerwy nakręcił sequel swojego najbardziej znanego filmu "Blood Feast" ("Obywatel Kane" kina campowego, jak mawiali bohaterowie "Serial Mom" Watersa). I oczywiście czas na drugą słynną trylogię gore - "Evil Dead" Sama Raimi (który podobnie jak Peter Jackson zaczynał od niskobudżetowych horrorów kręconych z przyjaciółmi, a obecnie realizuje hollywoodzkie hity za 200 milionów dolarów). Niestety przegapiłem pokaz bollywoodzkiej superprodukcji "Czasem Słońce, Czasem Deszcz". Film ten obejrzałem parę miesięcy później, i przez to dopiero od niedawna trwa moja fascynacja kinem bollywood :)
Panorama Kina Światowego
Zacznę od kina irańskiego, którego było w tym roku sporo. Znów wzruszył Majid Majidi, twórca znanych z polskich kin i telewizji "Kolorów Raju" i "Dzieci Niebios" (które zostały też przypomniane w Cieszynie). Jak nie lubię melodramatów, to irańskie melodramaty po prostu mnie zachwycają. Proste, szczere do bólu i bardzo smutne opowieści, jak ta najnowsza, "Baran" ("Deszcz"). Widzimy nielegalnych uciekinierów z Afganistanu zatrudnionych na budowie. Kiedy jeden z robotników spada i zostaje kaleką, by zarobić na chleb wysyła do pracy swoją córkę (w przebraniu mężczyzny oczywiście). Jedyna osoba, która zna jej sekret, to młody Irańczyk, który pomiatał nowym pracownikiem okrutnie (zanim oczywiście dowiedział się prawdy i zakochał w dziewczynie). "Tablice" Samirii Makhmalbaf opowiadają o wędrujących po kraju nauczycielach niosących na plecach wielkie gliniane tablice i szukających uczniów. Ponieważ trafiają w rejon graniczny Iranu z Irakiem, napotykają głównie przemytników czy nielegalnych imigrantów, a jak się okaże - tytułowe tablice przydadzą się do celów zupełnie innych z ich pierwotnym przeznaczeniem. Wreszcie "Crimson Gild" w reżyserii Jafara Panahi. Podobnie jak w "Ayneh" (ten film jak najbardziej pasuje do nowohoryzontowego konkursu! Może za rok?) artysta portretuje mieszkańców Teheranu. W "Ayneh" widzieliśmy małą dziewczynkę, która chce wrócić do domu (w filmie i w rzeczywistości, gdyż w jakiejś połowie produkcji mała obraża się na ekipę, ściąga filmowe ubranie i faktycznie wraca do domu), a w "Crimson Gold" poznajemy rozwoziciela pizzy, który wraz z przyjacielem postanawia napaść na sklep jubilera by nieco się wzbogacić.
|
 | |  |
|
W Panoramie Kina Światowego Amerykę reprezentuje Larry Clark (twórca "Kids") i jego dwa nie mniej kontrowersyjne filmy - "Bully" i "Ken Park".
Opowiadają o młodych ludziach, którzy nie potrafią się odnaleźć i wejść w dorosłe życie. Zwłaszcza w "Ken Park" (co ciekawe, dostępny w pełnej nieocenzurowanej wersji na DVD w Czechach) pokazano ostre konflikty pokoleniowe, które muszą prowadzić do tragedii. Mimo sporej dawki przemocy i scen na granicy pornografii, reżyserowi udaje się uchwycić obawy i niepokoje młodego pokolenia.
Pokazano również film innego specjalisty od ambitnego kina młodzieżowego - Richarda Linklatera ("Dazed And Confused", "Przed Wschodem Słońca"). Jego minimalistyczny "Tape" nakręcony kamerą cyfrową z udziałem zaledwie trójki aktorów (Ethan Hawke, Uma Thurman, Robert Leonard) i rozgrywający się w jednym pokoju trzyma w napięciu od początku do końca. Przyjaciele ze szkoły średniej spotykają się po 10 latach w pokoju hotelowym. Jeden jest niezależnym reżyserem (czyżby alter ego Linklatera?), a drugi dealerem. Rozmawiają o Ameryce, narkotykach i filmach oczywiście. Wspominają czasy liceum i pewną dziewczynę. Coś wydarzyło się 10 lat temu i teraz jest czas by o tym pomówić. Wkrótce dołącza do nich wspomniana dziewczyna, a całą trójkę łączy mroczna tajemnica. Świetnie zagrana, obfitująca w wiele niespodzianek skromna, niezależna, amerykańska produkcja. Zachwycił mnie jeszcze nagrodzony w Cannes "Exilis" Tony'ego Gatlifa ("Vengo", "Gadjo Dilo"). Powrót do korzeni (Algierii) pary głównych bohaterów, a także i samego reżysera, który mimo, iż mieszka od blisko 40 lat we Francji, to urodził się właśnie w Algierii. A zarazem podróż przez różne style muzyczne - soundtrack będzie zapewne równie wielkim przebojem co ten z "Vengo" (zwłaszcza, że film trafi na pewno do polskich kin). Na temat nowego projektu Greenawaya, czy nie jest to przerost formy nad treścią, wypowiem się dopiero gdy zobaczę trzecią część cyklu "Tulse Luper Suitcases". Pokazany na otwarcie festiwalu najnowszy film Almodovara, "Złe Wychowanie", to kolejny już znakomity film tego reżysera. Na pewno nie dla każdego, więc trzeba wybrać się do kina i wyrobić własne zdanie. Natomiast "Życie Jest Cudem" Kusturicy nie wzbudza już takich kontrowersji, choć sam film jest... cudowny! Magiczna opowieść o mieszkańcach małej wioski w Bośni, tuż przed wybuchem wojny na Bałkanach. I co z tego, że może Mistrz trochę się powtarza. Piękna poetycka historia ze scenami niczym z Felliniego czy Franka Capry.
A już 21 lipca kolejny, 5 Festiwal Era Nowe Horyzonty.
Znając program filmów i wydarzenia specjalne już nie mogę się doczekać!
Więc do zobaczenia w Cieszynie!
PRZECZYTAJ RELACJĘ DUXA
|
Autor relacji: Michal Klimaszewski - GRAIL
|