
|
AMER
Reż. Hélène Cattet, Bruno Forzani
| |
Współczesne giallo czy też giallo psychoanalityczne - brzmi zabawnie, ale
zabawne bynajmniej nie jest, bo to po pierwsze film zdradzający niezwykłe
wyczucie i znajomość horroru jako gatunku, a po drugie, znakomity dreszczowiec
po prostu (choć trzeba przyznać, że pierwsze pół godziny jest zdecydowanie
najlepsze i mogłoby funkcjonować nawet jako osobna całość). Jeden z moich
ulubionych filmów festiwalu, rozpisany na trzy akty kolaż filmowych cytatów
(prym wiodą "Głęboka czerwień" i "Suspiria" Argento), z których wyłania się
opowieść o traumie, spojrzeniu, opresji. "Amer" rządzi się logiką snów i
podświadomości, ucieka od potocznego rozumienia czasu, jaskrawą estetyką
włoskiego horroru wydobywa psychologiczne niuanse. Bardzo ciekawe kino, chociaż
chyba nie dla wszystkich. [Artemis]
|
SHIT YEAR
Reż. Cam Archer
| |
Odważny tytuł i odważna forma, odważna, bo minimalistyczna, a jednak 'z
charakterem', rola Ellen Barkin. Trudno ocenić film, w którym sceny bezwzględnie
znakomite, z rewelacyjnie rozpisanymi dialogami i cierpkim humorem wtrącającym
widza w poczucie życiowej bezradności, przeplatają się z sekwencjami
bełkotliwymi, pretensjonalnymi, itp., itd. To, co w filmie Archera najlepsze,
jest jednocześnie najskromniejsze, bez artystycznej pozy. Cała reszta -
wiwisekcje psychologiczne w scenografii taniego SF, spowiedzi do kamery - budzą
więcej niż wzruszenie ramion, bo uśmiech politowania.
[ARTEMIS]
|
ZWYCZAJNA HISTORIA
Reż. Anocha Suwichakornpong
| |
Wbrew temu, co narzuca nam tytuł nie jest to po prostu zwyczajna historia o
relacjach sparaliżowanego chłopaka ze swoim opiekunem. Zwycięski film konkursu
Nowe Horyzonty udanie wykracza poza ograny schemat wzajemnej zależności, także
za sprawą symboliki, dodajmy, że niezwykle delikatnej i zręcznie wkomponowanej w
fabułę. Z prostej historii układa się metaforyczna i ezoteryczna, a chwilami
wręcz poetycka przypowieść o ułomności, która determinuje samotność, o nadziei i
życiu jako o przemijaniu, opowiedziana na szczęście bez sentymentalizmu, prosto,
acz niebanalnie. Jednak to, co mnie w filmie urzekło najmocniej, to przy całym
smutku snutej opowieści jej subtelnie optymistyczny wydźwięk podkreślony
symbolicznie zwłaszcza w ostatniej scenie.
[HANESKA]
 |
THEMERSON & THEMERSON
Reż. Wiktoria Szymańska
| |
Bardzo sympatyczny dokument o Franciszce i Stefanie Themersonach. Bardziej o
ludziach niż sztuce, bo jeśli sztuka już się pojawia, to jako ilustracja
niezwykłych osobowości. Bez odkrywania nowych sposobów na opowiadanie językiem X
muzy o innych muzach, ale lirycznie i z wdziękiem.
[ARTEMIS]
|
ZAGADKA GERTRUDY STEIN
Reż. Philippe Mora
| |
Duże rozczarowanie. Philippe Mora wychodzi od bardzo ciekawego pomysłu, ale po
dwudziestu minutach jego film staje się jednym opowiadanym w kółko dowcipem.
Poszukiwanie dowodów na życie Gertrudy Stein po roku '46 w filmach Hitchcocka,
Wildera, twórców Nouvelle Vague czy Andy'ego Warhola mogłoby stać się kapitalną,
postmodernistyczną "zabawą w interpretacje". Niestety, Mora poszedł na skróty i
zamiast wgryźć się w materiały już istniejące, nakręcił własne, tylko trochę
zabawne i raczej łopatologiczne. Chociaż trzeba przyznać - występ samego
reżysera w tytułowej roli całkiem udany.
[ARTEMIS]
|
WASZE MIASTA TRAWĄ ZAROSNĄ
Reż. Sophie Fiennes
| |
 |
|
Kolejny z moich festiwalowych faworytów. Sophie Fiennes przystosowuje się do swojego obiektu zainteresowania w sposób totalny - cechą wspólną jej najnowszego filmu i "Z-boczonej historii kina" jest właśnie... brak cech wspólnych. Paradoksalnie, w tym niezwykle przemyślanym reżysersko obrazie (spacerom podziemnymi tunelami akompaniuje Penderecki - u każdego miłośnika grozy powinno wywołać to ciarki) sama Fiennes w ogóle nie istnieje. Tak jak wcześniej Slavoj Zizek, tak teraz współczesny artysta Anselm Kiefer zawłaszcza ekran dla siebie od pierwszej do ostatniej minuty, choć poznajemy go dopiero po dwudziestu minutach hipnotyzującej projekcji, a później częściej obserwujemy przy pracy, niż słuchamy (nawiasem mówiąc, tradycyjny wywiad jest jednocześnie najsłabszą częścią filmu - chociaż "piękno jako pacynka" zapada w pamięć;). Na trzydziestopięciohektarowym terenie opuszczonej przędzalni Kiefer tworzy sztukę totalną - sztukę z betonu, cementu, ziemi, szkła, płótna i pyłu. Upiorne instalacje i obrazy, budowle jak ze snu szaleńca na porośniętym haszczami odludziu. Fiennes nie komentuje. Pokazuje. Stawia widza wobec koncepcji radykalnych, wobec improwizacji i filozofii, pozwala zarówno na zachwyt, jak i kontemplację. I trudno powiedzieć, co tak właściwie rzuca na kolana - Kiefer, Fiennes,
czy jedno i drugie. Film, w którym "nic się nie dzieje" - i wielki spektakl o
tworzeniu.
[ARTEMIS]
 |
JESTEM TWÓJ
Reż. Mariusz Grzegorzek
| |
Jestem twój to przepełniona gorzką ironią
psychodrama o głęboko nieszczęśliwych i samotnych, uwikłanych w dziwne rodzinne
relacje, emocjonalnych wyrzutkach, których losy splatają się w zaskakujących dla
nich samych okolicznościach. Ich potkanie okaże się swoistym zapłonem dla
uśpionych emocji, ale czy doprowadzi do katharsis? Film jest adaptacją sztuki
teatralnej, reżyser Mariusz Grzegorczyk, odtwarzając ją na celuloidzie, pozostał
wierny teatralnej formie. I dobrze, bo dzięki temu jego wizja zyskała na
wyrazistości, nabrała groteskowych rysów, wciąż tak niechętnie kreślonych w
polskim kinie. I co ważne pozwoliła świetnie wyeksponować bohaterów, znakomicie
odegranych przez aktorów. Choćby dla nich wato ten film obejrzeć.
[HANESKA]
|
|
MATKA TERESA OD KOTÓW
Reż. Piotr Sala
| |
Jestem trochę zła na ten film, bo dotyka on tematów wywołujących u mnie
mrowienie szczęki, a na dodatek próbuje je prezentować metodami to mrowienie
potęgującymi - i nic z tego nie wychodzi. Pan Paweł Sala myli niestety
powierzchowność z wymarzoną fragmentarycznością, a wystarczy obejrzeć "Siódmy
kontynent" Michaela Haneke, by zobaczyć, jak za pomocą szeregu sekwencji bez
początku i końca przejść można od obserwacji banalnych czynności do groteski i
horroru (a to wszystko za twoją, drogi sąsiedzie, ścianą).
[ARTEMIS]
Akcja filmu rozpoczyna się w chwili, gdy dwóch braci zostaje aresztowanych pod zarzutem zamordowania własnej matki. W kolejnych scenach reżyser cofa się w czasie poszukując przyczyn okrutnej zbrodni. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień poznajemy pozornie zwyczajną rodzinę, kochające małżeństwo z trójką dzieci. Jednak ten miły rodzinny portret gdzieś w głębi rozsadza patologia, żal, niespełnione ambicje, niezrozumienie, wreszcie domniemana choroba psychiczna syna. Prześwietlając prozaiczne sceny życia rodzinnego reżyser Paweł Sala starał się nie odpowiadać wprost na pytanie o przyczynę zostawił widzom tylko drobne wskazówki, i tu paradoksalnie kryje się największa słabość „Matki…” - z czasem zbytnia lapidarność historii zaczyna męczyć, niektóre sceny wydają się być niepotrzebne a całość wcale nie tak wieloznaczna jakby chciał tego reżyser. Nie mniej „Matka Teresa…” to film dobry i przede wszystkim świetnie zagrany przez młodych aktorów.
[HANESKA]
|