|
DZIEŃ, W KTÓRYM BÓG ODSZEDŁ
Reż. Philippe Van Leeuw
|
|
Masakra w Rwandzie widziana oczami młodej Tutsi - film kameralny i brutalny, chociaż daleki od epatowania przemocą (czyli po prostu bardziej realistyczny niż naturalistyczny, oczywiście jak na wrażliwość nowohoryzontowicza). Jacqueline straciła dzieci. Ucieka, kryje się w lesie. Próbuje przeżyć. Tylko tyle i aż tyle. W festiwalowym katalogu Agata Pyzik określiła ten film mianem "protestem przeciwko milczeniu". To bardzo trafne słowa - z filmu pamiętam przede wszystkim uczucie dławiącego milczenia. Tego fizycznego, obecnego w każdej minucie, gdyż Jacqueline kryje się przed chłopakami Hutu niczym zaszczute zwierzę i byle dźwięk może ją zdradzić. I tego w szerszym, politycznym kontekście. Obraz sugestywny i warty obejrzenia, a już na pewno konieczny, jeśli kogoś cieszyły (w sensie obecności problemu oczywiście) hollywoodzkie "Shooting dogs" i "Hotel Rwanda".
[ARTEMIS]
|
HADEWIJCH
Reż. Bruno Dumont
|
|
Czyli wiara po raz pierwszy, ale nie ostatni. W wersji skrajnej i bolesnej. Łatwo byłoby napisać, że fanatycznej, ale nie pasuje mi to słowo, pachnie stęchlizną szuflady. Miłość Celine do Boga to histeryczna rozpacz i strach przez egzystencjalną pustką, ale Dumontowi udało się wyjść poza najprostsze interpretacje i zasugerować coś więcej. I tak mamy zarówno ucieczkę od samotności (Jezus jest traktowany przez dziewczynę niemal jak autentyczny oblubieniec), jak i odrzuconą przez współczesne społeczeństwo potrzebę doświadczenia mistycznego. Wszak ostatnia scena może być zarówno dziełem przypadku, jak i znakiem od Boga... Ważny film, ale trudny w ocenie.
[ARTEMIS]
|
JEJ DROGA
Reż. Jasmila Žbanić
|
|
Trudno mi pisać o drugim filmie reżyserki osławionej "Grbavicy". Trudno, bo ze świadomością niewidocznych kontekstów, niewidocznych realiów, ze świadomością, że siłą rzeczy zgubiła się gdzieś potężna część komunikatu. A jednak film wygrywa, bo przecież obraz związku w stanie rozpadu, rozejście się ścieżek dwojga ludzi, którzy jeszcze przed chwilą przyrzekali sobie miłość, poszukiwanie życiowego celu, religia, w której jedna strona się chroni, a druga (bardzo dobra rola Zrinki Cvitešić) nazywa absurdem... To wszystko udało się Žbanić zarysować wiarygodnie, bez drastycznych skrajności, choć przecież o skrajnościach tutaj mowa. Nie mogę nazwać tego kina emocjonalną bombą - ale angażującym owszem.
[ARTEMIS]
|
MÓJ PIES TULIP
Reż. Sandra Fierlinger, Paul Fierlinger
|
|
Ciepła, choć w ostatecznym rozrachunku słodko-gorzka animacja. On jest samotnym Anglikiem w średnim wieku. Ona nazywa się Tulip i jest jego sunią. Są trochę jak stare małżeństwo, trochę - jak ojciec z córką. Za fasadą dosadnego humoru (szczegółów fizjologicznych tu co niemiara) kryje się obraz niezwykłego porozumienia między człowiekiem a zwierzęciem na tle wątłych relacji międzyludzkich i upokarzająco szarej ludzkiej rzeczywistości.
[ARTEMIS]
|
O BOGACH I LUDZIACH
Reż. Xavier Beauvois
|
|
 |
|
Film otwarcia, który opinie zebrał bardzo różne, zarówno ciepłe, jak i druzgoczące. Problemem okazał się kontekst polityczny - na który ja okazałam się zupełnie nieczuła. Temat jak z okładki "Time'a", a jednak przez cały seans towarzyszyło mi poczucie, że to historia typu zawsze i wszędzie, banał codzienności wobec polityki, pokój versus okrucieństwo wojny, lata i imiona bohaterów podlegające wymianie bez potrzeby innych kostiumów. Sugestywnie nakreślona wiejska sielanka przesłania konkret. Pytam: może to i dobrze? Zamiast konfliktu kulturowego Xavier Beauvois pokazuje dobro w formie, w którą większość z nas przestała już chyba wierzyć. Pokazuje prostotę, harmonię i miłość do bliźniego w dziesiątkach codziennych czynności, pokazuje refleksję i modlitwę obdarte z podniosłości (wyjątkiem jest chyba scena wieczerzy ilustrowana Czajkowskim). Jakby przebijał się do porosłego cynizmem serca współczesnego widza, który, spodziewając się rozbicia układanki pozorów lub chociaż odrobiny ironii, musi być rozczarowany. I to jest ważne i odważne zarazem.
[ARTEMIS]
|
SYNU, SYNU, CÓŻEŚ TY UCZYNIŁ?
Reż. Werner Herzog z Davidem Lynchem w środku
|
|
A jednak rozczarowanie. Albo raczej - kapitulacja z mojej strony, bo nie mam pomysłu na interpretację tej dziwacznej konstrukcji. Z Herzoga wygląda Lynch i do końca nie wiadomo, czego chciał jeden od drugiego. Film lepszy we fragmentach niż w całości. Obsada-cud-marzenie: Michael Shannon jako syn Grace Zabriskie, Chloe Sevigny, Brad Dourif i Willem Dafoe, czyli ludzie, którzy fascynują już samą fizjonomią i obłędem w oczach. Kopalnia mocno pokręconych motywów typu różowe flamingi i Bóg na puszce płatków owsianych, sfiksowanie na punkcie "Orestei" itp., itd. A jednak do końca miałam wrażenie, że panowie H. i L. trochę improwizowali przy sklejaniu filmu i czegoś po prostu w tej historii chaosu i zbrodni brakuje.
[ARTEMIS]
[PRZECZYTAJ
TEKST O FILMIE "Synu, synu cóżeś ty uczynił?"]
|
SZEPTY NA WIETRZE
Reż. Shahram Alidi
|
|
Tłem tej niezwykłej, wypełnionej szeptami ocalałych filmowej podróży jest zmasakrowany, walczący o własną autonomię Kurdystan, pokazany przez reżysera bardzo emocjonalnie, wręcz poetycko, choć przecież kryjący w sobie cierpienie eksterminowanych, i ciągle narastające konflikty. Debiutujący reżyser wymyka się dosłowności, nie epatuje przemocą i nawet, gdy pokazuje “tylko” skutki wojny, pozostaje w tym wszystkim bardzo subtelny. Jego “Szepty na wietrze” to piękny mały film. Właśnie za takie filmy kocham Nowe Horyzonty!
[HANESKA]
|
|
TETRO
Reż. Francis Ford Coppola
|
|
Nowy film Francisa Forda Coppoli to historia dwóch braci, których losy krzyżują się ponownie po ponad dziesięciu latach rozłąki. Ich spotkanie, jak nie trudno zgadnąć, otwiera pozornie zabliźnione rany i ujawnia głęboko skrywane sekrety, które stoją na drodze do szczęścia obydwu.
„Tetro” chciał, w moim odczuciu, być wielkim filmem o emocjach, paranojach, wewnętrznych demonach, lękach, niespełnionych ambicjach, i nade wszystko o toksycznych relacjach miedzy bliskimi sobie ludźmi. Niestety cała ta emocjonalna schizofrenia jest kompletnie nieodczuwalna na ekranie, rozmywa się gdzieś w czarno-białych, chłodnych acz pięknie skomponowanych kadrach i wreszcie w samej historii, która dotyka zbyt wielu problemów, ale nie potrafi ich rozwinąć. W efekcie „Tetro” jest tylko kunsztownym, ale całkowicie bezdusznym dramatem, który pozostawia po sobie uczucie niedosytu i pustki, tym większe, iż podpisuje się pod nim niekwestionowany wirtuoz kina.
[HANESKA]
Na tytułową “Treść” składa się kolaż obrazów dopełniony narracją reżysera filmu Chrisa Petita. W tej mocno skondensowanej formule Petit zawarł niemal wszystko: wspomnienia z dzieciństwa, refleksje na temat Internetu i kultury masowej, wreszcie historii i architektury. Niestety, trudno ten pozbawiony fabuły eksperyment nazwać filmem, trudno też dopatrzyć się w nim klarownego dokumentu, z prostej przyczyny jedyne, co “Treść” ze sobą niesie to wizualny, odarty z przewodniej myśli niepotrzebny i zwyczajnie bezwartościowy artystyczny bełkot
[HANESKA]
|
WKRACZAJĄC W PUSTKĘ
Reż. Gaspar Noé
|
|
Rytm, montażowa perfekcja, dźwięki plus obrazy, idealna symbioza, idealna płynność. Noé wie, że nie ma czegoś takiego jak banalna fabuła, zawsze liczy się realizacja - i dlatego jego dudniąco-migocząca odyseja po okrutnym Tokio i jeszcze okrutniejszych wspomnieniach zmarłego bohatera wciąga, choć mogłaby irytować. Film-wrzask. Często na granicy kiczu, często blisko oślepienia widza – nie tylko jaskrawością neonów - ale bardzo świadomie. Bez obiecanego szoku i odkrywania nowych horyzontów, ale jednak działa.
[ARTEMIS]
|
WYŚNIONE MIŁOŚCI
Reż. Xavier Dolan
|
|
Jeden z moich festiwalowych faworytów. Gorzka komedia o flircie i grze erotycznej jako substytucie "prawdziwego" życia. Kapitalnie nakręcona, świetnie zagrana i unikająca banału tam, gdzie ten sam odciska się na celuloidzie. Xavier Dolan, autor "Zabiłem moją matkę", ma talent. Teraz to już pewne.
[ARTEMIS]
[PRZECZYTAJ RECENZJĘ]