5. Festiwal Era Nowe Horyzonty
Kino żyje i ma się dobrze w Cieszynie
31 lipca zakończył się 5. Festiwal Filmowy ERA NOWE HORYZONTY.
Jak podają organizatorzy zaprezentowano 292 filmy: 170 pełnometrażowych i 122 średnio i krótkometrażowych z 42 krajów. Odbyło się ponad 314 seansów, na które sprzedano ponad 92 tys. biletów.
Grand Prix - Nagrodę Główną Festiwalu przyznawaną jak zwykle przez publiczność otrzymał amerykański film TARNATION w reżyserii Johanthana Caouette.
Niestety przegapiłem seans tego nakręconego za niewiele ponad 200 dolarów na kamerze vhs obrazu.
Na dalszych miejscach znalazły się - rosyjski 4, amerykańskie 13 JEZIOR, 20 PALCÓW z Iranu i tajwańska KAPRYŚNA CHMURA.
Ale festiwal to nie tylko filmy. Wielkim wydarzeniem był koncert Meredith Monk w Kościele Jezusowym. W Klubie Festiwalowym codziennie do białego rana odbywały się imprezki. Pod namiotem zagrały takie zespoły jak Pogodno, Erzsi Kiss Music, Lili Marlene, The Car is on Fire, Tymon Tymański, Cracow Klezmer Band czy wreszcie kolejne wydarzenie - występ Shibusashirazu Orchestra. Japończycy szalejąc na scenie przez ponad dwie godziny bawili publiczność. Niektóre utwory były w klimatach Bregovica, także sporo jazzowych kawałków ale też romantyczne ballady przy których tańczyła ubrana w kimono Japonka z parasolką (niczym główna bohaterka "Lady Snowblood").
Po północy zaczynało się nocne granie, a niemal co drugi dzień imprezki rozkręcała znana już dobrze w Cieszynie Novika. Dla mnie wielką atrakcją było party Masala Soundsystem Maxa Cegielskiego z odpowiednio zmiksowaną muzyką z filmów Bollywood. Szkoda tylko ze piwo kosztowało pod namiotem aż 6zł - tyle co w krakowskiej Alchemii, więc prawie dwukrotnie drożej niż rok temu.
W upalne dni uczestnicy Festiwalu mogli opalać się na specjalnie przygotowanej na tę imprezę plaży. A ci bardziej zmęczeni mieli okazję wziąć udział w relaksacyjnych kąpielach w dźwiękach gongu które dwa razy dziennie prowadził Don Conreaux.
Można było także spotkać się i porozmawiać z Andrzejem Wajdą o sytuacji polskiego kina, a nawet przedstawić mu własny pomysł na film. Cieszyn odwiedziło też wielu gości z polski i zagranicy (poza wspomnianym Andrzejem Wajdą również minister kultury Waldemar Dąbrowski, Ilja Khrzhanovsky, Filip Remunda, Vera Body, Marcel Łoziński, Arvind Sinha, Kim Finn, John Hakalax, Klaus Fransberg, Magdalena i Pitr Łazarkiewicz, Małgorzata Pieczyńska, Kazimierz Kutz, Michał Rosa, Francois Roche).
Po raz pierwszy odbył się konkurs polskich filmów dokumentalnych i animowanych.
Niespodzianek nie było w kategorii dokument gdzie zwyciężyła BALLADA O KOZIE. W kategorii animacja wygrał JAM SESSION który pokonał m.in. świetny "Film, że mucha nie siada" i "Sztukę spadania" Bagińskiego.
Odbyły się też retrospektywy trzech reżyserów (Rainer Werner Fassbinder, Gabor Body i Edward Żebrowski). Na specjalnych bezpłatnych pokazach o północy puszczano krótkometrażowe filmy kultowej grupy Azorro, a publiczność na tych absurdalnych skeczach bawiła się znakomicie.
|
 | |  |
|
Przez ostatnie dni lipca obejrzałem w Cieszynie 34 filmy.
Poniżej znajdziecie moje opinie o niektórych z nich (a także tych które znałem już wcześniej ;)
Otwarcie i zakończenie festiwalu
21 lipca Festiwal otworzył tegoroczny zwycięzca MFF Cannes DZIECKO.
Mnie osobiście nie zachwycił, podobnie jak inny film braci Dardenne który również otrzymał parę lat temu Złotą Palmę - "Rosetta". Owszem, historia młodego złodziejaszka który stara się zmienić swoje życie po tym jak jego dziewczyna zachodzi w ciążę i rodzi tytułowe dziecko jest w miarę niezła, ale to nic nowego i odkrywczego w kinie. Myślę, że w Cannes było sporo innych, znacznie bardziej interesujących tytułów (nowy Cronenberg, Jarmush, Egoyan). Ale tak Jean-Pierre i Luc Dardenne znaleźli się w nielicznej grupie reżyserów którzy dwa razy wygrali ten prestiżowy festiwal (bardzo blisko trzeciego razu był tegoroczny przewodniczący jury Emir Kustirica, którego "Underground" i "Ojciec w podróży służbowej" wygrały Cannes, a za "Czas Cyganów" dostał "tylko" nagrodę za reżyserię).
Dokładnie 10 dni później na uroczyste zakończenie festiwalu w Cieszynie pokazano MANDERLAY. Kontynuacja "Dogville" podobała mi już się znacznie bardziej, choć tym razem umownie potraktowana scenografia nie robiła już takiego wrażenia jak w poprzednim filmie Von Triera (co było dwa lata temu totalnym zaskoczeniem). Obserwujemy dalsze losy Grace (tym razem Bryce Dallas Howard zastąpiła Nicole Kidman) która trafia na plantację gdzieś w Alabamie. Na Amerykańskim Południu nadal kwitnie niewolnictwo (pomimo zniesienia go jakieś 70 lat temu). Pierwszą rzeczą jaką robi Grace po przejęciu farmy po zmarłej właścicielce jest więc wyzwolenie Murzynów. Jednak nie wszyscy odnoszą się ufnie do swej wyzwolicielki, a kobieta ma coraz większe wątpliwości czy słusznie postąpiła. Sporo tu odniesień do aktualnej sytuacji politycznej (czyżby wyzwolenie wbrew woli Murzynów było alegorią do wyzwalania przez amerykańską armię obywateli Iraku?). Podobnie jak w "Dogville" tu również zdecydowanie najlepsze i wciskające w fotel jest zakończenie.
|
 | |  |
|
Konkurs
Jak już wspomniałem niestety nie widziałem zwycięzcy festiwalu TARNATION.
Mnie z pokazów konkursowych najbardziej podobała się KAPRYŚNA CHMURA. Zresztą ten film dostał Srebrnego Niedźwiedzia (i parę innych nagród) na tegorocznym festiwalu w Berlinie.
Obserwujemy dalsze losy bohaterów znanego polskim widzom "What time is it there?" z 2002 roku.
Ona wróciła właśnie z Paryża, on już nie sprzedaje zegarków tylko gra w pornograficznych filmach. Na Tajwanie panuje przeraźliwy upał, zaczyna brakować wody. Znacznie taniej niż butelkę mineralnej można dostać arbuzy, które zaspokajają pragnienie (to seksualne też ;) Zresztą motywy z arbuzami (nieraz przekomiczne) będą przewijać się przez cały film. To w scenach erotycznych, czy też musicalowych wstawkach niczym z Bollywood. Mnóstwo absurdu i dość dziwaczne poczucie humoru twórców na pewno nie przypadnie każdemu do gustu. Zwłaszcza, że film obfituje w parę kontrowersyjnych scen (z nekrofilią włącznie).
Drugim filmem który również mnie zachwycił była bardzo krytykowana WIELKA EKSTAZA ROBERTA CARMICHELA - wstrząsający debiut 26letniego Thomasa Clay. Publiczność po ostatniej scenie wyszła z kina zła i zdegustowana. Historia młodego chłopaka z dobrej rodziny, który poznaje nieodpowiednie towarzystwo i wkracza w świat narkotyków i zbrodni. Połączenie "Trainspotting" z "Mechaniczną pomarańczą". Całość rewelacyjnie nakręcona, ze wspaniałymi zdjęciami Yorgosa Arvanitisa, greckiego operatora pracującego przy filmach już ponad 40lat (m.in. przy wielu dziełach Theo Angelopoulosa). Na początku film jest całkiem zabawny, lecz w drugiej połowie staje się już bardzo dołujący. Zakończenie faktycznie mocne, ale przecież cieszyńska publiczność zna filmy Takshi Miike, czy Takashi Ishii więc naprawdę nie wiem czemu aż tak bardzo się do tej sceny przyczepiła.
Podobało mi się też 20 PALCÓW. Irański film dedykowany Abbasowi Kiarostami. Podobnie jak pokazywany rok temu, składający się z pięciu ujęć "Five" Kiarostamiego, ten debiut młodej reżyserki Manii Akbari składa się z siedmiu około 10minutowych ujęć, w których obserwujemy pewne małżeństwo. Feminizująca reżyserka porusza problem kobiet w Iranie. Film zdobył Digital Camera Award na ubiegłorocznym festiwalu w Wenecji, a Mania Akbari nie tylko go wyreżyserowała, ale też jest autorką scenariusza i zagrała główną rolę.
Dobry był jeszcze BOŻE MÓJ, BOŻE MÓJ CZEMUŚ MNIE OPUŚCIŁ - najnowszy (pokazywany w tym roku w Cannes) film japońskiego reżysera Shinji Aoyama, który parę lat temu nakręcił znaną w Polsce "Eurekę". Jest rok 2015. Wirus nazywany syndromem leminga (ludzie zarażeni po prostu popełniają samobójstwo) opanował niemal całą Japonię. Garstka która przetrwała trafia do dziwnego hotelu na odludziu i stara się odnaleźć pewien zespół, którego muzyka ma okazać się uzdrawiająca. Ale na pewno nie dla widzów. Większość stwierdziła, że to właśnie muzyka (głośna i hałaśliwa) była najbardziej drażniąca, chociaż mnie się podobała. Plus naprawdę świetne ujęcia, a w jednej z ról młody japoński gwiazdor Tadanobu Asano pamiętany dobrze z "Zatoichi" Kitano, ale też filmów Miike, Kurosawy, Oshimy i Tsukamoto. Jedno jest pewne - o nim jeszcze nieraz usłyszymy (zwłaszcza że juz porównuje się go do Johnny'ego Deppa i Toshiro Mifune).
Bardzo mnie zawiódł najnowszy film Lukaza Moodyssona DZIURA W SERCU. Jeszcze bardziej kontrowersyjny od "Lilja 4-Ever", nakręcony z udziałem czwórki aktorów cyfrówką w mały mieszkaniu po prostu drażni i irytuje. Opowieść o młodym, zagubionym chłopaku którego ojciec wraz z przyjacielem kręcą w domu filmy pornograficzne zupełnie do mnie nie przemówiła.
SWIAT to kolejny po znakomitym "Unknown Pleasures" film trzydziestoparoletniego chińskiego reżysera Jia Zhang Ke. Film wywołał spore zainteresowanie na ubiegłorocznym MFF w Wenecji. To dramat którego akcja rozgrywa się w wielkim parku rozrywki w Pekinie, gdzie w jeden dzień można zobaczyć w miniaturach słynne światowe budowle jak Paryż z wieżą Eiffla czy egipskie piramidy.
Historia romansu pracującej tam tancerki i strażnika posiada dobrze nakreślone postaci, ale miejscami się strasznie dłużyła.
Jeszcze bardziej znudził mnie CAFE LUMIERE Hou Hsiao-hsiena (reżysera głośnego "Millenium Mambo"). Opowieści o dziewczynie piszącej książkę o tajwańskim pianiście i szukającej miejsc związanych z muzykiem. Film zrealizowany w setną rocznicę urodzin Yasujiro Ozu i w podobnym stylu, choć nie ma co porównywać do dzieł Mistrza jak "Tokijska opowieść" czy "Późna jesień". Plus znów Tadanobu Asano. Zagrał on jeszcze w jednym filmie konkursowym - ZASYPANY LAS. To senna acz przepełniona magią (trochę jak z animacji Miyazakiego) historia dwóch uczennic, które znudzone mangowymi komiksami same zaczynają wymyślać historie. Przenikają się tu dziecięce marzenia z racjonalnym światem dorosłych. A odkrycie podczas corocznego festiwalu w małej wiosce u podnóża gór skamieniałego lasu sprzed prawie 4 tysięcy lat poruszy wszystkich mieszkańców. To pierwszy od 9 lat film Kohei Oguri, wciąż mało znanego w Polsce japońskiego reżysera.
Interesująca była JOANNA - jakże oryginalna węgiersko-niemiecka produkcja.
Tytułowa Joanna to narkomanka uzależniona od morfiny. W wyniku przedawkowania trafia do szpitala, gdzie cudem zostaje odratowana. Od tego momentu postanawia zostać pielęgniarką, przy okazji oddając się pacjentom, co okazuje się dla nich wręcz cudownym lekarstwem. Niestety personel szpitala, mimo iż praktyki Joanny okazują się skuteczne (nawet w przypadkach gdzie konwencjonalna medycyna nie pomaga) nie jest nastawiony do niej przychylnie. Całość niezwykła, bo aktorzy zamiast wypowiadać swoje kwestie, wyśpiewują je w formie operowych arii. Zresztą wcześniej reżyser i odtwórczyni tytułowej roli spotkali się na planie krótkometrażowego "Joan of Arc of the Night Bus" utrzymanego w podobnej konwencji.
Retrospektywy
Widziałem tylko dwa filmy.
CIENIE ANIOŁÓW to adaptacja sztuki Fassbindera w reżyserii jego przyjaciela Daniela Shmida. Historia prostytutki Lily (w tej roli Ingrid Caven znana z NARCYZ I PSYCHE) i jej chłopaka Raoula który jest również jej alfonsem. Problem zaczyna się, kiedy kobieta spotyka bogatego Żyda, co płaci jej spore pieniądze nie za usługi seksualne, tylko za czas by mógł się po prostu wygadać. Po premierze w 1976 roku film wzbudził spore kontrowersje i zarzucano mu antysemickie treści.
NARCYZ I PSYCHE to ponad 4 godzinny film Gabora Body z 1980 roku. Przed seansem z publicznością spotkała się żoną przedwcześnie zmarłego reżysera. Akcja toczy się niespiesznie gdzieś w XIX wieku i opowiada o losach młodej kobiety pochodzenia cygańskiego pojawiającej się na wielu dworach Europy. Miejscami bardzo eksperymentalny, może kojarzyć się z twórczością Greenawaya czy nawet Jodorowskiego (seks i przemoc jak na tamte czasy ukazane są bardzo dosłownie).
Dokumenty
RIOT ON! to znakomity dokument prosto z Finlandii.
Kim Finn opowiada o grupie młodych ludzi którzy dostali parę lat temu 20mln$ na rozwój swojej firmy i produkcję gier do telefonów komórkowych. Z początku szło całkiem nieźle, później jednak bardziej niż praca zaczął pociągać ich seks, narkotyki i imprezki, więc dość szybko przepuścili większość pieniędzy. Mieli dobrą zabawę przez dwa lata, a przy okazji nieźle dokopali korporacjom (np. bodaj Nokia liczyła na zyski z jednego projektu na 350mln$ ;)
Świetnie opowiedziana, zabawna historia z bardzo dobrą muzyką. Zgadzam się z moim znajomym, który powiedział dziennikarce Gazetki Festiwalowej, że ten film za parę lat ma szansę uzyskać status kultowego.
KRASNOLUDKI JADĄ NA UKRAINĘ to zapis video z wyjazdu na wybory prezydenckie na Ukrainie.
Krasnoludki pojawiły się w Polsce w latach 80tych na murach domów, gdzie rysowano je na białych plamach którymi milicja zamazywała hasła w stylu "nie ma wolności bez solidarności".
Później zaczęto organizować happeningi "nie ma wolności bez krasnoludków".
Wreszcie po ponad 20letniej przerwie krasnoludki odżyły. Młodzi ludzie ubrani w śmieszne czapeczki jadą autobusem na Ukrainę wspomóc Pomarańczową Rewolucję.
Po drodze w wielu miastach organizują manifestacje i happeningi, by wreszcie dotrzeć do Kijowa i pojawić się na Majdanie w dzień wyborów. Stojąc obok znanej po zwycięstwie w Eurowizji Rusłany, ze łzami w oczach oddają jej pomarańczowy szal, który piosenkarka zaczęła robić kilka tygodni wcześniej przebywając w Warszawie, a teraz osiągnął długość kilku metrów i zawisł na szyi prezydenta Juszczenki.
Część filmu (kiedy mówią po ukraińsku) ma polskie napisy. Szkoda że tylko ta część, bo czasami niektóre dialogi po polsku naprawdę trudno zrozumieć. W każdym razie mam duży sentyment do Ukrainy, sam brałem udział w manifestacjach na krakowskim Rynku i film Mirosława Dembińskiego bardzo mi się podobał.
Kino latynoamerykańskie
SANTIAGO to film Peruwiańczyka Josue Mendeza, porównywany przez niektórych do "Taksówkarza" Martina Scorsese. Główny bohater, weteran wojenny jeździ taksówką po Limie i ma dość otaczającego go zła i plugawych ludzi, którzy trafiają się nawet w jego własnej rodzinie.
Z kolei CZŁOWIEK KTÓRY KOPIOWAŁ jest znacznie bardziej optymistyczny.
Piękna historia miłosna prosto z Brazylii, która zrobiła furorę na wielu festiwalach filmowych. Oryginalne, zabawne, urocze i jakże zaskakujące. Młody chłopak Andre żyje w Porto Alegre i pracuje za grosze przy obsłudze fotokopiarki. Wkrótce zaczyna kserować banknoty i próbuje nimi płacić. Wszystko dlatego, że chce zdobyć pieniądze i zwrócić na siebie uwagę pięknej Silvii - sąsiadki którą nocami podgląda przez teleskop. Będzie starał się obrabować bank i wygrać miliony na loterii, bo do końca życia podrabianymi pieniędzmi płacić przecież nie można ;)
Plus cudowne, fantastyczne zakończenie (którego jednak nie zdradzę, bo mam nadzieję, że jakiś dystrybutor zdecyduje się sprowadzić ten film do Polski).
|
 | |  |
|
W stronę Indii
Jedno z wydarzeń festiwalu, na niektórych seansach już pół godziny przed projekcją zajęte były wszystkie miejsca. Szkoda że organizatorzy nie przewidzieli takiej frekwencji i zorganizowali pokazy w jednym z mniejszych kin w Cieszynie.
Pokazano nie tylko kino Bollywoodu, ale też filmy ze Złotego Wieku w indyjskiej kinematografii oraz kino autorskie.
PODRÓŻE I ROZMOWY to realizowany blisko rok dokument o dworcu kolejowym w Kalkucie i jego "mieszkańcach". Znany ze swej niechęci do Bollywood reżyser Arvid Sinha przyjechał do Cieszyna i spotkał się z publicznością. Dokument dla kogoś kto interesuje się Indiami (bądź pociągami ;) był na pewno ciekawym odkryciem, reszta pewnie uznałaby go za stratę czasu.
Kino autorskie reprezentował m.in. CICHO ZACZYNA SIĘ DZIEŃ z 1979 roku.
Mrinal Sen przedstawia historię rodziny, która czeka na powrót córki, a gdy ta nie wraca sami zaczynają jej szukać. Średnio przypadł mi do gustu i nie przejąłem się zbytnio losami bohaterów, choć ciekawie ukazane są ich relacje z sąsiadami.
Natomiast rewelacją okazał się SALAAM BOMBAY! Pierwszy film fabularny indyjskiej (choć mieszkającej na zachodzie) reżyserki Miry Nair od razu został nominowany do Oscara a także pokazywany był w Cannes. Autorka "Monsunowego Wesela" pokazuje nam Bombaj bez żadnych upiększeń. To nie kino Bollywod. Przejmujemy się losami małego chłopca, który żyje na ulicy i roznosi pobliskim mieszkańcom herbatę z okolicznego straganu. Musi zarobić 500 rupii by móc wrócić do domu, do swej rodzinnej wioski. Nie jest łatwo żyć w slumsach pełnych złodziei, handlarzy narkotyków i prostytutek (zresztą w jednej malec się zakochuje). Piękne, proste i bardzo wzruszające kino, może to wpływ tego, że nie grają tu żadni profesjonalni aktorzy tylko autentyczne "dzieci ulicy" które odnalazła w Bombaju Mira Nair i postanowiła im w jakiś sposób pomóc.
Plus jak zwykle u tej reżyserki (i w większości indyjskich filmów, nawet tych niebollywoodzkich) znakomita muzyka.
Bollywood reprezentowały głównie filmy z supergwiazdorem Shahrukh Khanem znanym polskiej publiczności z "Czasem słońce, czasem deszcz".
COŚ SIĘ DZIEJE to urocza komedia romantyczna i debiut 26letniego wówczas Karana Johara. Zresztą grają też dobrze znani z "Kabhi Khushi Kabhie Gham" Shahrukh Khan, Rani Mukherjee i Kajol.
Rahul po śmierci żony samotnie wychowuje córkę. W pierwszej części akcja przenosi się kilkanaście lat w przeszłość i obserwujemy perypetie młodych ludzi na uniwersytecie. Rahul zakochuje się w Tinie, córce dyrektora która właśnie wróciła z Londynu. Jego najlepsza przyjaciółka Anjali zazdrosna o tę miłość (gdyż sama ze zdziwieniem odkrywa że go kocha) postanawia opuścić kampus na zawsze. Druga część to historia 8letniej córki Rahula, która dowiedziawszy się historii z przeszłości jedzie na letni obóz gdzie pracuje Anjali. Chce by ta znów zakochała się w jej tacie, a tym samym pragnie zyskać nową mamę (zresztą zgodnie z wolą jej zmarłej rodzicielki). Okazuje się jednak, że Anjali właśnie co się zaręczyła...
Szalona komedia pomyłek (szczególnie postaci dyrektora szkoły, a w drugiej części zarządcy obozu wywołują niekontrolowane ataki śmiechu) ale też z paroma melodramatycznymi momentami na których można uronić łezkę ;)
Jeśli komuś przypadło do gustu "Czasem słońce, czasem deszcz" to ta pozycja jest obowiązkowa! Mam nadzieję że Blink i Gutek Film również wydadzą ten film w Polsce!
|
 | |  |
|
GDYBY JUTRA NIE BYŁO to ponowne spotkanie twórców i aktorów znanych z "Czasem, słońce czasem deszcz". Tym razem akcja rozgrywa się w Nowym Jorku, a mieszkająca tam dziewczyna zakochuje się w dwóch przystojnych facetach. Jednym z nich jest oczywiście Shahrukh Khan (oklaskom na sali nie było końca :) Już przed filmem spora część widzów tańczyła pod sceną, a Kuba Duszyński jeszcze podgrzewał atmosferę. Piosenki wprawdzie słabsze niż w dwóch poprzednich filmach Karana Johara, ale i tak publiczność próbowała śpiewać i co chwila nagradzała taneczne wstawki oklaskami. Nie ma porównania jeśli ogląda się film Bollywood w domowym zaciszu na DVD, a w kinie pełnym roztańczonych i rozśpiewanych fanów, oczywiście na korzyść tej drugiej opcji.
Natomiast Z CAŁEGO SERCA to Bollywood ale nietypowy (zresztą film zrealizowany przez wytwórnie spoza Bombaju). Znów w głównej roli Shahrukh Khan, który jest dziennikarzem radiowym zakochanym w pięknej acz niebezpiecznej rewolucjonistce.
Kolejny po "Dev" poważny temat w indyjskim mainstreamie, poruszający temat terroryzmu.
"Dev" to była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść o konflikcie mniejszości muzułmańskiej z grupą radykalnych Hindusów. Tytułowy Dev to imię głównego bohatera (chciałbym napisać najlepsza rola Amitabha Bachchana, ale zagrał w 150 filmach których jeszcze nie widziałem ;) wysokiego rangą policjanta, który w imię prawa potrafi bez skrupułów zastrzelić muzułmańskiego studenta, ale też wsadzić za kratki znanego polityka. Zresztą w filmie gra też kilku innych aktorów z "Czasem słońce, czasem deszcz". Niesamowita opowieść poruszająca jakże ważny i aktualny temat. Bo dramat polityczny (ze scenami jak z rasowego thrillera) to w indyjskim mainstreamie coś nowego! Zwłaszcza "Dev" który jest bardzo drastyczny i brutalny, a prawie w ogóle w nim nie śpiewają. Nie ma klasycznego happy-endu, całość bardzo sprawnie zrealizowana, całkiem na poważnie bez infantylnych i kiczowatych (co najwyżej trochę nacjonalistycznych) wstawek. Nie jest to film do oglądania z rodzinami w indyjskich kinach przy posiłku. Nie jest to film podczas którego pośpiewamy sobie i wyjdziemy z sali zrelaksowani i odprężeni. Dlatego go tak reklamuję i mam nadzieję, że Kuba Duszyński zdecyduje się go pokazać w przyszłym roku polskiej publiczności, bo liczę na to, że kino indyjskie na stałe zagości w programie cieszyńskiego festiwalu... zwłaszcza że u naszych czeskich sąsiadów co roku odbywa się głośny Bollywood Film Festiwal, a z tego co widziałem w Cieszynie i na pokazach "Czasem słońce, czasem deszcz" w Krakowie polscy widzowie też w większości zakochali się w tej kinematografii.
Ale wracając do Z CAŁEGO SERCA, tu również jest nieczęsto spotykana w tak dużych produkcjach otwarta krytyka rządu i wszechobecnej korupcji w polityce (złośliwi twierdzą że te filmy finansują... Pakistańczycy).
Historia wciąga za sprawą pełnego niespodzianek i zwrotów akcji scenariusza, ale też fenomenalnym zdjęciom i jak zwykle znakomitym piosenkom. Zresztą początkowa, trwająca ponad 6 minut sekwencja taneczna na dachu jadącego pociągu już przeszła do historii kina.
W Cieszynie pokazano jeszcze DEVDAS. Barwną opowieść o młodzieńcu, który po powrocie z Anglii do Indii dowiaduje się, że nie może poślubić swej ukochanej którą zna praktycznie od dzieciństwa. Załamuje się biedak i pocieszenia szuka w alkoholu i innych rozrywkach. To najdroższa Bollywoodzka produkcja, kosztująca aż 13mln$.
Panorama
Duże wrażenie zrobiły na mnie dwie amerykańskie produkcje.
MYSTERIOUS SKIN to najnowsza produkcja kontrowersyjnego reżysera Grega Arraki.
Twórca "Nowhere" i "Doom Generation" nakręcił swój najlepszy film.
Opowieść o dwóch chłopcach, którzy w dzieciństwie byli molestowani seksualnie przez szkolnego trenera. Jeden z nich po latach został homoseksualistą, oddając się przypadkowym mężczyznom za pieniądze. Drugi zapomniał o traumatycznych przeżyciach uciekając w świat fantazji (jest święcie przekonany, że będąc dzieckiem został uprowadzony przez kosmitów).
Film nie stroniący od trudnych tematów, miejscami drastyczny ale tez obfitujący w sporą dawkę czarnego humoru.
Również kontrowersyjny jest nowy film Toda Solondza (twórcy "Happiness" i "Storytelling") o wdzięcznym tytule PALNIDROMY. Podobnie jak w "Kochankowie kręgu polarnego" bohaterowie mają palindromiczne imiona. Główną bohaterką jest Aviva (którą gra aż 8 różnych aktorek) a film podzielony jest na wiele segmentów. Młoda, nieletnia dziewczyna zachodzi w ciążę, a po jej przymusowym usunięciu ucieka z domu i trafia na farmę Mamy Sunshine, wprost w objęcia religijnie zakręconych radykałów. Soldondz porusza tematy pedofilii i seksu nieletnich, ale też prawicowych fanatyków gotowych w imię boże wyrżnąć wraz z rodziną ginekologa dokonującego aborcji.
Ostra satyra społeczna, miejscami zabawna, choć tak naprawdę przerażająca, pokazująca to całe zakłamanie i dwulicowość praworządnych, bogobojnych obywateli Ameryki.
Z USA pochodzi też GREENDALE. Nakręcony na taśmie 8mm autorski film Neila Younga (odpowiedzialnego za reżyserię, scenariusz i oczywiście piosenki). To składająca się z 10 rozdziałów historia rodziny Greenów, mieszkającej gdzieś w małym amerykańskim miasteczku. Każda część to jedna piosenka Neila Younga. Odnajdujemy tu typowe dla tego artysty protest-songi o antywojennym przesłaniu. Spokojna wpadająca w ucho muzyka idealnie nastraja do kontemplacji i rozmyślań o politycznych pomyłkach ostatnich lat (choć głównie w Ameryce... inna sprawa że raczej mało który artysta lubi tamtejszego prezydenta-rednecka ;)
BIN-JIP to przedostatni film Kim Ki-Duka. Chyba najsłynniejszego koreańskiego reżysera, którego "Samarytanka" czy "Wyspa" były wysoko oceniane na ubiegłorocznym festiwalu w Cieszynie. Reżyser nagrodzony za ten film w Wenecji (a także laureat nagrody w Berlinie) myślę że już niedługo ma szansę stać się równie popularnym i kultowym twórcą w naszym kraju, jak obecnie Almodovar czy Wong Kar-Wai. Kolejna minimalistyczna opowieść o parze, która włamuje się do domów i spędza w nich czas pod nieobecność właścicieli, z cudownym utworem przewodnim.
Szkoda że był to praktycznie jedyny (poza nowelką z THREE EXTREMES) koreański akcent na tegorocznym Festiwalu ERA Nowe Horyzonty. Zwłaszcza, że w ubiegłym roku cykl Odkrycie Korei okazał się strzałem w dziesiątkę.
|
 | |  |
|
Przebojem na pewno były OPOWIEŚCI O ZWYCZAJNYM SZALEŃSTWIE. Zabawna i absurdalna historia Petra Zelenki - scenarzysty "Samotnych" i reżysera "Roku Diabła". Zelenka przeniósł na ekran swoją własną sztukę, która kilka lat wcześniej odniosła spory sukces na deskach praskich teatrów. Podobnie jak w "Samotnych" mamy tu wiele barwnych postaci, ale na pierwszym planie jest pracujący na lotnisku Petr pragnący odzyskać miłość swojej dawnej dziewczyny. Jego nowi sąsiedzi płacą mu za siedzenie i patrzenie jak uprawiają seks, a szef w pracy zakochany jest w manekinie. Do tego dochodzą kłopoty rodzinne. Ojciec którego głównym zajęciem było picie i podgrzewanie w dłoniach piwa w butelce tak by wyskakiwały bąbelki nagle stał się bardziej aktywny. Po przypadkowej rozmowie telefonicznej (do której zmusiła go zresztą żona) poznał znacznie młodszą od siebie, pełną energii rzeźbiarkę. Plus cała reszta bardziej lub mniej dziwacznych bohaterów sprawia że na tym absurdalnym filmie można wręcz płakać ze śmiechu. Mam nadzieję że wkrótce trafi do normalnej dystrybucji. Znakomite były też BILETY. Akcja rozgrywa się w pociągu jadącym do Rzymu. Widzimy trzy różne historie (kibice Glasgow Rangers jadący na mecz, młodzieniec opiekujący się irytującą starszą panią) nakręcone wspólnie przez trzech uznanych reżyserów (Abbas Kiarostami, Ken Loach i Ermanno Olmi). Ten film również będzie można obejrzeć wkrótce w polskich kinach.
Zachwyciła mnie również DOGORA - piękna impresja filmowa w stylu "Baraki" czy trylogii Qatsi. Francuski reżyser Patrice Leconte zabiera nas w niezwykłą podróż po Wietnamie. Połączenie wspaniałych zdjęć z cudowną muzyką wprowadza w trans niczym w filmach Godfreya Reggio.
GORZKI SEN to stylizowany na dokument debiut 32letniego Irańczyka Mohsena Amiryoussefi (który dla filmu porzucił karierę matematyka). Ciepła, przepełniona humorem opowieść o starzejącym się mężczyźnie, którego pracą jest obmywanie zmarłych (tylko mężczyzn) i przygotowywanie ich do pochówku. Kiedy przeczuwa że koniec jego życia na tym świecie jest bliski, sam zaczyna szukać ludzi którzy odpowiednio go przygotują na wieczny odpoczynek, a także szkoli swojego następcę. Film był pokazywany w Cannes, a także to podwójny zwycięzca na Thessaloniki Film Festival.
ILLUMINATION to pełnometrażowy debiut Pascale Brenton. Reżyserka przedstawia historię Ilduta - młodego mężczyzny z zaburzeniami psychicznymi, który zakochuje się w opiekunce swojej babci. Sytuacji nie poprawia fakt, że mieszka z nadopiekuńczymi rodzicami. Film trochę długi (ponad 2 godziny, a spokojnie można by całość opowiedzieć w półtorej godziny). Rozkręca się powoli, ale im bliżej końca tym ciekawiej (i weselej). Za to przez całą projekcję słyszymy genialną muzykę (trochę w stylu Air), a zwłaszcza cudowny jest utwór w scenie pogrzebu mrówki (sic!)
SPIEWAJĄC ZA PARAWANAMI to historia o kobiecie-piratce rozgrywająca się za czasów dynastii Qing u schyłku XVIII wieku w Chinach. Film laureata Złotej Palmy w Cannes Ermano Olmi, z włoską ekipą lecz chińskimi aktorami. Miejscami daje się we znaki teatralność produkcji, choć od czasu do czasu akcja rozgrywa się w plenerze na tle pięknych krajobrazów. Warto zwrócić uwagę na szykowne kostiumy, kosztowne makiety statków i doskonałą muzykę Han Yonga, a także antywojenne przesłanie. Takie przesłanie ma również opowieść o złu i niesprawiedliwości na świecie w podzielonym na trzy części filmie NASZA MUZYKA Jean-Luca Godarda, który jednak zmęczył mnie okrutnie (widocznie nie w moich klimatach).
Widziałem też początek KALWARII, przypominającego "Deliverence" czy "Wzgórza mają oczy" debiutu belgijskiego reżysera Fabrice Du Welza. Niestety tylko początek, bo byłem tak wykończony że przysnąłem na seansie :(
Nocne szaleństwo - Takashi Miike
Takashi Miike to jeden z najbardziej kontrowersyjnych ale też najgłośniejszych reżyserów z Japonii. Ultrabrutalne gangsterskie kino Miike często porównywane było do yakuza-movies Kinji Fukasaku z lat 60tych i 70tych które wywarły znaczny wpływ na twórczość Quentina Tarantino.
Miike zaczął przygodę z filmem na początku lat 90tych kręcąc filmy na potrzeby telewizji i rynku wideo. W kinie debiutował w 1995 roku "Shinjuku Triad Society".
To bardzo płodny twórca, przez ostatnie 10 lat nakręcił aż 50 filmów!
W Cieszynie pokazano jego cenioną, choć bardzo brutalną trylogię DEAD OR ALIVE. Ale chyba najgłośniejszym filmem Miike jest thriller psychologiczny AUDITION (znany z polskich ekranów jako GRA WSTĘPNA). Wdowiec po czterdziestce wspominający wciąż swą zmarłą żonę, dla relaksu bierze udział z przyjacielem w organizowaniu castingu dziewcząt do filmu. Kiedy na sali pojawia się tajemnicza 24letnia dziewczyna, mężczyzna zakochuje się w niej do szaleństwa.
Pierwsza godzina, to powolne wprowadzenie do właściwej akcji. Można by wręcz przypuszczać że to melodramat albo komedia romantyczna, jednak po upływie tego czasu film zmienia się diametralnie. Widz jest coraz bardziej zaskoczony i zdezorientowany że właśnie ogląda jeden z najmocniejszych i najmroczniejszych thrillerów jakie kiedykolwiek powstały.
Miejscami przypominał mi "Pianistkę" Michaela Haneke - film znakomity, świetnie zagrany a jednak taki że oglądanie wcale nie sprawia przyjemności. Ale przecież kino to sztuka i nikt nie twierdzi że musi być tylko wyśmienitą rozrywką. Podobnie jest z filmem Miike. Pod koniec oglądanie sprawia autentyczny ból. Ultrarealistycznie pokazana przemoc, tortury jakim poddawany jest główny bohater sprawiają że patrzy się w ekran i marzy by jak najszybciej ten koszmar się skończył. Ale mimo wszystko siedzi się zahipnotyzowanym by dowiedzieć się jakie ta historia ma zakończenie. Film o którym chce się czym prędzej zapomnieć, a jednak pamięta przez długie miesiące po projekcji. Po tej produkcji odechciewa się wielu rzeczy, zupełnie inaczej patrzy na świat, nawet na miłość. Jeśli słowem-kluczem dla "Amores Perros" było "miłość to suka", dla "Audition" odpowiednie będzie "miłość to ból" i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Pokazano również ceniony horror "One Missed Call" do którego remake'u już przymierzają się Amerykanie. To opowieść o młodej dziewczynie, która odbiera w telefonie komórkowym dziwaczną wiadomość głosową, w której słyszy samą siebie, mówiącą że umrze za trzy dni. Nietypowe jak dla Miike kino, bo obraz bardziej w stylu nastrojowej japońskiej nowej fali w kinie grozy niż charakterystycznych dla niego ultrabrutalnych i niekiedy męczących filmów. I po raz kolejny w azjatyckim horrorze "straszy" przedmiot codziennego użytku - tym razem to telefon komórkowy.
|
 | |  |
|
Do tego gatunku można zaliczyć nowelowy THREE EXTREMES. Segment BOX to kolejny wytwór chorej wyobraźni Takashi Miike. Historia dwóch sióstr nie jest wprawdzie specjalnie brutalna i obrzydliwa, ale na pewno bardzo niepokojąca. A zakończenie wręcz chwyta za gardło. Epizod CUT wyreżyserował sam Park Chan-Wook. Twórca "Oldboy" i bijącej obecnie rekordy popularności w Korei "Sympathy for Lady Vengeance" znów wraca do dobrze znanego tematu zemsty. Historia pewnego reżysera, który wraz z żoną zostaje porwany i uwięziony przez szaleńca. Ma szanse uratować małżonkę (której porywacz co chwila coś obcina) jeśli zdecyduje się zamordować niewinna osobę... I wreszcie ostatnia część DUMPLINGS. Szkoda ze nie pokazana w półtoragodzinnej wersji reżyserskiej (podobnie jak przy pierwszym "Three" gdzie segment "Going Home" został później wydany w znacznie dłuższej wersji na osobnym DVD). Dumplings to takie chińskie pierożki. Ich składnik z oczywistych względów pominę, by nie psuć niespodzianki tym, którzy kiedyś będą mieli okazję obejrzeć ten film. Dodam tylko, że zajada się nimi główna bohaterka - starzejąca się kobieta, która zdolna jest naprawdę do wielu rzeczy by zachować młodość i urodę. Warto zwrócić uwagę na fenomenalne zdjęcia Christophera Doyle'a (który również współpracował przy realizacji "Going Home" z pierwszego "Three").
Widzowie mieli również okazję obejrzeć najnowszy film Miike IZO. Ten nieźle odkręcony Japończyk tym razem przeszedł sam siebie. IZO to zdecydowanie jego najdziwniejszy film. Przez dwie godziny chodzi zamaskowany facet z mieczem i tnie wszystkich na plasterki ;) Ofiar jest co najmniej 200 i nawet w filmach z Arniem chyba tylu trupów nie było.
Ale to nie bezsensowna rzeźnia, gdyż film porusza poważne tematy. Sporo tu metafizyki i mało zrozumiałej dla europejskiego widza filozofii wschodu. Jakbym miał porównać do jakiegoś innego filmu, to przychodzą mi na myśl chyba tylko dzieła Alejandro Jodorowskiego. Zwłaszcza że czas i przestrzeń nie mają tu większego znaczenia, a całość jest mocno surrealistyczna. Parę scen genialnych (np. ta gdzie pytają dzieci w szkole co to jest demokracja, naród... ich odpowiedzi zwalają z nóg) ale chyba film trochę za długi. I oczywiście jak przystało na Miike bardzo brutalny. A z ciekawostek gościnnie (to nie jest rola drugoplanowa!) pojawia się sam Takashi Kitano! Jeśli macie ochotę obejrzeć jeden z najdziwniejszych filmów w historii to polecam IZO. Albo SZCZĘŚCIE RODZINY KATAKURI. Miike po raz kolejny wszystkich zaskoczył i nakręcił musical, praktycznie bez krwawych fragmentów. Opowieść o pewnej rodzinie prowadzącej w górach pensjonat i muszącej zmierzyć się z nie lada problemami. Nie dość że odwiedzają ich bardzo dziwni goście, to jeszcze nie wychodzą stamtąd żywi. Pomimo wszystkich swoich dziwactw (z animowanymi wstawkami na czele) to film bardzo prorodzinny, przypominający miejscami produkcje Franka Capry, a niektóre piosenki kojarzyły mi się z Monty Pythonem.
Wielka szkoda że nie pokazano komedii science-fiction "Zebraman" z ubiegłego roku, bo to przezabawna opowieść o tym jak pewien skromny nauczyciel po założeniu specjalnego kostiumu staje się superbohaterem ;)
Zabrakło także najbardziej kontrowersyjnego filmu Miike "Visitor Q" który zwyciężył na Fant-Asia Film Festival w 2001 roku. Ale tu akurat nie winie organizatorów, bo po tym filmie myślę że wielu widzów długo nie mogłoby dojść do siebie ;)
5. Festiwal Filmowy ERA NOWE HORYZONTY uważam za bardzo udany. Mam jedynie pretensje o małe kłopoty organizacyjne. Myślałem że podobnie jak w ubiegłych latach na akredytację dziennikarską mogę spokojnie wejść 10 minut przed seansem. Tymczasem okazało się, ze czasami już 20 minut wcześniej zajęte były wszystkie miejsca i przez to przegapiłem kilka filmów. Tymczasem widzowie z biletami mogli wejść nawet minutę przed projekcją, a gdzieś słyszałem że to dziennikarze mieli być traktowani priorytetowo. Winny jest chyba komputerowy system sprawdzania karnetów, który nie rozróżniał normalnych karnetów od akredytacji. A wystarczyłoby rezerwować przed każdym filmem 20-30 miejsc dla dziennikarzy i myślę że nie byłoby żadnych problemów.
Dziękuję Romanowi Gutkowi i jego współpracownikom za ciekawy dobór filmów i do zobaczenia w przyszłym roku!
Na koniec postanowiłem wypisać tytuły 21 filmów, licząc że może część z nich pojawi się w przyszłorocznej edycji Nowych Horyzontów (głownie w cyklach panorama i nocne szaleństwo).
Dlaczego właśnie te filmy, mogę wyjaśnić na priva :)
DONNIE DARKO, AYNEH, CECIL B. DEMENTED, PINK FLAMINGOS, DEV, FINE MRTVE DJEVOJKE, BLOOD FEAST, IF YOU WERE ME, RAKHT, SAMSARA, JU-ON, CODE 46, LADY SNOWBLOOD, TWILIGHT SAMURAI, BLUE MOON, TALES OF UNUSUAL, VODITEL DLYA VERY, ZEBRAMAN, BROTHERHOOD OF WAR, INFERNAL AFFAIRS, MILLENIUM ACTRESS.
|
Autor relacji: Michal Klimaszewski - GRAIL
|