Poniżej znajdują się opisy filmów z kilku festiwalowych cykli (dokumenty, pokazy specjalne, sezon 2006/2007, pokazy na rynku), w które nie wciągnęliśmy się tak bardzo, jak we wcześniej wymienione. Co wcale nie oznacza, że to filmy średnie lub złe! Jak udowadniają poniższe opisy, znalazło się kilka znakomitych obrazów, których nie można przegapić.
|
|
PRYWATNE LĘKI W MIEJSCACH PUBLICZNYCH (COEURS)
| |
Francuska rewelacja! To takie jakby europejskie "Love Actually" - podejmuje te same tematy, aczkolwiek jest trochę spokojniejsze, niemniej również ciepłe, smutne, trochę optymistyczne i słodko-gorzkie. Sześcioro ludzi w Paryżu szuka miłości, szuka, ale po tylu nieudanych próbach są już tak przyzwyczajeni do samotności, że czasami ciężko im się przełamać i "wystawić na cios". Ale próbują, próbują dalej, choćby dla samego aktu próbowania, bo wiedzą, że malutka szansa jaką mają na prawdziwe uczucie wynagradza wysiłek jaki wkładają, nawet jeśli im się ostatecznie nie uda. Świetna jest postać Gaëlle - młodej kobiety, która oszukuje brata mówiąc, że wychodzi na spotkania z koleżankami, kiedy po prostu przesiaduje sama w restauracji czy to czekając, aż ktoś ją poderwie, czy aby posiedzieć i pomyśleć o tym, co robi, czy to jest czegokolwiek warte. Dołuje się swoją samotnością i jednocześnie nabiera siły, aby próbować dalej. I wreszcie nadchodzi jej chwila - umawia się przez randkowy czat na spotkanie z innym z bohaterów. Więcej nie piszę, warto zobaczyć ten obraz, nie tylko dla tego wątku - dla wszystkich, bo tworzą przepiękny, subtelny film o poszukiwaniu uczucia i walce z samym sobą; byle się nie zranić, byle znowu nie przegrać, jednocześnie wystawiając się ciągle na nowe szanse, możliwości... i porażki. Nigdy nie wiadomo kiedy stanie się coś, co zmieni życie, warto więc dopomóc losowi. Pomimo tego, że to obraz słodko-gorzki, to jest w swojej wymowie bardzo... ludzki. Reżyser nikogo nie ocenia - podpatruje, zauważa, współczuje. Film jest również znakomicie wykonany - przejścia pomiędzy kadrami płynnie wypełnia padający śnieg, który ma w filmie symboliczne znaczenie. Zdjęcia, muzyka, aktorzy - to wszystko tworzy wyśmienite kino!
[BEOWULF]
Kameralna, słodko-gorzka francuska komedia, z sympatycznym, nieco teatralnym klimatem, zagrana lekko i z klasą. Rzecz o kilku osobach, które w pokrytym śniegiem Paryżu próbują odnaleźć miłość. Znakomite dialogi, inteligentny i błyskotliwy humor, bez silenia się na ckliwy happy end, lecz z zakończeniem bardzo prawdziwym, stonowanym i nie do końca takim, jakiego - przyzwyczajeni większością romantycznych produkcji - byśmy się spodziewali.
[KAROL]
|
|
ZA LASEM (EINST SUBE HEIMAT)
| |
Dokument o mniejszości niemieckiej zamieszkującej Transylwanię. Społeczność Niemców niczym nie przypomina tej z dawnych lat świetności, kiedy owe ziemie wchodziły najpierw w skład monarchii austro-węgierskiej, a potem były zależne od III Rzeszy. Kilka oddalonych od siebie wiosek zamieszkuje garstka siwowłosych Niemców, zazwyczaj w wieku emerytalnym. Ich domostwa wyglądają jak oazy cywilizacji pośród romskich chałup. I choć Niemcom trudno przychodzi integracja z Cyganami i Rumunami, starają się nie narzekać na państwo, w którym przyszło im dokonać żywota. Odseparowani od macierzy, zdani wyłącznie na siebie nadal krzewią kulturę poprzez pisanie listów, rozmawianie w ojczystym języku i granie ludowej muzyki. Pomimo długich lat, które minęły od zakończenia wojny, rewizjonistyczne poglądy są w nich wciąż żywe. Jak na dłoni widać, że nie odrobili lekcji z historii, jaką swoim obywatelom przez czterdzieści lat wpajały zarówno federalna, jak i socjalistyczna republika. Cyganów uważają za podludzi niezdolnych do wykreowania żadnej kultury. Z taką samą łatwością przychodzi im negowanie tragedii oświęcimskiej. Bohaterowie tego dokumentu żyją niemal wyłącznie wspomnieniami. Przypominają sobie lepsze czasy; oglądając zdjęcia z młodości, czytając miłosne listy i śpiewając piosenki z tamtych lat. Powolne dogorywanie wymazuje ich hermetyczną społeczność z mapy tej części Europy.
[DZIADEK]
|
TO JEST ANGLIA (THIS IS ENGLAND)
| |
Niezwykły portret - nie tylko środowiska skinheadów, nie tylko angielskiego społeczeństwa w ogóle, ale przede wszystkim jednostki, manipulacji i wpływania na młody i niedojrzały jeszcze umysł. Zagrane po mistrzowsku, w głównej mierze przez naturszczyków; z kapitalną ścieżką dźwiękową i kapitalnymi, bardzo klimatycznymi zdjęciami. Całość wyreżyserowana z wielkim wyczuciem - Meadows to bardzo dobrze zapowiadający się reżyser, który na pewno nie raz nas jeszcze zaskoczy.
[KAROL]
Artystyczny obraz o włoskich emigrantach przybywających do U.S.A. na początku XX wieku, by znaleźć się w całkowicie obcej kulturze, wśród nieznajomych obyczajów. Piszę, że artystyczny, bo jak sam film mógł być bardzo dobry, to wystylizowane, ciągnące się czasem w nieskończoność ujęcia odebrały mu siłę wymowy. Taka jest pierwsza godzina, podczas której bohaterowie wyruszają do Stanów i dopływają na miejsce. I tyle. Można to było o wiele efektywniej nakręcić w 15-20 minut i przeznaczyć więcej czasu na późniejsze starcie z nową rzeczywistością. A tak mamy takie perełki, jak dziesięciominutowa, bez dialogowa scena wchodzenia na górę, aby pomodlić się do statuetki Maryi... Później jest już na szczęście tylko lepiej, bo wszelkie niuanse Nowego Świata zostały oddane znakomicie i z lekkim ironicznym uśmieszkiem; wszelkie formalności, reguły, zakazy i nakazy, do których bohaterowie - prości ludzie - muszą się dostosować. Przyjmują je w większości z uśmiechem na twarzach, ale w kilku miejscach muszą walczyć o to, kim są. Znakomicie przedstawione zostało marzenie, wyobrażenie głównych postaci o Stanach Zjednoczonych - jako pływanie w morzu mleka. Przyjdzie im boleśnie zweryfikować tę fantazję, ale końcówka udowadnia, że marzenie o czymś jest o tyle ważne, że później, gdy się już cel osiągnie, uzupełnia ono obraz rzeczywistości, stając się jej częścią. Byłby to znakomity i piękny film o emigracji, gdyby nie ta pierwsza niepotrzebnie wystudiowana godzina. A tak, jest jedynie dobry...
[BEOWULF]
Miejscami bardzo zabawna, miejscami dość dramatyczna, zawsze jednak przenikliwa i inteligentna historia o tym, jak na początku XX wieku Sycylijczycy przenoszą się do Stanów Zjednoczonych - w ich mniemaniu krainy mlekiem i miodem płynącej, i to dosłownie! Przenikliwy obraz ukazujący całą drogę jaką musieli przejść emigranci w drodze do Nowego Świata - od pierwszych naiwnych wierzeń, podsycanych przez manipulacje ze strony Amerykanów, po wszelkie formalności - wielokrotnie niezbyt humanitarne. Całość ma rozmach, scenograficzny przepych i znakomite role Charlotte Gainsbourg i Vincenzo Amato.
[KAROL]
|
|
PO PROSTU RAZEM (ENSEMBLE, C'EST TOUT)
| |
Zapowiadane to było jako bardzo ciepłe, urocze i subtelne kino z pięknym morałem. Wyszedł stereotypowy i dosyć schematyczny francuski kom-rom z Audrey Tautou powtarzającą po raz czwarty czy piąty tę samą rolę. Kilka fajnych patentów fabularnych i co lepszych dowcipów nie ratuje tego obrazu od przewidywalności, a miejscami nawet nudy. Kompletnie nic nie wnoszące kino i nie wiem dlaczego znalazło się w wyborze festiwalowym. Choć przyznaję, że oglądało się miło i bezboleśnie.
[BEOWULF]
Kiedy po latach wygnania ex-gangster Wo wraca do miasta, szef mafii wydaje na niego wyrok śmierci, którego wykonanie zleca jego dawnym przyjaciołom. Ci jednak, wciąż mający na uwadze dawne więzi, zgadzają się aby pomóc Wo w zdobyciu pieniędzy, które zapewniłyby jego żonie i dziecku godne życie. Zaskakujący obraz, trochę w klimatach Sergio Leone - o przyjaźni i honorze, sentymentalnie i efektownie zarazem, ze sporą nutą ironii i świetnego poczucia humoru. Solidne kino gangsterskie z Azji? Zawsze.
[KAROL]
W porównaniu z kulturalnymi kolejkami na filmy Hala Hartleya, kolejkę na jedyny wrocławski seans "Destricted" można określić jako walkę o ogień. I nikt mnie nie przekona, że tylko o kontakt z wielką sztuką chodziło ściśniętym jak sardynki w hallu teatru Capitol festiwalowiczom. "Destricted" jest bowiem pierwszą odsłoną zestawu filmowych i zarazem artystycznych wypowiedzi o pornografii, mechanizmach jej działania, wpływie na kulturę i skali oddziaływania na widza. Siedmiu znanych reżyserów zafundowało widzom takie wizualne atrakcje jak: pocieranie penisem o kołowrotek, dziesięciominutową scenę masturbacji zakończoną zmarnowaniem nasienia w filmie pod wiele mówiącym tytułem "Dolina śmierci", przegląd bałkańskich legend seksualnych i kulisy castingu do filmu porno. Spośród siedmiu nierównych artystycznie etiud na indywidualne wyróżnienie zasługują filmowe wypowiedzi Matthew Barneya i Larry`ego Clarka. Barney na potrzeby "Destricted" tak przemontował swoje "De lama lamina", że wykorzystany po raz drugi materiał filmowy zyskał zupełnie nowy kontekst i zaczął wyrażać zupełnie nowe treści. O ile "De lama lamina" był swoistym traktatem o powstawaniu i obiegu materii, o tyle film "Podnośnik" koncentruje się głównie na wielkim organicznym trudzie, jaki - zdaniem Barneya - jest nieodłączną częścią wszelkiego, szczególnie seksualnego procesu kreacji. Jeśli wyobrazicie sobie kilkuminutową scenę osiągania erekcji, zmontowaną z dźwiękiem skrzypienia wielkiego, topornego mechanizmu - a wszystko to podane w gigantycznym zbliżeniu - zrozumiecie jakiego rodzaju trud Barney miał na myśli. Larry Clark z kolei celuje w diagnozach kulturowych i społecznych. Aranżując i dokumentując casting do filmu porno, błyskotliwie ukazuje spustoszenie, jakie w umysłach młodych Amerykanów czyni pornografia. Oto kreuje się w filmach porno nie tylko cielesne stereotypy (duże piersi czy wygolone owłosienie łonowe), ale również kompletne modele zachowań seksualnych. Sypialnia staje się zatem miejscem nieustającego performance`u - ciągle zachowywanego zachowania. Łóżko zaczyna przypominać przestrzeń teatralną, a seks jest w tym ujęciu po prostu odgrywaniem scen, aktów i spektakli wziętych żywcem z porno-rzeczywistości. Czy pod kołdrą jest jeszcze miejsce na spontaniczność i naturalność? Larry Clark zdaje się wątpić. Jako całość "Destricted" zdaje się zadawać pytanie "Ile pornografii jest w kulturze?", ale odpowiedzi jakich udziela nie są szczególnie ważkie. W żadnym wypadku nie mamy do czynienia z przełomowym głosem w społecznej dyskusji o pornografii. Dobrze się jednak dzieje, że zaczyna się o niej wypowiadać także Kino. Póki co, wspólny głos siedmiu reżyserów jest ważny, ale nie donośny. Twórcy "Destricted" nie powiedzieli jednak ostatniego słowa. Przed nami kolejne części tego jedynego w swoim rodzaju porno-artu.
[SENK]
|