Klub Miłośników Filmu | www.film.org.pl
NOCNE SZALEŃSTWO
Jak co roku, dużym zainteresowaniem cieszył się cykl "Nocne Szaleństwo", który obejmuje filmy niesamowicie specyficzne i wymagające wiele od widza. I to nawet nie chodzi o to, że są tak niesamowicie ciężkie, artystyczne i przygnębiające. To po prostu kino odjechane jak tylko się da, że się tak wyrażę, pełne absurdalnych pomysłów i niecodziennych wykonań. W tym roku w tym cyklu pokazano cztery filmy azjatyckie, byliśmy na wszystkich.
THE HOST: POTWÓR (GWOEMUL)
Przezabawny monster movie, ze świetnymi efektami specjalnymi i klimatem, jakiego mogą mu pozazdrościć amerykańskie produkcje tego typu. Z rzeki Han w Seulu wyłania się potwór i porywa córkę Kang-doo. Mężczyzna wraz z rodziną wyrusza na ratunek. Jest tylko jeden problem: bohater jest wielkim nieudacznikiem i najprawdziwszym idiotą. Szalona i bezpretensjonalna zabawa z masą czarnego humoru i kilkoma nieco bardziej efektownymi i trzymającymi w napięciu scenami, zrealizowana bardzo porządnie i z wyczuciem. Tym gorzej, że Amerykanie biorą się za remake - wątpię, czy będą potrafili uchwycić lekkość i humor tej historii. [KAROL]
JESTEM CYBORGIEM I JEST O.K. (SAIBOGUJIMAN KWENCHANA)
Najnowszy film twórcy trylogii zemsty jest tak maksymalnie odjechany, że nie wiem czy kiedyś widziałem coś o podobnych kształtach. Główna bohaterka zaczyna słyszeć głosy i myśli, że jest cyborgiem - podcina sobie żyły, wsadza przewody i podpina się do prądu. ;) Jak nietrudno zgadnąć, trafia do zakładu psychiatrycznego - ale okazuje się być jedną z normalniejszych osób. To, co się dzieje w tym "ośrodku" przechodzi ludzkie pojęcie - tego nie da się opisać słowami (mój faworyt, to facet udający królika - taka biedna wersja Franka z "Donnie Darko"). W tle przewijają się poważniejsze wątki, ale jak dla mnie schizofreniczno-absurdalna atmosfera, w której film od pewnego momentu tonie, przesłania wszelkie morały. Obraz nie jest zły - ma swoje świetne momenty - ale to zdecydowanie nie moje klimaty, choć przyznaję, że miejscami porządnie się uśmiałem. Szkoda tylko, że taki reżyser zabiera się za tworzenia takich filmów. Stać go na wiele więcej. [BEOWULF]

Po Trylogii Zemsty Park Chan-Wook postanowił trochę odpocząć od ciężkich klimatów i wyreżyserował szaloną komedię romantyczną. I choć efekt nieco rozczarowuje, nie można odmówić reżyserowi oryginalności i umiejętności wyłamywania się z pewnych filmowych schematów. Reżyser umieszcza swoją historię w ... szpitalu psychiatrycznym, gdzie trafia młoda dziewczyna, przekonana o tym, że jest cyborgiem. Tam spotyka równie dziwacznego chłopaka, wśród którego nietypowych zachowań można wyliczyć skakanie po szpitalu w masce królika czy "kradnięcie" innym pacjentom cech charakteru. Nietypowa przyjaźń tej pary przeradza się powoli w inne uczucie, nietypową i trudną do zdefiniowania odmianę miłości. Opowieść to wyjątkowo zakręcona, z galerią zupełnie odrealnionych postaci i surrealistycznych sytuacji. Moim zdaniem reżyser jednak trochę przeszarżował i otrzymaliśmy obraz miejscami tak najeżony wszelkiego rodzaju szaleństwami, że staje się to dla widza bardzo męczące. Film oferuje też bardzo specyficzny i absurdalny humor, który nie każdemu odpowiada. Ogólnie jest to jednak wciąż dobra historia o tym, że uczucie może nas spotkać w każdym miejscu i że nigdy nie jest za późno - nawet wtedy, gdy wydaje się już, że nie ma dla nas ratunku. Wolę jednak, żeby reżyser wrócił w bardziej rzeczywiste rejony i opowiedział znowu coś bardziej przyziemnego... [KAROL]
OMKARA (OMKARA)
Bollywoodzki dramat, tym razem okraszony mniej spektakularnymi scenami tanecznymi, to indyjska adaptacja "Otella" Szekspira. Omkara, lokalny przywódca ma wśród swoich przyjaciół smoczego języka, który polewa trucizną duszę swojego pana. Oto Langda próbuje skłócić Omkarę ze swoim przyjacielem sugerując, iż ten uwodzi jego żonę. Chorobliwie zazdrosny Omkara nie odkrywa podstępu. Wystawiony na próbę przechodzi ją negatywnie. Nie jestem miłośnikiem Bollywoodu, ale przyznać muszę, że pomimo tradycyjnej długości filmu jest on bardzo oryginalny. Niezłe dialogi, bardzo dobry scenariusz oraz zdjęcia sprawiły, że film oglądało się przyjemnie. [DZIADEK]
DETEKTYW NOCNYCH KOSZMARÓW (AKUMU TANTEI)
Sam pomysł na fabułę jest fantastyczny - oto mamy człowieka, który potrafi wnikać w cudze sny, aby pomagać ludziom w odkrywaniu źródła ich koszmarów. Pewnego dnia pojawia się jednak ktoś, kto zaczyna mordować ludzi w ich snach. Młoda (i ładna) policjantka zajmująca się sprawą prosi tytułowego bohatera o pomoc w odnalezieniu tajemniczego psychopaty. Brzmi nieźle, prawda? Szkoda, że film miejscami do złudzenia przypomina "Nieodebrane połączenie" czy inny "Krąg", a bohater jest tak apatyczny i dennie zagrany, że prawie wcale nas nie interesuje, co się z nim stanie. Sceny ataków zabójcy są zrobione w sposób tak chaotyczny, że przez jakiś czas niewiadomo w ogóle, co się dzieje na ekranie. Historia jest dość banalna, niektóre wątki niepotrzebne i bezsensowne. Do tego rozczarowujący czarny charakter i niewiele jak na film prawdziwej grozy. A szkoda, bo i reżyser (Tsukamoto, ten od "Tetsuo") i sam pomysł wyjściowy dawały nadzieję na coś więcej... [KAROL]
STRONA GŁOWNA KMF | POWRÓT DO WYBORU