Kontynuacja cyklu "Panorama współczesnego kina", tyle ze tu zaprezentowane zostały obrazy, które w ostatnim czasie wypłynęły na międzynarodowe wody - czy to wzbudzając liczne kontrowersje, czy powodując dużo zbędnego szumu, czy po prostu zdobywając ważne nagrody na różnych festiwalach. Przekrój tematyczny i etyczny jest naprawdę zadziwiający, aczkolwiek obok filmów ważnych i wartych zobaczenia oraz refleksji znalazły się również produkcje całkowicie niestrawne, które miast doprowadzać do dyskusji sprowadzały nas na skraj sennych majaków. Niemniej jednak, znalazło się tu kilka rewelacji.
|
|
4 MIESIĄCE, 3 TYGODNIE I 2 DNI (4 LUNI, 3 SAPTAMINI SI 2 ZILE)
| |
Film otwarcia. Zwycięzca festiwalu w Cannes z wielkim hukiem otworzył festiwal Nowe Horyzonty. Temat nielegalnej aborcji przedstawiony na tle reżimowej rumuńskiej rzeczywistości poruszył wrocławską widownię i niemal bezdyskusyjnie określony został przez widzów jako film "mocny" i "dobry". Warto jednak odsłonić warsztat reżysera Cristiana Mungiu i zauważyć, że "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" pod ascetyczną formą i niedbałymi zdjęciami tworzącymi pozory obiektywnej obserwacji, skrywają fabularny warsztat jakiego nie powstydziłoby się Hollywood. Napięcie budowane jest tu niczym w najlepszym thrillerze, sekwencje fabularne ułożone są tak, by manipulować nastrojami widza (który nierzadko chce wręcz wyrwać zakończenie z ekranu), a postacie są ostro nakreślone i perfekcyjnie zagrane. Tyle, że albo bawimy się w "Fikcję" albo w "Rzeczywistość". Cristian Mungiu prowadzi dwie zabawy na raz, ale się do tego nie przyznaje. Sami zdecydujcie czy to wada, czy zaleta tej nagrodzonej Złotą Palmą produkcji.
[SENK]
Marianne Faithfull w roli spokojnej angielskiej babci, która aby uratować ciężko chorego wnuka decyduje się na pracę w jednym z londyńskich burdeli, gdzie "obsługuje" mężczyzn przez dziurę w ścianie. Jako Irina Palm (bo w końcu każda gwiazda musi mieć swoje alter-ego), wkrótce zyskuje sporą popularność. Jak można się jednak domyślić, "drugie życie" z czasem zaczyna być coraz bardziej uciążliwe. Zabawny, inteligentny i dobrze zagrany film (ze świetną Faithfull na czele), który swoją lekkością (co przy takim temacie wydaje się wprost niezwykłe) ujął festiwalową publiczność. Mnie osobiście za to mocno kojarzył się z "Saving Grace" (po polsku "Joint Venture"), w którym to również starsza angielka (Brenda Blethlyn) zmuszona była do niemoralnego wyczynu (hodowanie marihuany), aby poradzić sobie z nękającymi ją problemami, przy czym oba filmy mają nawet podobne zakończenie. Mimo to, "Irinę Palm" zdecydowanie polecam, bo jest filmem lepszym i miejscami nawet zabawniejszym niż "Saving Grace".
[KAROL]
|
|
GRAJĄC OFIARĘ (IZOBRAŻAJA ŻERTWU)
| |
Ekscentryczny student Wala zarabia na życie grając rolę denata w policyjnych inscenizacjach zbrodni. Jednocześnie zmaga się z rodziną, dziewczyną, duchem ojca i chronicznym lękiem przed wodą. "Grając ofiarę" to inteligentne i błyskotliwe, choć nieco dziwaczne młode kino rosyjskie. Film powinien czym prędzej znaleźć polskiego dystrybutora, bo ta słodko - gorzka opowieść o współczesnej Rosji, mogłaby być równie dobrze opowieścią o współczesnej Polsce. A jako że oprócz bezlitosnej farsy na słowiańską mentalność, znajdziemy tu także elementy "Hamleta" i odpryski po Freudzie, zarówno teoretycy filmu, jak i zwyczajni widzowie powinni być filmem Kiriła Serebrennikowa usatysfakcjonowani.
[SENK]
|
|
Z LONDYNU DO BRIGHTON (LONDON TO BRIGHTON)
| |
Półświatek gangów, handlu żywym towarem, stręczycielstwa i zbrodni. W tym świecie żyje Kelly, uliczna prostytutka, która żeby zdobyć kasę na pociąg musi wyskoczyć na godzinkę "zarobić". W tym świecie żyje także Derek, alfons - przedsiębiorca i pracodawca, który jest panem i władcą czterech prostytutek, dwóch handlarzy narkotykami i trzech "karków". W tym świecie pojawia się także dwunastoletnia Joanne, która po ucieczce od ojczyma-pijaka, żyje na ulicy żebrząc. Pewnego razu, w jej dziecięcym świecie zjawi się prostytutka Kelly i alfons Derek. Zaproponują jej niezobowiązującą zabawę u starszego, bogatego pana... Ponury, wpisujący się w brytyjskie kino realizmu społecznego film jest niejako zapisem, dokumentem prawdziwych historii o wykorzystywaniu nieletnich i pułapce w jaką się wpada wychodząc na ulicę. Zrealizowany dynamicznie, w formie sensacyjnego thrillera poraża chłodem wiejącym z ekranu, brudem londyńskich ulic, zgrozą pedofilskich zabaw i realizmem sytuacji. Na pewno nie wszystkim, zwłaszcza tym o słabszych nerwach, przypadnie do gustu. Ważne jednak jest to, iż porusza sprawy tak naprawdę dalekie od nas, a jednak cały czas rozgrywające się w otaczającym nas świecie.
[DZIADEK]
Znakomita animacja! Świetnie zrobione, pomysłowe i ważne kino. Oparte na autobiograficznym komiksie stworzonym przez reżyserkę - Marjane Satrapi. Jest to opowieść jej życia - opowieść o Iranie i wstrząsającymi nim wydarzeniami, problemami, kolejnymi zmianami władzy, zmianami kulturowymi itd. Jest to film zdecydowanie gorzki w swojej wymowie, choć reżyserka zdecydowała, że opowiedzenie historii w konwencji na poły komediowej będzie lepsze, bardziej przyswajalne dla przeciętnego widza. Śmiesznych momentów znajduje się tu całkiem sporo, szczególnie, że Iran jest nieodłącznie związany ze Stanami Zjednoczonymi i reżyserka wplotła w swój obraz wiele odnośników kulturowych oraz, co ciekawsze, filmowych, jak np. motyw z "Terminatora 2". ;) Co nie zmienia faktu, że pod komediową otoczką kryje się coś więcej. I zdecydowanie nie do śmiechu. Ale "Perseoplis" to nie tylko film o Iranie - to przede wszystkim film o dojrzewaniu, tak w Iranie, jak we Wiedniu, do którego główna bohaterka wyjeżdża studiować. Widzimy wszystkie fazy dorastania młodej Marjane - pierwsze miłostki, rozczarowanie światem, poszczególne fascynacje porzucane na rzecz kolejnych. Świetnie jest to ukazane na przykładzie muzyki, której słucha główna bohaterka - od Mettaliki po Nirvanę. To wszystko czyni "Persepolis" uniwersalną opowieścią o dojrzewaniu i tożsamości; niemniej opowieścią osadzoną głęboko w konkretnej rzeczywistości - smutnej i przerażającej. Więcej nie zdradzam, fabularnie film jest doprawdy poruszający i warto go obejrzeć choćby dla tego aspektu. A to przecież nie wszystko, jest jeszcze np. sama animacja - kreska dosyć prosta, ale właśnie ta prostota, brak wygładzonych tekstur i skomplikowanych grafik, pozwala opowiedzieć tę smutną historię w karykaturalnych barwach i uzupełnia się znakomicie z fabułą. Śmiech przez łzy i ważna lekcja historii, wszystko podane we wspanialej formie. Nowe Horyzonty. Warto się z tym zmierzyć.
[BEOWULF]
Nominowana do Złotej Palmy animacja o irańskiej dziewczynce, która dorasta w państwie rządzonym przez terror. Obywatele tego państwa są szykanowani przez kolejne władze. Najpierw terroryzuje ich sponsorowany przez zachodnie mocarstwa szach, następnie po rewolucji islamskiej władze przejmuje ajatollach i wprowadza ustrój republiki teokratycznej. Rządzący poddają swoich podwładnych wymyślnym torturom, czy to fizycznym, czy psychicznym. Kobiety zostają zmuszone do noszenia czadoru, zakazane jest picie alkoholu i słuchanie amerykańskiej i europejskiej muzyki. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż historia dziewczynki jest opowiedziana z poziomu tego, co dzieje się wokół niej. Reżyser nie przedstawia nam historii Iranu, ale historię pewnych ludzi w zmieniających się czasach. Okazuje się, iż to znajomy fryzjer jest w tej chwili smutnym urzędnikiem, który decyduje o czyimś wyjeździe za granicę, a tata kolegi był agentem tajnej policji szacha. Nasza bohaterka Marji wiele dowiaduje się o świecie od swoich rodziców, wujka, a przede wszystkim od babci. To właśnie babcia uczy dojrzewającej dziewczyny moralności, szacunku dla innych i miłości do siebie. Stosunkowo prosta kreska animatora połączona z perfekcyjną dbałością o szczegóły i samą animację sprawia, iż film wydaje się być bardzo naturalny. Najlepszy w tym wszystkim jest jednak scenariusz, bogaty, obfitujący w szczegóły, który powoduje, iż każda minuta oglądanego filmu ma sens. Pięknie opowiedzianą prostą historię czasem smutną, czasem wesołą powinien obejrzeć każdy z nas. Film zjawiskowy.
[DZIADEK]
Zdecydowanie największy i najważniejszy film Festiwalu. Przejmująca, miejscami zabawna opowieść, która mimo formy (czarno-biały film animowany) szokuje swoją autentycznością i szczerością. Piękne kino, ważne i zawsze aktualne, przemyślane i konsekwentne. Historia o dorastaniu w kraju, który nigdy nie poznał smaku prawdziwej wolności i o odkrywaniu własnej tożsamości. Obraz fascynujący od pierwszych minut, piękny i naprawdę wyjątkowy. I choć zwykle boję się tak mówić, ale zaryzykuję: to wielkie kino, które nie pozostawia nikogo obojętnym. Polecam z całych sił.
[KAROL]
Nowy film Sokurowa, mimo że większość akcji dzieje się w wojskowych koszarach, jest przede wszystkim filmem o kobiecie. Kobiecie, która nie rozumie wojny, gubi się w świecie mężczyzn, przemocy, walki, wielkich czołgów i broni, nie potrafi pojąć celu tego wszystkiego. Tytułowa Aleksandra (wspaniała rola Galiny Wiszniewskiej), to babka oficera, który odbywa służbę na froncie rosyjsko-czeczeńskim. Zaproszona przez wnuka przyjeżdża do miejsca, w którym stacjonuje. Tytułowa kreacja oraz piękne antywojenne przesłanie, to największe zalety tego nieśpiesznego, wyciszonego filmu. Bo co lepiej mówi o wojnie, jak nie tęskne spojrzenia, którymi darzą Aleksandrę młodzi żołnierze...
[KAROL]
|
|
BETELOWY ORZECH (BETELNUT)
| |
Historia dwóch chłopców na chińskiej prowincji, którzy starają się o względy dziewczyn oraz szacunek innych dzieciaków. Nie jestem pewien, czy w tym jednym zdaniu nie zawarłem całego scenariusza i czy czasem się jakiś spojler nie wkradł, bowiem film, na którym przyszło mi się katować nie miał żadnego celu. Nic się z niego nie dowiedziałem, nic ciekawego nie zobaczyłem i nic mądrego nie usłyszałem. Za to widziałem statyczne sceny, gdzie to aktorzy (naturszczycy) wchodzili, bądź wjeżdżali na swych motorach w kadr, coś tam brzęczeli pod nosem, siedzieli, palili papierosy i generalnie nic nie robili. W tym filmie nic się nie dzieje i to jego największy mankament. Usnąć można już w trzeciej minucie. Na dodatek jakość zdjęć kamery cyfrowej oraz udźwiękowienie są tak żenujące, że byle dziecko nakręciło by ciekawszy film na telefonie komórkowym. Nie muszę chyba dodawać, że muzyki w filmie nie uświadczymy. Najlepszą ocenę wystawili jednak widzowie festiwalu. Tradycją stało się już oklaskiwanie każdego, nawet byle jakiego filmu (niemal jak w filharmonii, a ja się pytam, czemu nie klaskać jeśli film dobry, ale i nie wygwizdywać jeśli zły?!). W tym wypadku po seansie usłyszałem może jakieś dwa nieśmiałe klaśnięcia, za to pół widowni westchnęło z ulgą, że to już koniec. Panie Romanie, cóż też pan sprowadził?!
[DZIADEK]
|
|
SŁOŃ I MORZE (THE ELEPHANT AND THE SEA)
| |
Kolejny film zrealizowany w podobnym stylu, jak "Betelowy orzech". Cyfrowa kamera, praktycznie żadnej muzyki, statyczne ujęcia, drętwe dialogi. To nie jest kino powtarzam, to tortura! Przychodzę do kina dla uczty zmysłów, mądrych i ciekawych historii - żeby się pośmiać, zadumać bądź zasmucić, a nie żeby siedzieć i patrzeć w ekran i nic z tego nie mieć. Ciekawsze już jest wyglądanie przez okno i podpatrywanie życia na ulicy. Na szczęście "Słoń i morze" był ciut lepszy od "Betelowego orzecha". Po pierwsze sprawniejsza realizacja - żywsze kolory, profesjonalnie nagrany dźwięk i wreszcie, choć po niemal godzinie, rozkręcająca się akcja. Równoległe historie nastolatka, który zaczyna pracę dla gangu przy okazji podkochując się w dziewczynie pracującej na targu oraz starszego człowieka, który utraciwszy dom i żonę w wyniku rządowej akcji walki z zakaźną chorobą i otrzymawszy odszkodowanie stara się je jak najszybciej upłynnić. "Słoń i morze" jest filmem wymagającym skupienia, w przeciwnym razie bardzo łatwo można zasnąć. Brak muzyki to jeden z wielu jego mankamentów. Innym jest kiepska gra aktorów - w zasadzie samych naturszczyków. Sugeruję omijać ten film szerokim łukiem, choć jest to pozycja na tyle mało dostępna, że wątpię, by oprócz festiwali mogliby państwo kiedyś ją obejrzeć.
[DZIADEK]
Utrzymany w czarno-białej stylistyce film holenderskiego twórcy teledysków Antona Corbijna, to biografia znanego wokalisty punk-rockowej kapeli Joy Division - Iana Curtisa. Przeplatany muzyką lat '70 film został zrealizowany zgrabnie, choć bez rewelacji. Można powiedzieć, iż jest to kolejna biografia znanego artysty. Wcześniejsze filmy takie jak "The Doors", "24 Hour Party People", czy "Sid and Nancy" cechowały pewne podobieństwa pod względem formy. Tutaj fabuła oparta jest na podobnym, linearnym schemacie. Młody buntownik zakłada kapelę i ku zdziwieniu udaje mu się przebić na światowe sceny. Niestety wyczerpująca praca, ciągła presja, alkohol i narkotyki robią swoje. Curtis choruje na epilepsję, która atakuje w najmniej spodziewanych momentach. Zmęczony tym, a może przede wszystkim problemami emocjonalnymi (dzieli życie między żonę i kochankę), w końcu decyduje się popełnić samobójstwo. Corbijn koncentruje się głównie na wątku emocjonalnym piosenkarza, w podobny sposób, jak w zeszłorocznym hicie "Walk the Line" o Johnnym Cashu. Wychodzi z tego film bardzo dobry, aczkolwiek pozostawiający pewien niedosyt.
[DZIADEK]
Film zamknięcia. Najlepszy film i najlepsza kreacja aktorska wrocławskiego festiwalu (Sam Riley jako Ian Curtis). I nikt nie powinien być zaskoczony, wszak "Control" to laureat Złotej Kamery - specjalnego wyróżnienia dla debiutantów na festiwalu w Cannes. Filmowa biografia Iana Curtisa, charyzmatycznego wokalisty Joy Division, nie ucieka co prawda od wiarygodnego portretowania swego bohatera, ale ma ambicje znacznie bardziej uniwersalne. Z każdego kadru "Control" bije panika, gorączkowość i rozedrganie. Wziętemu reżyserowi teledysków Antonowi Corbijnowi udało się oddać na ekranie nie tylko ducha zespołu Joy Divion, ale także stworzyć wiarygodny portret psychologiczny jego wokalisty. Oto Ian Curtis próbuje ogarnąć rzeczywistość, Ian Curtis próbuje skleić nie pasujące do siebie kawałki własnej tożsamości, wreszcie Ian Curtis próbuje iść przez życie nie robiąc nikomu krzywdy - ale na wszystkich trzech frontach ponosi porażkę. "She`s lost control" śpiewa Ian w jednej z piosenek - i o utracie kontroli nad życiem traktuje także film Corbijna. Epilepsja na którą cierpiał wokalista urasta tu zatem do rangi symbolu, a każdy, kto choć raz poczuł się zaszachowany przez brutalną rzeczywistość - każdy, kto znalazł się w sytuacji bez wyjścia - może się z powodzeniem identyfikować z Curtisem. Z jednej strony więc "Control" umacnia pozycję wokalisty Joy Division na cokole legendy post-punku, z drugiej strony jednak pozwala każdemu widzowi wejść na ów cokół i objąć się z Curtisem.
[SENK]
Historia słynnego wokalisty zespołu Joy Division, który nie potrafiąc poradzić sobie z życiem, przygnieciony przez masę obowiązków, którym nie potrafił podołać oraz niszczony przez epilepsję popełnił w wieku 23 lat samobójstwo. To wyjątkowo smutna historia jego krótkiego życia, zrealizowana bardzo surowo, z czarno-białymi zdjęciami i wyjątkowo chłodną realizacją, pozbawioną wszelkich eksperymentów z formą. Świetny Sam Riley w roli głównej - bardzo autentyczny i nie jednowymiarowy oraz jak zwykle dobra Samantha Morton. Słuszny zwycięzca nagrody specjalnej w Cannes i bardzo dojrzały debiut ciekawie zapowiadającego się reżysera.
[KAROL]
|