![]() |
Próba opowiedzenia historii tytułowej księżniczki Brazylii w formie surrealistycznej komedii okazała się niewypałem. Mało wyszukany i mało śmieszny dowcip, to jeden z wielu minusów tej produkcji. Surrealistyczna stylistyka nie pomagała w dobrym odbiorze filmu, wręcz przeciwnie - wszystko było zbyt przerysowane. Za dużo groteski, a za mało dobrego dowcipu sprawiło, że napisy końcowe "Carloty Joaquiny" okazały się najlepszą sceną filmu.
[AZGAROTH]
W zasadzie powinnam już się przyzwyczaić, że opisy filmów na festiwalu nijak się mają do samych filmów. Potrzebowałam czegoś lekkiego, a tu mi piszą, że śmiesznie jest, że nawiązują do Monty Pythona... Najwyraźniej oglądałam innego Monty Pythona. A i śmieszne też w zasadzie nie było. Historia absurdalna, to prawda, tylko że karnawałowa konwencja filmu szybko zaczyna nudzić, a w drugiej połowie - bardzo irytować. Film na swój specyficzny sposób opowiada historię portugalskiej rodziny królewskiej. Król głównie wcina kurczaki, a królowa kombinuje, jak tu pójść do łóżka z tym czy innym. Momentami miałam dziwne skojarzenia z polskimi sitcomami, gdzie najśmieszniej jest, kiedy ktoś rzuca inwektywami na prawo i lewo. I właśnie tak reagowała publiczność. Film ten w Brazylii odniósł sukces, co więcej, stał się początkiem odrodzenia kina w tej części świata, ale tutaj w zasadzie nie chwycił. I tak, jak ubóstwiam Latynosów z ich specyficzną mentalnością, tak tego poczucia humoru zdecydowanie nie łapię.
[TESS]
|
"33" pretenduje do miana dokumentu, chociaż mam wątpliwości co do tego, na ile historia jest prawdziwa. Reżyser, Kiko Goifman, wziął na tapetę własne życie, a mianowicie fakt, że w dzieciństwie został adoptowany. Temat adopcji jest dość drażliwą kwestią w Brazylii i zazwyczaj wszyscy starają się go unikać. Jednak trzydziestotrzyletni Goifman chce się zmierzyć z narodowym tabu i daje sobie trzydzieści trzy dni na znalezienie biologicznej matki. Do dyspozycji ma rady kilku prywatnych detektywów, mgliste wspomnienia członków swojej rodziny i świstek papieru, który przechowywała adopcyjna matka. Konwencja filmu była jednak dla mnie bardzo męcząca. Czarno-białe zdjęcia, drażniąca muzyka i dziwne wstawki z cyklu: co zrobić, żeby film miał parę minut więcej i wyglądał na bardziej artystyczny. "33" nie przypadł mi do gustu, chociaż przyznaję, że jeden z detektywów i jego wskazówki dotyczące traktowania ludzi, to perełka. Niestety jedna z nielicznych. Z pewnością w Brazylii mógł to być film ważny, przede wszystkim ze względu na tematykę. Jednak na naszym rodzimym gruncie jest zbyt pretensjonalny i zdecydowanie wieje od niego nudą.
[TESS]
|
Podoba mi się pomysł takiej filmowej kroniki - bohater dokumentu, kamerdyner Santiago, to postać nietuzinkowa (kto bowiem całe życie poświęca tworzeniu własnej "encyklopedii", osiągającej trzydzieści stron notatek i komentarzy?). Reżyser Joao Moreira Salles, uznany dokumentalista, nie mówi wprost o wpływie tego niezwykłego mężczyzny na swoją artystyczną drogę, pozwala się mu wypowiedzieć. Szkoda tylko, że po jakimś czasie film staje się nieznośnie nużący. Bywa i tak.
[ARTEMIS]
|
"Film miłosny" to zdecydowanie najgorszy film, jaki obejrzałam na tegorocznym festiwalu. Cierpiałam bardzo, próbując wysiedzieć do końca i ta sztuka udała mi się jako jednej z nielicznych na sali. Większość widzów zrezygnowała po dwóch kwadransach. I możecie mi mówić, że to dzieło, że zrobił to największy i najgenialniejszy awangardzista brazylijski, Julio Bressane, ale ja tego nie kupuję. Mamy trójkę znudzonych życiem Brazylijczyków, obskurne mieszkanko, trochę dziwnych i mniej dziwnych praktyk seksualnych, sporo narkotykowych i alkoholowych majaków, smażenie kotletów żelazkiem, czytanie na głos książek. I nie chodzi o to, że filmu nie zrozumiałam, jak należy. Przesłanie jest proste, wręcz prostackie biorąc pod uwagę ostatnią scenę. To forma doprowadza do szału. Nikt nie powiedział, że filmy o beznadziei mają być beznadziejne, a filmy o nudzie - nudne. Jak dla mnie pseudoartystyczny bełkot.
[TESS]
|
Zdecydowanie najlepszy film w sekcji Nowe Kino Brazylijskie! Skromny, czarno-biały debiut Waltera Sallesa, którego kolejny film - znany również z polskich ekranów "Central do Brasil" był nominowany do Oscara. Paco to dwudziestolatek mieszkający w Sao Paolo. Po śmierci matki pragnie odwiedzić jej rodzinne strony w Hiszpanii, lecz nie ma pieniędzy na podróż. Niespodziewanie trafia się okazja, gdy pewien antykwariusz prosi go by przewiózł skrzypce (z pewną zawartością w środku, o której oczywiście chłopak nie ma pojęcia) dla przyjaciela w Lizbonie. Na miejscu Paco oczekuje w ponurym hotelu na przybycie kuriera, który ma odebrać walizkę. Kiedy ten się jednak nie zjawia przez kilka dni, młodzieniec wyrusza w miasto i spotyka Alex. Młoda Brazylijka okazuje się być również zamieszana w przemyt z Brazylii. Pomiędzy nimi rodzi się niezwykłe uczycie, lecz Portugalia wcale nie jest takim rajem dla imigrantów, jak się niektórym wydaje.
[GRAIL]
Film w wyrafinowany sposób oddaje problemy, którym muszą stawić czoła młodzi Brazylijczycy. Brak perspektyw w rodzinnym kraju zmusza Alex do podróży do tytułowej obcej ziemi. Paco wiedzie tam chęć poznania kraju przodków, a wyprawę umożliwia mu przypadkowo poznany mężczyzna. Za oceanem nie znikają jednak pozostawione w kraju troski, zwłaszcza gdy przyjdzie się zmierzyć z uprzedzeniami, samotnością i brutalną przemocą. Na przekór wszystkiemu w tym mrocznym świecie rodzi się miłość. Dzieło to ustrzegło się wszelkich możliwych uchybień, nie ma tu zbędnego moralizatorstwa, ani wyraźnych ocen postaw bohaterów. Świetnie skonstruowana akcja i piękne zdjęcia to kolejne atuty tego znakomitego filmu.
[KASIA SKULIMOWSKA]
|
"Sąd" jest filmem ciekawym z kilku względów. Przede wszystkim pokazuje, z jaką beztroską podchodzą młodzi Brazylijczycy do kwestii popełnianych przez siebie przestępstw. Na ekranie widzimy głównie pewien pokoik, który uchodzi za salę sądową, sędzinę, adwokata i prokuratora, ale przede wszystkim dzieci i nastolatki, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. Mają na sumieniu kradzieże, pobicia, rozboje, napady z bronią w ręku, nawet morderstwa. Wszyscy zgodnie tłumaczą, że to w zasadzie nie oni, że zostali zmuszeni czy wręcz wkręceni wbrew swojej woli. Lądują w domach poprawczych, z których uciekają, żeby wrócić tam po kilku miesiącach. Centralną postacią jest sędzina, dość specyficzna osoba, która oskarżonych traktuje jak surowa ciotka. Nie ogranicza się do wydania wyroku, ale metodycznie wykłada młodym ludziom, jak bardzo są głupi, dając sobą manipulować. Tłumaczy cierpliwie, że to oni są odpowiedzialni za siebie i od nich zależy, jak wyglądać będzie ich życie. Ponadto widzimy też zakłady poprawcze, których widok przyprawił mnie o dreszcz przerażenia. Wszystko to odnosi się do sytuacji ogromu ludzi, którzy mieszkają w favelach, bez perspektyw, nie znając innego życia i żyjąc z dnia na dzień.
[TESS]
|
"Deserto Feliz" to kolejny brazylijski obraz z pomysłem i ambicjami, które pogubiły się gdzieś po drodze. Punktem wyjścia jest turystyka seksualna i prostytucja, najpoważniejszy obok biedy problem współczesnej Brazylii. Główna bohaterka, Jessica, zostaje zgwałcona przez swojego ojczyma. Ma dość takiego życia, chce uciec, uwolnić się z klatki, którą jest dla niej własny dom. Wyjeżdża więc do miasta i zostaje prostytutką. Mieszka w blokowisku z innymi dziewczynami, które zajmują się tym samym. Jest niepełnoletnia, a co za tym idzie, radzi sobie lepiej niż jej starsze koleżanki. Jednak takie życie wkrótce się jej nudzi i zaczyna marzyć o tym, żeby wyjechać z kraju z poznanym w barze Niemcem. Reżyser, Paulo Caldas, w bardzo oszczędny sposób przedstawia kolejne etapy historii, która początkowo rzeczywiście jest interesująca, ale z czasem staje się coraz bardziej nużąca. Przede wszystkim dlatego, że ani przesłanie, ani sama historia nie są specjalnie odkrywcze i nowatorskie.
[TESS]
| |||||||||||||||||||||||
| STRONA GŁOWNA KMF | POWRÓT DO WYBORU |