"No, byłem wczoraj na "Suspirii". Tandeta!" - takie opinie można było usłyszeć trzeciego dnia festiwalu przed seansem "Głębokiej czerwieni". Przegląd filmów włoskiego mistrza makabry w ramach cyklu Nocne Szaleństwo okazał się zdumiewająco kontrowersyjny: widownia śmiała się głośniej niż na "Czarnej owcy", a opinie wahały między głosami zachwytu czy w przypadku "Suspirii" deklaracji o najbardziej przerażającym horrorze jaki się widziało w życiu, a głosami zupełnego rozczarowania (według tych miałby się Argento zestarzeć, śmieszyć, nie straszyć). Jednak bez względu na wszystko, pojawiały się jednak na filmach Włocha tłumy - a malowniczej rzezi z muzyką Goblinów w tle towarzyszyły emocje niebagatelne; tyle, że różne i różnie okazywane...
|
|
PTAK O KRYSZTAŁOWYM UPIERZENIU (L'UCELLO DALLE PIUME DI CRISTALLO)
| |
Świetny debiut Dario Argento. Oglądany na porwanej, czerwono-fioletowej taśmie z angielskim dubbingiem. Morderca w czarnym płaszczu, zło na ulicach wiecznego miasta. Charakterystyczna dla Argento melodyjka z dziecięcej pozytywki. I klimat zagrożenia, którego nie da się porównać z niczym innym - poza dalszymi filmami włoskiego mistrza makabry.
[ARTEMIS]
|
|
|
KOT O DZIEWIĘCIU OGONACH (IL GATTO A NOVE CODE)
| |
W "Kocie o dziewięciu ogonach" szwankuje intryga (zbyt wydumana, mierząca się z "ważnym problemem", ale bez przełożenia na fabułę), pojawia się też sporo scen komicznych, które komicznymi winny nie być, jednak jedno pozostaje bez zmian: atmosfera. No i bywa Argento wręcz rozkoszny, gdy np. niewidomemu reporterowi każe użyć laski jako broni, laski, oczywiście, wyposażonej w wysuwające się w chwilach krytycznych - ostrze.
[ARTEMIS]
|
|
|
GŁĘBOKA CZERWIEŃ (PROFONDO ROSSO)
| |
To film, który chwyta za gardło. Jakby rozwinięcie "Ptaka o kryształowym upierzeniu", tyle, że straszniejsze, mocniejsze, nakręcone z prawdziwą wirtuozerią. Dziecięce zabawki, dziecięce dzwonki, rysunki. Lalka maszerująca przez pokój. Wykrzywione w upiornych grymasach twarze na płótnach w korytarzach. Okrucieństwo pomysłów Argento jest nie do opisania - to cała kopalnia makabrycznych motywów, skojarzeń, których nie da się wyrzucić z głowy. "Głęboka czerwień" działa na zasadzie szoku, z którego nie można się otrząsnąć, jak w finałowej scenie, kiedy poznajemy tożsamość mordercy. Może i tajemnicę obrazu rozwiązaliśmy na długo przed Davidem Hammingsem, ale Argento i tak podnosi nam ciśnienie. Fantastyczna sprawa.
[ARTEMIS]
|
 |
|
Powiedzieć, iż "Suspiria" to arcydzieło, to mało; "Suspiria" jest horrorem totalnym. Jak senny koszmar, albo lepiej: halucynacja. Jest jaskrawo, campowo, ale ten camp nie tylko śmieszy, ale straszy: ktoś gasi lampę, ekran zalewa czerwone światło. Albo zielone. Albo niebieskie. Aż oczy bolą. Absurd goni absurd, pijana widownia rechocze, i ty z resztą też, ale się boisz, boisz, bo paskudne bajki z dzieciństwa właśnie się urzeczywistniły. Wiecie, te wszystkie wiedźmy ze środka lasu, które, wbrew ostatnim doniesieniom, wychowały doktora Lectera... Wprawdzie na koniec dziewczynka wpycha złą czarownicę do pieca - ale to nic, koszmar trwa. Tak intensywny jest to film: skrajność nad skrajnościami. I działa!
[ARTEMIS]
Do słynnej niemieckiej szkoły baletowej przyjeżdża młoda Amerykanka - Susie Bennet. Jej przybycie pewnej deszczowej nocy zbiega się w czasie ze śmiercią jednej z uczennic. Wokół Susie zaczynają dziać się dziwne i przerażające rzeczy, a dziewczyna wkrótce odkrywa, że wszystko to ma związek z niezwykłą przeszłością szkoły... "Suspiria", pierwszy horror w karierze Argento, a zarazem jeden z jego najbardziej znanych i cenionych filmów, przypomina senny koszmar, cechujący się własną przerażającą logiką i wyjątkową kolorystyką. Jest w tym - nieco kiczowatym - świecie coś groteskowego, a przy tym niepokojącego, nadającego całości niesamowitej atmosfery. To wszystko powoduje, że "Odgłosy" to prawdziwy klasyk kina giallo, ze świetną muzyką i kilkoma świetnymi scenami; film który mimo lat wciąż zaskakuje. I nawet jeśli miejscami popada w śmieszność lub naiwność, to i tak nie traci nic ze swojego klimatu i grozy. Wyjątkowo dobra rzecz, mimo iż nie każdemu mocno ekstrawagancka stylistyka przypadnie do gustu. A motyw z krokami to moim zdaniem jeden z najlepszych patentów w historii gatunku.
[KAROL]
|
|
|
MATKA ŁEZ (LA TERZA MADRE)
| |
 |
|
Koncepcja czarownic-lesbijek mi się podoba, ale już silikonowe piersi ich przywódczyni z IX stulecia - trochę mniej. Nie wiem, czemu zamiast "Tenebre" lub drugiej części trylogii o matkach - "Inferno", wybrano do przeglądu film, który nijak się ma do dzieł, na których Argento zbudował swój kult - bo "Matka łez" jest filmem złym. Kiczowatym, ale nie w ten bezpretensjonalny i świadomy sposób, jak "Suspiria" równo trzy dekady wcześniej; nie tylko brak tu klimatu, ale i bajkowej, wariackiej umowności. Jest ładna Asia (Argento), wypruwanie flaków, podcinanie gardeł, wbijanie dzidy do pochwy i orgia w katakumbach (a także duch dobrotliwej mamusi), ale jeśli coś to komuś przypomina, to chyba "Czarną owcę". Cóż - zdarza się i tak.
[ARTEMIS]
Matka Łez to najnowszy film Dario Argento. Film ukazuje Rzym pogrążony w chaosie i przemocy wywołanej na skutek czarów tytułowej Matki Łez. Sarah Mandy obdarzona czarodziejskimi mocami stara się powstrzymać Matkę Łez. Stworzony w 2007 roku film odsłania wszystkie wady dzieł Argento. O ile jednak styl reżysera w filmach z lat 60- tych i 70- tych nie razi tak bardzo, współcześnie wypada po prostu śmiesznie. Argento nakręcił film tak jakby kręcił go w latach 70- tych, nie zważając na to, że świat - również filmowy - zmienił się mocno od tego czasu. Dodatkowym problemem jest niski budżet, przez co zamieszki w Rzymie wywołane przez Matkę Łez wyglądają co najwyżej na podwórkową bijatykę. Film dobiła prosta nieciekawa fabuła i bzdurne zakończenie. Argento za czasów Suspirii? Jak najbardziej. Argento współcześnie? Nie, dziękuję.
[AZGAROTH]
Najnowszy horror Dario Argento. Mistrz powoli wraca do formy, pamiętając poprzedni nudny koszmarek "Card Player" z 2004 roku. I po 10 latach przerwy zatrudnia w roli głównej swoją córkę, piękną Asie, którą znów męczy, każąc jej się rozbierać, taplać w błocie i krwi, wrzeszczeć i biegać do utraty tchu. Scenariusz najmocniejszą stroną nie jest, pomimo tego, iż nawiązuje do kultowych "Suspirii" i "Inferno" (którego z niewiadomych przyczyn zabrakło na ENH). Akcja rozpoczyna się w Rzymie, gdzie w siłę rośnie tytułowa Matka Łez, a Wieczne Miasto czeka nieuchronna zagłada. Pokazywanie zamieszek jako kilka osób biegających w panice wygląda tandetnie i komicznie. Niestety, blisko 70-letni włoski Mistrz kina grozy nie ma co liczyć na duże budżety, więc lepiej żeby pieniądze szły na dopieszczanie efektów gore. Gra aktorska woła o pomstę do nieba - Udo Kier najlepsze lata ma już za sobą, ale Asia Argento ma przecież ogromny potencjał (ostatnio wyśmienita rola w "Transylwanii"). Choć nawet fajnie wpisuje się to w stylistykę kina klasy B, gdzie od aktorów nie wymaga się wiele. Komputerowe efekty specjalne (zwłaszcza ogień) wyglądają niechlujnie i tandetnie. Dlaczego więc "Matka Łez" mi się nawet podobała? Po pierwsze, przez nawiązania do dwóch słynnych filmów Argento i że mimo ewidentnych trudności udało się zakończyć rozpoczętą trzydzieści lat temu trylogię o Trzech Matkach. Po drugie - muzyka! Claudio Simonetti (Goblin) wciąż w formie. W filmach Argento znacznie bardziej podoba mi się muzyka Goblin, niż ta Ennio Morricone i całe szczęście, że po chwilowej przerwie kompozytor znów wznowił współpracę z Argento. A po trzecie, mimo iż film jest chwilami bardzo tandetny, to jednak posiada całkiem niezły klimat, a efekty gore są (jak zwykle we włoskich horrorach) pierwsza klasa.
[GRAIL]
|
|