Nieustającej debaty o kondycji polskiego kina ciąg dalszy. W tym roku dyskusja ta została zepchnięta trochę na bok, ponieważ o wiele większe emocje wywołało połączenie w jednej sekcji filmów fabularnych oraz dokumentów, które sprawiło, że nie dało się jednoznacznie ocenić, który film jest najlepszy oraz zagraniczna komisja, która została powołana do wybrania laureatów konkursu na najlepszy polski film. A poza tym co? Nie za wiele, ponieważ, jak to zawsze bywa, nie wypracowano jakiejś szerszej opinii, czy kino polskie ciągle trwa w stagnacji, czy może idzie do przodu. Pozostały poszczególne tytuły pokazywane w sekcji i prezentujące ostatnie dokonania polskich filmowców. I trzeba przyznać, że nowe kino polskie wygląda całkiem nieźle.
 |
|
Znakomity dokument dwóch młodych absolwentów szkół wyższych, którzy niezwykle trafnie przedstawili życie syberyjskich Ewenków. Ginąca powoli kultura ludów koczowniczych, których jeszcze kilkanaście lat temu dom przenosił się wraz z wędrującymi stadami reniferów, jest toczona przez obce im niegdyś choroby, osiedleńczy tryb życia i alkohol. Niektórym, zwłaszcza kobietom, łatwiej przychodzi adaptacja do życia w miasteczku, niż mężczyznom z dziada pradziada przebywającym w tajdze, poza domem. Dla Ewenków jest już za późno; chybione działania władz rosyjskich, wolny rynek, popkultura przyciągająca młodych, umierające tradycje i brak reniferów powodują, iż ta wielowiekowa kultura ginie na naszych oczach. Tym ważniejszy wydaje się być ten film, jako swoista rejestracja następujących przemian. Brawa dla rodzimych twórców, którzy "Gugarą", podobnie jak Wojciech Kasperski "Nasionami", rozpoczynają triumfalny pochód po międzynarodowych festiwalach. Na początku Złoty Lajkonik w Krakowie i nagroda za debiut na ENH 2008.
[DZIADEK]
|
 |
|
Najprościej "Wino Truskawkowe" opisać jako film magiczny. Z początku wydaje się, że to kolejny film o polskiej popegeerowskiej wsi, ale później zmienia się nie do poznania. Film zachwyca klimatem, zdjęciami i piękną muzyką. Mimo powolnej akcji, nie czułem się znudzony ani na chwilę. Na szczególną uwagę zasługuje świetny Marian Dziędziel w roli Kościejnego. Reszta obsady również spisała się rewelacyjnie (pytanie tylko, po co zatrudniać Więckiewicza, który pojawia się na ekranie łącznie przez jakieś 5 minut?). Ciepły, pozytywny film, który jak najbardziej polecam.
[AZGAROTH]
Najlepszy, choć niezauważony przez jury, polski film tegorocznego festiwalu. Mistrzowska ekranizacja "Opowieści galicyjskich" Stasiuka. Łatwo jest zrobić zabawny film o polskiej prowincji, jeszcze łatwiej zrobić o niej film smutny. Ale oddać na ekranie magiczną, melancholijną i przaśną jednocześnie duszę zapyziałego miasteczka położonego wszędzie i nigdzie - to już prawdziwa sztuka! Sam tytuł opowieści Jabłońskiego (Wino truskawkowe) mówi nam wszystko - oto powstał film, który nie zawsze smakuje słodko (wszak wino jest tanie i parszywe), ale mimo to potrafi zaczarować i szybko uderza do głowy. Czego tu nie ma! Są wiejskie duchy, tajemnicze samobójstwa i nieszczęśliwe miłości, bójki pod barem, miłosne uniesienia na leśnej polanie i amerykańskie świerszczyki w lokalnym kiosku. "Winu truskawkowemu" brakuje tylko jednego - odważnego dystrybutora, który w końcu wprowadziłby je do kin. Już od roku film jeździ bowiem po polskich festiwalach i czeka na masową konsumpcję. Jeszcze trochę poczeka, a wino przestanie być tytułowym sikaczem, a stanie się stare i wytrawne. Ciekawostka: w roli głównej występuje tu znany czeski aktor Jiri Machacek dubbingowany przez Wojciecha Malajkata.
[SENK]
|
 |
|
Polski film o Śląsku to już wystarczające ostrzeżenie, żeby omijać seanse "Benka" szerokim łukiem. Mimo wszystko zaryzykowałem i ryzyko się opłaciło. Okazało się, że da się nakręcić film o Śląsku w sposób lekki, bez patosu i pokazywania samych ciemnych barw życia. Mimo tego film nie mówi o rzeczach błahych, wręcz przeciwnie. Dotyka wielu ważnych tematów, nie tylko dotyczących życia na Śląsku (świetny wątek opowiadający o związkach zawodowych). Do tego jest dobrze nakręcony i zagrany, przez co oglądanie "Benka" to sama przyjemność. Lekki i optymistyczny (!!) "Benek" to niewątpliwie powiew świeżości w zatęchłym światku polskiej kinematografii.
[AZGAROTH]
Tytułowym bohaterem jest młody górnik, który pewnego dnia postanawia rzucić pracę i zacząć nowe życie. Niestety na każdym kroku spotykają go rozczarowania i nieprzyjemności. I kiedy wreszcie pojawia się nadzieja na poprawę sytuacji, pojawiają się tylko kolejne przeszkody. Choć opis tego nie zapowiada, "Benek" to prawdziwy polski ewenement. Jest to bowiem optymistyczny film... o Śląsku! Gliński wyłamuje się z dość męczącej już w rodzimym kinie mody na "ubolewanie nad własnym losem" i pokazuje bohatera, który ma dość swojej smutnej sytuacji i podejmuje walkę, aby ją zmienić. Ważne jest przy tym, że w historii Benka nie wyczuwa się jakiegoś fałszu, przerysowania czy banalizowania istotnych problemów - reżyser stara się pokazać wszystkie przeszkody na drodze bohatera, czyni to jednak z dużą dozą humoru. Pokazuje obraz Śląska, beznadziejności położenia jego mieszkańców, ale stara się udowodnić, że istnieje wyjście z sytuacji, że mimo przeszkód można sobie jakoś poradzić i dobrze żyć. "Benek" na tle depresyjnego polskiego kina okazuje się być pozycją świeżą i zaskakująco przyjemną. Do tego jest świetnie zagrany przez debiutantów: Marcina Tyrola (w roli tytułowej) i Mirosławę Żak. Wielkie brawa należą się jednak przede wszystkim dla Zbigniewa Stryja - słusznie nagrodzonego za tę rolę w Gdyni.
[KAROL]
|
 |
|
Ostatni film Piotra Łazarkiewicza - wielka szkoda, że ostatni. "0_1_0" pokazuje bowiem, że Łazarkiewicz niejedno miał jeszcze do powiedzenia. Autor legendarnej "Fali" - odważnego dokumentu o festiwalu w Jarocinie - znów stawia mnóstwo niewygodnych pytań. W "Fali" stawiał je władzy. W "0_1_0" - filmie na wskroś postmodernistycznym - kieruje je do widza. Obraz to niezwykły filmowy znak zapytania, osobliwy zbiór niedokończonych, niekompletnych, opowiedzianych często od środka etiud teatralnych. Obraz całości, który się z owych fragmentów wyłania przypomina mocno niekompletne, w części tylko ułożone puzzle. Ów brak puenty jest tu jednak najbardziej niepokojący. Puste przestrzenie w filmie Łazarkiewicza nie czekają na wypełnienie. Powinny do końca pozostać puste, aby przypominać widzowi, że wszelka narracja z natury swej jest fikcyjna. Poza kinowym ekranem nie każda historia ma zakończenie, nie każda opowieść ma swój początek, nie każda przyczyna ma skutek i nie każdy rozsądek jest ze swej natury "zdrowy". Film Łazarkiewicza spotka się zapewne z miażdżącą krytyką. Wszak "0_1_0" to projekt radykalnie niefilmowy. Nie dość, że film powstał na podstawie sztuki teatralnej, to jeszcze zaangażowana przez Łazarkiewicza czołówka polskich aktorów teatralnych stosuje tu mocne, typowo sceniczne środki wyrazu. Łazarkiewicz odkrywa jednak prawdziwe Nowe Horyzonty kina, łącząc teatralny tekst i sceniczną estetykę z filmową i teledyskową realizacją i montażem. Jak każdą formę z pogranicza sztuk, tak i tą łatwo jest odrzucić, szczególnie, że niektóre partie filmu są zwyczajnie niedopracowane. Poszukiwania Łazarkiewicza trzeba jednak docenić. Tym bardziej, że zamykający film mini monodram Marii Peszek, to najlepsza scena, jaką w kinie polskim widziałem od lat.
[SENK]
|
|
Świetny dokument cenionej operatorki Jolanty Dylewskiej to próba wskrzeszenia na ekranie świata przedwojennych polskich Żydów. Autorka połączyła archiwalne, amatorskie nagrania z lat 30-tych z komentarzem pochodzącym z tak zwanych ksiąg pamięci, które spisywali pod koniec wojny ocaleni z Zagłady oraz wspomnień, jakie o żydowskich współmieszkańcach snują ostatni Polacy, którzy jeszcze ich pamiętają. Rzecz o ulotności pamięci, na którą kładzie się długi cień Shoah. Zrealizowanie takiego filmu wymagało mrówczej pracy w archiwach i przy stole montażowym, w żadnej minucie nie znać jednak zmęczenia materiału. Fantastyczny film świadczący zarówno o ogromnej cierpliwości i rzetelności warsztatowej Dylewskiej, jak i o jej niebywałej wrażliwości i uczuleniu na szczegół.
[SHANDOR]
|
|