STRONA GŁÓWNA      POWRÓT DO WYBORU      FORUM DYSKUSYJNE

KINO KANADY
ATANARJUAT, BIEGACZ (THE FAST RUNNER)
Reż. Zacharias Kunuk
Kanada to nie tylko społeczeństwo imigrantów z Europy, a samo państwo nie kończy się na Montrealu. Na dalekiej północy żyją Inuici. "Atanarjuat, biegacz" to pierwszy w historii kinematografii kanadyjskiej film zrobiony w całości przez Inuitów i o Inuitach. Nakręcona z wielkim rozmachem historia o miłości, zdradzie i walce o władzę robi ogromne wrażenie. Historia opowiedziana jest sprawnie, w szybkim tempie, ani razu nie nudzi. Poza głównym wątkiem w tle widzimy codzienne życie Inuitów, ich zwyczaje oraz wierzenia. Dzięki temu widz może poznać pierwotny lud Kanady, a także obejrzeć bardzo dobry film z ciekawą historią. [AZGAROTH]
EDISON I LEO (EDISON & LEO)
Reż. Neil Burns
Wariacja na temat życia George'a Edisona. Pierwsza pełnometrażowa animacja kanadyjska. Fabuła mogłaby równie dobrze posłużyć Pixarowi (mamy tu samotnego chłopca uwięzionego przez ojca, szalonego naukowca, wioskę Indianek-Amazonek oraz intrygę niemalże kryminalną), gdyby nie psychiczne maltretowanie dziecka, kilka członków w stanie wzwodu i rozrywane tętnice. Jest więc "Edison i Leo" bardzo dorosłą historią o próżności, zdradzie, długach, które trzeba spłacić, a także dojrzewaniu i samotności. Forma jak najbardziej dziecięca, reszta nie bardzo. Ciekawostka: Edison senior uśmiecha się w bardzo charakterystyczny dla udzielającego mu głosu Powersa Boothe'a, "trójkątny" sposób. Jednak Boothe został wybrany do tej roli, gdy lalki już były gotowe. Zdarza się. Zdarza się i tak. [ARTEMIS]
PONTYPOOL
Reż. Bruce McDonald
Filmów o zombie było już mnóstwo. Mogłoby się wydawać, że już nic nowego w tym temacie nie da się powiedzieć. Kanadyjski reżyser Bruce McDonald pokazuje swoim filmem, że o zombie można opowiedzieć jeszcze wiele historii. Tytułowe Pontypool to małe kanadyjskie miasteczko, gdzie wszyscy doskonale się znają. To właśnie tam wybucha epidemia zmieniająca ludzi w zombie, ale jest to epidemia nietypowa. Wirus przenosi się poprzez język angielski. Akcja filmu toczy się w rozgłośni radiowej. Ze strzępów informacji uzyskanych od naocznych świadków rysuje się obraz szerzącej się epidemii. W "Pontypool" nie ma wiele akcji, setek zombie, do czego widzów przyzwyczaiły filmy o tej tematyce. Wszystko dzieje się w studio radiowym, gdzie nie widać ani jednego zombie. Zamiast grupki ocalałych z karabinami, mamy zdezorientowanych prezenterów, którzy układają w całość wydarzenia dziejące się na zewnątrz. Bardzo ciekawy film, oryginalnie podchodzący do tematyki zombie stawia na atmosferę niewiedzy, a także wyśmiewa mass media i szum informacyjny. "Pontypool" to inteligentny i trzymający w napięciu horror z głębszym przesłaniem. [AZGAROTH]
ANATOMIA SŁAWY (STARDOM)
Reż. Denys Arcand
Wcielająca się w rolę bohaterkę Jessica Paré ma dosyć duże siekacze, lecz i tak jest nader przekonująca jako top modelka, na której punkcie zwariował cały świat. Film Arcanda ("Inwazja barbarzyńców!") to rewelacja dla - takich jak ja - czytelników pudelka, egoistów, popcornu i przeplot. Arcand skleja fabułę z sensacyjnych doniesień medialnych, kręconego dokumentu, fragmentów talk-shows: ironizuje, nie posuwając się do parodii, fenomenalnie oddając charakter telewizyjnej papki. W efekcie wiemy o bohaterce tyle, co wspomniane tabloidy. Że romansuje. Że pozuje półnago. Że pomaga biednym i przemawia w ich sprawie. Że jej jeden facet poszedł za kratki, a drugi, twarz ONZ, dostał histerii na sali obrad. Że najlepsza przyjaciółka zrobiła wystawę z gówna: "gówno, gówno, moja sztuka to gówno, bo moje życie to gówno" (z koniecznym brytyjskim akcentem!). "Anatomia sławy" pluska się w uwielbieniu współczesnego świata dla płycizny, klisz, taniej sensacji. Banalizowaniu spraw najważniejszych. Świetny film. [ARTEMIS]
ŻYCIE BEZ ŚMIERCI (LIFE WITHOUT DEATH)
Reż. Frank Cole
Dla Franka Cole'a śmierć dziadka była szokiem. Ukochana osoba odchodzi, a on nie może nic zrobić ani się z tym pogodzić. W końcu rzuca wyzwanie śmierci. Decyduje się na samotną podróż przez Saharę, by zamanifestować życie i odnaleźć spokój po utracie bliskiej mu osoby. Frank Cole to postać autentyczna. Swoją wędrówkę przez pustynię kręcił samodzielnie, dodając później narrację z offu i efekty dźwiękowe. Dokument stanowią praktycznie same statyczne ujęcia, a o licznych wydarzeniach dowiadujemy się z narracji. Mimo to film stanowi iście hipnotyzującą podróż w głąb Sahary i w głąb duszy podróżnika. Mimo, że na ekranie nic się nie dzieje, "Życie bez śmierci" cały czas trzyma w napięciu i wywołuje emocje, gdy po raz kolejny Frank gubi drogę pośród piasków pustyni. Niezwykły dokument o zmaganiu się z przyrodą i samym sobą. [AZGAROTH]
IMITACJA ŻYCIA (IMITATIONS OF LIFE)
Reż. Mike Hoolboom
Najgorszy film, jaki widziałam na tegorocznych Nowych Horyzontach. Od początku do końca miałam wrażenie, że obcuję z czymś niebywale sztucznym, a przy tym amatorskim. I banalnym. Pod koniec ogarnęła mnie złość: Mike Hoolboom montuje kilkusekundowe fragmenty klasyków SF, przetykając je najbardziej podstawowymi pytaniami o przyszłość (kina, ludzkości, percepcji etc.). Kiedy o to samo, tylko mniej łopatologicznie, pytają Ridley Scott czy James Cameron, mówi się o kinie stricte "rozrywkowym", "niepoważnym", ewentualnie "przekazującym pewne uniwersalne treści mimo szafarzu science fiction". Tymczasem po pełnym banałów filmie Hoolbooma usłyszałam falę oklasków. Ja dziękuję. [ARTEMIS]

STRONA GŁÓWNA      POWRÓT DO WYBORU      FORUM DYSKUSYJNE