|
HELEN
Reż. Christine Molloy, Joe Lawlor
|
|
Tytułowa bohaterka gra w policyjnej rekonstrukcji zaginioną koleżankę ze szkoły. Jako niemowlę oddana do ośrodka opieki, dzisiaj utrzymuje się dzięki posadzie pokojówki w hotelu, bez rodziny,
przyjaciół i zainteresowań, wkłada jaskrawożółtą kurtkę - taką samą, jaką miała zaginiona dziewczyna - i zaczyna ją grać także w codziennym życiu. Próbuje zasmakować tego, co było doświadczeniem
Joy - zainteresowania ze strony jej rodziców, chłopaka. Nie gwałtownie, trochę ukradkiem: tu obiad, tam pocałunek. Niespecjalnie to oryginalne, ale spokojna forma (długie ujęcia, wyidealizowana,
sterylna scenografia) i niezłe aktorstwo (pustka w oczach debiutantki Annie Townsend właściwie buduje film) czynią "Helen" godnym uwagi.
[ARTEMIS]
|
TANIEC W PÓŁMROKU (TWILIGHT DANCING)
Reż. Joshua Tong
|
|
Film rozpoczyna się wielkim karambolem z którego ratuje się czworo głównych bohaterów. Wspomnienie tragicznych zdarzeń będzie miało wpływ na ich dalsze losy. Pozbawiony dialogów
"Taniec w Półmroku" sprawia, że widz przeżywa traumę razem z bohaterami, którzy snują się bez celu, siedzą i oczywiście cały czas cierpią. Reżyser chciał na pewno przekazać coś
ważnego, ale kiepsko mu to wychodzi. Po ujrzeniu napisów końcowych można wreszcie odetchnąć z ulgą i zapomnieć o filmie.
[AZGAROTH]
|
GŁÓD (HUNGER)
Reż. Steve McQueen
|
|
Chciałabym o tym filmie napisać jak o "Czterech miesiącach, trzech tygodniach, dwóch dniach": że trochę mnie zmroził, ale nie dotknął, więc bardziej doceniam niż czuję.
To minimalistyczny obraz, pomyślany tak, by widz poczuł zapach kału, którym bohaterowie, członkowie IRA, smarują ściany swych celi. By poczuł głód, kiedy Bobby Sands umiera.
I to się, w jakimś stopniu, udaje. Szkoda więc, że McQueen nie ustrzegł się przed łopatologią i opatrzył historię Sandsa komentarzem w postaci płytkich retrospekcji. Że nie
pozostawił przestrzeni dla własnej interpretacji tego, co może dziać się w umyśle człowieka poświęcającego swoje życie w imię wyższych idei (wcale nie tak oczywistych): nie
w bitwie, nie przez strzał w skroń, ale metodycznie, uparcie, przez dni, tygodnie, miesiące, w bólu i głodzie. Dlatego nie mogę napisać: bardziej doceniam niż czuję. A szkoda.
[ARTEMIS]
|
MOCK UP ON MU
Reż. Craig Baldwin
|
|
Film wykorzystujący technikę found footage, czyli tworzenie obrazu z fragmentów innych filmów. "Mock up on Mu" to obraz wykorzystujący dzieła SF z lat 40. - 70., a także filmy noir i dokręcone
specjalnie sceny. Jest to niewątpliwie ciekawy eksperyment, ale niestety średni film. Montaż, który jest kluczowy przy tego rodzaju produkcji, wydaje się momentami chaotyczny, a różne fragmenty
- oderwane od całości. Do tego dochodzą średnio zrealizowane dokręcone sekwencje. Film miał spory potencjał, który w dużej mierze nie został wykorzystany.
[AZGAROTH]
|
$e11.ou7! - Sell Out!
Reż. Yeo Joon Han
|
|
Jeden z moich ulubionych obrazów pokazywanych na festiwalu. "Sell Out!" to ciekawa satyra na artystyczne kino i wielkie korporacje. Celnie i komicznie ukazuje podstawowe grzechy
"kina festiwalowego", by później równie bezlitośnie wyśmiać mentalność osób stojących na szczycie wielkich korporacji. Mimo tak szerokiego spojrzenia, fabuła malezyjskiego obrazu
nic nie traci ze spójności, a reżyser płynnie przechodzi z jednego wątku do drugiego. "Sell Out!" nakręcony jest w konwencji musicalu, dzięki czemu możemy zachwycać się bardzo
dobrymi piosenkami śpiewanymi przez aktorów. Film z pewnością nietuzinkowy i warty obejrzenia.
[AZGAROTH]
|
TLEN (KISLOFORD)
Reż. Ivan Wyrypajew
|
|
Rosyjski obraz w reżyserii Ivana Vyrypayewa okazał się sensacją i największym odkryciem festiwalu, zdobywając nagrodę publiczności w konkursie Nowe Horyzonty. Film zaskakuje
przede wszystkim niezwykle oryginalną formą. Składa się z dziesięciu utworów zarówno śpiewanych czy rapowanych, jak i deklamowanych w trakcie całego filmu. Opowiada historię
Saszy, który zabił swoją żonę, bo zakochał się w innej, jednak to nie fabuła jest w tym obrazie istotna, a forma. "Tlen" łączy estetykę teledysku, komiksu, dramatu czy sensacji,
żonglując na przemian nimi oraz ich specyficzną stylistyką i tworząc coś zupełnie odmiennego i niecodziennego. Film Ivana Wyrypajewa to przejażdżka po niemal wszystkich gatunkach
filmowych, dziwna mieszanina, która - jak się okazuje - stanowi spójną całość. Niezwykły, zachwycający obraz, który trzeba zobaczyć. Słowa niestety nie oddadzą tego, co widać na ekranie.
[AZGAROTH]
|
JEZIORO (UN LAC)
Reż. Philippe Grandrieux
|
|
Kino minimalistyczne w najbardziej skrajnej formie. Reżyser, gdy zobaczył gotowy film, musiał chyba stwierdzić, że jest bardzo kiepski i nie pokaże go widzom. Dzięki temu możemy
podziwiać rozmyty, nieostry obraz, gigantyczne zbliżenia, a przede wszystkim czarny ekran. Fabuły praktycznie brak (drwal ścina drzewa), dialogi pojawiają się co kilka lub kilkanaście
minut. Na długo zapamiętam scenę ukazującą na wielkim zbliżeniu twarz śpiącego drwala. "Jezioro" nie niesie za sobą żadnych wartości - beznadziejnie nakręcony i skrajnie nudny.
Prawdziwe artystyczne kino, wręcz fizycznie odczułem, jak bardzo poszerzyły się moje horyzonty.
[AZGAROTH]