|
BUZKASZI (BOUZKACHI)
Reż. Jacques Debs
|
|
 |
|
Buzkaszi to popularny w Uzbekistanie, Kazachstanie i Afganistanie sport polegający na rywalizacji dwóch zespołów jeźdźców o ciało zabitego kozła. Film w założeniu ciekawy,
dający możliwość dowiedzenia się czegoś o egzotycznej dycyplinie, okazał się jednym z najgorszych na festiwalu. Samego sportu jest niewiele, za to otrzymujemy banalny romans -
dwóch członków przeciwnych drużyn rywalizujących o serce kobiety. Oryginalność tego romansidła wręcz poraża. Żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć widzowi seans, reżyser postanowił
wcisnąć, gdzie tylko się da narratora - poetę, który co chwila deklamuje swoje grafomańskie wiersze. Po jakości obrazu i zdjęć wnioskuję, że "Buzkaszi" był kręcony pierwszą
lepszą kamerą z marketu, co sprawia, że nawet krajobrazy wyglądają beznadziejnie. O grze aktorskiej lepiej nie wspominać, dialogi patetyczne, a całość mocno niestrawna. Reżyser
powinien porzucić dotychczasową karierę i zając się jakimś lżejszym intelektualnie zajęciem - może kopanie rowów?
[AZGAROTH]
|
PLAŻE AGNES (LES PLAGES ES D' AGNES)
Reż. Agnes Varda
|
|
Czasami wystarczy jedna fascynująca osobowość, żeby stworzyć dobry film. Agnes Varda oferuje jednak dużo więcej, kompilując mozaikę składającą się z własnych wspomnień,
opowieści, anegdot, fragmentów filmów, zdjęć, instalacji, dygresji i wypowiedzi wprost do kamery, jako spoiwa używając poczucia humoru i entuzjazmu nastolatki. Osobisty
autoportret słynnej reżyserki to bardzo ciepły i wzruszający film, obfitujący zarówno w ważne momenty historyczne w których uczestniczyła Agnes Varda, jak narodziny Nowej
Fali, jak i w małe rodzinne czy zawodowe epizody, ciekawostki z planów filmowych, charakterystyki istotnych dla niej artystów i przyjaciół. Największą jego siłą jest niezwykła
szczerość, szczególnie odświeżająca w zalewie wydumanych, abstrakcyjnych i intelektualnych koncepcji sztuki. Tutaj sprowadza się ona do osobistego zaangażowania, serdecznej
otwartości i miłości do swojej pracy.
[TONY CLIFTON]
Maszyna marzeń to urządzenie wymyślone i skonstruowane przez beatnika Briona Gysina. Urządzenie miało powodować "haj bez narkotyków". Nik Sheehan w swoim dokumencie
przybliża zarówno postać Gysina, jak i pokazuje działanie zrekonstruowanej maszyny marzeń. Dzięki rozmowom z przyjaciółmi konstruktora oraz licznymi artystami zostaje
nam przybliżony klimat czasów beatników i tworzącej się kontrkultury. "FLicKeR" to niezwykle interesujący i miejscami wręcz hipnotyczny obraz czasów buntowników i ich marzeń.
Nagroda w konkursie filmów o sztuce jak najbardziej zasłużona.
[AZGAROTH]
|
REMBRANDT: OSKARŻAM...! (REMBRANDT'S J'ACCUSE...!)
Reż. Peter Greenaway
|
|
 |
|
Greenaway kontynuuje swoją podróż w głąb najbardziej znanego obrazu Rembrandta "Straż Nocna", po fabularnej rekonstrukcji okoliczności jego powstawania w "Nightwatching". Tym razem
serwuje nam dokument, który równie dobrze można pokazać na kanale Discovery. Korzystając ze sporego daru gawędziarstwa, reżyser popisuje się swoją wiedzą czy też swobodną interpretacją
i proponuje odczytywanie "Straży Nocnej" według klucza kryminalnego - jako zawoalowanego aktu oskarżenia, pełnego ukrytych szczegółów, które niewielu potrafi trafnie odczytać.
Greenaway używa typowych dla siebie środków - wielości ekranów, tekstów i wizualizacji. Efektem jest bardzo interesujący dokument dla miłośników sztuki, a może raczej dla tych, którzy mają
z nią niewiele wspólnego. W fascynujący sposób reżyser pokazuje, jak wiele znaczeń można zawrzeć na płótnie, choćby były one tylko nadinterpretacją. I to jak ubodzy jesteśmy, nie
ćwicząc się w ich odczytywaniu, kwitując największe osiągnięcia sztuki konsumenckim wzruszeniem ramion. Z charakterystyczną swadą Greenaway zapowiedział film przed projekcją, mówiąc,
że gdyby Rembrandt żył w dzisiejszych czasach, z pewnością używałby najnowocześniejszych technologii, kamer cyfrowych typu Red One i poszerzałby granice kina. Po tym filmie trudno
w to nie uwierzyć.
[TONY CLIFTON]