Recenzja ta będzie tyle odważna, co kontrowersyjna. Będzie kontrą radykalną na automatyczny ruch przyklaskujący nowemu filmowi Skolimowskiego. Będzie spojrzeniem chłodnym i podmiotowym, bez zabarwień politycznych czy patriotycznych. Zanim jednak zacznę, chcę ustalić kilka faktów. Nie jestem filmowym malkontentem. Generalnie lubię filmy i jestem do nich pozytywnie nastawiony. Lubię kino artystyczne, poetyckie czy egzystencjalne, jak również kino polskie jako nadrzędny zbiór powyższych. Nie jest więc ta analiza atakiem ani na ten gatunek filmu, ani na reżysera. Chciałbym być zrozumiany jako regularny, indywidualny widz, o przeciętnej inteligencji filmowej i wysmakowaniu w kinie artystycznym.
"Essential killing" obejrzałem godzinę po ogłoszeniu wyników Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni - absolutny przypadek. Wiedziałem już jednak, że film obsypany został Złotymi Lwami z góry na dół, podobnie jak na tegorocznym festiwalu w Wenecji. Jak zwykle jednak staram się ten typ informacji postawić na czas seansu z boku, ponieważ nagrody festiwalowe wszelkiego rodzaju potrafią mieć zabarwienie polityczne, branżowe, historyczne czy finansowe, rzecz jasna.
Skupmy się więc na samym filmie i historii, którą opowiada. Jeżeli zajrzymy do scenariusza, to fabuła jest banalnie prosta. Oto Mohammed, terrorysta Afgański, zostaje schwytany przez wojska amerykańskie na głębokiej afgańskiej pustyni. Po krótkim przetrzymaniu i torturowaniu w jednej z amerykańskich baz w Iraku, Mohammed wraz z grupą innych więźniów, zostaje przetransportowany do Polski, do jednej z tajnych baz wojskowych. Po zaskakującym wypadku konwoju samochodów Mohammed ucieka do lasu zasypanego ciężkim sniegiem. Tutaj dokładnie fabuła się zawiązuje, ponieważ od tego momentu obserwować będziemy bohatera zmagającego się z naturą i poszukującymi go nieudacznie siłami wojska polskiego.
Na papierze historia wygląda wręcz banalnie i nie wymaga dalszej specyfikacji. Spójrzmy więc na zarys postaci i drugie dno scenariusza. Mohammed budzi naszą empatię conajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze jego wygląd nie jest złowieszczy. Wiemy, że na pustyni zamordował trzech amerykanskich obywateli, ale była to tylko samoobrona. Nie miał drogi ucieczki, uwięziony w jaskini bez odwrotu był przerażony i zasadniczo nie miał innego wyjścia. Dla nas staje się więc ofiarą tej całej nagonki, jest szarym protagonistą, o zabarwieniu terrorystycznym. Po drugie jest sam w obcym kraju, osaczony przez zdeterminowanych zabić go służbistów. Na naszych oczach przegrywa wyścig z naturą, która nie daje mu większych szans na przeżycie w 20-stostopniowym mrozie. Jest to w zasadzie jedyny bohater tego filmu, poza bardzo krótką i wręcz dyskusyjną rolą Emmanuelle Seigner, która udziela mu pomocy w leśnej chacie.
Zanim dokonamy więc analizy samego filmu i wydarzeń, spójrzmy na powyższe elementy. Scenariusz i postaci są banalnie proste, wręcz schematyczne - pomijając kontrowersyjny temat amerykańskich tortur i polskiego tajnego więzienia CIA na Mazurach (temat bardzo na czasie, i coraz mocniej opierający się ostatnio o fakty). W półtoragodzinnej ucieczce bohatera przez las Mazursko-Norweski (jako że krajobraz górzysty na Mazurach nie istnieje, został zdublowany przez przyjacielską Norwegię), nie ma praktycznie nic, co przykułoby uwagę widza na dłużej niz 5 minut. W gatunku sensacji film ten oczywiscie przegrywa z tuzami kina amerykańskiego. Kilka podrywów takich jak wpadnięcie w sidła, spotkanie z drwalami czy trafienie do chaty - nie są zwrotami akcji, które zrywają nas z krzeseł. Prowadzenie fabuły jest zwyczajnie nudne. Jeżeli film ten nie jest kinem sensacyjnym (z założenia), musi być więc czymś więcej. Historia Mohammeda jest tylko nośnikiem pewnej wiadomości, którą przekazać nam chciał Skolimowski. Przyjrzyjmy się zatem tej wiadomości. Co możemy wydedukować ze składników nam dostarczonych na ekranie.
Głównym i jedynym motywem tego filmu jest ucieczka i walka o przetrwanie. Człowiek jest zwięrzeciem kierowanym przez instynkty, a instynkt przeżycia jest jednym z najsilniejszych, choć najrzadziej doświadczanych. Nie mamy okazji się o tym przekonać, do czasu znalezienia się w sytuacji skrajnie kryzysowej. Tutaj bohater udowadnia nam ten fakt przez całą swoją podróż ku przetrwaniu w mroźnym, mazurskim lesie. Nie jest to jednak podróż czarno-biała. Mimo, że miał szansę zastrzelić łosia, który dostarczyłby mu niezbędnych do przeżycia protein - zrezygnował. Zrobił to całkiem świadomie i wierzę, że z przekonania (wątek ten jest absolutnie nietknięty przez reżysera). Nie przyjął również posiłku w chacie, aczkolwiek został opatrzony i ubrany w suche kurtki. Jego wola przetrwania jest więc wybiórcza, pewnie oparta na zasadach, i na pewno nie schematyczna. Jeśli wolę przetrwania już mamy, to co jeszcze? Nierzadkie retrospekcje sugerują, że Mohammed jest człowiekiem silnie wierzącym, co oczywiście jest podstawą bliskowschodniego terroryzmu. Nie wiemy jednak jak fanatycznie połączony był z ideą terroryzmu. Wiemy, że prowadził skromne życie, miał żonę i dziecko. Wizje go napadające utwierdzają go w nieubłaganym przekonaniu, że nigdy już ich więcej nie zobaczy. Ale jego charakter jest silny, jak jego zasady i instynkty. Zdaje sobie sprawę, że śmierć jest blisko, ale nie jest przerażony - jest raczej załamany beznadziejnością sytuacji bez wyjścia. Instynkt samozachowawczy każe mu biec do przodu, mimo, że nie ma dla niego pozytywnego rozwiązania. Wie, że na końcu tej drogi czeka go śmierć w tym mroźnym, obcym kraju, i jest to sytuacja bez odwrotu.
Gdyby brnąć usilnie w dalszą analizę, możnaby na Mohammeda spojrzeć jak na every-mana - człowieka uniwersalnego. Jest to dość kontrowersyjne i wydumane spojrzenie, jednakże oglądanie obcego w naszym polskim krajobrazie nasuwa pewną myśl. Widz polski może złapać się na porównaniu - jak w sytuacji tak ekstremalnej zachowałby się on sam? Widz niepolski prawdopodobnie nie złapie się na takim porównaniu, ponieważ mazurski krajobraz jest dla niego tak samo odległy, jak krajobraz afgański. Dla nas jednak przerysowane, karykaturalne wręcz polskie charaktery, polski język i okolice sprowadzają nas trochę do domu. Podsuwają nam myśli - co gdybym to ja był kontraktorem osaczonym na Afgańskiej pustyni, w nieznanym mi wcześniej krajobrazie, skazany przez naturę na powolną śmierć? Mohammed terrorysta jest tylko katalizatorem wydarzeń. W tak skrajnej sytuacji granica między terrorystą a cywilem może się mocno zatrzeć. O ile jest to porównanie kontrowersyjne, o tyle absolutnie banalne i naciągane.
Śmierć, wola przetrwania, zaszczucie, beznadzieja, wyścig do nikąd, agonia i przemoc. Czy ktoś odważy się publicznie powiedzieć, iż mamy do czynienia z filmowym banałem? Z grupą wyświechtanych frazesów, do zmordowania powtarzanych na ekranie z nieumiłowaną regularnością? Nie chcę być zrozumiany źle, i dlatego też nie zakończyłem jedynie w tym miejscu. Analiza "mikro-środowiska" tej historii nie jest dla mnie wystarczająca. Nie daje satysfakcji i potwierdzenia, że film ten zasługuje na tyle pochwał. Spróbowałem więc z punktu widzenia "makro-środowiska". Co gdyby bohater był ucieleśnieniem terroryzmu jako idei ruchu wojennego? Jest nieuchwytny, acz wiecznie ścigany przez nieudolne, międzynarodowe siły zbrojne. Jest w stanie przetrwać wszelkie przeciwności, i aby przeżyć sięgnie po ostateczne możliwości. Żyje jak chwast pielęgnowany przez innych, ale ma swe fundamentalne zasady i żelazne reguły. Jest wytrwały i zdeterminowany, lecz jego śmierć będzie tyle poetycka, co niezauważona. Czy Mohammed może być hiperbolą terroryzmu? Czy jeżeli użyjemy go jako przenośni - czy wtedy film będzie pełnowartościowy? Odpowiedź nie jest wymagana. Istotny jest jedynie fakt, że ja, jako widz dociekliwy, muszę szukać dodatkowych interpretacji, aby film ten nabrał sensu i wartości. Moja hiperbola sama z fabuły filmu nie wynika. Dopisałem ją sobie osobiście, aby film sprawił mi przyjemność. Jest to jedynie analiza, dyskusja filmowa i smakowanie kina jako takiego.
Tutaj stawiam więc pytanie: czy jest to niezbędne? Czy żeby zrozumieć przesłanki Gdyni czy Wenecji, muszę odpowiedzieć na pytanie "Co poeta miał na myśli?"? Czy dopisywanie znaczeń do fabuły filmu nadaje mu wartości i wagi? Nie wiem. Uważam, że to nie fair. Nadinterpretacja jest szkodliwa. Nie wolno "Matrixa" przekładać na biblijne przykazania, i udowadniać, że jest to historia opierająca się na Piśmie Świętym. Takich recenzentów jest zawsze jak grzybów po deszczu, zaraz po premierze kolejnego kamienia milowego w historii kina. Jeżeli reżyser nie daje nam w swym filmie pozwolenia, nie daje znaku i podpowiedzi, to dopisywanie filmowi znaczeń i interpretacji jest poniekąd oszustwem. Jeśli mówi on nam w swym filmie, że coś jest czarne, to nieuczciwym jest dokonywać analizy i udowadniać, że jest białe.
Tym samym więc twierdzę, że nadinterpretacja zgubiła "Essential Killing". W warstwie mikro-środowiska analiza wydarzeń nie jest dla mnie wystarczającym powodem, aby uznać ten film za wielki. Nie obawiam się powiedzieć, że jest to film pełen frazesów i egzystencjalnycn banałów o strachu, sile przeżycia i ludzkich instynktach. Dopiero po dopisaniu sobie nowego wymiaru (Mohammed jako idea terrozymu), poczułem, że film ten sprawił mi niejaką przyjemność. Zadowolił mnie również estetycznie i wizualnie - piękne zdjęcia, bardzo dobry montaż i świetna postać w kreacji kontrowersyjnego Vincenta Gallo (który nie wycedził tutaj nawet słowa). Nie wiem czy była to kontr-recenzja. Niemniej jednak film wzbudził we mnie mieszane uczucia, z przewagą tych negatywnych. Zebrał również mieszane recenzje, pomimo obsypania europejskimi nagrodami. Nie chodzi tu o udowadnianie kto ma rację. Festiwalowa dyrekcja, czy festiwalowa widownia. Recenzenci zachodni, czy recenzenci polscy. Każdy ma swoje kino, a ja czuję się teraz lżejszy.
|
ESSENTIAL KILLING reżyseria - Jerzy Skolimowski scenariusz - Jerzy Skolimowski, Ewa Piaskowska produkcja - Jerzy Skolimowski, Ewa Piaskowska zdjęcia - Adam Sikora muzyka - Paweł Mykietyn montaż - Réka Lemhényi scenografia - Joanna Kaczynska czas projekcji - 83 min wystąpili Mohammed - Vincent Gallo Margaret - Emmanuelle Seigner Interrogation Officer - David L. Price |