Strona główna KMF
        

Wszystko zaczyna się od ogłoszenia w gazecie. Naukowcy potrzebują chętnych do przeprowadzenia eksperymentu. Spotkanie ochotników i organizatorów przedsięwzięcia, to jednocześnie ostatnia szansa na wycofanie się. Potem - nie ma odwrotu. Kandydaci wypełniają ankiety. Są "przesiewani". Nie każdy się nadaje.
Sam eksperyment nie budzi zastrzeżeń. Wszystko będzie pod dwudziestoczterogodzinną obserwacją. Nic złego nie może się stać. Nic nie może wymknąć się spod kontroli. Nad wszystkim czuwają wyspecjalizowani naukowcy.
Szczegóły przedsięwzięcia: ochotnicy zostaną podzieleni na dwie grupy. Jedna to "strażnicy", druga - "więźniowie". Cel eksperymentu: poznać zachowania jednostek o "zrównoważonej" psychice w warunkach zamknięcia. Czas trwania: czternaście dni. Warunek bezwzględny: zarówno jedna, jak i druga strona nie może użyć przemocy. W przeciwnym razie eksperyment zostanie przerwany, a uczestnicy nie dostaną wynagrodzenia.
Ochotnicy - dlaczego się zgłosili? Ciekawość, chęć przeżycia czegoś nowego, pieniądze - chyba przede wszystkim. Każdy z nich ma swoje życie. Rodzinę, przyjaciół, pracę. Zwykli ludzie. Może nieco odważniejsi od innych, bo się zgłosili.
Początek eksperymentu - początek zabawy. Ci, którzy zostali "strażnikami", dostają wyposażenie: mundury, kajdanki, pałki. Nie ma broni. "Więźniowie" otrzymują tylko białe sukmany z numerkiem, który od tej pory zastąpi ich imię. Wszystko przypomina dziecięcą zabawę w "Policjantów i złodziei". Przez pewien czas wszystko przebiega zgodnie z planem. Kamery obserwują zachowania "więźniów" i "strażników". Naukowcy wyciągają wnioski. Wszystko tak jak powinno być. Ale w pewnym momencie coś zaczyna się psuć. Pojawia się przemoc, strach, ból, śmierć. Eksperyment wymknął się spod kontroli.







W ludzkiej naturze zapisany jest bunt. Bunt przeciw ograniczaniu naszej swobody. Zarówno tej fizycznej, jak i psychicznej. Dlatego ci, którym przypadła rola "więźniów" zaczynają się buntować. Instynktownie czują, że muszą . Z drugiej strony jednak, wiedzą, że na ograniczanie to niejako dobrowolnie przystali, akceptując warunki eksperymentu. Dlatego ich bunt jest delikatny, wręcz symboliczny. Druga strona - "strażnicy" - znajdują się w podobnej sytuacji. Została im przydzielona taka, a nie inna rola i muszą ją zaakceptować. Utożsamić się z nią. "Strażnik" pilnuje więźnia, ale jednocześnie wydaje mu polecenia. Jest postawiony "ponad" nim. Dlatego bunt jednej strony wywołuje reakcję drugiej. Próby, również łagodne, utemperowania "więźniów". W tym momencie następuje nieodwracalna transformacja. Znikają zwykli ludzie, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie w gazecie. Na ich miejscu pojawiają się ci, którzy mają władzę i ci, którzy tej władzy muszą się podporządkować. Ten drugi nie jest już współuczestnikiem eksperymentu. Jest tym, który się buntuje, albo tym, który ma ten bunt zdusić. Istnieją już tylko więźniowie i strażnicy.
Tak jak przywilejem więźniów jest bunt, tak przywilejem strażników jest władza. Ale władza potrzebuje przestrzeni. Nie akceptuje żadnych ograniczeń. A ograniczeniem na pewno w tym wypadku są, ci którzy nie chcą się podporządkować. Należy zatem ich odpowiednio "ustawić". Nie można zrobić tego przemocą fizyczną, chociaż byłoby najprościej, ale zostaje jeszcze przemoc psychiczna. Na razie wszystko ogranicza się do zasady: "Ja jestem wyżej postawiony od ciebie, dlatego musisz mnie słuchać". Do wydawania prostych poleceń, które niespełnione wywołują karę. Na razie również niezbyt wyrafinowaną. Ale natura dąży do równowagi - naciski jednej strony wywołują bardziej zdecydowaną reakcję drugiej. Zaczyna się tworzyć błędne koło.
Kary nie ograniczają się już do banalnych pompek. By zniszczyć proporcjonalnie rosnący opór więźniów, strażnicy chcą ich "złamać". A jak najłatwiej "złamać" człowieka? Pozbawiając go człowieczeństwa. Zaczyna się proces dehumanizacji. Uświadamia się więźniowi, że jest niczym więcej, jak tylko przedmiotem. W przeciwieństwie do strażnika, jest pozbawiony podstawowych praw, dlatego można kazać mu stać godzinami nago, czyścić toalety ubraniem, zamknąć go w skrzyni. Można wykorzystywać przeciwko niemu jego najgłębiej skrywane słabości. Jeśli takie zachowanie nie spotka się z żadna naganą, a nie spotyka się, to znaczy, że jest słuszne. Ewentualnie można pójść krok dalej. I jeszcze dalej. A potem nic już nie jest w stanie zatrzymać uruchomionej machiny agresji i śmierci.







Co skłania pozornie normalnego, zrównoważonego człowieka do zachowań tak drastycznych? W przypadku "więźniów" odpowiedź wydaje się prosta. Bronili się. Bronili swojej swobody, a wreszcie, życia. Ale jak wytłumaczyć zachowanie "strażników"?
Człowiek już historycznie ma przyporządkowaną "skazę" bycia naczelnym. Jesteśmy na Ziemi jedynymi istotami potrafiącymi myśleć abstrakcyjnie. Co za tym idzie mamy władzę. Możemy decydować o stworzeniach, które takiej zdolności nie mają albo dopiero będą mieć. Mamy władzę, ale jednak jest ona wieloma czynnikami ograniczona. Dla różnych ludzi są one równie różne: Bóg, Prawo, itp. Są wyznaczone granice, których przekroczenie wywoła określony skutek, określoną reakcję. Jeśli pod uwagę bierzemy Boga: zło spotka się z wiekuistym potępieniem. Jeśli pod uwagę brane jest Prawo: za postępowanie sprzeczne z nim czeka grzywna, więzienie, a nawet śmierć.
Z drugiej strony patrząc - skoro dano nam władzę, jako istotom najinteligentniejszym, to dlaczego sami sobie ją ograniczamy? Dla własnego bezpieczeństwa. Gdyby nie zakazy, nakazy jakimi jesteśmy otoczeni. Gdyby nie skutki ich łamania, których jesteśmy świadomi, na Ziemi zapanowałby chaos. Identyczny z tym, który powstał w wyniku eksperymentu. Naukowcy okrzyknęli się bogami, prawem. Nie potrafili jednak sprostać roli jaką sobie obrali. Postawili pewne warunki, ale nie byli konsekwentni w ich egzekwowaniu.




Tytuł oryginalny: Das Experiment
Reżyseria: Oliver Hirschbiegel
Książka: Mario Giordano, Christoph Darnstadt, Don Bohlinger
Zdjęcia: Rainer Klausmann
Muzyka: Alexander van Bubenheim
Rok: 2000



 AUTOR RECENZJI: Aleksandra Tofil - Maua