Film nieudany...
Nowy Jork, a w szczególności Manhattan, to miejsce nad wyraz osobliwe, ciekawe i różnorodne. Miejsce dziwaków, outsiderów i ludzi zdaje się kompletnie oderwanych od rzeczywistości. Ludzi niemieszczących się w ogólnie przyjętych normach czy też odgórnie narzuconych zasadach. Ludzi poszukujących własnego kawałka ziemi lub nieba. I tylko w takim mieście i tylko w takiej dzielnicy wszystko się zdarzyć może.
Oto młody Louis Ives (Paul Dano) miłośnik prozy F. Scotta Fitzgeralda i Henry’ego Jamesa, nauczyciel literatury angielskiej, traci pracę. Przeprowadza się więc do Nowego Jorku, by tam spróbować swych sił jako pisarz. Pierwszym jego krokiem w nowym mieście jest wynajęcie mieszkania u równie ekscentrycznego, co samotnego dramaturga Henry’ego Harissona (Kevin Kline). Wspólne zamieszkanie pod jednym dachem otwiera nowy rozdział w życiu Louisa. Niemal natychmiast staje się on uczniem Henry’ego. Uczy się jak być dżentelmenem, jak wejść do opery bez biletów, tańczyć walca, bywać w otoczeniu bogatych wdów i stać się „kawalerem róży”, czyli owym mężczyzną do towarzystwa. Oczywiście mistrz nie może istnieć bez swojego ucznia. Okazuje się, że obydwaj są od siebie uzależnieni i wzajemnie się potrzebują. Obydwaj też obsesyjnie pragną być kimś innym niż są w rzeczywistości. Zakładają różne maski, by tak, jak Henry Harrison schronić się przed światem zewnętrznym (cynizm, gburowatość) lub tak, jak Louis dowiedzieć się, kim się nie jest (fascynacja damską bielizną). Ich przyjaźń jest i dziwna i prawdziwa. Szczera i groteskowa. Tę ciekawą parę uzupełnia sympatyczny sąsiad Gershon (John C. Reilly) i aktywna ekolog Mary Powell (Katie Holmes). Wszyscy ci bohaterowie są zbudowani w sposób ujmujący i interesujący. Każdy jest inny. Każdy ma swoje marzenia i aspiracje. Harrison pragnie wyjechać do Rosji. Louis, pomimo wewnętrznych rozterek z własną tożsamością seksualną, ostatecznie pragnie pisać. Gershon marzy o żaglówce, a Mary chce ratować świat pisząc m.in. protest song. Ale najpiękniejszym zjawiskiem jest tu przyjaźń i przebaczanie sobie. Bezinteresowność i wzajemna pomoc. Oczywiście pieniądze też są ważne i to pozornie wokół nich kręci się świat bohaterów (towarzystwo Vivian, Meredith). Jednak to jest tylko złudzenie. Wszyscy bowiem szukają własnego ja. Swojego kawałka miejsca.
Film jest śmieszny, a gdzieniegdzie refleksyjny. Czuje się lekkość i pogodność, więc ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Kevin Kline jest w wielkiej formie. Wygląda nobliwie z tymi mocno siwiejącymi włosami. Z przyjemnością też słucha się dialogów z jego udziałem. Wykreowany przez niego Henry Harrison to arcyoryginalna figura. Paul Dano z powodzeniem stara się dorównać mu kroku. Jego dobroduszny i dziewczęcy wygląd podkreśla bezradność i zagubienie bohatera. Katie Holmes z kolei, z niewielkiej roli, stworzyła pełną wdzięku i czaru postać. Na uwagę zasługuje również, wyglądający jak Hagrid z Harry’ego Pottera, John C. Reilly. Doprawdy nie można się z nimi wszystkimi nudzić, toteż z głębokim smutkiem stwierdzam, że jest to film tak naprawdę pusty. I ta pustka jest straszna, wielka i deprymująca. Brakuje tutaj czegoś, co nadawałoby smak, a przez to uczyniło ten film wyjątkowym. Barwni bohaterowie i świetne kreacje aktorskie to mimo wszystko za mało. Fabuła mniej więcej w połowie filmu się rozmywa, by stać się następnie zwyczajnie mdłą i niestrawną. W rezultacie film mocno traci na swej wartości. Nie pozostawia po sobie żadnych emocji i raczej trzeba traktować go jak jednorazową przygodę. Pomimo ogromnego potencjału jest to obraz w gruncie rzeczy nieudany.
Moja ocena: 5/10
Autor tekstu: Kinga Kubicka - KUBECZEK | Klub Miłośników Filmu, 21
czerwca 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE |