"Face/Off" to jeden z filmów które wprost uwielbiam, choć w gruncie rzeczy dzieło Johna Woo
to (patrząc powierzchownie) po prostu kino akcji... z naciąganym do bólu scenariuszem; przez co w poniższym tekście, będę
"Face/Off" zarówno ganił, jak i chwalił - pochwał będzie jednak znacznie więcej!
Oglądałem "Face/Off" kilka dobrych razy i podczas każdego seansu jednocześnie
zachwycałem się wizją reżysera, jak i czułem zdegustowanie próbą wciągnięcia
widza w tak nierealną opowieść.
|
 | |
No właśnie: główny wątek, czyli zamiana
twarzy; ile bym razy do "Face/Off" nie zasiadał, tyle razy podczas operacji
Cage/Travolta-face to face, zgrzytam zębami, bo ów wątek jest genialny
w swej... głupocie. Nie bez przypadku zamieściłem w tekście tego wstępu
krótkie doniesienie prasowe na temat 'planowanego przeszczepu twarzy', które
obrazuje, z jak skomplikowanego zagadnienia (dopiero dziś, 7 lat po
powstaniu "Face/Off" zaczyna (!) się mówić o przeszczepie twarzy) John Woo
zrobił sobie niewiarygodny punkt zwrotny dla swojego filmu. Czemu niewiarygodny,
skoro 'przeszczepy twarzy są już kwestią najbliższego czasu'? No właśnie, sama
twarz - choć najważniejsza dla fabuły - to nie wszystko; aby wiarygodnie przemienić
się mógł Sean Archer (Travolta) w Castora Troya (Cage), trzeba było zmodyfikować
Archerowi brzuch, zmienić głos i fryzurę. Wszystko to w ciągu... kilku godzin, co
zostało uwiarygodnione zastosowaniem najnowszych, nikomu nie znanych, laserowych
technik chirurgii plastycznej. Jaaasne ;)
* Wzmianka prasowa pochodzi z dziennika "Fakt"
I tu dochodzimy do tak zwanych niedorzeczności. Po pierwsze: zmiana głosu, która
mogłaby spokojnie być tematem na osobny film (zatytułowany "Voice/Off"), tu jest
tylko napomkniętym gdzieś na boku dodatkiem - ot, chip w gardło i jedziemy dalej.
Po drugie: zmiana fryzury; to samo w sobie jest OK, wszak Castor Troy włosy
nosił krótkie, a Sean Archer długie, skoro zatem łatwiej kijek pocienkować, niż
go potem pogrubasić (jak powiedział kiedyś Kazimierz Górski w programie "Za chwilę
dalszy ciąg programu") to teoretycznie nie ma do czego się przyczepić (przeszczepić? ;)
Teoretycznie tak, bo w praktyce widzimy jak przy leżącym na stole operacyjnym Archerze - którego twarz jest właśnie zastępowana facjatą Troya - zupełnie na luzaku pracuje już
fryzjer, i nic sobie nie robi z tego, że ścięte włosy walają się po całym stole
operacyjnym. Ok, jedziemy dalej...
|
 | |
 |
|
Sean Archer po przejściu jedynego w swoim rodzaju faceliftingu, po upływie
kilkunastu godzin od operacji rusza już do akcji! Na stole zostaje jednak pogrążony w śpiączce
człowiek bez twarzy - Castor Troy. I tu dopiero jesteśmy świadkami gigantycznego stężenia
niedorzeczności na minutę filmu. Troy się budzi ze śpiączki i choć nie ma na twarzy... twarzy
(której brak powodowałby niewyobrażalny ból!), chodzi po sali, klaszcze radośnie
w dłonie, o paleniu papierosa nie wspominając. Ściągnięci na salę operacyjną zastraszeni
i sterroryzowani chirurdzy, w ciągu kilkunastu godzin przypinają Troyowi twarz
Archera, na szybko wszczepiają (nie wiedzieć skąd) jego fryzurę, a w gardło chip,
i choć wszystko to wykonywane jest pod bronią i z pewnością drżącymi rękoma chirurgów,
już następnego dnia Castor Troy staje piękny i zdrowy przed Seanem Archerem odwiedzając go w więzieniu - jaaasne ;)
|
 |
|
To właśnie w scenie pierwszego spotkania bohaterów po zamianie twarzy można
zaobserwować zupełnie chybioną grę aktorską w wykonaniu Nicolasa Cage'a. Nie
mogę po prostu patrzeć, jak twardy i nieustępliwy gliniarz mięknie nagle
przed swoim największym wrogiem, okazując rozpacz i przerażenie. Rozumiem, że
Sean Archer (obecnie grany przez Nicolasa Cage'a) dowiedział się właśnie, że
został 'udupiony', ale aż takie mazgajstwo pasowało do niego jak pięść do nosa.
|
 | |
 |
|
Podobnie źle zagrana (lub źle poprowadzona przez reżysera) scena ma miejsce
na początku filmu, gdy Troy (jeszcze Cage!), któremu skończyły się naboje, nagle
zaczyna biadolić, przepraszać i prosić Archera o łaskę, klękając przy tym na kolana.
Rozumiem, że Troy to typ przebiegły i perfidny, zdolny do najdziwniejszych (ciężko
zapomnieć jego "Hallelujah" i chwyt chórzystki za pośladek - na początku filmu!)
i niekonwencjonalnych posunięć, ale aż takie - nawet udawane - przerażenie
i prośby o litość były z aktorskiego punktu widzenia zbyteczną szarżą, w dodatku
przerysowaną.
|
 |
|
I doszliśmy do momentu, w którym stanowczo i z całym przekonaniem mogę
stwierdzić, że John Woo ma duży problem z ukazywaniem na ekranie prostych, ludzkich
emocji i uderza często w dziwny ton uciekania do motywów samych w sobie wzruszających,
nie potrafiąc ich ciekawie poprowadzić czy rozwinąć - wystarczy przypomnieć wątek płatnego zabójcy
i ogłuszonej przez niego (przypadkiem) piosenkarki z "The Killer", niemowlaki w oblężonym szpitalu z "Hardboiled",
czy wymuszony i wymęczony romans między Tomem Cruisem a Thandie Newton w "M:I 2". "Face/Off"
zaczyna się w momencie, w którym z rąk Castora Troya przypadkiem ginie syn Archera - co będzie
głównym motorem napędowym działań nieugiętego policjanta. Sam oczywiście motyw zemsty
za śmierć synka jest w porządku i w dalszej części zostanie interesująco rozwinięty
i zakończony.
|
 | |
 |
|
Chciałbym jednak wspomnieć o trzeciej scenie (pierwszą i drugą opisałem powyżej),
która została nieco źle rozegrana. Chodzi oczywiście o wizytę Archera (już Cage!) z żoną
na cmentarzu, w rocznicę śmierci synka. Podrabiany Archer wraz z żoną prawdziwego
Archera przyjeżdża na cmentarz. Wiemy, że za chwilę wybuchną emocje i powrócą wspomnienia,
jednak Woo i jego aktorka rozgrywają to tak sztucznie, jakby scena została żywcem
przeniesiona z polskiej komedii "Kogel Mogel". Któż z nas nie pamięta słynnego:
"Matka płacz!". Podobnie wygląda wizyta małżeństwa Archerów
na cmentarzu - małżonka klęka przy grobie i z marszu, drżącym i niestety udającym wzruszenie głosem, wyrzuca
z siebie słowa: "Oh Sean, on zabił naszego chłopca". Nie wiedziała, że właśnie wypłakuje się
w ramię mordercy swojego dziecka, na marginesie dodać należy, że w jego spojrzeniu przez
moment widać zastanowienie... może to jakieś strzępki wyrzutów sumienia? To właśnie paradoks jest filarem tej sceny, sceny prawie popsutej przez teatralną, zbyt ekspresyjną i sztuczną grę aktorską Joan Allen (Dr. Eve Archer).
|
 |
|
No tak... głębi psychologicznej na próżno szukać w kinie Johna Woo, ale nowatorstwa i smykałki do kręcenia
przedziwnych i niecodziennych, widowiskowych sekwencji mu nie brakuje.
Kto jak kto, ale John Woo potrafi kręcić niesamowite sceny akcji, a pomysłów można mu
tylko pozazdrościć. Warto przypomnieć tu rozmach inscenizacyjny i świetny montaż podczas strzelanin
w "The Killer" czy "Better tomorrow 2", unik przed lecącą strzałą w "Hard target" czy
wreszcie podziemny wybuch atomowy w "Broken arrow", prolog "M:I 2" na skałach czy
niesamowitą akcję z tegoż filmu, w której Cruise obracając motor strzela jednocześnie
do samochodu 'złych ludzi'. Woo jako jeden z nielicznych reżyserów, w każdym swoim filmie
składa też swoisty rodzaj podpisu, a nawet... kilka podpisów. Przede wszystkim gołębie, które
obecne są w jego produkcjach z udziałem Chow Yun Fata, ale i w filmach hollywoodzkich:
"Hard target", "M:I 2" (gołębie pojawiają się nawet na plakacie tego filmu, sprytnie
ukryte w płomieniach), "Zapłata" i oczywiście w opisywanym tu "Face/Off". Kolejnym znakiem
rozpoznawczym w filmach Woo jest umiejscowienie jednej ze strzelanin w... Kaplicy, lub małym
kościele. I choć nie tak często jak gołębie, można strzelaniny w Kapliczce znaleźć w
"The killer", "Better tomorrow 2" i właśnie w "Face/Off". Znak firmowy numer 3 i stosowany
chyba najczęściej, to dwójka bohaterów mierząca do siebie (z broni) z bliskiej odległości, i
strzelająca do siebie przez ścianę lub twarzą w twarz. Nie będę tu wymieniał tytułów w których
Woo wykorzystał ten motyw, bo musiałbym wymienić praktycznie wszystkie jego bardziej znane filmy.
Stwierdzić mogę jednak, że "Face/Off" jest kwintesencją choreografii 'strzelaniny' a'la Woo, a motyw
zamiany twarzy pozwolił stworzyć jedną z najbardziej niezwykłych scen w historii kina akcji.
|
 | |
 |
|
 |
|
Oto po dwóch stronach ściany, plecami do siebie, stoi dwóch śmiertelnych wrogów: Sean Archer
i Castor Troy - obaj z 'nie swoimi twarzami'. Troy stwierdza: "Pozabijajmy się nawzajem"
i następuje scena w której John Woo daje upust swojej tradycji, dodatkowo nadając jej nowe,
symboliczne, niemal metafizyczne znaczenie. Okazuje się bowiem, że ściana to... lustro,
dzięki któremu bohaterowie (co oczywiste) patrzą na swoje odbicia, ale paradoksalnie
widzą przed sobą... swojego przeciwnika. Genialne w swej prostocie - prawda?
Kolejnym super pomysłem było 'stalowe więzienie', w którym więźniowie zakuwani byli w potężne, żelazne buty, w razie potrzeby
przyciągane i blokowane przez elektromagnesy wbudowane w podłogę. Tak niezwykła, wizualnie bardzo
atrakcyjna wizja więzienia była jednym ze szczegółów, który po obejrzeniu "Face/Off" najdłużej
pozostał w mojej pamięci.
|
 | |
 |
|
Jest jednak jeden taki moment w "Face/Off" który wręcz ubóstwiam!!!
Nie jest to scena akcji, ani żaden poruszający dialog. Nie jest to też żadna scena
z gołębiami, ani pościg ;) Chodzi mi o sekwencję 'kolacji' w domu Dietricha Hasslera (to ten łysy)
z udziałem Seana Archera (już Cage!) i bandy Troya; wszyscy ugrzani na maxa zaburzaczami
umysłu,
atmosfera nieco psychodeliczna (szczególnie dla Seana Archera z twarzą Troya, który
siedzi przecież w środku gniazda os) i Archer niespodziewanie dostaje 'prezent': pudełko z dragami
i złotymi pistoletami Castora (!). Bierze obydwa pistolety do rąk i przez chwilę celuje do
swoich nowych 'znajomych' - policyjna tożsamość daje o sobie znać.
|
 |
|
Nie na długo jednak, bo już po chwili, Archer/Troy mówiąc o Seanie Archerze (czyli
o sobie) rzuca z rozbrajającą szczerością i satysfakcją tekst:
"Sypiam z jego żoną". Wiemy już, że w głowie Seana zrobił się
totalny bajzel. Wiedząc, że Castor być może w tej właśnie chwili kocha się z jego
żoną (matką dziecka które przecież - choć przypadkiem - zabił!), Sean próbuje ująć wszystko
w nawias żartu, kpiny, autoironii; szuka dla siebie wyjścia z psychicznej pułapki. Kim jest? Jak
się władował w taką sytuację? Czy określa go twarz, czy wnętrze? Co stanowi
o jego 'ja'? Czy ten w lustrze to jeszcze Sean Archer czy już Castor Troy?
|
 | |
 |
|
Wtedy
właśnie z ust Seana padają słowa biorące w nawias cały film: "I'd like to take his... face... off",
w którym to momencie Nicolas Cage wykonuje banalny zdawałoby się gest, jakby dłonią
zbierał coś z własnej twarzy. Po chwili Dietrich Hassler (ten łysy) dopytuje się - jakby
nie dosłyszał - "Jak to... zdjąć twarz?". Sean pokazuje dokładnie, że chodzi o oczy,
nos, skórę... wszystko zdjęte: "FACE/OFF!" - Dietrich (ten łysy) dumnie i ze zrozumieniem
powtarza na sobie gest 'zdjęcia twarzy'. Ta pozornie błaha sekwencja stanowi według
mnie najciekawszy pod względem wyczucia dramaturgii i kunsztu realizacyjnego, moment filmu.
|
 |
|
Nie byłoby jednak filmu Johna Woo bez wybuchów, pościgów i przede wszystkim strzelanin, które w każdym
filmie tego reżysera są niekwestionowanymi perełkami, niepowtarzalnymi i jedynymi w swoim rodzaju.
"Face/Off" zresztą, to chyba najlepszy przykład wyczucia reżysera w sprawach eksponowania i podkreślania obecności
broni na ekranie. Dla uwypuklenia gracji i lekkości z jaką bohaterowie posługują się zabójczymi
kawałkami metalu (pistolety, karabiny, shotguny, uzi, itd. itp.), Woo często stosuje zwolnione tempo.
|
 | |
 |
|
Tak właśnie zaczynają się wszystkie strzelaniny w "Face/Off" - tak zaczyna się śmiertelny taniec
bohaterów; widzimy jak pociski i strumienie ognia wydostają się z luf, jak iskry od rykoszetów
zaczynają wypełniać pomieszczenie, jak siła postrzału rzuca przeciwnikami po ścianach. Zmontowane
jest to wszystko dynamicznie i żywiołowo, ale też z dbałością o każde ujęcie, każdy szczegół, wszak
na montażowym stołku siedzieli prawdziwi specjaliści od 'klejenia' filmów akcji; Steven Kemper
("Showdown in Little Tokyo","Timecop", "End of Days", "M:I 2", "Punisher") i Christian Wagner
("True romance", "Bad Boys", "Fan", "Negotiator", "M:I 2", "Man on fire"), a za kamerą stał
Oliver Wood, który popełnił zdjęcia do takich filmów jak "Die hard 2", "Terminal velocity",
"U-571" i "Tożsamości..." oraz "Krucjaty Bourne'a". Tu każde ujęcie i każde cięcie montażowe
ma znaczenie. Tu każdy wystrzelony pocisk zna swoje miejsce, zadanie i cel. "Face/Off" dzięki takiemu
właśnie podejściu do tematyki strzelanin stoi na najwyższym realizacyjnym poziomie.
|
 | |
 |
|
Niezaprzeczalnie
ważną rolę w tym wszystkim odgrywa muzyka Johna Powella - jest dynamiczna, pulsacyjna, głośna, ekspresyjna
i znakomicie ilustruje sceny akcji. Warto w tym miejscu przypomnieć, że John Powell jest autorem
muzyki do "Tożsamości..." i "Krucjaty Bourne'a" - które to ścieżki dźwiękowe należą zdecydowanie
do moich ulubionych! Nie brakuje jednak w tym całym zgiełku wystrzałów, kurzu, chaosie, pocie i
ogniu, nutki liryzmu - wszak bohaterowie skacząc i biegając w 'slow motion' robią to z niemal
baletową lekkością, w tym wszystkim znaleźć można też wspomniane wyżej 'zwiastuny pokoju' - gołębie, a 'rozpierducha' w mieszkaniu Dietricha stonowana jest przez słuchawki nałożone na uszy małego Adama: malec oglądając
strzelaninę, krew i trupy słyszy w tym samym czasie spokojną, niemal relaksacyjną muzykę - niezwykłe zestawienie!
Drugim przykładem na niezwykły kontrast między tym co widzimy, a jak to jest pokazane, znajdziemy
w scenie na lotnisku, gdy morderca, terrorysta i zamachowiec w jednym - Castor Troy - wysiada
z samochodu i idzie w kierunku samolotu; hmmm... nie idzie, on płynie, wygląda niczym anioł śmierci,
płaszcz jego rozwiewany jest przez wiatr, a dostojeństwo wręcz z niego emanuje; jest Castor w tym ujęciu przykładem spokoju i opanowania; jakby właśnie wracał od komunii świętej,
a nie od wielkiej bomby, którą właśnie zainstalował w centrum miasta - Hallelujah!
|
 | |
 |
|
Skoro o niesamowitych pomysłach Johna Woo powyżej wspominałem, grzechem byłoby nie napisać
choćby kilku słów o finałowym pościgu na motorówkach (pierwotnie pościg motorówkowy miał
się znaleźć w finale pierwszego hollywoodzkiego filmu Woo: "Hard Target" z Van Dammem).
Już sam pomysł osadzenia pościgu na wodzie
w dwóch wielkich motorówkach - wydaje się zwariowany, a dodając do tego szybkość i widowiskowość
całej akcji, bez wahania przyznać należy, że ów pościg wrażenie robi duże. Szczególnie zaś trzy jego
fragmenty: zderzenie boczne motorówek, uderzenie (z przelotem ;) motorówki Archera w policyjną
łódź patrolową (ah! ta wielka kula ognia!) i końcowe BUM! motorówki o nabrzeże. Tak, kilka słów o pościgu
napisane, zatem przechodzimy dalej, do ważniejszych rzeczy ;)
|
 |
|
Trailer reklamujący film wyglądał tak: John Travolta siedzi na krześle i opowiada
o Castorze Troyu, o zamachach, morderstwach itp. popełnionych przez tego bandziora.
Kamera wykonuje obrót dokoła Travolty (który wciąż mówi). Gdy kamera jest za plecami
aktora, łapie się on rękoma za głowę i zaczesuje włosy do tyłu. Gdy kamera kończy ruch
obrotowy, na krześle siedzi już Nicolas Cage - trzeba oddać pomysłodawcom honor: niezwykle
trafiony pomysł! Ów trailer był nawet nominowany do nagrody "Golden Trailer Awards", w kategorii
NAJLEPSZY TRAILER DEKADY!
 | |
"Face/Off" to chyba jedyny film w historii kina, w którym dwaj aktorzy mieli możliwość
zagrać w jednym filmie dwie skrajnie odmienne postaci. Co więcej, zarówno Nicolas Cage
jak i John Travolta wywiązali się z tego zadania znakomicie. Początkowo zdeterminowany,
zrozpaczony i łaknący zemsty John Travolta, po zamianie ról jest jeszcze bardziej wiarygodny
jako bezwzględny i sprytny czarny charakter. Tak samo - tylko odwrotnie ;) - sytuacja
wygląda w przypadku Nicolasa Cage'a. Przez pierwszą część filmu jego postać to inteligentny
choć zdrowo szurnięty psychopata, nie cofający się przed niczym, wyróżniający się charakterystyczną mimiką twarzy
(wytrzeszczanie oczu) i żywiołowym zachowaniem. Po zamianie ról, Nicolas Cage bezbłędnie
(pomijając oczywiście oportunistyczne zachowanie podczas aresztowania przez Archera i pierwsze spotkanie
z Castorem w więzieniu, o których to scenach pisałem wcześniej)
pokazuje początkowe zagubienie, uczy się mówić i ekspresyjnie wyrażać emocje, jak robił
to prawdziwy Castor Troy. Przełomowym i aktorsko najlepszym dla niego momentem jest,
gdy w więzieniu podczas bójki, Cage oparty o stół spogląda na Polluxa Troya, uśmiecha
się szeroko (w ścieżce dźwiękowej słychać wtedy czadowy odgłos gitary!), wytrzeszcza
oczy jak miał w zwyczaju robić to prawdziwy Castor i krzyczy: "I'm Castor Troy! I'm Castor
Troy! Yeaaah!!!". Katuje w tym samym momencie Dubova (ten wielki, któremu Castor 'puknął' żonę ;),
miota się targany natychmiastowymi
wyrzutami sumienia (przecież jestem policjantem!), zbiera mu się na płacz... jednak wciąż
odgrywa swoją nową rolę przed więziennym audytorium. Brillant!!!
|
 |
|
Cóż, wyszło, że choć obydwaj aktorzy
zagrali zarówno biały jak i czarny charakter wiarygodnie (autentycznie czuć, że choć twarze
zamienione, tam w środku siedzi ten zły i ten dobry), John Travolta pozostał bez dwóch zdań
w cieniu aktorskiego popisu Nicolasa Cage'a.
|
 |
|
Jeśli zagłębić się w fabułę i relacje łączące bohaterów, to wychodzi z tego całkiem niezłe
zestawienie. Przede wszystkim na początku, Castora Troya i Seana Archera łączy niezaprzeczalna
więź oparta na zasadzie 'ja gonię - ty uciekasz'. Jak się dowiadujemy z prologu, Troy
ma najwidoczniej dość uciekania i postanawia zabić swojego 'ścigającego'. Niestety, kula przechodzi
przez klatkę piersiową Seana i zabija jego synka. Do zwyczajnego więc, trwającego latami pościgu
dochodzi chęć zemsty i osobista wendeta - zatem więź się zacieśnia. Akcja filmu przenosi się do 'present day'
i dowiadujemy się, że Castor Troy ma niezbyt rozgarniętego brata Polluxa (w Mitologii Castor i Pollux byli
braćmi, dziećmi Zeusa i Ledy, brali też udział w... Wojnie Trojańskiej - stąd CASTOR i POLLUX TROY!. Castor i Pollux
to także nazwy gwiazd w konstelacji Gemini!), który nie potrafi sobie
zawiązać buta, a samolot dla swojego brata-bandyty, zamawia na nazwisko... Troy, aby Policja
zbyt długo nie musiała łączyć osoby zamawiającej lot z osobą Castora Troya.
|
 | |
 |
|
Mimo to, poznajemy
Castora jako kochającego brata, który i sznurowadło Polluxowi zawiąże i 'nie zabija go z powodu
nierozerwalnych więzów krwi'. Po drugiej stronie muru mamy policjanta Seana Archera, jego żonę i córkę -
wszyscy wyraźnie sobą znudzeni i zmęczeni swoim towarzystwem. No dobrze, standard, ten ma brata,
tamten żonę, córkę i wspomnienie o małym synku - nie ma tu nic ciekawszego niż w dowolnym odcinku
"Dynastii".
Zgadza się, bo ciekawie robi się dopiero po zamianie twarzy. Relacje plączą się
i gmatwają (w pewnym momencie - przed strzelaniną w Kaplicy, Archer prawie kładzie rękę na twarzy Sashy... a przecież
ten gest zarezerowany był do tej pory TYLKO dla członków jego rodziny!), ale też pozwalają poznać wszystkich bohaterów z bliska, takimi, jakimi naprawdę
są; na przykład bandyci też mają uczucia, życie prywatne i honor (!). Okazuje się też, że zamiana twarzy - chciał nie chciał - wnosi do
życia i zachowania pewne zmiany. Czy jest to jednak spowodowane zmianą wyglądu, czy też odblokowaniem (na skutek szoku!)
uśpionego w głównych bohaterach pokładów dobra i zła, miłości i nienawiści?
|
 |
|
W końcu nawet czcionka jaką wykonane
są napisy początkowe filmu - białe na czarnym tle i czarne na białym - przypomina o tym, że
w świecie dobra zawsze jest trochę zła, a w świecie zła zawsze znajdziemy nieco dobra.
Zatem co się teraz dzieje? Fałszywy Sean Archer bez problemów odnajduje się w nowej sytuacji:
jest kochającym mężem i opiekuńczym ojcem - może dlatego, że ani żona ani córka nie są jego? A policjant podszywający się pod Castora Troya otacza opieką synka Sashy Hassler, którego
ojcem jest... prawdziwy Castor Troy. Dodatkowo, podstawiony Castor Troy (czyli Archer) zaprzyjaźnia się z człowiekiem, który kilka dni wcześniej naigrywał się z 'martwego synka' Seana Archera, a Castor Troy w skórze Seana Archera robi furorę w policji, która do niedawna
z całą zawziętością go ścigała. W więzieniu Sean Archer łapie kontakt z bratem Castora... aby
później podczas akcji w domu Dietricha zabić go na oczach Castora w przebraniu Archera.
Najbardziej zakręcona jest jednak scena w Kaplicy,
gdzie obydwie grupy się spotykają i niemal każdy do każdego celuje (jak to w rodzinie ;)
|
|  |
Wtedy fałszywi Troy i Archer zwracają się do swoich prawdziwych
przyjaciół, ale już nikt zbytnio nie wie komu i w co wierzyć i dochodzi w końcu do tego,
że gdy zaczyna się strzelanina, kobieta Castora rzuca się na żonę Archera by uratować jej
życie, a po chwili żona Archera patrzy jak obca kobieta umiera w ramionach jej męża (!) - niesamowita mieszanka uczuć. Rozwiązaniem całej zawiłej i obfitującej w skomplikowane relacje między bohaterami
sytuacji jest oczywiście zakończenie filmu, gdy prawdziwy już Sean Archer przyprowadza
do swojego domu, synka Castora Troya. Archer uwolnił się od koszmaru przeszłości, zabił Castora, zemścił się,
koło się zamyka, film się kończy.
|
 |
|
Czy "Face/Off" to tylko wizualna perełka, doskonały montaż i świetny (nominacja do Oscara w kategorii Montażu efektów dźwiękowych) dźwięk?
Czy też "Face/Off" to nakręcone z polotem strzelaniny, widowiskowy pościg na motorówkach i arcyciekawy,
choć naciągany do bólu pomysł z zamianą twarzy? Czy "Face/Off" to zwykły film sensacyjny, czy może
kryje się pod jego powierzchowną fasadą coś więcej, coś o czym pisałem powyżej? Nie wiem. Pewnie w tym
filmie nie ma nic ponad atrakcyjną formę, widowiskowość i 'power' scen akcji. Wiem tylko, że
"Face/Off" mimo swojej naiwności robi na mnie ogromne wrażenie, choć kiedy oglądałem go kilka lat temu -
nie podobał mi się zbytnio. Obecnie jednak uważam "Face/Off" za najlepszy film jaki popełnił John Woo, film w którym inteligentnie
zawarł wszystko to, z czym jego kino jest kojarzone. Nie wiem czemu po siedmiu latach od premiery odkryłem
ten film po raz drugi i to z tak pozytywnym skutkiem. Może po prostu obejrzałem "Face/Off"
w odpowiednim momencie mojego życia? Nie wiem ;) Jedno jest pewne: to nie film się zmienił, tylko ja!
- jaaasne ;)